• PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Prof. Bogusław Maciejewski: Cancer Plan to wyidealizowana wizja

Autor: Bogusław Maciejewski • • 11 lipca 2014 17:20

Nie burzmy solidnych i sprawdzonych fundamentów polskiej onkologii. Mimo narzekań i niezadowalającej wyleczalności (przeważają chorzy zaawansowani) stosujemy uznane w świecie metody skojarzonego leczenia raka, a osiągnięcia polskiej onkologii mają renomę na świecie - mówi prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Centrum Onkologii - Instytutu, Oddział w Gliwicach.

Nie należy tworzyć wyidealizowanych planów na miarę marzeń, ale wybrać i wdrożyć rozwiązania racjonalne, których realizacja i skutki będą pewne, a nie życzeniowe.

"Nowa strategia" - czy to oznacza, że wszystko, czego dotychczas dokonano w polskiej onkologii, było złe i ułomne i należy dokonać "rewolucyjnych zmian"? W opinii prof. Jacka Jassema, za dużo jest ośrodków onkologicznych i należy preferować leczenie ambulatoryjne. Pan Profesor leczenie ambulatoryjne utożsamia z chemioterapią.

Radioterapia ambulatoryjnie i co dalej?

O ile to leczenie, cykliczne z przerwami, może być z powodzeniem prowadzone w warunkach ambulatoryjnych (nie u wszystkich chorych), o tyle około 75 proc. pacjentów leczonych radioterapią w czasie 5-7 tygodni (jednodniowa radioterapia dotyczy nie więcej niż 10 proc. chorych) już około trzeciego tygodnia wymaga hospitalizacji z powodu ostrych odczynów popromiennych.

Również po około trzech tygodniach u chorych na raka płuca osłabienie i narastająca duszność wykluczają kontynuację leczenia ambulatoryjnego. Tacy chorzy w większości wymagają ciągłego leczenia osłonowego, zmniejszającego skutki ostrego odczynu. Kto miałby prowadzić je w warunkach ambulatoryjnych i za co? Bo NFZ nie uwzględnia takiego leczenia, a koszty nie są niskie (ok. 3-5 tys. zł). Są ponadto wliczone w dobowy koszt hospitalizacji, tj. 430 zł. To niewiele ponad 100 euro (najniższy koszt, nie tylko Europie).

Jeżeli radioterapia miałaby w Polsce odbywać się głównie ambulatoryjnie (a tak jest w większości monoterapeutycznych ośrodków niepublicznych, bez bazy łóżkowej), kto zadba o leczenie osłonowe takich chorych w warunkach domowych? To jest nonsens.

Hotel, ale z lekarzem

Prof. Jacek Jassem powołuje się na sytuację w krajach zachodnich. Swego czasu nawoływał do tworzenia hoteli przy ośrodkach onkologicznych, ale przemilczał, kto ma je budować i za jakie środki. Profesor zapatrzył się na wzory zachodnie, ale chyba zbyt powierzchownie.

W USA, ale także w Europie, centra onkologiczne są "oplecione" siecią hotelową. Np. w MD Anderson w Houston jest ponad 10 takich hoteli, ale połączonych przejściami ze szpitalem, aby lekarz mógł odbyć wizytę wieczorną u hotelowych pacjentów. Koszt doby nie przekracza 150-200 USD, które pokrywa ubezpieczenie, a koszt hospitalizacji w centrach amerykańskich waha się od 1200-1900 USD za dobę.

W Europie nie jest zasadniczo inaczej, może trochę taniej. Kto w Polsce miałby pokrywać koszty hotelowe - NFZ? Czy pacjent? Na to pytanie brak odpowiedzi, a jest to sprawa zasadnicza. Moim zdaniem koszt budowy takich hoteli oraz pobytu w nich przekroczy obecne koszty hospitalizacji.

Skąd brać koordynatorów?

W Polsce działa 16 wielospecjalistycznych centrów onkologii realizujących ponad 70 proc. (sic!) krajowych świadczeń onkologicznych. Czy należy rozważać decentralizację? Byłaby ona samobójczym strzałem w polską onkologię.

Jeżeli według "nowej strategii" chory ma mieć rozpoznanie i leczenie skojarzone ustalone przed jego rozpoczęciem przez zespół wielospecjalistyczny onkologów, warto zapytać, czy takie zespoły istnieją w monoterapeutycznych ośrodkach? Na to pytanie prof. Jassem nie daje odpowiedzi.

Jeżeli lekarze POZ mają wydawać chorym zieloną kartę na podstawie ich "intuicji onkologicznej", a nie rzetelnej wiedzy i doświadczenia w zakresie onkologii (przy pełnym szacunku - nie mają go) i jeżeli wielokrotnie nie trafią w podejrzenie raka, to nie będą mogli wydać takiej karty i ich świadczenia nie będą refundowane przez NFZ.

Gdybym był lekarzem POZ, w ogóle bym takich kart nie wydawał, bo po co ryzykować. Pondto: każdy pacjent według "nowej strategii" ma mieć swojego koordynatora leczenia. Łatwo powiedzieć. Jeżeli centrum onkologii leczy rocznie np. 16 tys. chorych, to ma pojawić się 16 tys. koordynatorów? Mrzonka, Panie Profesorze.

Kadry w radioterapii - Polska na miejscu 23

Prof. Jassem w swojej ostatniej wypowiedzi w TVN stwierdził, że wielospecjalistyczne centra onkologii mają wysoki dochod i zysk. To nieprawda. Większość ma wielomilionowe nierefundowane nadwykonania. I mimo to nie ograniczają one przyjmowania chorych. W Instytucie Onkologii w Gliwicach OIOM w ogóle nie jest refundowany przez NFZ, bo nie ma kontraktów, między innymi dlatego, że musiałby być otwarty dla wszystkich, nawet nieonkolgicznych przypadków (np. z wypadków drogowych), a wtedy mogłoby zabraknąć łóżek dla chorych onkologicznych. Z wysokimi zyskami nie ma zatem co przesadzać.

Jeśli chodzi natomiast o nielimitowanie świadczeń onkologicznych, to pachnie ono "pospolitym ruszeniem" na kasę. Czy NFZ przewidziało wzrost środków na onkologię racjonalnie o około 20-30 proc.? Chyba nie. Nielimitowanie - tak, ale w bardzo ograniczonym i zdefiniowanym zakresie.

Kolejna sprawa to problem kolejek do onkologa i list oczekujących. Nowy prezes NFZ odważył się otwarcie stwierdzić w programie TVN, że kolejki nie znikną i że tak jest na całym świecie. Miał odwagę powiedzieć prawdę, a nie mydlić oczu mrzonkami pod publiczność. Według ostatniego europejskiego raportu HERO spośród 25 ocenianych krajów UE Polska jest na 23 miejscu pod względem kadry specjalistycznej w radioterapii.

Brakuje 400 onkologów - radioterapeutów, ponad 350 fizyków medycznych i około 600 techników radioterapii. Wystarczyłoby, aby Minister Zdrowia zwiększył liczbę rezydentur w tych specjalnościach, ale i wtedy wymiernego efektu można by oczekiwać dopiero po sześciu latach. To samo dotyczy chirurgów i chemioterapeutów.

W Polsce ciągle powstają nowe ośrodki onkologiczne, różne - mono lub bioterapeutyczne, gdzie bądź. Nie istnieje racjonalna polityka lokalizacji takich  placówek według danych epidemiologicznych, zaludnienia, częstości zachorowań. A dane przecież istnieją. Wystarczy aby Minister Zdrowia, a nie samorządy, wydawał promesę na powstawanie nowych ośrodków według w/w kryteriów, a polityka w tym zakresie stałaby się racjonalna i uporządkowana.

Nie burzmy fundamentów polskiej onkologii

I wreszcie ważny problem profilaktyki i nowoczesnego wykrywania raka. Rozbudowano administracyjno-biurokratyczną sieć ośrodków koordynujących i koordynatorów finansowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Wynik pozostaje  jednak poniżej oczekiwań. Polak, jeśli nie musi, nie zrobi badania. Wystarczyłoby jednakże wprowadzić ustawowy obowiązek badań skriningowych u wszystkich zatrudnionych. Tak jak np. w Finlandii. Efekt: leczeni są chorzy z wczesnym zaawansowaniem raka (pierś, szyjka macicy). Proste. I nie jest to ograniczenie swobód obywatelskich, ale dbałość państwa o zdrowie obywateli.

To zaledwie kilka problemów wyjętych z planowanej, "nowej strategii". Jest ich znacznie więcej. Nie wystarczy jednak proponowanie nowych koncepcji. Trzeba je uzbroić w racjonalne narzędzia wykonawcze i uzasadnić szansą realizacji. A tego w "Nowej Strategii Walki z Rakiem" w wielu miejscach ciągle brak. Nie należy planować budowy gmachu od dachu, burząc przy tym silny fundament. Fundamenty polskiej onkologii są trwałe i sprawdzone i - co więcej - mające uznanie nie tylko w Europie. Dobrze, że Minister Zdrowia jest ostrożny (a nie powolny) w podejmowaniu decyzji.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum