• PARTNER SERWISUpartner serwisu

Coraz więcej osób nie przychodzi po drugą dawkę szczepionki. "Przepraszam, dziś nie mam czasu"

Autor: oprac. JJ • Źródło: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia18 maja 2021 10:11

Jak zauważa prof. Paweł Ptaszyński, przestaliśmy się bać koronawirusa, a znoszenie obostrzeń dla wielu osób oznacza koniec pandemii.

Coraz więcej osób nie przychodzi po drugą dawkę szczepionki. "Przepraszam, dziś nie mam czasu"
Szczepiący jak telemarketerzy - dzwonią do pacjentów przypominając o drugiej dawce. Fot. WUM
  • Pęd ku szczepieniu ostatnio osłabł, jakby wszyscy ci, którzy chcieli się zaszczepić, już to zrobili - mówi prof. Ptaszyński
  • Szczepiący jak telemarketerzy - dzwonią do pacjentów, bo mają otwartą ampułkę szczepionki i nie chcą jej zmarnować - zaznacza
  • Od kilku tygodni występuje niepokojąca tendencja - pacjent przychodzi na pierwsze szczepienie, ale na drugą dawkę się już nie zgłasza - dodaje

Prof. Ptaszyński, kardiolog, dyrektor ds. medycznych Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" alarmuje, że takie rozluźnienie może oznaczać kolejne zakażenia i dramaty kolejnych rodzin. Bo koronawirus przecież nie zniknął.

Szczepiący jak telemarketerzy

Przyznaje, że mimo chaosu organizacyjnego, całkiem nieźle sobie radzimy ze szczepieniami. Pęd ku szczepieniu jednak ostatnio osłabł. To trochę tak, jakby wszyscy ci, którzy bardzo chcieli się zaszczepić, już to zrobili. Punkty szczepień są, szczepionki również, choć czasem dostawy przyjeżdżają z opóźnieniem.

Jak mówi prof. Ptaszyński, zdarza się tak, że szczepiący muszą zabiegać o chętnych do szczepienia. Są jak telemarketerzy. Dzwonią do pacjentów, bo mają otwartą ampułkę szczepionki i nie chcą jej zmarnować. Albo próbują zachęcić tych, którzy nie zgłaszają się na drugą dawkę. Słyszą: "nie mam czasu".

Problem z drugą dawką

W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" profesor zauważa, że od kilku tygodni występuje niepokojąca tendencja - pacjent przychodzi na pierwsze szczepienie, a na drugą dawkę się już nie zgłasza. Została z tego powodu uruchomiona procedura dodatkowego przypominania SMS-ami o drugim szczepieniu. Personel dzwoni także do osób, które w drugim terminie szczepienia się nie zjawiają.

Pacjenci tłumaczą: "przykro mi, dziś nie mam czasu" albo "coś mi dzisiaj wypadło". To jednak często zwykła wymówka. Jak podkreśla profesor, z jego obserwacji wynika, że to jest sytuacja podobna jak w poradni, gdzie na pierwszą wizytę pacjenci zapisują się, czekają, narzekając, że za długo, przychodzą zadowoleni, że nareszcie, dostają recepty na leki. A później już czują się tak bezpieczni i zaopiekowani, że na kolejnej wizycie już się nie zjawiają.

Jak przekonuje, w przypadku drugiej dawki szczepionki działa podobny mechanizm. Tym bardziej, że przestajemy bać się koronawirusa.

Kwestia wyboru?

Jak podkreśla profesor nie bez znaczenia jest też efekt medialnej dyskusji, która szczepionka jest lepsza, która popularniejsza, która wygodniejsza. Najpierw wszyscy wychwalali Pfizera, a narzekali na AstraZenecę. Teraz marzeniem stał się Johnson&Johnson.

Jak przekonuje prof. Ptaszyński, taka dyskusja jest niepotrzebna i szkodliwa, bo prowadzi do tego, że gdy pacjent dowiaduje się, że - z powodu zmiany harmonogramu dostaw - zamiast Moderny dostanie np. Pfizera, rezygnuje ze szczepienia i zmienia termin.

Dodaje, że każdy powinien się szczepić, budować odporność i pamiętać, że nadal żyjemy w pandemii.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum