• PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Rak jajnika. Błędy na początku leczenia skutkują drastycznym skróceniem czasu przeżycia pacjentek

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia11 listopada 2021 13:19

Rak jajnika to bardzo trudna jednostka do leczenia i powinna być prowadzona przez specjalistów z dużym doświadczeniem. Popełnienie błędów na samym początku skutkuje potem bardzo drastycznie skróceniem czasu przeżycia pacjentek - mówi prof. Anita Chudecka-Głaz.

Od tego, do jakiego ośrodka trafi pacjenta z rakiem jajnika, zależy dalszy przebieg choroby FOT. AdobeStock)
  • Z uwagi na charakter choroby skrining populacyjny w kierunku raka jajnika nie istnieje. Kobiety powinny raz do roku odwiedzić ginekologa.
  • Mogą też wykonać testy genetyczne, jeśli w rodzinie występowały przypadki nowotworów kobiecych
  • Ryzyko wystąpienia raka jajnika u nosicielki mutacji BRCA 1 może wynosić nawet 60 procent
  • W Polsce brakuje leczenia dla pacjentek, które nie są nosicielkami, nie mają somatycznej mutacji BRCA 1 i 2, mimo, że jest dla nich potencjalnie skuteczna terapia

Rynek Zdrowia, Luiza Jakubiak: Jaka jest charakterystyka pacjentek z rakiem jajnika?

Prof. Anita Chudecka-Głaz*: 75-80 proc. rozpoznawanego raka jajnika to nowotwór w wysokim stopniu zaawansowania klinicznego, co wynika z bardzo skąpoobjawowego przebiegu na początku tego nowotworu.

Niestety, tutaj za wiele nie możemy zrobić, jeśli chodzi o skrining populacyjny. Wiele badań zostało zrobionych na tysiącach pacjentek w Stanach Zjednoczonych, w Europie, również wiele ośrodków polskich brało udział w tych badaniach.

Badania skriningowego dla całej populacji, jeśli chodzi o wczesne wykrywanie raka jajnika nie mamy. Możemy jedynie edukować pacjentki, żeby regularnie zgłaszały się do ginekologa, bo wtedy jest szansa, że - nie na podstawie objawów, które zgłasza pacjentka, tylko przypadkowo ten nowotwór zostanie rozpoznany.

Każda pacjentka raz w roku powinna być u ginekologa i nasze działania edukacyjne są podstawą. Jest tu też duża rola lekarzy pierwszego kontaktu, lekarzy rodzinnych, którzy każdą pacjentkę powinni pytać o jej ostatnią wizytę u ginekologa.

O ile skrining populacyjny nie istnieje, to istnieje skrining dla pewnej grupy pacjentek, u których stwierdza się mutacje germinalne w genach BRCA 1 i 2 lub u pacjentek z rodzin, gdzie istnieje duże nagromadzenie nowotworów, w tym kobiecych.

One mogą być objęte skriningiem, najczęściej w poradniach genetycznych. Działania profilaktyczne, jakie w tej grupie kobiet mogą być podjęte, to działanie polegające na usunięciu jajników i jajowodów w odpowiednim czasie, aby zapobiec wystąpieniu raka jajnika. Ryzyko wystąpienia raka jajnika u nosicielki mutacji BRCA 1 może wynosić nawet 60 procent. Dlatego usunięcie w odpowiednim wieku po zakończeniu rozrodu jest – drastycznym, dyskusyjnym - ale bardzo skutecznym działaniem, które można zaproponować.

Czytaj też:

Rak jajnika jest zbyt późno rozpoznawany i często źle leczony

Anna Dereszowska o raku jajnika: właściwa diagnoza jest stawiana średnio po 4 latach

- Jak powinna wyglądać ścieżka diagnostyczno-terapeutyczna pacjentek z rakiem jajnika?

- Przede wszystkim zmiany organizacyjne powinny dążyć do powstania centrów kompetencji, w których to leczenie będzie kompleksowe.

Rak jajnika to bardzo trudna jednostka do leczenia i powinna być prowadzona przez specjalistów z dużym doświadczeniem. Popełnienie błędów na samym początku skutkuje potem bardzo drastycznie skróceniem czasu przeżycia tych pacjentek.

Powinny być przede wszystkim operowane w odpowiednich miejscach, dysponujących wykwalifikowaną kadrę lekarzy ginekologów, onkologów, chirurgów, którzy podejmą się leczenia bardzo trudnego operacyjnie raka jajnika.

Potem są kolejne etapy leczenia: leczenie uzupełniające, podtrzymujące – to wszystko powinno odbywać się w miarę jednym miejscu, ponieważ są pewne okresy, które muszą być zachowane do podjęcia odpowiedniego leczenia. Odpowiednio wcześnie powinna być włączona chemioterapia, leczenie podtrzymujące. To gwarantuje ostatecznie wyniki leczenia. Takie składowe są niezbędne do tego, żeby pacjentki były leczone maksymalnie profesjonalnie i z maksymalnie dobrą skutecznością.

- Jaki odsetek kobiet z rakiem jajnika ma wykonywane testy genetyczne na obecność mutacji BRCA 1 i 2?

- Każda pacjentka, która jest operowana z rakiem jajnika, w trakcie zabiegu operacyjnego powinna mieć pobrany materiał tkankowy do wykonania testów molekularnych. To powinno być wykonywane u 100 procent pacjentek, ponieważ wpływa na dalsze etapy leczenia, również na zastosowanie inhibitorów PARP po pierwszej linii. Jest zatem niezwykle istotne, żeby to badanie wykonać. Ono jest finansowane dla wszystkich pacjentem z rakiem jajnika.

Niestety, dane, które otrzymujemy, jeśli chodzi o wykonywanie tych badań molekularnych, są dość niepokojące, ponieważ cały czas posługujemy się tu odsetkiem 30-40 procentowym. Naszą rolą jest edukować wszystkich lekarzy, żeby każda pacjentka, u której operujemy raka jajnika, miała ten materiał tkankowy pobrany.

Do momentu, kiedy refundacja dotyczyła tylko nawrotu raka jajnika, nie było tak istotne, żeby ten materiał był pobrany w trakcie zabiegu operacyjnego, ponieważ zawsze to badanie można było wykonać z bloczka archiwalnego. Natomiast teraz, kiedy już po zakończeniu chemioterapii pierwszego rzutu możemy włączyć leczenie, które jest refundowane, jest niezwykle istotne, żeby już przy tym pierwotnym zabiegu operacyjnym, od razu te badania molekularne w kierunku somatycznych mutacji genu BRCA 1 i 2 były wykonane.

- Jakie mamy obecnie dostępne terapie tej grupy pacjentek? Na ile program zabezpiecza ich leczenie?

- Jeśli chodzi o leczenia raka jajnika w Polsce, mamy leczenie uzupełniające tradycyjną chemioterapię i to się nie zmieniło od lat. Standard chemioterapii polegający na zastosowaniu karboplatyny z paklitakselem w leczeniu uzupełniającym jest ciągle taki sam. Różne próby stosowania chemioterapii pierwszego rzutu nie powiodły się i w dalszym ciągu leczymy tzw. złotym standardem.

Nowością w leczeniu raka jajnika jest tzw. leczenie podtrzymujące. W ostatnim czasie ono znacząco poprawiło skuteczność terapii w tym nowotworze.

Pierwsze leczenie podtrzymujące było za pomocą bewacyzumabu. Program lekowy B.50 leczenia zaawansowanego raka jajnika obejmuje m.in. leczenie bewacyzumabem, ale tylko w trakcie i po pierwszej linii leczenia.

Jako klinicyści doskonale zdajemy sobie sprawę, że jest drugi taki moment dla optymalnego zastosowania bewacyzumabu, a mianowicie w leczeniu nawrotowego, platynoopornego raka jajnika. To nawet jest lepsze miejsce do jego wykorzystania w całej terapii raka jajnika, niż stosowanie go w pierwszej linii. Ale lek jest dostępny w programie lekowym dla pierwszej linii leczenia.

Od dłuższego czasu mówimy też o inhibitorach PARP. Częściowo jesteśmy zadowoleni z sytuacji, którą mamy w tej chwili w Polsce.

Ocenie na terenie UE mamy dwa zarejestrowane leki: olaparib i niraparib. Jeśli chodzi o olaparib to mamy refundację w Polsce dla pacjentek zarówno z nawrotowym, platynowrażliwym rakiem jajnika, jak również zastosowanie olaparibu od maja 2021 roku po pierwszej linii leczenia. To niesamowity krok do przodu i zysk dla pacjentek.

Mamy już 5 letnie doświadczenie w podawaniu tego leku w leczeniu nawrotowego nowotworu i skuteczność tego leczenia w codziennej praktyce klinicznej wydaje się nawet większa niż w dostępnych publikacjach. Nie mamy jeszcze własnych doświadczeń leczenia po pierwszej linii leczenia. Tu z kolei publikacje pokazują niesamowite efekty dla pacjentek z mutacją BRCA 1. Mediana PFS była znacząco dłuższa - o 40 miesięcy, niż u pacjentek, które nie stosują olaparibu.

Zatem sytuacja związana z wykorzystaniem olaparibu u pacjentek z rakiem jajnika jest pełna. W zasadzie możemy go stosować zgodnie ze wszystkimi rekomendacjami światowymi i europejskimi.

Jednak olaparib to lek przeznaczony dla pacjentek głównie z mutacją BRCA 1 i 2. Takie są zapisy programu – to jest ta grupa pacjentek, która ma refundację olaparibu. Musimy pamiętać, że pacjentki, które mają mutację BRCA 1 i 2 to jest grupa 30 proc. pacjentek z rakiem jajnika, które ewentualnie kwalifikowałyby się do leczenia inhibitorami PARP.

Pozostaje grupa 70 proc. pacjentek, dla których leczenia w Polsce nie mamy, ze względu na brak refundacji. Niraparib jest zarejestrowany, ale nie jest refundowany w Polsce. Tymczasem badania pokazują skuteczność leczenia nie tylko u pacjentek z mutacją BRCA 1 i 2, ale i u tych, które jej nie mają. Każda z badanych podgrup w badaniach klinicznych odnosiła korzyści z zastosowanego leczenia.

Czego nam zatem na dziś brakuje w pełni w kompleksowym leczeniu pacjentek z rakiem jajnika? Brakuje nam leczenia dla pacjentek, które nie są nosicielkami, nie mają somatycznej mutacji BRCA 1 i 2, mimo, że jest dla nich potencjalnie skuteczna terapia.

* Prof. Anita Chudecka-Głaz, lekarz kierujący z Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt, SPSK Nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, konsultant wojewódzki w dziedzinie ginekologii onkologicznej

Czytaj też:

Od zakażenia do rozwoju tego raka może minąć nawet 30 lat. Prosty test mógłby temu zapobiec

Prof. Chudecka-Głaz: w leczeniu nowotworów ginekologicznych musimy gonić Europę

Wypowiedź zarejestrowana podczas XVII Forum rynku Zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum