W czasie epidemii rośnie liczba pacjentów onkologicznych leczonych paliatywnie Paweł Paczkowski, prezes NU-MED Grupa S.A.; FOT. Materiały prasowe

Z każdym miesiącem epidemii widzimy zwiększającą się liczbę pacjentów w znacznych stopniach zaawansowania choroby nowotworowej - mówi Rynkowi Zdrowia Paweł Paczkowski, prezes NU-MED Grupa S.A.

  • U pacjentów onkologicznych strach przed zakażeniem koronawirusem nie paraliżuje już w takim stopniu, jak w pierwszym okresie pandemii
  • Konieczne jest utrzymywanie stałego kontaktu z pacjentem i aktywność administracji placówek medycznych w terenie - mówi Paweł Paczkowski.
  • W onkologii teleporada może być jedynie uzupełnieniem, ale nie zasadniczą formą relacji w procesie diagnostyczno-terapeutycznym

 Rynek Zdrowia: - Czy wskutek pandemii w Państwa ośrodkach nastąpił spadek liczby udzielanych świadczeń w zakresie radioterapii? Jeśli tak, jaka była skala tych ograniczeń?

Paweł Paczkowski: - Od początku pandemii na bieżąco monitorujemy dostępność pacjentów do świadczeń onkologicznych w naszych placówkach, jak i w placówkach, z których pacjenci są do nas kierowani. Jeśli chodzi o radioterapię, cykl leczenia trwa niejednokrotnie do 6 tygodni, a diagnostyka (podstawowa i pogłębiona) od 2-3 tygodni do miesiąca. Porównując okresy od marca do października 2019 i 2020 roku okazuje się, że liczba naszych pacjentów wzrosła o 4,5 proc.

Niestety, z każdym miesiącem epidemii widzimy zwiększającą się liczbę pacjentów w znacznych stopniach zaawansowania choroby nowotworowej, przez co rośnie liczba pacjentów leczonych paliatywnie.

Kluczową decyzją, jaką podjęliśmy na początku epidemii, było zachowanie ciągłości pracy naszych placówek oraz bezpośredni kontakt z pacjentem. Rzecz jasna pracowaliśmy i pracujemy nadal z zachowaniem wszelkich wymogów reżimu sanitarnego.

Zauważyliśmy więc skutki głębokiego lockdownu między marcem a czerwcem, powodujące, przede wszystkim zerwanie kontaktu leczonego pacjenta z lekarzem oraz diagnostyką. Niejednokrotnie przekonywaliśmy pacjentów do przyjścia celem kontynuacji leczenia oraz podjęcia działań mających na celu szybką diagnozę.

Dlatego bardzo otwarcie przyjęliśmy, wspólnie z całym środowiskiem onkologicznym, kampanię edukacyjną mającą uświadomić pacjentom, że „koronawirus nie zatrzymuje raka”. Te kroki ewidentnie pokazały ścieżkę działania na kolejne miesiące epidemii, zmierzającą do maksymalnej ochrony pacjenta onkologicznego przed ubocznymi skutkami, jakimi są: brak dostępu do leczenia lub strach przed jego podjęciem.

Ogromną pracę w tym okresie wykonują nasze zespoły - koordynatorów, rejestracji i sekretarek - które na wszelkie możliwe sposoby zapewniają kontakt z pacjentem i jego rodziną, łagodząc tym samym wiele obaw będących powodem dalszego pogłębiania się choroby nowotworowej. Bez wątpienia pomocnym w tym procesie jest fakt, iż nasze ośrodki są dość kameralne, co pozwala na spersonalizowane relacje z chorymi.

W 2020 r. wykonaliśmy o 0,5 proc. więcej świadczeń w zakresie radioterapii niż w 2019 roku. Gdyby nie pandemia ten wzrost byłby zapewne wyższy. Wcześniej przyrosty sięgały nawet 20-30 procent rok do roku.

- Jak te wskaźniki wyglądają w zestawieniu z danymi w skali całego kraju?

- Biorąc pod uwagę liczbę wydanych kart DiLO, gwarantujących korzystanie z tzw. szybkiej ścieżki onkologicznej, a także informacje przekazywane przez instytucje rządowe wynika, że spadek liczby przyjmowanych pacjentów onkologicznych w ujęciu rok do roku (2019/2020 - red.) wynosi 8-9 proc. Z kolei publiczne ośrodki podają, że w samej radioterapii ten spadek wynosi nawet 20-30 proc.

- Państwa szpitale ściśle współpracują ze szpitalami publicznymi w kilku miastach, na terenie których funkcjonuje już pięć ośrodków NU-MED. Jakie korzyści z tej współpracy wynikają dla obu stron, a przede wszystkim dla pacjentów?

- Podstawą naszego modelu jest współdziałanie i kompleksowość, a nie konkurowanie z publicznymi szpitalami, w których działają nasze ośrodki (w Elblągu, Zamościu, Tomaszowie Mazowieckim, Częstochowie i Katowicach - red). Dlatego tam, gdzie jest to możliwe, profile naszych jednostek uzupełniają zakresy publicznych placówek. W trzech miastach uzupełniamy kompleksowość onkologii o radioterapię, brachyterapię, a w Elblągu dodatkowo - o diagnostykę obrazową.

Z kolei w Tomaszowie Mazowieckim uzupełniamy obszar działalności szpitala zarówno o radioterapię, jak i chemioterapię, brachyterapię, onkologię kliniczną, a także realizację programów lekowych oraz badań klinicznych.

- Czy Państwa działalność, opierająca się właśnie o taką formę swoistego partnerstwa publiczno-prywatnego, przyczyniła się do likwidowania białych plam na mapie polskiej radioterapii?

- Tak, ponieważ w zasadzie oprócz Katowic, w pozostałych miastach, w których działają nasze ośrodki, przed ich uruchomieniem w latach 2013-2015, dostęp pacjentów do specjalistów onkologów był bardzo ograniczony. Na lokalizację naszych ośrodków patrzę także z perspektywy moich wcześniejszych doświadczeń zawodowych i pracy w NFZ, a więc m.in. pod kątem mapy dostępności świadczeń zdrowotnych w poszczególnych regionach.

Dobieraliśmy takie miejsca na mapie, gdzie odległość do najbliższej jednostki świadczącej usługi z zakresu onkologii była większa niż 70-100 kilometrów. Są to więc regiony, w których ze względu na niejako naturalną barierę geograficzną, ale także z przyczyn społecznych czy materialnych, pacjenci często nie docierali do ośrodków ze specjalistami onkologami.

Szukaliśmy miejsc, w których onkologia na najwyższym poziomie, połączona z kompleksowością świadczeń - możliwą m.in. dzięki współpracy z publicznym partnerem - będzie bliżej domu pacjenta. W tym kontekście chciałbym się pochwalić, że kiedy dokonywaliśmy wyboru miast, w których prowadzimy działalność, nie było jeszcze map potrzeb onkologicznych.

Okazało się, że wszystkie nasze ośrodki, które powstały w latach 2013-2015 znalazły się później w kolejnych dwóch edycjach map potrzeb zdrowotnych tworzonych przez Ministerstwo Zdrowia.

- Prof. Krzysztof Składowski, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej podał, że obecnie z tej formy leczenia korzysta w Polsce ok. 57 proc. pacjentów z chorobami nowotworowymi. Nadal jednak u co dziesiątej osoby w kraju kwalifikującej się do leczenia tą metodą, nie jest ona stosowana. Dlaczego, w Państwa opinii, tak się dzieje?

- Odpowiadając na to pytanie mogę podzielić się doświadczeniami związanymi z otwieraniem trzech naszych ośrodków na terenach wiejskich czy małomiasteczkowych. Okazało się - ku naszemu zaskoczeniu - jak poważną barierę stanowił brak świadomości czy wręcz obawy kadry medycznej dotyczące nie tylko stosowania radioterapii czy kierowania chorych na tego rodzaju leczenie, ale także samego kontaktu z pacjentem onkologicznym.

Kadra medyczna (nie tylko lekarska) w pierwszej kolejności narzekała na brak merytorycznego kontaktu podczas prowadzenia pacjenta onkologicznego. Dlatego przeszkoliliśmy w tym zakresie wielu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i specjalistów ambulatoryjnych oraz uczestniczyliśmy we wspólnych konferencjach.

Po drugie, nierzadko zauważaliśmy konieczność uzupełnienia wiedzy wśród lekarzy na temat samej radioterapii oraz tego, w jaki sposób ta metoda uzupełnia czy też wspomaga leczenie zabiegowe - zarówno na etapie przed-, jak i pooperacyjnym, a także dlaczego i w jakich przypadkach korzystne dla pacjenta jest łączenie radioterapii z chemioterapią.

Nie bez znaczenia była też obawa, która de facto została wprost wyrażona podczas szkoleń, że największe bariery wynikają z faktu, iż na końcu postępowania terapeutycznego, chirurg/lekarz POZ/specjalista zostanie sam, bez wsparcia ośrodka specjalistycznego właśnie w zakresie możliwości zastosowania uzupełniającej radioterapii.

Półtora roku zajęło nam przekonanie lekarzy POZ oraz specjalistów w poradniach, że my tego pacjenta nie zostawimy i będzie on objęty kompleksowym leczeniem, a nasi koordynatorzy są dostępni również dla kadry medycznej działającej w terenie, bliżej domu naszego pacjenta. Nie jest więc tak, że po wyjściu ze szpitala onkologicznego nasza poradnia jest dla pacjentów zamknięta.

Wychodzę z założenia, że aby środowisko medyczne dobrze ze sobą współpracowało, a leczenie było naprawdę kompleksowe, trzeba mocno zadbać o odpowiedni przepływ pacjenta w systemie również z uwzględnieniem strony społeczno-geograficznej oraz administracyjnej. Pod tym względem sporo się już w naszym kraju zmieniło na lepsze, ale też wiele jest jeszcze do zrobienia.

- Wróćmy na zakończenie do pandemicznej rzeczywistości. Specjaliści w wielu dziedzinach medycyny, m.in. kardiolodzy i onkolodzy wskazują, że powrót do poziomu przyjęć sprzed pandemii jest tyleż pilny, co trudny i wymagać będzie czasu. Jak ta perspektywa wygląda w przypadku Państwa placówek?

- W onkologii bardzo wyraźnie widać możliwość odbudowania poziomu przyjęć w ciągu kwartału do pół roku. Obecnie oczywiście ten czas jest mocno związany z lockdownem. Na szczęście od jesieni ubiegłego roku u pacjentów onkologicznych strach przed zakażeniem koronawirusem nie paraliżuje już w takim stopniu, jak w pierwszym okresie pandemii.

Jesienią nastąpiło ponowne uruchomienie wielu programów profilaktycznych oraz edukacyjnych - a część z nich realizujemy z resortem zdrowia oraz samorządem wojewódzkim - co korzystnie wpłynęło na zgłaszalność pacjentów. Już w grudniu istotnie poprawiła się u nas proporcja pomiędzy liczbą chorych leczonych radykalnie a paliatywnie.

Oczywiście cały czas konieczne jest utrzymywanie stałego kontaktu z pacjentem onkologicznym i aktywność administracji placówek medycznych w terenie. To właśnie pozwala skutecznie przełamywać wśród chorych strach przed pojawieniem się w ośrodku medycznym. W onkologii teleporada może być jedynie pewnym uzupełnieniem, ale nie zasadniczą formą relacji w procesie diagnostyczno-terapeutycznym.

***

Z kim rozmawialiśmy

Paweł Paczkowski - wykształcenie wyższe ekonomiczne, specjalizacja „analiza i diagnostyka działalności gospodarczej”. Ukończone liczne kursy z zakresu zarządzania finansami, budżetami oraz z zakresu ubezpieczeń. Doświadczenie zawodowe oparte na pracy w sektorach: publicznym (dyrektor Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, komisarz Miasta Łodzi i wiceprezydent Łodzi), społecznym (praca na rzecz fundacji wspierających osoby chore), wyznaniowym (dyrektor Szpitala św. Jana Bożego w Łodzi), a także komercyjnym (uczestniczenie w inwestycji - budowie marketu RTV/AGD w Jankach pod Warszawą).

 

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.