PAP | 22-04-2021 17:05

Ekspertyza pokazała, co zawierały fałszywe szczepionki od sprzedawcy z Katowic

Substancja, pochodząca od zatrzymanego w styczniu 26-latka z Katowic, nie jest szczepionką firmy Pfizer. To powszechnie dostępny środek, zawierający kwas hialuronowy.

Podejrzany 26-latek z Katowic wprowadzał internautów w błąd, że ma szczepionkę firmy Pfizer. Fot. Shutterstock

  • Zatrzymany kilka miesięcy temu mężczyzna przez internet oferował do sprzedaży rzekome szczepionki Pfizera
  • W sprawie zabezpieczono dwie fiolki z podrobioną szczepionką
  • Specjaliści koncernu farmaceutycznego Pfizer sporządzili na zlecenie ekspertyzę rzekomych szczepionek 

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się doniesienia, że w Meksyku i Polsce zidentyfikowano przypadki sfałszowanych szczepionek przeciw COVID-19. Odnosząc się do tych informacji minister zdrowia Adam Niedzielski podkreślił w środę (21 kwietnia), że ryzyko pojawienia się takich szczepionek w oficjalnym obiegu fałszywych szczepionek praktycznie nie istnieje. Zaznaczył, że do punktów szczepień trafiają tylko certyfikowane produkty.

Czytaj też: Szczepionki i leki na COVID -19 przez internet? GIF ostrzega: nie kupujemy!

26-letni programista w Katowic został zatrzymany pod koniec stycznia, przedstawiono mu dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy podrobienia dwóch dokumentów w celu uzyskania korzyści majątkowej - zaświadczeń o negatywnym wyniku testu PCR na SARS-CoV-2, a drugi usiłowania oszustwa na szkodę co najmniej 10 osób, poprzez wprowadzenie ich w błąd, że posiada szczepionkę firmy Pfizer i może ją sprzedać.

Co odkryli eksperci w szczepionce Pfizera?

Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w drugiej połowie stycznia, m.in. od informacji w mediach - po tym, jak reporterzy "Raportu" Polsat News kupili podrobioną szczepionkę Pfizera od 26-latka, który obiecywał hurtowe ilości preparatu.

Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Katowicach przekazała specjalistom Pfizera do badań część zawartości fiolki, kupionej przez dziennikarzy Polsat News, oraz innej ampułki, zabezpieczonej w trakcie postępowania. Więcej fiolek z rzekomą szczepionką nie znaleziono.

- Eksperci wykluczyli, że zabezpieczona i przekazana do badań substancja była szczepionką przeciwko COVID-19 firmy Pfizer. Wskazali, że skład substancji nie jest zgodny z tym, jaki ma autentyczna szczepionka. Ustalono natomiast, że zabezpieczona substancja to powszechnie dostępny środek, zawierający kwas hialuronowy - powiedziała w czwartek (22 kwietnia) rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek.

Chętnych na zakup szczepionek było więcej?

Podejrzany wprowadzał internautów w błąd, że ma szczepionkę firmy Pfizer. W wyjaśnieniach przyznał, że w rzeczywistości był to produkt, który sam zakupił w sklepie internetowym. Eksperci Pfizera otrzymali także materiał z tego sklepu do badań i jak ocenili, wszystko wskazuje na to, że skład substancji jest taki sam, jak w obu zabezpieczonych fiolkach.

Prokuratorzy i policjanci badają, czy osób, które usiłował oszukać 26-latek nie było więcej. Do chwili obecnej nie ustalono, by ktokolwiek poza dziennikarzami Polsat News kupił od niego rzekomą szczepionkę. Niezależnie od prowadzonego śledztwa, Polsat News zamówił wcześniej prywatną ekspertyzę, została ona też dołączona do materiałów postępowania.

O przeszukaniu mieszkania 26-letniego programisty z Katowic 19 stycznia poinformowała policja, nie zdradzając żadnych szczegółów. Policja podawała wówczas, że na ogłoszenie związane z oferowaniem "nowej szczepionki na COVID-19 w formie ampułko-strzykawki" oraz "negatywne testy COVID-19" funkcjonariusze natknęli się monitorując internet.

Mężczyznę namierzyli funkcjonariusze zajmujący się walką z cyberprzestępczością. Po zatrzymaniu, przedstawieniu zarzutów i przesłuchaniu 26-latka prokuratura domagała się aresztowania podejrzanego. Sąd nie uwzględnił tego wniosku, podobnie jak późniejszego zażalenia.