• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Trzy historie pacjentów z rakiem płuca. "Miałam 27 lat. Teraz mam 36. Czuję się świetnie"

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia26 listopada 2022 08:00

Dzięki nowym lekom pacjent z rakiem płuca pojawia się u lekarza raz w miesiącu. Otrzymuje opakowanie leku z zaleceniem przyjmowania 1-2 tabletek dziennie. Do lekarza wraca za miesiąc. Ze swoim nowotworem może żyć latami - mówi prof. Dariusz Kowalski.

Trzy historie pacjentów z rakiem płuca. "Miałam 27 lat. Teraz mam 36. Czuję się świetnie"
Diagnozowanie pacjentów z rakiem płuca trwa w Polsce miesiącami Fot. Shutterstock
  • Rak płuca nie jest już chorobą, z powodu której pacjenci umierają po 3-6 miesiącach. Można go leczyć przewlekle. Leczenie może trwać latami - mówi prof. Dariusz Kowalski
  • - Mam mutację w genie BRAF. Otrzymuję leczenie celowane dabrafenibem z trametynibem . Po trzech miesiącach terapii guz w płucu zmniejszył się o dwa centymetry. Czuję się świetnie, do pracy dojeżdżam pociągiem - mówi Katarzyna
  • - Zachorowałam w wieku 27. lat. W trakcie operacji diagnostycznej okazało się, że guz jest usadowiony blisko serca i wielkich naczyń, nowotwór był już ponadto rozsiany do opłucnej. Leczenie chemio- i radioterapią było nieskuteczne - wskazuje Karolina
  • - Badania molekularne wykazały rearanżację w genie ALK. Najpierw byłam leczona kryzotynibem, obecnie alektynibem. Czuję się dobrze, żyję normalnie. Mam teraz 36 lat - dodaje

Rak płuca. "Można go leczyć przewlekle"

- Rak płuca nie jest już chorobą, z powodu której pacjenci umierają po 3-6 miesiącach. Można go leczyć przewlekle, choć jeszcze nie tak dawno temu takie stwierdzenie zostałoby uznane za herezję - mówił prof. Dariusz Kowalski, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca podczas dorocznej konferencji PGRP.

Jak wskazywał, dzięki nowym lekom pacjent pojawia się obecnie u lekarza raz w miesiącu, w celu sprawdzenia tzw. parametrów bezpieczeństwa, bo leki te mają jednak określony profil działań niepożądanych. Następnie otrzymuje opakowanie leku, wraca do domu i przyjmuje 1-2 tabletki dziennie. Do lekarza wraca za miesiąc. I tak przez kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy.

Podczas konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca swoje historie opowiedziało troje pacjentów.

Po trzech miesiącach terapii guz w płucu zmniejszył się o dwa centymetry

- Niedrobnokomórkowego raka płuca (NDRP) zdiagnozowano u mnie w czerwcu br. Jedynym wcześniejszym objawem, jaki miałam, był uporczywy, suchy kaszel. Po badaniu RTG wykonano tomografię komputerową, w której wykryty został 5-centymetrowy guz. Następnie przeszłam trzy bronchoskopie, każdą w innej placówce. Za pierwszym razem okazało się, że pobrano za mało materiału do badania, za drugim - wynik był niejednoznaczny. Dopiero kriobiopsja wykazała, że jest to rak gruczołowy - opowiadała pani Katarzyna.

Dodała, że wykonano u niej również badania predykcyjne. Okazało się, że ma mutację w genie BRAF. Cała diagnostyka zajęła w sumie kilka miesięcy. Obecnie otrzymuje leczenie celowane dabrafenibem z trametynibem. Po trzech miesiącach terapii guz w płucu zmniejszył się o dwa centymetry. Chora czuje się świetnie, normalnie pracuje i funkcjonuje. Jak mówi, do pracy dojeżdża pociągiem.

- Dabrafenib z trametynibem, leki ukierunkowane molekularnie, stosuje się na świecie od pięciu lat. Działają bardzo skutecznie, a odsetki odpowiedzi są wysokie. Obecnie leczenie to nie jest w Polsce refundowane, jednak poprzez programy dostępu staramy się zapewnić tę terapię naszym chorym, u których zdiagnozujemy takie zaburzenie molekularne - wyjaśniał prof. Kowalski.

"Każda metoda diagnostyki obrazowej ma swoją określoną rozdzielczość"

- Nigdy nie paliłam papierosów, nie palił także nikt z mojej rodziny. Byłam wysportowaną dziewczyną, studentką AWF. Pierwszym niepokojącym objawem był suchy kaszel, który leczyłam syropem. Lekarz pierwszego kontaktu był ostrożny z innymi lekami, ponieważ byłam młodą mamą i karmiłam jeszcze piersią - wspominała Karolina.

- Gdy kaszel nie ustawał, a ja zaczęłam mocno tracić na wadze, skierowano mnie na RTG płuc. Obraz był niejednoznaczny. Odpowiedzi nie przyniosły również kolejne bronchoskopie. W końcu skierowano mnie na operację diagnostyczną i dopiero w jej trakcie udało się pobrać odpowiednie ilości materiału do badania. Okazało się, że guz jest usadowiony blisko serca i wielkich naczyń, nowotwór był już ponadto rozsiany do opłucnej. W moim przypadku nie była to zatem operacja, na której się wszystko kończy, ale raczej wszystko się zaczyna. Miałam wtedy 27 lat - wskazywała pacjentka.

Prof. Dariusz Kowalski odniósł się do faktu wykonania operacji diagnostycznej u pani Karoliny. Zwrócił uwagę, że sytuacja miała miejsce już blisko dekadę temu.

- Ponadto każda metoda diagnostyki obrazowej ma swoją określoną rozdzielczość. Widzimy tylko te zmiany, które mają powyżej 0,5 cm. Mniejsze zmiany są niewidoczne, a rozsiew do opłucnej został stwierdzony dopiero w trakcie zabiegu operacyjnego. Na szczęście pobrano wówczas wystarczająco dużo materiału i ze zmiany pierwotnej i ze zmian wtórnych, co umożliwiło wykonanie badań molekularnych - zaznaczył ekspert.

Jak mówiła pacjentka, początkowo była leczona chemio- i radioterapią, ale leczenie było nieskuteczne, a ona czuła się coraz gorzej.

- Następnie trafiłam "pod skrzydła" prof. Kowalskiego, który zlecił skan genów. Okazało się, że mam rearanżację w genie ALK. Najpierw byłam leczona kryzotynibem, a teraz alektynibem. Po drodze trafiły się jeszcze przerzuty do ośrodkowego układu nerwowego. Leczenie trwa już od pięciu lat, a ja w tym czasie prowadzę normalne życie. Moje dziecko ma już za sobą pierwszą komunię, choć nie sądziłam, że tego doczekam. Komunia minęła, a ja żyję. Mam teraz 36 lat - podkreślała.

- Chorzy, szczególnie młodzi, z zaburzeniem w genie ALK mają predyspozycję do przerzutów do ośrodkowego układu nerwowego. Program lekowy uniemożliwiał rozpoczęcie leczenia przy takich zmianach, trzeba było zatem najpierw wdrożyć radioterapię, następnie diagnostykę i dopiero po tym wszystkim można było włączyć leczenie. Jak widać skuteczne - wskazywał prof. Dariusz Kowalski.

"Guz się zmniejszył, teraz jest w stadium III B"

- Latem ubiegłego roku schudłem 16 kg. Było gorąco, pracowałem fizycznie, więc sądziłem, że tu leży przyczyna takiej utraty wagi. Gdy okazało się jednak, że waga nie wraca do normy, zacząłem się badać. Po kilku miesiącach zdiagnozowano u mnie drobnokomórkowego raka płuca (DRP). Najpierw trafiłem do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, następnie "automatycznie" zostałem przekazany do Narodowego Instytutu Onkologii. Nie musiałem o nic zabiegać ani niczego załatwiać. Termin wizyty dostałem jak "na tacy" - mówił pan Adam.

- Nasze ośrodki mają taką możliwość współpracy. Dzięki Polskiej Grupie Raka Płuca wiele placówek w Polsce ma zainstalowane systemy tzw. wirtualnego Lung Cancer Unitu - terminale wideokonferencyjne, dzięki którym możemy łączyć się wielopunktowo nie tylko w obrębie Warszawy, jak było w tym przypadku, ale także całej Polski. Takie konsultacje bardzo przyspieszają moment rozpoczęcia leczenia pacjenta - wyjaśniał prof. Kowalski.

Pan Adam był leczony chemioterapią. Guz się zmniejszył, teraz jest w stadium III B. Pacjent czuje się dobrze, nadal pracuje fizycznie i żyje tak samo, jak przed diagnozą.

- Stadium III B oznacza miejscowe zaawansowanie. W pewnej populacji chorych można przeprowadzić leczenie radykalne, tj. z intencją wyleczenia, metodą radiochemioterapii. Jeśli nie ma takiej możliwości, można wdrożyć chemioterapię, która nadal pozostaje podstawą w leczeniu DRP, w połączeniu z lekami immunokompetentnymi - wskazywał prof. Kowalski.

Dodał, że immunochemioterapia jest w Polsce dostępna i dedykowana takim właśnie pacjentom. Oznacza 4-6 cykli chemioterapii z włączeniem leku immunokompetentnego w ramach leczenia podtrzymującego.




 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum