• PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Eksperci: dzięki nowym terapiom mamy szansę na wyleczenie szpiczaka

Autor: IB/Rynek Zdrowia • • 24 maja 2018 09:34

Prognoza na przyszłość jest obiecująca: dzięki nowym terapiom okaże się pewnego dnia, że szpiczaka mnogiego można wyleczyć. To tylko kwestia czasu - mówił prof. Torben Plesner podczas majowego III Międzynarodowego Kongresu Hematologii Doświadczalnej i Klinicznej w Kazimierzu Dolnym.

Eksperci wskazują, że prognozy dot. leczenia szpiczaka są bardzo obiecujące Fot. Fotolia (zdjęcie ilustracyjne)

28 maja obchodzony jest Światowy Dzień Walki z Rakiem Krwi, była to zatem dobra okazja by przypomnieć, że w ostatnich latach liczba zachorowań na nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego wzrosła ponad dwukrotnie. Jednocześnie mamy coraz więcej leków, które zmieniają nowotwory hematologiczne z choroby śmiertelnej w przewlekłą.

Prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej UM w Lublinie zwrócił uwagę, że w ostatnich latach obserwujemy rosnący wpływ hematologii doświadczalnej na decyzje kliniczne - obie te sfery bardzo się do siebie zbliżyły.

- Chodzi zarówno o diagnostykę, jak i terapię. Większość naszych pacjentów bardzo potrzebuje nowych możliwości leczenia, ponieważ obecnie ich potrzeby w tym zakresie nie są zaspokojone - zaznaczył ekspert.

Nowe leki: jak rozszerzyć dostępność?
Jak ocenił prof. Giannopoulos, pojawienie się nowych leków pokazało niewydolność finansową systemu, bo o ile wcześniej istniała możliwość ich podawania w ramach chemioterapii niestandardowej, o tyle obecnie czeka się, aż innowacyjne specyfiki staną się lekami generycznymi.

- Dostęp do nich jest restrykcyjnie ograniczany kryteriami kwalifikującymi do programów lekowych. Jeśli chodzi o leki zarejestrowane po roku 2013 jest jeszcze gorzej, ponieważ żaden z nich nie jest dostępny w Polsce - zauważył specjalista.

W jego opinii mamy ogromny problem, dotyczący nie tylko hematologii, ale także innych dziedzin medycyny, ponieważ system zasilany wyłącznie ze środków publicznych nie daje sobie rady z rosnącymi w tempie logarytmicznym wydatkami na nowoczesne terapie.
 
Nowa era w terapii szpiczaka
Prof. Torben Plesner, kierownik Kliniki Hematologii Szpitala Vejle w Danii, który jako pierwszy prowadził leczenie szpiczaka przeciwciałami monoklonalnymi, ocenił, że jesteśmy obecnie świadkami prawdziwej rewolucji w walce z tą chorobą.

- Odchodzimy od toksycznej chemioterapii i wkraczamy w erę inteligentnych leków biologicznych. Chodzi o pobudzenie układu odpornościowego pacjenta do walki ze szpiczakiem i osiągnięcie kontroli nad chorobą bez wielu działań niepożądanych - wyjaśniał ekspert.

Wskazywał, że wdrażanie nowych leków trwa długo: najpierw ich opracowanie, następnie badania kliniczne. Realizacja kolejnych etapów zajmuje dekadę. Rzecz jednak w tym, aby lekarz miał do dyspozycji wiele opcji, z których może wybrać.

- Lekarz powinien zastanawiać się, wybierając terapię przede wszystkim nad tym, co jest dobre dla pacjenta, ale - jako podatnik - także nad tym, czy lek, na który się decyduje, oznacza uzyskanie odpowiednio dużych korzyści w relacji do poniesionych kosztów - mówił specjalista.

- Nowoczesne leki są naturalnie bardzo drogie. W Danii wydatki na leki to ok. 12 proc. wydatków w opiece zdrowotnej. Moim zdaniem można by wydawać więcej, gdyby nie pieniądze pochłaniane przez biurokrację - dodał.

- Jeśli chodzi o korzyści odnoszone przez pacjentów dzięki terapii daratumumabem, to już obecnie można mówić o istotnym wydłużeniu przeżycia, a także, co bardzo ważne, o doskonałej jakości życia. Lek jest toksyczny, ale jedynie dla komórek szpiczaka, choć nie ukrywam, że przed rozpoczęciem jego stosowania  mieliśmy obawy związane właśnie z toksycznością. Zweryfikowała je wieloletnia praktyka kliniczna - zaznaczył prof. Plesner.

Duński ekspert zawrócił uwagę, że w przypadku nowotworów konieczne jest kojarzenie leków, ponieważ mamy do czynienia z bardzo skomplikowanymi strukturami, dlatego trwają obecnie prace nad takimi schematami lekowymi dla daratumumabu.
 
- Widzimy, że dzięki tej terapii rośnie liczebność grupy pacjentów, u których udało się osiągnąć taki poziom kontroli na szpiczakiem, że mniej niż jedna komórka na 1 mln komórek szpiku mogłaby być komórką nowotworową. To osoby z minimalną chorobą resztkową. Oceniamy, że takiego pacjenta należy utrzymywać przez dwa lata na terapii, która przyniosła tak głęboki poziom remisji, a następnie przez dwa lata, już bez leczenia, obserwować czy pojawią się objawy nawrotu choroby. Obserwacje i badania rozciągną się naturalnie również na późniejszy okres. Analizy będą trwały wiele lat, ale prognoza na przyszłość jest obiecująca: pewnego dnia szpiczak zostanie wyleczony - przekonywał Torben Plesner.

Co jest problemem w Polsce, a co w Danii?
- W Polsce bolączką jest wczesne rozpoznanie szpiczaka. Uważamy, że sytuację poprawiłoby wcześniejsze postawienie podejrzenia choroby, co leży w gestii lekarzy rodzinnych. Dlatego powstały algorytmy diagnostyczne dla lekarzy POZ, które dają szansę na zwiększenie liczby osób ze szpiczakiem, które wcześnie zostaną poddane specjalistycznej diagnostyce i terapii - mówił prof. Giannopoulos.

Wskazywał, że następną bolączką są długie kolejki do hematologa, w których czekają chorzy z podejrzeniem szpiczaka. W ten sposób upływa cenny czas, a przecież wcześniejsze rozpoczęcie leczenia poprawia rokowania pacjentów.

Jak zauważył, trzecia sprawa to kwestia dostępności do nowoczesnych leków, które dają o wiele mniej powikłań, które trzeba leczyć w ramach hospitalizacji. Są one ponadto lekami doustnymi, które także można przyjmować bez hospitalizacji - leczenie przebiega w trybie ambulatoryjnym.  - Tych korzyści jesteśmy w dużym stopniu pozbawieni - zaznaczył Krzysztof Giannopoulos.

- W Danii 90 proc. pacjentów ze szpiczakiem jest leczonych ambulatoryjnie - hospitalizacje są stosunkowo rzadkie. Kiedy byłem studentem medycyny proporcje były odwrotne. Chorzy leżeli miesiącami na szpitalnych łóżkach i umierali w bólu. Obecnie żyją latami, przebywają we własnym domu, normalnie pracują - mówił prof. Plesner.

- Jeśli chodzi o wczesne wykrywanie i rozpoczęcie leczenia nie mamy z tym większego problemu. Świadomość środowiska lekarskiego jest duża. Pacjent rozpoczyna leczenie natychmiast, nawet jeśli pojawi się w placówce w piątek wieczorem. Nikomu nie przyjdzie do głowy czekać z tym do poniedziałku - drzwi szpitala są otwarte dla każdego z podejrzeniem szpiczaka, nie mówiąc już o zdiagnozowanych chorych. Ponadto mamy do dyspozycji bardzo wydajne leki - zauważył duński ekspert.

Rejestr szpiczaka, czyli długa lista korzyści
Podkreślił, że bardzo istotną kwestią jest rejestr chorych na szpiczaka. W Danii istnieje on od 2005 r. i okazał się bardzo pożytecznym narzędziem.

- Dzięki niemu możliwe było ustalenie, że aż 29 proc. chorych na szpiczaka umiera w pierwszym roku po diagnozie, najczęściej na skutek różnych infekcji. Skupiliśmy wysiłki na tej właśnie grupie chorych i starania te przyniosły już rezultaty: obecnie w pierwszym roku po diagnozie umiera nie 29, a 6 proc. pacjentów - podkreślił Torben Plesner.

Jak zauważył prof. Giannopoulos, stworzenie polskiego rejestru chorych na szpiczaka stało się obecnie palącą potrzebą.

- Zawiązała się wspólna inicjatywa Polskiej Grupy Szpiczakowej i Uczelni Łazarskiego, aby wystąpić w tej sprawie do NFZ. Dzięki temu będziemy mogli się dowiedzieć jak leczeni są polscy pacjenci i jakie zakresy wymagają najpilniejszych zmian - mówił specjalista.

- Dane te są bardzo istotne, ponieważ mówią nam zarówno o efektywności leczenia jak i pokazują farmakologiczne korzyści z analizy rejestrów. Dzięki nim możemy analizować przyczyny wczesnych zgonów i dostosowywać leczenie tak, aby wynikała z niego jak największa korzyść dla pacjenta - zaznaczył prof. Giannopoulos.

Wyjaśnił, że Polska Grupa Szpiczakowa wraz z Uczelnią Łazarskiego dyskutowała nt. RODO (dyrektywy dot. danych wrażliwych) w hematologii - próbowano ocenić, jak może to wpłynąć na rejestry.

Zdaniem prof. Giannopoulosa, wbrew pozorom może ona wpłynąć bardzo korzystnie, ponieważ RODO proponuje, w jaki sposób obchodzić z danymi wrażliwymi, a z drugiej strony - jak można je analizować.

- To będzie bardzo dobra motywacja, aby zastosować pilotaż RODO w odniesieniu do hematologii. Tym pilotażowym badaniem byłoby stworzenie rejestru chorych na szpiczaka plazmocytowego. Powstałby on we współpracy z NFZ, ponieważ na początku bazowałby na danych zbieranych przez Fundusz - wskazywał profesor.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum