• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Prof. Maciejczyk: nie mieliśmy sytuacji, aby pacjent onkologiczny nie otrzymał leczenia

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 13 lutego 2021 07:00

Pacjenci onkologiczni szukający pomocy nie zawsze wiedzą, gdzie ją znajdą, dlatego potrzebny jest czytelny komunikat, który pokaże ścieżkę do opieki onkologicznej - uważa prof. Adam Maciejczyk, szef Dolnośląskiego Centrum Onkologii.

Prof. Maciejczyk: nie mieliśmy sytuacji, aby pacjent onkologiczny nie otrzymał leczenia
Potrzebny jest czytelny komunikat, który pokaże ścieżkę do opieki onkologicznej - uważa prof. Adam Maciejczyk Fot. PTWP
  • DCO ma dane dotyczące ponad 9 tys. chorych na pięć nowotworów objętych pilotażem sieci onkologicznej i monitoruje ich od dwóch lat
  • Liczba pacjentów zgłaszających się do DCO nie tylko nie spadła, ale ośrodek umawiał jeszcze chorych na wizyty w innych szpitalach
  • Nowotwory, w których spadek zgłaszalności chorych jest widoczny, wymagają odrębnej ścieżki

Czy można wyciągać wnioski na temat opieki onkologicznej w pandemii z ankiet bazujących na kilkudziesięciu pracownikach szpitali i kilkuset pacjentach?

- W DCO pracuje 1300 osób, a tylu pacjentów, ilu wypowiada się w niektórych badaniach ankietowych, wchodzi do naszego szpitala do godz. 10 rano każdego dnia. Mamy dane dotyczące ponad 9 tys. chorych na pięć nowotworów objętych pilotażem sieci onkologicznej i monitorujemy ich od dwóch lat - wyjaśnia profesor.

- Podczas pierwszej fali pandemii, tj. w marcu i kwietniu ub.r. spadek liczby pacjentów odnotowaliśmy także w naszej placówce. Druga fala, od listopada do grudnia ub.r. pokazała, że spadek liczby pacjentów na Dolnym Śląsku jest widoczny, ale nie objął on DCO - dotyczył głównie szpitali przemianowanych na covidowe. Nam udało się utrzymać ten sam poziom zgłaszalności chorych - mówi Adam Maciejczyk.

Pacjent potrzebuje informacji

- Problem polega na tym, że pacjenci onkologiczni szukający pomocy nie zawsze wiedzą gdzie ją znajdą, dlatego potrzebny jest czytelny komunikat, który pokaże ścieżkę do opieki onkologicznej. Ważne jest, aby w każdym województwie był ośrodek onkologiczny, do którego chory może się zgłosić, oraz infolinia, która jest zresztą elementem pilotażu Krajowej Sieci Onkologicznej - zaznacza specjalista.

Jak dodaje, na infolinii DCO odbierane jest ponad 90 proc. połączeń, ale jeśli pacjent nie może się dodzwonić, a ma Kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), może ją wysłać przez bramki sms-owe, czy portale, do których dostęp jest bezpośrednio ze strony internetowej szpitala.

- Dzięki takiej komunikacji liczba pacjentów zgłaszających się do DCO nie tylko nie spadła, ale jeszcze umawialiśmy chorych na wizyty w innych szpitalach. Z naszych analiz wynika, że nie mieliśmy w regionie sytuacji, w której pacjent onkologiczny nie mógł trafić do onkologa. Chyba, że nie miał karty DiLO albo „odbił się” od szpitala zamienianego akurat w covidowy lub sam przestraszył się wizyty u lekarza - mówi prof. Maciejczyk.

Dyrektor DCO nie ukrywa, że liczba kart DiLO wystawianych w czasie drugiej fali pandemii spadła, szczególnie na poziomie POZ.

- Trudno to zrozumieć, bo elektroniczna karta DiLO może być przecież wystawiona nawet w ramach teleporady. Następnie wystarczy, że pacjent poda jej 4-cyfrowy kod w formularzu na stronie DCO i trafia do naszego systemu. Osoba z infolinii dzwoni do chorego i umawia go na pierwszą wizytę. Wprowadzanie pacjentów do ścieżki opieki onkologicznej powinno tak wyglądać wszędzie. Gdyby tak było, dla leczenia onkologicznego nie miałoby większego znaczenia czy pandemia jest czy jej nie ma - podkreśla.

Kolejki i opóźnienia

- Osobną kwestią jest indywidualne podejście do różnych typów nowotworów. Pod koniec ub.r. zauważyliśmy np. znaczący spadek zgłaszalności pacjentów z rakiem płuca. Uruchomiliśmy wówczas specjalną ścieżkę przejęcia chorych ze szpitala pulmonologicznego, przemianowanego właśnie na covidowy. Takich osób mieliśmy po kilkanaście tygodniowo, przy czym 50-60 proc. z nich trafiało do diagnostyki onkologicznej. Ale także i tutaj najważniejszy jest właściwy komunikat, jak dostać się do onkologa. Takie komunikaty trzeba nieustannie powtarzać - mówi prof. Maciejczyk.

Zauważyliśmy również zmniejszenie zgłaszalności w nowotworach przewodu pokarmowego oraz w uroonkologii, głównie w raku pęcherza. Ten ostatni przestał być chyba leczony w czasie pandemii przez urologów w dolnośląskich szpitalach, bo pacjenci z tych placówek pojawili się w DCO. W efekcie utworzyły się kolejki oczekujących - zaznacza dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii.

- Mamy także problem z pacjentkami z rakiem jajnika, dla których to SOR-y były zazwyczaj miejscem, gdzie trafiały one na swoją drogę leczenia. Teraz oddziały ratunkowe zajmują się głównie Covidem, a chore pozostały w domach. Także i tutaj potrzebna jest odrębna ścieżka, być może nawet z hospitalizacją na czas diagnostyki, bo jest to nowotwór rzadki i rozproszony. Taki model w tej chwili rozważamy. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że nie odnotowaliśmy spadku zgłaszalności pacjentek z rakiem piersi - wskazuje prof. Maciejczyk.

- Podczas drugiej fali pandemii nie zrezygnowaliśmy z żadnego z zakresów diagnostyki i leczenia, choć konieczność stosowania zabezpieczeń wydłużyła te procesy i podniosła ich koszty. Wydłużenie się diagnostyki przełożyło się z kolei na przesuwanie terminów konsyliów i ich mniejszą liczbę. Uważamy jednak, że pewne założenia z karty DiLO (obniżenie wyceny z powodu przekroczenia czasu) powinny być obecnie zawieszone, ponieważ dzieje się tak z przyczyn niezależnych od szpitala, bo wynikających z pandemii - ocenia dyrektor DCO.

- Jaki jest poziom satysfakcji pacjentów z działań realizowanych w ramach pilotażu? Analizujemy go nieustannie, a odpowiedzi oceniające je wysoko liczymy w tysiącach i stanowią powyżej 80 proc. - podkreśla prof. Maciejczyk.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum