• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Prof. Szczylik: możliwości leczenia raka nerki w Polsce nie zmieniły się od kilkunastu lat

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 07 grudnia 2020 10:16

Jeśli chodzi o wyniki leczenia raka nerkowokomórkowego, Polska została daleko w tyle za najlepszymi. Dzieli nas od nich przepaść i nie zmieni się to tak długo, jak długo nie zmieni się dostępność do nowoczesnych terapii dla polskich pacjentów - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Cezary Szczylik, kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku.

Prof. Szczylik: możliwości leczenia raka nerki w Polsce nie zmieniły się od kilkunastu lat
Prof. Cezary Szczylik; FOT. PTWP

Rynek Zdrowia: - Czy w zachorowaniach na raka nerki widać tendencję wzrostową? Jak diagnozujemy ten nowotwór?

Prof. Cezary Szczylik: - Obecnie rozpoznajemy w Polsce ok. 5 tys. nowych przypadków raka nerki rocznie i na razie nie widać przesłanek wskazujących na to, że istnieje szansa na zmniejszenie się tej liczby, mówimy bowiem o chorobie cywilizacyjnej, zależnej od wielu czynników związanych z naszym otoczeniem.

Jedyny pozytywny trend, który obecnie się rysuje, wiąże się z rozpowszechnieniem badań ultrasonograficznych. Dzięki USG wykrywamy więcej guzów we wcześniejszych stadiach, dzięki czemu chorzy mogą mieć nadzieję na dłuższe życie, a w wielu wypadkach - na całkowite wyleczenie. Raka nerki wychwytujemy w USG przypadkowo, bo badanie to nie jest raczej przeprowadzane z powodu wystąpienia objawów mogących wskazywać na rozwój tego nowotworu, ale zazwyczaj z zupełnie innych przyczyn. Wykrycie guza w nerce można zatem nazwać łutem szczęścia, tym bardziej, że nie prowadzi się badań przesiewowych w tym kierunku.

Jeśli chodzi o diagnostykę pogłębioną, stosowana jest tomografia komputerowa, która umożliwia określenie stopnia zaawansowania i wielkości guza, co następnie przekłada się na wybór metody postępowania. W 80 proc. przypadków jest to leczenie operacyjne, stosowane także w sytuacjach, gdy wykrywamy chorobę przerzutową.

Ok. 10-15 proc. pacjentów ma jednak chorobę nieoperacyjną. I tu zaczyna się problem, ponieważ w Polsce chorzy, którzy nie zostali poddani nefrektomii, nie mają w zasadzie szans na skuteczną terapię. W badaniach udowodniono, że odnoszą oni korzyść z leczenia systemowego choroby rozsianej, ale w naszym kraju nie jest to możliwe, co jest zresztą niezgodne z konstytucją.

- Jak wyniki leczenia raka nerkowokomorkowego osiągane są w naszym kraju? Jak wypadamy na tle wyników notowanych w Stanach Zjednoczonych, czy w krajach Europy Zachodniej?
- Jeśli chodzi o wyniki leczenia raka nerki na świecie, Stany Zjednoczone i Europa pozostają na podobnym poziomie, przy czym efektywność leczenia zależy tak naprawdę od tego, jak wcześnie nowotwór zostanie wykryty. Różnice w wynikach leczenia dotyczą zatem chorych radykalnie operowanych, z nowotworem wcześnie wychwyconym, we wczesnej fazie zaawansowania.

Zupełnie inną kwestią jest grupa chorych, którzy nie mogli być operowani. Tutaj w wynikach leczenia i od Stanów Zjednoczonych i od Europy Zachodniej dzieli nas przepaść. Tam podstawą leczenia, i to już od pierwszej linii, jest immunoterapia, lub - co najważniejsze - immunoterapia skojarzona z inhibitorami kinaz tyrozynowych. W Polsce pozostajemy, jeśli chodzi o możliwości leczenia, na poziomie roku 2007. Nie możemy nawet zaoferować chorym trzeciej linii terapii - mamy tylko pierwszą i drugą. Za tymi najlepszymi zostaliśmy zatem daleko w tyle - o jakieś kilkanaście lat - a jeśli chodzi o liczbę chorych, którym możemy przedłużyć życie, jest ona w Polsce o ok. 50 proc. mniejsza niż w USA, czy krajach zachodnioeuropejskich.

- Jakich zmian w programie lekowym dedykowanym rakowi nerki należałoby dokonać, aby można było nazwać go satysfakcjonującym?
- W innym krajach szerokim kręgiem weszły metody immunoterapii, zarówno stosowanej w monoterapii, jak i w skojarzeniu z innymi lekami. Tymczasem my podajemy w pierwszej linii sunitynib i pazopanib, oba z czasem wolnym od progresji wynoszącym ok. 11 miesięcy. W drugiej linii także podajemy dwa leki. Po kilku miesiącach chorzy progresują, a my nie mamy im już nic do zaoferowania. Na Zachodzie pacjenci mogą liczyć nie tylko na trzecią, ale także na czwartą i piątą linię terapii, przy czym każda z nich daje wydłużenie czasu przeżycia.

Jan powinien wyglądać program lekowy? Tak, aby lekarz onkolog miał do dyspozycji pełne spektrum leków, w zależności od tego, jaki rodzaj raka nerki występuje u chorego. Nie musi to być przecież koniecznie rak jasnokomórkowy. Jest także rak papilarny, brodawczakowaty, w którym tak naprawdę nie mamy żadnej możliwości leczenia. Można wprawdzie podać choremu inhibitor mTOR, temsirolimus, ale wiemy, że w tym rozpoznaniu lek nie działa - odpowiedzi są znikome. Tymczasem na świecie ten nowotwór leczy się wieloma liniami terapii.

Podobnie wygląda to w przypadku podziału chorych na grupy z dobrymi, pośrednimi i złymi czynnikami rokowniczymi. Dla pacjentów z grup o rokowaniach pośrednich i złych nie mamy w zasadzie niczego. Sytuacja jest zatem tragiczna i wydaje się, że szczególnych powodów do optymizmu nie mamy, skoro
wszelkie próby wprowadzania nowych leków dla chorych z rakiem nerkowokomórkowym kończą się od kilkunastu lat niepowodzeniem. Ten nowotwór traktowany jest jak niechciane dziecko, ale nie umiem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje.

W tym kontekście warto zauważyć, że w leczeniu np. raka płuca w Polsce dostępne są w zasadzie wszystkie leki. Porównanie nakładów na leczenie tego nowotworu i nakładów ponoszonych na terapię dla czterokrotnie mniejszej populacji chorych na raka nerki wyraźnie pokazuje, że brakuje tu proporcji. Tymczasem korzyści z efektywnego leczenia raka nerkowokomórkowego są ogromne i nasi pacjenci żyją zdecydowanie dłużej niż nawet najnowocześniej leczeni chorzy z rakiem płuca.

- Na jakie leki czekają zatem pacjenci z rakiem nerkowokomórkowym? Jakie są też oczekiwania lekarzy?
- Mówimy o całym spektrum immunoterapeutyków, tj. leków działających hamująco na receptory PD-1, PD-L1, CDL-4. Mowa o ipilimumabie, niwolumabie, pembrolizumabie, atezolizumabie, czy durvalumabie. Tych cząstek jest bardzo wiele. Ponadto mogą być one kojarzone ze sobą, np. PD-1 z CDL-4, a do tego można również dodawać inhibitory kinaz tyrozynowych, co będzie czyniło leczenie jeszcze bardziej efektywnym. Taką terapię powinno się stosować już w pierwszej linii leczenia, ponieważ daje to największą szansę na wydłużenie życia chorych, a następnie w liniach kolejnych. I tak się dzieje - naturalnie w tych krajach, w których te leki są dostępne. W Polsce - nie.

- Jakie terapie stosowane w leczeniu raka nerkowokomórkowego w ostatnich latach można uznać za przełomowe? Czy widać już kierunki rozwoju opcji terapeutycznych dla tych pacjentów?
- Za terapie przełomowe można niewątpliwie uznać immunoterapię, ale także jej połączenie z inhibitorami kinaz tyrozynowych, tj. oddziaływanie już w pierwszej linii leczenia na różne mechanizmy wzrostu nowotworu, jak również na mechanizmy aktywowania układu odpornościowego pacjenta przeciwko nowotworowi. Inhibitory kinaz były do niedawna pierwszą linią leczenia, ale wykazano, że połączenie ich z immunoterapią skutkuje większymi odsetkami odpowiedzi i dłużej trwającymi przeżyciami.

Jeśli chodzi o przyszłość, tj. o kierunki rozwoju terapii, będzie to, jak sądzę, zmierzanie ku coraz doskonalszym formom immunoterapii. Ważny jest też kierunek, który nie jest jeszcze stosowany w leczeniu guzów litych, a na razie w leczeniu nowotworów układu krwiotwórczego, tj. CAR-T. Wydaje się, że niesie on wielki potencjał i daje szansę na odmianę losów pacjentów z rakiem nerkowokomórkowym.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum