• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Pacjent onkologiczny w pandemii. "Pomagaliśmy w naprawdę dramatycznych sytuacjach"

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 04 marca 2021 18:45

Chorzy na nowotwory usłyszeli rok temu hasło "Zostań w domu". I zostali. Kiedy wrócili do leczenia, zderzyli się nie tylko ze znanymi wcześniej problemami, ale także z nowymi, spowodowanymi przez pandemię.

Pacjent onkologiczny w pandemii. "Pomagaliśmy w naprawdę dramatycznych sytuacjach"
Pacjenci szukali pomocy m.in. u RPP i w organizacjach pacjenckich Fot. Shutterstock
  • Na początku pandemii nie było ważne nic, co nie miało związku z koronawirusem. Także diagnostyka i leczenie nowotworów
  • Działalność placówek AOS realizujących wiele badań diagnostycznych została mocno zawężona i była to jedna z najistotniejszych zgłaszanych kwestii
  • Zdarzało się, że RPP lub MZ musieli interweniować w sprawie pacjentów z zamykanych oddziałów
  • Zabrakło koordynacji ścieżki pacjenta i współpracy pomiędzy różnymi sektorami ochrony zdrowia

Zgłaszali informacje o nich m.in. organizacjom pacjenckim.

- Kwestie, o których informowali nas pacjenci onkologiczni, zmieniały się wraz z kolejnymi etapami pandemii. Sytuacja zupełnie inaczej wyglądała w okresie pierwszej fali, a zupełnie inaczej podczas drugiej i trzeciej - mówi nam Aleksandra Rudnicka z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

"Zostań w domu"

- W okresie od marca do czerwca ub.r. główna wątpliwość chorych na nowotwory dotyczyła możliwości bezpiecznego kontynuowania leczenia. Pytali, czy mogą bezpiecznie udawać się do placówek onkologicznych oraz innych lecznic. A gdy pojawiło się hasło „Zostań w domu”, posłuchali. Właśnie to bardzo zahamowało cały zakres diagnostyki i terapii w onkologii - dodaje.

Jak wyjaśnia, pacjenci przestali zgłaszać się na leczenie, pojawiły się zatem liczne sygnały alarmowe ze strony szpitali onkologicznych, które zaczęły odnotowywać drastyczne spadki w tym zakresie.

- Zadziałało także podejście, jakie prezentowali wówczas decydenci. Chorzy słyszeli, że mamy nową sytuację, w której np. badania profilaktyczne w kierunku chorób nowotworowych w ogólne nie są ważne. Nie było ważne nic, co nie ma związku z koronawirusem. I posłuchali znowu. Na szczęście ten okres minął. Chorzy zareagowali na apele lekarzy i organizacji pacjentów i ponownie zaczęli zgłaszać się na leczenie. Lepiej zorganizowały się także szpitale, które zaczęły przyjmować pacjentów w nowym, trudnym reżimie sanitarnym - przypomina Aleksandra Rudnicka.

Wskazuje, że w tym czasie pojawiały się problemy wynikające z braku koordynacji przyjęć. Nikt nie informował chorych, że placówka zostanie zamknięta np. z powodu ogniska zakażenia na oddziale. Pacjenci pojawiali się ustalonym terminie w lecznicy, czasem po długiej podróży, i zastawali kartkę na drzwiach. Teraz pytania dotyczą głównie szczepień. Pacjenci chcą wiedzieć chorzy na jakie nowotwory powinni być zaszczepieni jak najszybciej.

Zamknięte drzwi do leczenia

- Warto także przypomnieć, że w czasie pandemii były grupy chorych, które - bardziej niż inne - zostały doświadczone sytuacją związaną z pandemią. To np. pacjenci z rakiem jelita grubego, przestano bowiem niemal całkowicie prowadzić badania kolonoskopowe. Działalność placówek AOS realizujących wiele badań diagnostycznych w ogóle została bardzo mocno zawężona i była to jedna z najistotniejszych zgłaszanych kwestii - mówi Aleksandra Rudnicka.

- Z kolei pacjenci z rakiem płuca informowali o zamykaniu oddziałów, w których byli leczeni, z powodu zakażeń lub przemianowania szpitala na jednoimienny. Podobne informacje dotyczyły zamykania oddziałów hematoonkologicznych. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w Poznaniu. Problem polegał wówczas na tym, że nie było wiadomo, gdzie skierować leczonych tam chorych. Tutaj bardzo pomógł Rzecznik Praw Pacjenta, który nie raz włączał się w pandemii do działania, jeśli pojawiały się dramatyczne problemy - zaznacza.

- Dodatkowo zaczęli pojawiać się także pacjenci onkologiczni, którzy zachorowali na Covid-19. Pytali nas co mają robić, bo placówki dedykowane terapii zakażonych koronawirusem nie potrafiły ich leczyć. Zdarzało się np., że kazano im odstawiać leki, których odstawić nie było wolno. Znaleźli w końcu właściwą opiekę na oddziałach covidowych tworzonych w dużych centrach onkologii - wskazuje Rudnicka.

Zaszłości w systemie nie pomogły

Jak mówi, PKPO nie zbierała własnych danych dotyczących sytuacji onkologii w pandemii, ponieważ organizacje pacjenckie nie mają takich możliwości - ani finansowych, ani organizacyjnych.

- Uważamy ponadto, że nie ma co oceniać rzeczywistości na podstawie mało profesjonalnych ankiet - lepiej oprzeć się na danych z NFZ, GUS, itd. Byliśmy jednak uważnymi obserwatorami. Od lat prowadzimy program „Pacjent wykluczony” - rodzaj infolinii zbierającej sygnały z całej Polski - i to one mówiły nam o trudnościach w dostępie do diagnostyki i leczenia w określonych miejscach. Takie informacje przekazywaliśmy dalej - do Ministerstwa Zdrowia lub RPP z prośbą o natychmiastową reakcję. I reakcje rzeczywiście były. Pomagaliśmy także pojedynczym osobom, które miały problem z kontynuowaniem leczenia - przypomina Aleksandra Rudnicka.

- Ponadto nie ma co ukrywać, że na sytuację pacjentów onkologicznych w pandemii rzutowały różne zaszłości w systemie. Najbardziej chyba brak koordynacji ścieżki pacjenta i współpracy pomiędzy poszczególnymi sektorami ochrony zdrowia, np. pomiędzy onkologią i POZ, która przestała przyjmować pacjentów onkologicznych i wystawiać im karty DiLO. Brakowało także sprawnej komunikacji, bo na wiele pytań nie byliśmy w stanie uzyskać odpowiedzi - zauważa.

- Dlatego nasuwa się pewien postulat. Należałoby rozszerzyć działania RPP tak, aby Rzecznik Praw Pacjenta miał możliwość pomagania w awaryjnych sytuacjach, w bezpośredniej interwencji także poza Warszawą - podkreśla.

- I jeszcze jedno nasze spostrzeżenie. Placówki, które były dobrze zorganizowane przed koronawirusem, zdawały egzamin z radzenia sobie z problemami także w czasie pandemii. Szpitale, w których przed pandemią organizacja pozostawiała wiele do życzenia i w których nie szanowano praw pacjenta, tak samo działają i teraz - mówi Rudnicka.

RPP o zgłoszeniach: najwięcej było w marcu

Jak informuje nas Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, w 2020 r. zgłoszonych zostało za pośrednictwem Telefonicznej Informacji Pacjenta (TIP) 3 065 sygnałów dotyczących onkologii, a w 2021 r. (do 19 lutego) - 292. Najwięcej takich zgłoszeń pojawiało się w marcu ub.r. - 387, w październiku - 352 oraz w grudniu - 318.

Jak wynika jednak z danych Biura RPP, rok pandemii wcale nie był, jeśli chodzi o liczbę sygnałów o nieprawidłowościach w onkologii - rekordowy. Takich zgłoszeń - 3 945 - było więcej w roku 2019.

Zakres spraw, na jakie skarżyli się pacjenci w 2020 r. obejmował - jak podaje Biuro RPP - przede wszystkim zwłokę w udzielaniu świadczeń zdrowotnych i kolejki oczekujących. Kolejne kwestie to spory kompetencyjne dotyczące wystawiania kart DiLO, odsyłanie pacjentów z ośrodka do ośrodka i brak właściwej koordynacji w organizacji procesów leczenia.

Na liście sygnałów od pacjentów było też odwoływanie zaplanowanych procedur medycznych, kwestia dostępności do leczenia innowacyjnymi technologiami medycznymi, odmowy kwalifikacji do specjalistycznego leczenia szpitalnego i w końcu długi czas oczekiwania na zaplanowane zabiegi.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum