• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Onkologia. W leczeniu uzupełniającym wciąż widać "białe plamy". Na jakie terapie czekamy?

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia09 listopada 2022 08:00

Dostęp do nowoczesnych terapii w wielu nowotworach złośliwych bardzo się poprawił w ciągu ostatnich kilku lat, ale nadal czekamy na refundację wielu ważnych leków, m.in. w potrójnie ujemnym raku piersi, raku trzonu macicy, czy raku płuca - mówili eksperci podczas XVIII Forum Rynku Zdrowia.

Onkologia. W leczeniu uzupełniającym wciąż widać "białe plamy". Na jakie terapie czekamy?
Dostęp do nowoczesnych terapii w wielu nowotworach złośliwych bardzo się poprawił. Fot. PAP/Rafał Guz
  • Nadal czekamy na refundację wielu ważnych leków, m.in. w potrójnie ujemnym raku piersi, raku trzonu macicy czy raku płuca - mówili eksperci na sesji "Onkologia w Polsce - wybrane zagadnienia terapeutyczne" w ramach XVIII Forum Rynku Zdrowia
  • W programie lekowym pojawił się od listopada lek przeznaczony dla pacjentek z zaawansowanym potrójnie ujemnym rakiem piersi, które wcześniej już otrzymały leczenie. Sacituzumab govitecan będzie finansowany z Funduszu Medycznego - mówiła dr hab. n. med. Barbara Radecka
  • Jeśli chodzi o pacjentki z wczesnym potrójnie ujemny rakiem piersi, poddawanym wstępnemu leczeniu systemowemu przed operacją, ważna byłaby możliwość - a tej na razie nie mamy - stosowania immunoterapii dołączonej do chemioterapii - dodała
  • W raku trzonu macicy brakuje nam terapii, którą możemy skutecznie zastosować u chorych progresujących w trakcie terapii opartej na platynie lub po niej. Potrzebujemy drugiej linii leczenia - immunoterapii. Mowa o dostarlimabie - wyjaśniała dr Anna Dańska-Bidzińska
  • U pacjentów z rakiem płuca leczonych operacyjnie od dawna stosuje się chemioterapię uzupełniającą opartą na pochodnych platyny. Mimo to u bardzo wielu chorych dochodzi do nawrotu. Dlatego czekamy na refundację ozymertynibu - podkreśliła dr Katarzyna Stencel

- Potrójnie ujemny rak piersi nie ma szczególnych celów, dla których moglibyśmy stosować leki, np. leczenie hormonalne, czy anty-HER2, jest zatem trudny do leczenia - mówiła dr hab. Barbara Radecka, ordynator Oddziału Onkologii Klinicznej z Odcinkiem Dziennym w Opolskim Centrum Onkologii podczas bloku tematycznego poświęconego rakowi piersi na sesji "Onkologia w Polsce - wybrane zagadnienia terapeutyczne" w ramach XVIII Forum Rynku Zdrowia.

Potrójnie ujemny rak piersi. Czy mamy czym go leczyć?

Ekspertka wskazywała, że ten podtyp raka piersi cechuje się agresywnym przebiegiem i dużą skłonnością do nawrotów. Dotyczy 10-15 proc. wszystkich chorych i są to zazwyczaj kobiety młode.

Do niedawna jedyną propozycją leczenia dla tych pacjentek była chemioterapia. Listopadowa lista refundacyjna przyniosła dużą zmianę  - w programie lekowym pojawił się lek dedykowany dla pacjentek z zaawansowanym potrójnie ujemnym rakiem piersi, które wcześniej już otrzymały leczenie. Lek będzie finansowany z Funduszu Medycznego.

- Sacituzumab govitecan jest zaliczany do grupy tzw. koniugatów, łączących dwie opcje terapeutyczne w jednej cząsteczce: przeciwciało oraz cytostatyk. Lek łączy się z komórką nowotworową, w której następuje uwolnienie cytostatyku, działa zatem na zasadzie konia trojańskiego. Sacituzumab govitecan ma dobre wyniki badań i jest dobrze tolerowany przez pacjentki - wyjaśniała dr hab. Barbara Radecka.

- Z kolei jeśli chodzi o pacjentki z wczesnym potrójnie ujemny rakiem piersi, poddawanym wstępnemu leczeniu systemowemu przed operacją, ważna byłaby możliwość - a tej na razie nie mamy - stosowania immunoterapii dołączonej do chemioterapii. To leczenie znacznie podnosi efektywność terapii w porównaniu z samą tylko chemioterapią - u operowanych pacjentek w usuniętym fragmencie piersi nie stwierdza się żywego nowotworu. Chore, które uzyskują ten wynik, mają szczególnie dobre rokowanie. Na możliwość stosowania tego leczenia bardzo czekamy - podkreślała ekspertka.

Fundusz Medyczny. "Nadzieje zaczynają się spełniać"

Paweł Mierzejewski, dyrektor ds. relacji zewnętrznych, refundacji i cen Gilead Sciences Poland nie ukrywał, że nadzieje wiązane z Funduszem Medycznym, który dał początki szybkiej ścieżki refundacyjnej, powoli zaczynają się spełniać.

- W tym przypadku od dnia złożenia wniosku do decyzji ministra zdrowia upłynęło 60 dni - jeszcze nie tak dawno temu mało kto wierzył, że jest w ogóle wykonalne. Tym bardziej warto myśleć o kolejnych krokach. Obecnie Fundusz Medyczny dedykowany jest ultrainnowacjom, ale jest kilkadziesiąt leków, które się do nich nie zaliczyły w ramach list AOTMiT, czy ministra zdrowia, a zasługują na baczniejszą uwagę - zaznaczył.

Jak również zauważył, nie do końca wiemy, jak zinterpretować innowacyjną cząsteczkę w ramach Funduszu Medycznego.

- Czy mamy patrzeć tylko na to, że jest to lek nowo zarejestrowany i raz może zostać lekiem innowacyjnym z punktu widzenia Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji i Ministerstwa Zdrowia? Co, jeśli za jakiś czas uzyska dowody naukowe na to, że jest równie skuteczny i pomaga innej populacji chorych? Czy taki lek ma wtedy szanse na szybką ścieżkę refundacyjną w Funduszu Medycznym, by także inna populacja mogła skorzystać z leczenia? - pytał dyrektor Mierzejewski.

Joanna Parkitna, dyrektor Wydziału Oceny Technologii Medycznych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wyjaśniała, że Agencja przyjęła definicję na potrzeby procesu, ale to nie znaczy, że nie można jej rozszerzać.

- My też widzimy, że mamy pod ręką substancje czynne, które mają dorejestrowywane wskazania. Natomiast z racji definicji, którą przyjęliśmy na początku procesu, nie będą brane pod uwagę w dyskusji o terapiach innowacyjnych, które mogą być finansowane z Funduszu Medycznego - podkreślała.

W jej ocenie ewentualna zmiana definicji innowacyjnej terapii będzie wpływać dalekosiężnie na różne działania: - W tej chwili jesteśmy na etapie dyskusji w Unii Europejskiej - dodała. Przypomniała również, że w 2025 roku Polska będzie zobowiązana uwzględniać wspólną unijną analizę kliniczną leków.

Rak trzonu macicy. "Potrzebna jest druga linia leczenia"

W bloku tematycznym poświęconym w ramach sesji rakowi trzonu macicy Dorota Korycińska, prezes zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej zwracała uwagę na rosnącą liczbę zgonów z powodu tego nowotworu u kobiet po 65. roku życia.

- Jedną z przyczyn mogą być ogromne nierówności w zdrowiu. Mamy całe obszary kraju, gdzie dostęp do ginekologa jest bardzo trudny - brakuje gabinetów ginekologicznych lub występuje problem wykluczenia komunikacyjnego - wymieniała.

Dr Anna Dańska-Bidzińska z II Kliniki Położnictwa i Ginekologii, Oddziału Onkologii Ginekologicznej Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie przypomniała, że co roku rak trzonu macicy rozpoznawany jest w Polsce u 6,2 tys. kobiet. Najgorzej rokująca grupa obejmuje ok. 30 proc. chorych, tj. ok. 2 tys. osób.

- To pacjentki z zaburzonym mechanizmem naprawy niesparowanych zasad. W ich przypadku nowotwór jest agresywny i daje wysoki odsetek nawrotów. W chorobie pierwotnej zaawansowanej, czy nawrotowej u pacjentek, które nie są kandydatkami do chirurgii, czy radioterapii, metodą z wyboru jest chemioterapia oparta na platynie. Tymczasem właśnie w grupie chorych z zaburzonym mechanizmem naprawy niesparowanych zasad odpowiedź na chemioterapię jest słaba - w pierwszej linii leczenia wynosi ona ok. 60 proc., a w kolejnych liniach góra do kilkunastu procent. Pacjentki szybko progresują, a odsetek rocznych przeżyć nie przekracza 20 proc.- wyjaśniała ekspertka.

- Brakuje nam zatem terapii, którą możemy skutecznie zastosować u chorych progresujących w trakcie terapii opartej na platynie lub po niej. Potrzebujemy drugiej linii leczenia - immunoterapii. Mowa o dostarlimabie, który w badaniu rejestracyjnym dał prawie 44-proc. odpowiedzi, z których 90 proc. trwała 12 miesięcy, a 84 proc. przez 24 miesiące, co jest rewolucją w leczeniu. Lek nie jest refundowany w Polsce, ale bardzo liczymy, że to się wkrótce zmieni - podkreśliła specjalistka.

Rak płuca. U operowanych chorych często dochodzi do nawrotu. "Czekamy na ten lek"

W bloku poświęconym terapiom w raku płuca dr Katarzyna Stencel z Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przypomniała, że u pacjentów z rakiem płuca leczonych operacyjnie od dawna stosuje się chemioterapię uzupełniającą opartą na pochodnych platyny.

- Jest to leczenie obciążające, a jednocześnie korzyści, jakie dzięki niemu uzyskujemy, nie przekraczają 9 punktów procentowych w zakresie zwiększenia odsetka przeżyć 5-letnich. Pomimo stosowania tego leczenia u bardzo wielu chorych leczonych operacyjnie dochodzi do nawrotu choroby. Odnotowujemy od 35 proc. aż do 75 proc. wznów, zależnie od wyjściowego stopnia zaawansowania nowotworu - wskazywała dr Stencel.

Obecnie, jak wyjaśniała, w leczeniu uzupełniającym dostępny jest ozymertynib - drobnocząsteczkowy inhibitor kinazy tyrozynowej, przeznaczony dla niewielkiej części populacji pacjentów z mutacją aktywującą w genie EGFR. To 10-15 proc. chorych na niedrobnokomorkowego raka płuca (NDRP).

- Wyniki badania rejestracyjnego pokazują, że zastosowanie tego leku redukuje ryzyko nawrotu aż o 80 proc. Jest wynik, jakiego się nie spotyka w leczeniu uzupełniającym żadnego nowotworu - raka piersi, nerki, czy czerniaka - choć terapie adjuwantowe są dla tych pacjentów finansowane. Leczenie trwa trzy lata i jest dobrze tolerowane przez chorych. Poza redukcją ryzyka nawrotu daje też redukcję wznów w obrębie ośrodkowego układu nerwowego. Ponadto, jeśli nawet dochodzi do wznowy, ozymertynib zmienia model tej progresji: więcej jest nawrotów miejscowych, dających potencjalnie szansę kolejnego leczenia radykalnego, niż przerzutów odległych - zaznaczyła.

- Korzystamy z tego leczenia w ramach programu pomostowego, ale najlepszym kierunkiem wydaje się jednak refundacja i obowiązkowe badanie w kierunku mutacji w genie EGFR - aby można było zaproponować chorym ten lek, trzeba ich najpierw zdiagnozować. Tymczasem odsetek pacjentów, którzy mają wykonywane badania molekularne po zabiegu operacyjnym, jest u nas niewielki - to zaledwie ok. jedna trzecia - podkreśliła dr Stencel.

Aleksandra Wilk, koordynator sekcji raka płuca Fundacji „To się leczy” zwracała uwagę na konieczność objęcia badaniami w kierunku raka płuca jak największej grupy Polaków.

- Rak płuca wcześnie wykryty może być skutecznie leczony. Mamy ministerialny program badań niskodawkową tomografią komputerową, ale choć funkcjonuje on od dwóch lat, nadal niewiele osób wie, że taki program działa - dotychczas zgłosiło się do niego 2 tys. chętnych, co nie może satysfakcjonować - oceniła.




 

 

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum