• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

W czasie epidemii pacjenci onkologiczni zeszli na boczny tor. Skutek może być fatalny

Autor: MS, Dziennik Zachodni/Rynek Zdrowia • • 15 września 2020 13:31

Od kiedy wybuchła pandemia koronawirusa wszystkie inne świadczenia medyczne poza tymi, które wskazują na zakażenie Covid-19 zostały zaniedbane. W samym tylko województwie śląskim od kwietnia do lipca 2020 roku wydano o 1570 mniej kart umożliwiających szybką diagnostykę nowotworów niż w analogicznym okresie w roku poprzednim. Onkolodzy ostrzegają, że jeśli nic się nie zmieni, już niedługo rak zbierze śmiertelne żniwo.

W czasie epidemii pacjenci onkologiczni zeszli na boczny tor. Skutek może być fatalny
Fot. archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Na koronawirusa w Polsce zmarło dotychczas 2 227 osób (dane na dzień 15 września), to dokładnie tyle, ile w ciągu ośmiu dni umiera w Polsce na raka. Tymczasem, jak informuje śląski oddział NFZ w okresie od kwietnia do lipca 2020 roku w województwie śląskim wydano 7 tys. 279 tzw. kart DILO umożliwiających pacjentom z podejrzeniem nowotworu szybszą diagnostykę i leczenie. W 2019 roku w tym samym okresie tych kart wydano 8 tys. 849, czyli o 1570. Oznacza to opóźnienie badań, opóźnienie leczenia. Dla wielu pacjentów wyrok - podaje Dziennik Zachodni.

Za ten stan rzeczy odpowiedzialni są po pierwsze sami pacjenci, którzy w obawie przed koronawirusem przestali zgłaszać się do onkologów, a po drugie system opieki w POZ, który skupił całą diagnostykę na teleporadach. W efekcie pacjenci zgłaszają się do onkologów z rakiem w stadium bardziej zaawansowanym, gdzie leczenie nie może być już tak skuteczne. Eksperci podkreślają, że w onkologii nie da się diagnozować raka na odległość.

Inaczej się ma już samo leczenie. Pandemia SARS-CoV-2 w tym wypadku pokazała, że pacjent onkologiczny może być w większym niż dotychczas stopniu leczony w domu. Ten trend w ocenie specjalistów powinien się umacniać, ponieważ jest korzystny i dla chorych i dla systemu.

Iwona Kasprzak, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami NFZ podkreśla, że wprowadzona w br. przez Fundusz chemioterapia w trybie domowym jest rozwiązaniem dedykowanym dla pacjentów z rakiem jelita grubego. Największa grupa osób, które skorzystały z tej możliwości, to osoby starsze, pomiędzy 61. a 80 rokiem życia, co jest dla płatnika pewnym zaskoczeniem.

Kasprzak wyjaśnia, że NFZ był przekonany, że na takie rozwiązanie zdecydują się przede wszystkim młodsi pacjenci. Widocznie jednak lekarze przekonali starszych chorych, że w dobie pandemii taka forma będzie dla nich bezpieczniejsza.

Rozwiązanie to popiera prof. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii GUMed, który podkreśla, że wszystko to, co nie musi być wykonywane w szpitalu, powinno odbywać się w trybie ambulatoryjnym. W jego ocenie onkologia jest dziedziną, w której 90 proc. procedur da się wykonać w trybie ambulatoryjnym.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum