• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Specjaliści o terapii szpiczaka mnogiego i chłoniaka Hodgkina: potrzebujemy nowych propozycji

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 08 lipca 2015 15:05

Eksperci zwracają uwagę, że mimo istotnego postępu w leczeniu szpiczaka mnogiego i chłoniaka Hodgkina, polscy pacjenci nadal nie mają dostępu do nowych leków, które zwiększają szansę na wydłużenie przeżycia i istotną poprawę jakości życia.

Specjaliści o terapii szpiczaka mnogiego i chłoniaka Hodgkina: potrzebujemy nowych propozycji
Fot. Fotolia

- Mamy obecnie bardzo dużą liczbę chorych na szpiczaka mnogiego: pacjenci żyją po prostu dłużej - mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - W przypadku zdecydowanej większości chorych szpiczak nadal pozostaje jednak niewyleczalny, ale celem nowych terapii jest opracowanie propozycji na kolejny nawrót choroby - dodaje.

Prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek, zastępca kierownika Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych w CSK WUM przypomina, że w terapii szpiczaka dysponujemy obecnie trzema grupami leków: immunomodulującymi, inhibitorami proteaz i bendamustyną. Do leków immunomodulujących należą talidomid, lenalidomid i pomalidomid.

- Nie do końca wiadomo jaki jest ich mechanizm działania - na pewno wpływają na środowisko szpiku, hamują rozwój komórek nowotworowych albo bezpośrednio albo pośrednio, poprzez aktywację układu odpornościowego, mają także działać hamująco na angiogenezę. Z kolei lenalidomid i pomalidomid hamują również resorpcję kości - wyjaśnia prof. Dwilewicz-Trojaczek.

Im wcześniej tym lepiej
- Na świecie coraz rzadziej, ale w Polsce nadal podstawowym schematem leczenia jest terapia talidomidem: młodsi pacjenci po 2-3 cyklach leczenia tym specyfikiem w połączeniu z cytostatykiem są zazwyczaj kwalifikowani do autotransplantacji komórek krwiotwórczych. U osób starszych, u których transplantacja nie wchodzi w grę, schemat ten jest stosowany aż do progresji choroby lub nietolerancji leczenia. Działania niepożądane to najczęściej senność, zaparcia i polineuropatie - wskazuje specjalistka.

Dodaje, że "następca" talidomidu, lenalidomid, jest zarejestrowany na świecie od pierwszej linii leczenia, ale w Polsce jeszcze nim nie dysponujemy ze względu na brak finansowania.

- Możemy jednak, przynajmniej teoretycznie, stosować lenalidomid w szpiczaku opornym, tj. w drugiej linii leczenia. Lek ten daje jednak bardzo dobre efekty, jeśli zastosuje się go już w pierwszej linii w skojarzeniu z bortezomibem. Lenalidomid działa kilkaset razy silniej niż talidomid i w skojarzeniu z innym lekami możliwe jest istotne wydłużenie przeżycia, wydłużenie czasu wolnego od progresji i poprawienie jakości życia - zaznacza prof. Danilewicz-Trojaczek.

- Walczymy obecnie o możliwość stosowania lenalidomidu w pierwszej linii leczenia, a od stycznia br. otrzymaliśmy ją w przypadku bortezomibu. Zdajemy sobie jednak sprawę, że oba te leki w pierwszej linii terapii oznaczają bardzo duże koszty - mówi prof. Jędrzejczak.

- Jeśli mówimy o lekach innowacyjnych, to warto pamiętać, że wiedza o nich w momencie udostępnienia ich chorym nie jest kompletna: są to z reguły 2-3 badania kliniczne zastosowane przeważnie do niewielkiej grupy chorych na różne oporne nowotwory (badania nowych cząsteczek dotyczą osób, które przestały reagować na dotychczasowe leczenie). Chodzi o to, żeby wybrać pacjentów, którym można najmniej zaszkodzić, a jednocześnie najbardziej pomóc. A jeśli coś okazuje się skuteczne, walka toczy się o jak najszybsze podanie specyfiku chorym: znacznie lepsze skutki za te same pieniądze możemy uzyskać stosując lek w pierwszej linii leczenia. Za tę samą cenę maksymalizujemy skutki - ocenia profesor.

W USA są już efekty
Jeśli chodzi o pomalidomid, prof. Dwilewicz-Trojaczek przypomina, że stosowany jest w szpiczaku opornym lub nawrotowym, czyli nie w pierwszej, a w kolejnych liniach leczenia. Specyfik jest zarejestrowany w Europie, ale NFZ nie finansuje tej terapii - Pomalidomid daje dobre efekty nawet przy oporności na lenalidomid czy bortezomib, może wydłużyć czas wolny od choroby i przeżycie całkowite - wyjaśnia specjalistka.

Dodaje, że bortezomib należący do grupy inhibitorów proteaz może być obecnie stosowany w pierwszej linii albo u chorych młodszych, kwalifikowanych do autotransplantacji, albo u osób starszych, które nie mogą zostać do niej zakwalifikowane. W jej ocenie fakt, że także ci pacjenci mogą otrzymać ten lek, stanowi znaczący postęp.

- Kiedyś przeżycie chorych ze szpiczakiem mnogim w Polsce wynosiło ok. 3 lat, obecnie 5-7 lat. Najdłuższe przeżycia uzyskuje się u chorych młodszych, poddawanych autotransplantacji komórek krwiotwórczych. Ale przeżycie wydłużyło się także u osób starszych, jeśli były one leczone w jednej przynajmniej linii leczenia którymś ze wspomnianych nowych leków. W USA przeżycie sięga jednak nawet 7-10 lat, co wynika być może z faktu, że od początku można tam leczyć pacjentów takimi lekami jak lenalidomid i bortezomib. Warto jednak pamiętać, że bardzo intensywne leczenie może, szczególnie u osób starszych, w gorszej formie fizycznej, przenieść zbyt wiele działań niepożądanych - mówi prof. Dwilewicz-Trojaczek.

Tę chorobę można wyleczyć
Jeśli chodzi o chłoniaka Hodgkina, na chorobę tę zapada w Polsce, jak przypomina prof. Jędrzejczak, ok. 800 osób rocznie, przy czym pierwszy rzut następuje w wieku 25-30 lat.

- Choroba jest jednak wyleczalna. Już w latach 70. ub. wieku badania wskazywały, że skojarzenie czterech leków (MOPP) prowadzi do wyleczenia 70 proc. chorych. Następnie okazało się, że MOPP u części chorych indukuje wtórną białaczkę (jeden ze składników ma działanie karcynogenne) a ponadto powoduje bezpłodność. Pod koniec lat 70. włoski badacz opracował inny protokół (ABVD) który powoduje ten sam odsetek wyleczenia, ale już bez problemów towarzyszących poprzedniemu schematowi leczenia - przypomina kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych w CSK WUM.

- Okazało się, że jesteśmy w stanie wyleczyć 80 proc. chorych, a jeśli u tych, którzy nie zostali wyleczeni, zastosujemy autologiczny przeszczep szpiku, możemy wyleczyć 50 proc. osób z tej grupy. W sumie problem stanowi ok. 10 proc. chorych, u których stosowano wszelkie dostępne kombinacje leków, ale po kilku latach ostatecznie umierali - dodaje ekspert.

Profesor wskazuje, że podczas tegorocznego ASCO przedstawione zostało badanie AETHERA dotyczące brentuksymabu vedotin, którego wyniki mogą stanowić dobrą wiadomość właśnie dla pacjentów opornych na leczenie lub z wysokim ryzykiem nawrotu choroby. Działanie leku opiera się na połączeniu przeciwciała monoklonalnego anty CD30 z aurystyną E (AE). Łącząc się z cząsteczkami białka CD30, obecnymi na powierzchni komórek chłoniaka Hodgkina, przeciwciało wprowadza toksyczny lek hamujący podziały komórek do ich wnętrza.

Tańszy lek nie zawsze oznacza mniejsze koszty
- Nie jest to specyfik, który jest w stanie wyleczyć chłoniaka Hodgkina, choć znacząco wydłuża on czas przeżycia wolnego od progresji choroby, co oznacza automatycznie poprawę jakości życia pacjenta. Brentuksymab vedotin możemy jednakże zastosować w tzw. leczeniu pomostowym u pacjenta, którego stan nie pozwala na przeszczepienie szpiku. Jeśli uda się uzyskać całkowitą remisję, można doprowadzić do przeszczepu szpiku z intencją wyleczenia chorego - wyjaśnia prof. Jędrzejczak.

Specjalista zaznacza, że brentuksymab vedotin nie jest w Polsce refundowany: "spóźnił się" o pół roku na wygaszaną stopniowo chemioterapię niestandardową - gdyby był zarejestrowany wcześniej (został zarejestrowany latem 2013 r.) byłby prawdopodobnie dostępny dla polskich pacjentów.
W maju br. wniosek o objęcie tego specyfiku refundacją został złożony ponownie.

Jacek Gugulski, prezes Stowarzyszenia Chorych na Przewlekłą Białaczkę Szpikową (PBS) zwraca uwagę, że blisko 10 proc. polskich pacjentów z chłoniakiem Hodgkina ma problem z uzyskaniem we właściwym czasie nowoczesnego, skutecznego leczenia.

- Tymczasem podanie droższej terapii bywa w konsekwencji tańsze, jeśli chodzi o koszty leczenia, niż tańszego, starszego leku. Należy przecież uwzględnić koszty hospitalizacji i koszty społeczne. Problem polega na tym, że w Polsce nie na to nie patrzy - ocenia Gugulski.

Prof. Tomasz Pasierski, kierownik Zakładu Humanistycznych Podstaw Medycyny I Wydziału Lekarskiego WUM podkreśla z kolei wagę jakości życia pacjenta.

- Wydaje się ona pojęciem fundamentalnym, bowiem samo przedłużenie życia, któremu towarzyszy nieustanny ból i cierpienie (np. w przypadku neuropatii u chorych na szpiczaka) nie może nikogo zadowolić. Takie przesłanie powinno towarzyszyć zarówno lekarzom, jak i organom rządowym decydującym o refundacji leku - wskazuje prof. Pasierski.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum