IB/Rynek Zdrowia | 26-09-2019 05:58

Nowe specjalizacje w onkologii? Terapie powodują skutki, którymi ktoś musi się zająć

Jak podkreślają eksperci, pacjenci onkologiczni potrzebują opieki nie tylko onkologów klinicznych, chirurgów onkologicznych i radioterapeutów, ale także, ze względu na częste powikłania terapii, doświadczonych specjalistów z wielu innych dziedzin medycyny, znających specyfikę pracy z chorymi na nowotwory.

FOT. Fotolia; zdjęcie ilustracyjne

Prof. Jerzy Walecki, konsultant krajowy w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej przypomniał, że chemioterapia, radioterapia i leczenie skojarzone nie pozostają obojętne dla mózgu, a tym, co stanowi w tym zakresie powikłanie po leczeniu onkologicznym, powinna zajmować się onkoneurologia.

- Nie mylmy z neuroonkologią, której domeną są nowotwory mózgu. Pierwszą konferencję poświęconą skutkom neurologicznym leczenia onkologicznego (w tym przypadku chodziło o raka piersi) zorganizowano w Wenecji w 2007 r. - mówił ekspert podczas sierpniowej debaty „Dlaczego potrzebne są nowe specjalizacje w onkologii?” w ramach IX Letniej Akademii Onkologicznej dla Dziennikarzy.

Profesor Walecki zaznaczył, że konieczność leczenia onkologicznego nie może być w żadnym wypadku poddawana w wątpliwość, chodzi bowiem o ratowanie życia, ale należy zdawać sobie sprawę z faktu, że terapie te mogą powodować także inne skutki, którymi ktoś musi się zająć. Mogą nimi być właśnie powikłania neurologiczne, zarówno w obrazie klinicznym, jak i w postaci zmian widocznych w badaniach obrazowych, które potwierdzają, że doszło do uszkodzenia tkanki mózgu.

- Klasycznym przykładem są choroby onkohematologiczne, głównie u dzieci, gdzie działanie różnych leków powoduje takie właśnie problemy - wskazywał specjalista.

Nadzór neurologiczny
- W czasie leczenia choroby nowotworowej mamy ponadto do czynienia z różnymi sytuacjami. Jako przykład niech posłuży zmiana ogniskowa imitująca nowotwór, która może pojawić się po kilku miesiącach u chorych leczonych z powodu glejaka. Gdyby komuś przyszło do głowy ją operować, mielibyśmy prawdziwy dramat - wskazywał prof. Walecki.

Jak dodał, onkoneurologia to zatem problem dostrzeżenia zmian neurologicznych, które są efektem leczenia nowotworu, co jest istotne tym bardziej, że tkanka nerwowa jest bardzo wrażliwa.

- Misją onkoneurologii jest pokazanie tych zmian naszym najbliższym partnerom w działaniu, tj. onkologom. Warto też przypomnieć, że Polskie Towarzystwo Neurologiczne powołało oddzielną sekcję, która zajmuje się tym obszarem. Jednym z jej planów jest stworzenie systemu nadzoru neurologicznego nad leczeniem onkologicznym - wyjaśnił profesor.

Lek. Jarosław Kępski, kardioonkolog z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku zauważył z kolei, że terapie onkologiczne, także te innowacyjne, mogą cechować się kardiotoksycznością.

- Obecnie coraz powszechniej wchodzi do stosowania w raku płuca, nerki, czerniaku, czy chłoniaku Hodgkina immunoterapia, której odkrywcy zostali w ub.r. uhonorowani nagrodą Nobla. Niestety, okazało się, że także ta terapia, mająca na celu mobilizowanie układu odpornościowego do walki z nowotworem, wpływa niekorzystnie na serce - mówił Jarosław Kępski.

Zaznaczył, że toksyczność pojawia się nagle, a pacjenci trafiają do kardiologa z zaburzeniami rytmu serca, z migotaniem przedsionków, czy z zapaleniem mięśnia sercowego. Najczęściej niewiele można już zrobić i w większości nie udaje się tych chorych uratować.

Onkologia w kardiologii
- Bardzo nowoczesna terapia onkologiczna może zatem prowadzić do niebezpiecznych następstw, w tym do zgonu. Dlatego uczulamy i onkologów i kardiologów, aby nie bagatelizowali żadnych objawów i często wykonywali badania elektrokardiograficzne, głównie w pierwszym okresie leczenia, przy pierwszej i drugiej dawce leku, gdy ryzyko toksyczności jak największe - podkreślał Jarosław Kępski.

Jak wskazywał, jeśli chodzi o kardioonkologię, to termin ten jest już mocno zakorzeniony zarówno w środowisku onkologów, jak i kardiologów opiekujących się pacjentami onkologicznymi. Dodał, że w ECZ w Otwocku każdego dnia daje się odczuć potrzebę szerzenia wiedzy wśród kardiologów na temat onkologii i powikłań leczenia onkologicznego, które indukuje chorobę niedokrwienną, zaburzenia rytmu, czy inne powikłania kardiologiczne.

- Nie są to przy tym powikłania takie, jak w populacji ogólnej pacjentów kardiologicznych. Zupełnie inne mechanizmy działania, integracja leków onkologicznych oraz inne czynniki powodują, że ten pacjent jest bardzo skomplikowany. Do naszego ośrodka zgłaszają się z prośbą o konsultacje lekarze z całej Polski, ale często bywa tak, że sugestie dotyczące dalszego leczenia chorego podajemy dopiero wówczas, gdy sami skonsultujemy sprawę ze specjalistami z ośrodków zagranicznych - wyjaśniał kardioonkolog.

Podkreślił, że zainteresowanie kardioonkologią jest bardzo duże, głównie ze względu na rosnącą grupę chorych onkologicznych, ale także pacjentów już wyleczonych z choroby nowotworowej, ale nadal zmagających się z powikłaniami kardiologicznymi będącymi skutkiem terapii.

- W ramach specjalizacji z kardiologii prowadzimy kurs „Onkologia w kardiologii”. Widzimy ponadto ogromne zainteresowanie tą tematyką na wszystkich zjazdach naukowych. W dużych ośrodkach onkologicznych powstają natomiast oddziały kardioonkologii, w których lekarze mogą zdobywać doświadczenie w pracy z takim pacjentami - podsumował Jarosław Kępski.

Cierpi również skóra
Dr Joanna Czuwara, onkodermatolog z Kliniki Dermatologii CSK MSWiA w Warszawie zwróciła uwagę, że terapią, która szczególnie zbliżyła onkologów i dermatologów, była ta skierowana przeciwko receptorowi naskórkowego czynnika wzrostu (anty-EGFR) stosowana m.in. w niedrobnokomórkowym raku płuca.

- Naturalnie nie tylko ona. Bywa, że skóra reaguje na leczenie onkologiczne w taki sposób, że trzeba je odstawić bądź zmodyfikować dawkę, co odbywa się z wielką szkodą dla pacjenta. Dermatologia ma tu do zaoferowania całą gamę leków oraz specjalistyczną pielęgnację - mówiła dr Czuwara.

Dodała, że od samego początku należy jednak edukować pacjentów, którzy powinni wiedzieć, że wszystko, co pojawiło się na skórze od chwili rozpoczęcia terapii onkologicznej, może mieć z nią związek i może być ważne.

- Chory powinien to zgłaszać, ponieważ lekarze nie są w stanie dokładnie oglądać codziennie wszystkich swoich pacjentów. Tymczasem zdarza się, że chory z rozwiniętym półpaścem, który pojawił się w trakcie leczenia onkologicznego, nie informuje o swojej dolegliwości, ponieważ uważa ją za powód do wstydu - zaznaczyła.

Rehabilitacja onkologiczna
Dr Joanna Filipowska z Zakładu Rehabilitacji Białostockiego Centrum Onkologii przypomniała, że rehabilitacja towarzyszy onkologii w tym ośrodku od wielu lat i w tym czasie zespół znacznie poszerzył swoją wiedzę.

- Na bazie tych doświadczeń tworzyliśmy programy, które spowodowały, że olbrzymie obrzęki limfatyczne u kobiet po mastektomii są już znacznie rzadsze. Obecnie pracujemy nie tylko z pacjentkami z rakiem piersi, ale także z chorymi z nowotworami głowy i szyi, nowotworami ginekologicznymi i urologicznymi, z czerniakami, z dziećmi z chorobą nowotworową itd. - mówiła specjalistka.

- Zauważyliśmy, że najważniejsza jest edukacja, która powinna towarzyszyć leczeniu od samego początku. Obecnie zaczyna się ona już na oddziale chirurgicznym, jeszcze przed zabiegiem. Istotne jest nie tylko przekazanie wiedzy, ale także motywacja, która skłoni pacjenta do aktywności fizycznej. Naturalnie odpowiedniej do jego stanu zdrowia - wskazywała.

Dodała, że formalnie nie ma takiej specjalizacji jak rehabilitacja onkologiczna, co może dziwić, ponieważ istnieją rehabilitacja neurologiczna, kardiologiczna, rehabilitacja dzieci, czy medycyna sportowa.

- Uważam, że rehabilitacja onkologiczna ma swoje prawa i swoje potrzeby. Wymaga jednak doświadczenia, bo tylko ono tworzy jakość. Osoba, która nie pracuje z pacjentem onkologicznym, będzie miała problem, pomimo dużej wiedzy, z tym, jak mu skutecznie pomóc: poprawić jakość życia i skrócić czas oczekiwania na powrót do sprawności - oceniła dr Filipowska.

Podkreśliła, że specjaliści w zakresie rehabilitacji onkologicznej są niezbędni, a zapotrzebowanie - ogromne.

Dietetyk? Nie każdy
Do problemów związanych z żywieniem chorych na nowotwory odniosła się Iwona Sajór, kierownik Pracowni Prewencji i Leczenia Żywieniowego Nowotworów w Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie.

- Z danych w literaturze wynika, że u od 50 do 75 proc. pacjentów rozwijają się w trakcie leczenia onkologicznego różnego rodzaju problemy żywieniowe. Od 5 do nawet 20 proc. tych chorych ginie z powodu wyniszczenia organizmu, z niedożywienia, a nie z powodu nowotworu - wskazywała.

Jak wyjaśniała, niedożywienie wynika z faktu, iż pacjent doświadcza leczenia onkologicznego i jego skutków ubocznych, które u różnych chorych pojawiają się w różnym stopniu nasilenia.

- W przypadku pacjentów z nowotworami układu pokarmowego jest oczywiste, że problemów żywieniowych nie unikniemy. Ale doświadczają ich także m.in. chorzy z białaczką lub szpiczakiem, u których wdrażane są bardzo agresywne terapie. Dlatego właściwa opieka żywieniowa od samego początku, najlepiej od chwili postawienia diagnozy, jest bardzo ważna, ponieważ jeśli choremu brakuje składników odżywczych, jego układ odpornościowy będzie słabo odpowiadał na terapię. U takiego chorego leczenie będzie musiało być w pewnym momencie przerwane - zaznaczyła.

Jak zauważyła, nie każdy dietetyk ma doświadczenie w pracy z pacjentami onkologicznymi. - Ktoś, kto zajmuje się redukcją masy ciała, może być zupełnie nieprzydatny dla chorego na nowotwór. Ważne jest, aby dietetyk przygotowany do pracy z pacjentami onkologicznymi był integralną częścią interdyscyplinarnego zespołu opiekującego się takim chorym. To powinien być standard - oceniła Iwona Sajór.