• PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Gdy radiochemioterapia traci element jednoczasowości, mamy gorsze wyniki leczenia

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia21 grudnia 2021 17:00

- Zaproponowaliśmy, żeby dwa ośrodki połączone ze sobą umową o realizowaniu jednoczasowej radioimmunochemioterapii były doceniane w równym stopniu, jak radioimmunochemioterapia przeprowadzana jednoczasowo pod jednym dachem - mówi prof. Marcin Czech.

Gdy radiochemioterapia traci element jednoczasowości, mamy gorsze wyniki leczenia
Jednoczasowa radioimmunochemioterapia jest sprawdzonym standardem na całym świecie - mówi prof. Marcin Czech (fot. LJ)
  • Proponujemy, aby dwa ośrodki, połączone ze sobą umową o zrealizowaniu jednoczasowego świadczenia radioimmunochemioterapii, były doceniane w równym stopniu, jak radioimmunochemioterapia przeprowadzana jednoczasowo pod jednym dachem - mówi prof. Marcin Czech
  • To rozwiązanie ma premiować leczenie pacjenta w jednym czasie, w dwóch ośrodkach
  • Wydaje się, że dość niewielką korektą systemu jesteśmy w stanie zrobić dużo dla pacjentów - dodaje

To najczęstszy nowotwór w Polsce. Skuteczna terapia tylko dla nielicznych

Onkologia. Wielkie porządki w programach lekowych. Leki są coraz droższe. Jak je finansować?

Rynek Zdrowia, Luiza Jakubiak: - Jedną z konkluzji raportu „Jednoczasowa radiochemioterapia w leczeniu chorych na niedrobnokomórkowego, nieoperacyjnego raka płuca” jest to, że ci pacjenci powinni być leczeni zgodnie z międzynarodowymi oraz polskimi standardami, gdyż tylko wtedy mają szanse osiągnąć dłuższy czas przeżycia i lepsze wyniki leczenia. Jak to wygląda w Polsce?

Marcin Czech*: - Obecnie radioimmunochemioterapia (RCT), czyli jednoczesne stosowanie radioterapii i chemioterapii u pacjentów z zaawansowanym rakiem płuca w odpowiednim stadium zaawansowania choroby - zgodnie z wytycznymi - jest standardem. Tyle tylko że w Polsce jest stosowana w niewystarczającej liczbie przypadków. Moglibyśmy zwiększyć liczbę poddawanych tej metodzie pacjentów trzykrotnie. Wtedy wyniki ich leczenia byłyby dużo lepsze.

RZ: - Dlaczego tak się nie dzieje?

Marcin Czech: -Obecnie preferowanym i premiowanym przez płatnika rozwiązaniem jest realizowanie radioimmunochemioterapii pod jednym dachem. Teoretycznie rzecz biorąc, jest to sensowne rozwiązanie, ponieważ najłatwiej jest zarządzić pacjentem, jeżeli on jest w jednym ośrodku i ewentualnie przechodzi tylko z jednego oddziału na drugi.

Ale mamy ograniczone możliwości leczenia w ośrodkach, które nie posiadają pod jednym dachem takich rozwiązań. 

Weźmy przykład. Ośrodki pulmonologiczne lepiej diagnozują pacjentów z rakiem płuca, bo mają ku temu większe doświadczenie i możliwości. Jednak jeśli na oddział pulmonologiczny, który nie ma radioterapii, trafi pacjent z nowotworem płuc, to zaczyna być leczony chemioterapią. Leczenie chemioterapią powoduje, że oczywiście może być leczony radioterapią, ale jako że nie jest to koordynowane między ośrodkami, to leczony jest później. Taka terapia przestaje być jedna czasowa, jest sekwencyjna. Zaś z badań klinicznych i obserwacyjnych wynika, że kiedy jest sekwencyjna, to mamy gorsze wyniki leczenia.

Sytuacja wygląda więc tak, że pacjent rozpoznawany jest przez system w jednym miejscu, tam jak najszybciej ma wdrażane leczenie, a następnie jest odsyłany do kolejnego ośrodka na kolejny rodzaj terapii. Finansowanie zaczyna się i kończy w jednym ośrodku, potem zaczyna się i kończy w drugim ośrodku. Placówki być może nie tracą na tym finansowo, ale traci pacjent, bo znika preferencja jednoczasowości. 

W związku z tym w raporcie zaproponowaliśmy, żeby dwa ośrodki, połączone ze sobą umową o zrealizowaniu takiego jednoczasowego świadczenia, były doceniane w równym stopniu, jak radioimmunochemioterapia przeprowadzana jednoczasowo pod jednym dachem. To rozwiązanie ma premiować leczenie pacjenta w jednym czasie, w dwóch ośrodkach. Nad całym procesem mógłby pieczę mieć koordynator, a kontrolnie czuwać Narodowy Fundusz Zdrowia. W sumie konieczna jest niewielka korekta, żeby takie dwuośrodkowe działanie miało sens. Zresztą już dzisiaj mamy przykłady takich ośrodków, które ze sobą współpracują.

RZ: -Jakie korekty są niezbędne?

Marcin Czech: - Problemem jest na przykład transport pacjenta między ośrodkami, za które nie chce płacić żaden z nich. Gdyby NFZ pokrył te koszty, to moglibyśmy uzyskać dużo większy efekt po stronie skuteczności leczenia. A to nie są duże koszty.

Łączy się to również z wielospecjalistycznymi konsyliami lekarskimi, podczas których powinien wypowiedzieć się radiolog, onkolog kliniczny, diagnosta, radiolog. Takie konsylium można stworzyć nawet bez obecności pacjenta. Może działać na podstawie badań dodatkowych, na podstawie rozpoznań, anatomopatologii. To wymaga po prostu organizacji, harmonizacji wizyt, konsultacji, konieczności podpisania umów między ośrodkami. Jeśli te ośrodki będą miały zachęty finansowe do realizacji takich świadczeń, będzie to lepiej działało.

RZ: - Na ile dzisiaj świadczenie jednoczasowej RCT jest wystandaryzowane?

Marcin Czech: - Mamy standard leczenia, mamy wytyczne kliniczne oraz - cytowane zresztą w raporcie - wytyczne opracowane przez konsultanta krajowego do spraw onkologii klinicznej, profesora Macieja Krzakowskiego, zatwierdzone przez Agencję Oceny Technologii Medycznej. To swoista check lista, czy procedura krok po kroku, co powinno się robić z tymi pacjentami i na którym etapie.

Standard jest, procedura jest, krok po kroku jest, jest też akceptacja AOTMiT jako strony publicznej. Potrzeba jest teraz decyzji ministra zdrowia i potem „przepisania” jej na decyzję NFZ o korekcie finansowania. A potem wdrożenie. Do wdrożenia pewnie potrzebny jest element edukacji. A przede wszystkim element koordynacji i harmonizacji działań. 

RZ: - Czy ograniczeniem w stosowaniu może być np. toksyczność jednoczasowo zastosowanej radioterapii i chemioterapii?

Marcin Czech: - Proszę pamiętać, że sama chemioterapia, jak i radioterapia, jest bardzo obciążającym leczeniem. Mówimy zaś o pacjentach z bardzo zaawansowanym nowotworem. Jeśli ci pacjenci zbliżą się do opieki paliatywnej, to ich sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Nam chodzi o sukces terapeutyczny, o radykalną poprawę zdrowia, bo przynajmniej daje ona brak progresji choroby przez dłuższy czas. Nie sądzę, żeby to było ograniczenie. Wydaje mi się, że ograniczenia są raczej po stronie zasobów, organizacji i edukacji.

RZ: - Czy do wdrożenia tego rozwiązania niezbędny jest rejestr służący do monitorowania oceny skuteczności i bezpieczeństwa tego leczenia?

Marcin Czech: - Oczywiście rejestry są bardzo dobrym pomysłem. Kraje, które mają mocne rozwiązania rejestrowe, takie jak Szwecja czy Czechy, wiedzą dużo lepiej jak leczyć, co leczyć, jak korygować.

Natomiast proszę pamiętać o tym, że te same informacje, może trochę fragmentarycznie, ale można pozyskać z innych źródeł. Jeśli rozpoczynamy leczyć nowym lekiem pacjentów na przykład z chorobą rzadką, to tworzenie de novo rejestru ma sens, bo dużo się o tym dowiemy. 

Ale akurat w przypadku jednoczasowej radioimmunochemioterapii, jest ona sprawdzonym standardem na całym świecie. Dane dotyczące sposobu działania na pacjenta, skuteczności i bezpieczeństwa, są transferowalne między krajami.

W związku z tym nie ma konieczności zbierania aż tak dokładnych danych. Proszę pamiętać o tym, że mamy krajowy rejestr nowotworów, który rejestruje wszystkich pacjentów; można byłoby go ewentualnie poszerzyć i rozbudować. Poza tym mamy dane sprawozdawcze do Narodowego Funduszu Zdrowia i tam również mamy możliwość śledzenia, coś się dzieje z pacjentem i jakie zasoby systemu ochrony zdrowia on konsumuje. Od tego roku mamy obowiązkową elektroniczną dokumentację medyczną, razem z badaniami dodatkowymi. Jeżeli połączymy te trzy źródła, to w zasadzie będziemy mieli prawie tyle samo informacji, co z ewentualnego rejestru: co się z tymi pacjentami dzieje, kto ich leczy, kto jest w konsyliach, jakie są efekty leczenia, gdzie ten pacjent trafia, jakie są ścieżki terapeutyczne, jak często jest to jednoczasowa RCT, bo tego nawet nie wiedzieliśmy. 

Podsumowując, wydaje się, że dość niewielką korektą systemu jesteśmy w stanie zrobić dużo dla tych pacjentów. Z pewnością nie jest to rozwiązanie dla wszystkich chorych. Ale nawet jeśli ta liczba się podwoi, to już byłaby to duża zmiana na lepsze dla tej grupy chorych. 

*Profesor Marcin Czech - epidemiolog, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, wiceminister zdrowia w latach 2017-2019.

Rak płuca. Dlaczego w Polsce zbyt rzadko stosuje się jednoczasową radiochemioterapię?

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum