• PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Pacjenci z nowotworami skóry potrzebują kompleksowej opieki

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2014 11:26

Opieka nad chorymi z nowotworami skóry może być lepsza i na pewno bardziej kompleksowa - mówi płk prof. nadzw. dr hab. n.med. Witold Owczarek, kierownik Kliniki Dermatologicznej w Wojskowym Instytucie Medycznym Centralnym Szpitalu Klinicznym MON w Warszawie.

Rynek Zdrowia: - Jak często występują w Polsce nowotwory skóry inne niż czerniak? Jak duża jest skala tego problemu?

Prof. Witold Owczarek: - Stan wiedzy dotyczącej zmian skórnych, nowotworów skóry i profilaktyki niezbędnej w ich zapobieganiu wydaje się dość niski. Jest to niepokojące, ponieważ nowotwory skóry stanowią ok. 1/3 wszystkich wykrywanych nowotworów. Łącznie zachorowania na nowotwory skóry w Polsce zajmują u kobiet drugie miejsce po raku piersi, a u mężczyzn trzecie miejsce po raku płuc i prostaty. W ostatnich latach wzrasta liczba zachorowań i aktualnie ocenia się ją na poziomie 10-15% rocznie. Zdecydowanie najczęstszym nowotworem skóry jest rak podstawnokomórkowy, który  stanowi ok. 65–75% raków skóry oraz ok. 25% wszystkich diagnozowanych nowotworów. Na drugim miejscu znajduje się rak kolczystokomórkowy, stanowiący ok. 20 - 30% raków skóry. Około 1,5 - 2% nowotworów skóry stanowi czerniak, a pozostały, niewielki odsetek obejmuje inne nowotwory skóry. Mimo, że niekiedy są to nowotwory miejscowo złośliwe, które rzadko dają przerzuty, zagrożenie z ich strony jest istotne ze względu na częstość występowania i lokalizację.

- Wiele mówi się o potrzebie kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobą nowotworową. Czy i w tym przypadku chaotyczny system utrudnia proces leczenia?

Jeśli chodzi o opiekę nad chorymi z nowotworami skóry to może być ona lepsza i na pewno bardziej kompleksowa. Szkoda, że nie zależy to w chwili obecnej od ośrodków dermatologicznych, ponieważ nie mają one możliwości pełnego wykorzystywania procedur leczniczych dostępnych w naszym kraju. Obecnie diagnozowanie i leczenie zmian skórnych, zarówno łagodnych jak i podejrzanych o rozrost nowotworowy, odbywa się u co najmniej kilku różnych specjalistów m.in. dermatologa, chirurga, onkologa, lekarza medycyny rodzinnej i patomorfologa pomimo, że pacjenci w większości zgłaszają się z problemem do dermatologa. Specjaliści ci zazwyczaj pracują w różnych terminach i przychodniach specjalistycznych zlokalizowanych w wielu różnych miejscach. Wymaga to od pacjentów odbywania podróży pomiędzy poszczególnymi ośrodkami oraz znacząco wydłuża proces diagnostyczny ze względu na terminy oczekiwania na konsultacje.

- Jak w tym skomplikowanym systemie poruszają się pacjenci?

Są czasem bardzo zagubieni, także z powodu potencjalnej liczby ośrodków, do których można się zgłosić. Czasami zdezorientowani są również lekarze rodzinni, którzy mogą mieć problem z wiedzą o miejscu, w którym pacjent o danym zaawansowaniu nowotworu powinien być diagnozowany i leczony. Inna organizacja tej opieki na pewno skróciłaby ścieżkę i poprawiła jakość życia chorych, bo mechanizmy pomocy pacjentowi w naszym kraju istnieją, chociaż na razie na różnych poziomach. Powinno się to zmienić i usprawnić.

- Czy zmiany powinny iść w kierunku wyspecjalizowanych ośrodków dedykowanych nowotworom skóry?

Jest szansa na poprawienie jakości opieki poprzez stworzenie takich centrów lub poprawę procesu diagnostyczno-terapeutycznego w ramach istniejących klinik dermatologicznych. Potrzebna jest jednak większa współpraca placówek, a przede wszystkim rozszerzenie kompetencji tych ośrodków, co umożliwi zastosowanie procedur adekwatnych do potrzeb pacjentów. Nie musi to dotyczyć każdej kliniki dermatologicznej. Ośrodek diagnostyczno-leczniczy powinien znajdować się w miejscu, do którego pacjent jest w stanie dojechać. Jego celem byłoby zapewnienie choremu kompleksowej opieki. Niezbędna w procesie organizacji byłaby także współpraca Ministra Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Zmiany musiałyby dotyczyć także samych klinik dermatologicznych, a może nawet kształcenia lekarzy.

- Można zatem powiedzieć, że powstałyby centra dermatoonkologiczne?


Dermatoonkologia  dająca możliwość wpływu na cały proces diagnostyczno-leczniczy to nasze marzenie. Po ukończeniu specjalizacji z dermatologii lekarze mają wiedzę o wszystkim, co wiąże się  z procesem rozpoznawania i leczenia chorób nowotworowych skóry, ale obowiązujący system powoduje, że nie mogą całkowicie wykorzystywać tych umiejętności ze względu na różne ograniczenia dotyczące stosowania pewnych procedur i/lub leków, które są zarezerwowane dla innych specjalności. I mimo, że część ośrodków jest w pełni przygotowana do takiej działalności, nie może jej prowadzić. Z tego powodu wydaje się niezmiernie ważne zarówno zwiększenie dotychczasowych uprawnień, jak i stworzenie w ramach istniejących klinik ośrodków (działają one z powodzeniem np. w Niemczech) zajmujących się nie tylko diagnostyką i leczeniem ale także profilaktyką nowotworów skóry.

Ponadto ośrodki onkologiczne zostałyby odciążone od zajmowania się nowotworami skóry, w których często nie ma zmian narządowych. Przypadki, których nie trzeba przekazywać do wyższych ośrodków referencyjnych, spokojnie mogłyby być leczone na tym poziomie. Warto dodać, że w innych krajach nowotwory skóry o różnym stopniu zaawansowania są leczone właśnie w ośrodkach dermatoonkologicznych o bardzo szerokim zakresie uprawnień obejmujących m.in. leczenie zabiegowe jak i różne terapie miejscowe i systemowe. Uważam, że w naszym kraju organizacja systemu powinna zmierzać w takim właśnie kierunku.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.


Pełna treść wywiadu w kwietniowym numerze Rynku Zdrowia








Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum