• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Ważny program dla kilkudziesięciu pacjentów z rakiem rdzeniastym tarczycy

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 11 czerwca 2019 08:14

- Staramy się przekonać resort zdrowia do stworzenia programu lekowego z inhibitorem kinazy tyrozynowej dla pacjentów z rakiem rdzeniastym tarczycy - mówi prof. Barbara Jarząb, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie Oddziału w Gliwicach.

Ważny program dla kilkudziesięciu pacjentów z rakiem rdzeniastym tarczycy
Prof. Barbara Jarząb

Rynek Zdrowia: - Z chorobami tarczycy mamy obecnie do czynienia częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Dlaczego tak się dzieje?
Prof. Barbara Jarząb: - Dobrym przykładem może tu być wole guzkowe tarczycy, które rozwija się na podłożu powiększenia tego gruczołu. Jest to choroba łagodna, z guzkami, które nie są złośliwe. Wole jest częstsze w krajach, w których dzieci rozwijały się w warunkach niedoboru jodu.

Przez długi czas nie zdawaliśmy sobie sprawy z faktu, że Polska także należy do tej grupy państw. Dopiero badania dzieci przeprowadzane w latach 80. ubiegłego wieku po awarii reaktora w Czarnobylu uświadomiły endokrynologom, że zarówno dzieci, jak i dorośli w Polsce mają za mało jodu w diecie. Dlatego w latach 90. wprowadzone zostało obowiązkowe jodowanie soli i to jodowanie na wysokim i wystarczającym poziomie.

Obecnie nie mamy już do czynienia z zagrożeniem niedoborem jodu w diecie Polaków, ale osoby, które w latach 80. były dziećmi, są obecnie dorosłymi ludźmi, którzy - szczególne kobiety - stosunkowo często mają wole guzkowe. Jest ono trudną chorobą, ponieważ nie jesteśmy w stanie odróżnić przedoperacyjnie wola z guzkiem łagodnym od wola z guzkiem złośliwym, w którym rozwija się nowotwór.

Pomocna w tym zakresie jest biopsja tarczycy, ale ona też nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania. Z tych wszystkich powodów odnosimy wrażenie, że choroby tarczycy są coraz częstsze, choć tak naprawdę będą one coraz rzadsze, bo dotyczą głównie osób, które były 6-7-latkami w latach 80.

- Jaka jest obecnie skala zachorowań na nowotwory tarczycy?
- Rak tarczycy jest chorobą bardzo rzadką, co widzimy m.in. w Polsce, na tle dużej liczby przypadków wola guzkowego. Niemniej postęp diagnostyki powoduje, że coraz częściej rozpoznajemy tę chorobę. Guzek tarczycy większy od 1 cm średnicy nie jest jednak obarczony ryzykiem nowotworu złośliwego większym niż 5%.

- Nowotworem, który budzi obawy zarówno lekarzy, jak i pacjentów jest rak rdzeniasty tarczycy. Czy można go obecnie skutecznie leczyć?
- Tak, szczególnie wówczas, gdy rozpoznanie następuje wcześnie, a operacja zostanie przeprowadzona we właściwym zakresie. Wówczas może być ona zabiegiem leczącym. Możemy się także przekonać po operacji, czy w organizmie pacjenta pozostają ślady obecności nowotworu, zlecając badanie stężenia kalcytoniny, hormonu produkowanego głównie przez komórki C gruczołu tarczowego, we krwi. Niestety, w połowie przypadków mamy do czynienia z sytuacją, że poziom kalcytoniny po operacji jest wysoki, co oznacza, że w organizmie pozostały komórki nowotworowe.

- Czy w tej sytuacji pozostaje farmakoterapia? Jakie leczenie jest wówczas stosowane i jaka jest jego dostępność dla polskich pacjentów?
- Rak rdzeniasty tarczycy jest wprawdzie bardzo rzadki, ale też bardzo trudny do leczenia. Po operacji na początku tylko obserwujemy pacjenta i badamy, czy stężenie kalcytoniny we krwi narasta. Zachowujemy spokój, ponieważ wiemy, że jest ona produkowana przez mikroskopowe ogniska nawrotu, których nie widzimy w badaniach obrazowych.

Sytuacja staje się trudniejsza, gdy w badaniach radiologicznych widać już ogniska nowotworu. Na początku są one małe i nie przeszkadzają pacjentowi - nie ma on poczucia choroby. Musimy jednak śledzić ich rozwój i sprawdzać, czy narastają. Jeśli narastają stosunkowo szybko, istnieje konieczność włączenia leku hamującego postęp choroby. Takimi lekami są właśnie inhibitory kinaz tyrozynowych.

W Polsce zarejestrowane są dwa leki z grupy inhibitorów kinaz tyrozynowych do leczenia raka rdzeniastego. Niestety, żaden z nich nie jest refundowany i dlatego są one niedostępne dla pacjentów.
Tymczasem postęp choroby prowadzi do sytuacji, w których skuteczna farmakoterapia w postaci inhibitora kinazy tyrozynowej jest niezbędna. Lek został opracowany stosunkowo niedawno, ale jest już zarejestrowany w Europie i pacjenci w innych krajach mają do niego dostęp. W Polsce za każdym razem musimy aplikować do Ministerstwa Zdrowia o zgodę na leczenie tym specyfikiem.

W przeciwnym wypadku pacjent musiałby sam ponosić bardzo wysokie koszty leczenia. Naturalnie pod warunkiem, że byłoby go na to stać. Pewnym rozwiązaniem stało się wprowadzenie RDTL (Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych).

- Czy, jeśli występujecie Państwo do MZ o dostęp do tego leku w ramach RDTL, wnioski są rozpatrywane pozytywnie?
- Na szczęście tak, ale to nie załatwia problemu. Procedura jest bardzo czasochłonna i zbiurokratyzowana. Czas mija także w oczekiwaniu na odpowiedź resortu zdrowia. W efekcie pacjent, który mógłby już być leczony, czeka na włączenie terapii, co działa na jego niekorzyść. Ponadto zgoda, którą otrzymujemy z MZ, obejmuje leczenie jedynie w ciągu trzech miesięcy. Po ich upływie musimy ponownie aplikować do resortu zdrowia o pozwolenie na terapię. Zdarza się, że w niektórych przypadkach ryzykujemy z tego powodu przerwaniem ciągłości leczenia. Dlatego staramy się przekonać ministra zdrowia do stworzenia programu lekowego z inhibitorem kinazy tyrozynowej dla pacjentów z rakiem rdzeniastym tarczycy.

- Gdyby lek był refundowany, byłoby zapewne możliwe wynegocjowanie bardziej korzystnej jego ceny.
- Naturalnie. Tym bardziej, że wszyscy mamy świadomość, że nowoczesne leki są obecnie bardzo drogie, a trudno odmówić terapii chorym, którzy jej potrzebują i mają szansę na odniesienie dzięki niej wymiernych korzyści zdrowotnych. Pacjenci i ich rodziny oczekują od nas skutecznego leczenia.

- Ilu polskich pacjentów mogłoby znaleźć się w takim programie lekowym?
- Mówimy o chorobie rzadkiej, która dodatkowo rzadko prowadzi do konieczności włączenia tego leczenia. Można szacować, że nie byłoby to więcej niż od 20 do 50 chorych w skali całego kraju. Nie ma zatem mowy o wielkim obciążeniu dla budżetu.

- Jaka jest skuteczność tego leczenia?
- Musimy mieć świadomość, że te leki nie wyleczą choroby, a jedynie ją zatrzymują. Ten fakt oznacza jednak dla pacjentów bardzo wiele: mogą pracować, studiować, normalnie funkcjonować w pracy i w domu. Żyją po prostu z chorobą przewlekłą. Trzeba jednak podkreślić, że czasem zdarzają się powikłania, które mogą być niebezpieczne dla chorych. Ponieważ leki te stosowane są rzadko, lekarz prowadzący musi mieć wiedzę i doświadczenie w zakresie tej terapii, dlatego powinna być ona prowadzona jedynie w wyspecjalizowanych ośrodkach.

Jeśli chodzi o długość przeżycia możliwą do uzyskania dzięki temu leczeniu, na razie jej nie znamy. Niemniej mamy już chorych, których leczymy inhibitorem kinazy tyrozynowej zarejestrowanym w raku rdzeniastym tarczycy przez dziesięć lat. Pacjenci, którzy trafiali do nas w wieku niespełna 18 lat kończą obecnie studia, rozpoczynają pracę i dorosłe życie. Było to możliwe właśnie dzięki tej terapii.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum