• PATRON HONOROWYpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Dr Czartoryska-Arłukowicz: oddziały dzienne chemioterapii są przeciążone

Autor: Katarzyna Gubała • Źródło: Rynek Zdrowia   • 21 sierpnia 2021 17:52

Od kilku miesięcy onkolodzy obserwują znaczny wzrost zgłaszania się pacjentek ze zmianami w piersiach. Rozpoznają raka piersi w znacznie bardziej zaawansowanych stadiach. Oddziały chemioterapii dziennej w całym kraju są obciążone, dlatego tak ważna jest organizacja leczenia, które pozwoli przyjąć jak najwięcej chorych.

- Przy podskórnym podaniu leku czas pobytu pacjentki na oddziale chemioterapii dziennej znacznie się skraca - mówi dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz. Fot. Breast Cancer Unit/BCO w Białymstoku
  • Onkolodzy obserwują znaczny wzrost zgłaszania się pacjentek ze zmianami w piersiach. Rozpoznają raka piersi w znacznie bardziej zaawansowanych stadiach
  • Jak wskazuje onkolog dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz, zmniejszyła się liczba radykalnych zabiegów chirurgicznych, a wzrosła wykonywanych programów terapeutycznych
  • Programy lekowe są skierowane do chorych na raka piersi w bardziej zaawansowanych stadiach choroby, które wymagają głównie leczenia przedoperacyjnego
  •  W raku piersi HER2+ jest to leczenie przeciwciałami trastuzumabem w skojarzeniu z pertuzumabem
  • Oddziały dzienne, w których podawana jest chemioterpia są obciążone
  • Podskórna forma podania leku trwa znacznie krócej niż podanie dożylne - i co podkreśla dr Czartoryska-Arłukowicz - daje znacznie mniejsze poczucie choroby u pacjentów
  • Podawanie leku w formie podskórnej jest również znacznie korzystniejsze dla personelu medycznego

- Nasz oddział jest bardzo obciążony. Dziennie podajemy około 100 chemioterapii. Leczymy w nim nie tylko chorych na raka piersi, ale również na inne nowotwory, np. raka jelita grubego. Są to głównie pacjenci z nowotworami zaawansowanymi, wymagającymi leczenia przedoperacyjnego- mówi Rynkowi Zdrowia dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz, specjalista onkologii klinicznej z Białostockiego Centrum Onkologii, koordynatorem medycznym Breast Cancer Unit. - Z naszych obserwacji wynika, że ich ilość wyraźnie wzrasta, co może prowadzić w konsekwencji do braku możliwości prowadzenia leczenia w sposób płynny, na bieżąco, bez kolejki - dodaje onkolog.

Rynek Zdrowia: Pandemia sprawiła, że pacjenci rzadziej lub w ogóle nie korzystali z badań profilaktycznych, mniej było diagnozowania i rozpoznawania nowotworów. Czy faktycznie teraz, kiedy można powiedzieć, że ochrona zdrowia została ‘’odmrożona’’ mamy do czynienia ze zwiększonym napływem pacjentów onkologicznych?

Dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz: Pandemia w zależności od regionu w Polsce przebiegała w różny sposób. Na Podlasiu było w miarę spokojnie, ale oczywiście był taki moment, kiedy widzieliśmy, że zgłasza się do nas mniej pacjentek z podejrzeniem czy z diagnozą raka piersi. Natomiast teraz, od kilku miesięcy tego roku obserwujemy znaczny wzrost zgłaszania się pacjentek ze zmianami w piersiach. Rozpoznajemy raka piersi w znacznie bardziej zaawansowanych stadiach. To widać też w pierwszych analizach, które pokazują, że zmniejszyła się ilość radykalnych zabiegów chirurgicznych, natomiast obserwuje się  wzrost wykonywanych programów terapeutycznych. Programy lekowe są dedykowane chorym na raka piersi w bardziej zaawansowanych stadiach choroby, które wymagają głównie leczenia przedoperacyjnego, np. w raku piersi HER2+ jest to leczenie przeciwciałami trastuzumabem w skojarzeniu z pertuzumabem, czyli tzw. podwójną blokadą.

Jeśli pacjentów onkologicznych, którym trzeba pilnie pomóc jest więcej, jak można zaoszczędzić czas?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: O tym, że oddziały dzienne, gdzie podawane jest między innymi leczenie przedoperacyjne są oblężone nie tylko w naszym ośrodku, wiem też od koleżanek i kolegów z różnych miejsc w Polsce. Nasz oddział jest bardzo obciążony. Dziennie podajemy około 100 chemioterapii. Leczymy w nim nie tylko chorych na raka piersi, ale również na inne nowotwory, np. raka jelita grubego. Są to głównie pacjenci z nowotworami zaawansowanymi, wymagającymi leczenia przedoperacyjnego.

Z naszych obserwacji wynika, że ich ilość wyraźnie wzrasta, co może prowadzić w konsekwencji do braku możliwości prowadzenia leczenia w sposób płynny, na bieżąco, bez kolejki. Jeśli moglibyśmy mieć możliwość podskórnego podawania leków, to byłoby dla nas zbawienne, dlatego, że ta forma podania leku skraca pobyt pacjentów w oddziale dziennym, czyli czas zajęcia fotela do chemioterapii i umożliwia tym samym leczenie znacznie większej ilości chorych.

Czym różnią się dożylne i podskórne podawanie leku?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: Podawanie dożylne leku oznacza co najmniej półgodzinny wlew oraz dwugodzinną obserwację chorej po podaniu leku. Przy pierwszym podaniu przeciwciała anty-HER2 ten wlew powinien trwać co najmniej 90 minut, a obserwacja powinna trwać 6 godzin. Natomiast w przypadku  formy podskórnej, to jest krótka iniekcja podskórna - trwająca 10-15 minut. Pacjentka nie zajmuje fotela innym chorym, czas jej pobytu na oddziale dziennym znacznie się skraca. Ma to dużo więcej pozytywnych znaczeń.

To, co uważam za bardzo istotne w przypadku podskórnego podania leku, to mniejsze poczucie choroby. Jest to związane z krótszym pobytem w szpitalu oraz ze znacznie krótszym kontaktem z innymi czasami bardzo ciężko chorymi. Nasze pacjentki to w dużej mierze kobiety, u których stosujemy tzw. leczenie radykalne, czyli takie, które może prowadzić do wyleczenia, więc byłoby dobrze, żeby nie były dodatkowo narażane na obciążenie psychiczne i miały szansę na normalne funkcjonowanie, szybki powrót do domu, do rodziny, zresztą trzeba dodać, że sporo z nich pracuje.

Jakie są korzyści podawania leku w formie podskórnej dla personelu medycznego?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: Te korzyści są znaczące. Nasze pacjentki często muszą mieć założone porty naczyniowe umożliwiające stały dostęp żylny, a jeżeli nie mają, to ten dostęp żylny często jest niestety utrudniony, więc podanie leku w formie parenteralnej może być skomplikowane i wymagające czasu, trzeba bowiem przygotować dojście do żyły, a potem przygotować lek do podania w formie kroplówki, która zajmuje od 90 do 30 minut. Chore wielokrotnie muszą poczekać na miejsce na fotelu do chemioterapii, żeby otrzymać to leczenie. Tak to wygląda w naszym ośrodku, ale wiem, że podobna sytuacja ma miejsce w innych oddziałach dziennych w Polsce zajmujących się leczeniem raka piersi.

Podczas gdy w przypadku podawania leku w formie podskórnej aż takiego wysiłku nie ma. Lek podawany podskórnie jest przygotowany do podania, więc nie trzeba tutaj żadnych dodatkowych procedur wdrażać i trwa to chwilę. Dla naszych chorych jest to bardziej wygodne i prostsze. Zajmuje właśnie mniej czasu, mniej absorbuje wszystkie strony - w tym personel medyczny.

Czy czas przebywania pacjentów na oddziale dziennym zyskał dodatkowe znaczenie w czasie pandemii?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: Są badania naukowe, które pokazują, że wśród pacjentek chorych na raka piersi, które przebywały na oddziałach dziennych i otrzymywały leczenie było więcej zakażeń koronawirusem. Dożylne podanie leku oznaczało przebywanie wśród innych chorych przez dłuższy okres czasu, a więc i większe narażenie na zakażenie. Ryzyko zakażenia się koronawirusem miało też wpływ na lęk przed zgłoszeniem się do lekarza czy do szpitala. Był taki moment, że pacjentki nie zgłaszały się do nas, bo właśnie mówiły nam o tym, że bały się zakażenia, więc to też jest bardzo ważne, że to leczenie może być właśnie tak proste, krótkie, a tym samym narażenie na zakażenie może być znacznie mniejsze.

Jakie są teraz oczekiwania onkologów, jeżeli chodzi o leczenie pacjentek z rakiem piersi? Jakich rozwiązań brakuje w systemie ochrony zdrowia?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: W leczeniu uzupełniającym HER2+ u pacjentek, które nie uzyskały całkowitej remisji po leczeniu przedoperacyjnym z zastosowaniem chemioterapii z lekami blokującymi receptor HER2 uznaną  terapia jest leczenie trastuzumabem emtanzyną - niestety obecnie ta forma terapii nie jest refundowana. Czekamy na to. Miejmy nadzieję, że może kolejne zmiany w programie lekowym to umożliwią. Z innej strony, w ostatnich nowelizacjach programów lekowych wprowadzono kolejne wymogi formalne, a raczej należy je nazwać biurokratycznymi, które bardzo utrudniają życie onkologom i tak obciążanym pracą, bo np. w przypadku obustronnego raka piersi, czy przebytego wiele lat wcześniej innego nowotworu, wymagana jest zgoda konsultanta wojewódzkiego bądź krajowego na leczenie chemioterapią w skojarzeniu z lekami anty-HER2 w programie lekowym. To zupełnie niepotrzebna biurokracja, a obiecywano, że będzie jej mniej. Mamy nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

Jesienią i zimą najprawdopodobniej nastąpi wzrost zakażeń koronawirusem. Czy BCO i Breast Cencer Unit obawiają się kolejnej fali zakażeń, czy przygotowuje na nią placówkę i pacjentów?

Dr Czartoryska-Arłukowicz: Przez te 1,5 roku nasi pacjenci i my już przyzwyczailiśmy się do tych wszystkich reżimów bezpieczeństwa, a że nie mieliśmy tutaj żadnych poważniejszych ognisk zakażeń - to raczej się nie obawiamy tej 4 fali. Większość osób jest zaszczepionych, nasi pacjenci i personel też. Oczywiście wdrożone zostały wszelkie procedury bezpieczeństwa i na każdym kroku są one przez realizowane, więc myślę, że nasi pacjenci nie mają się czego obawiać.

Poprzez media, szpitalnego Facebooka, na naszej stronie internetowej Breast Cancer Unit staramy się przekonywać pacjentki do tego, żeby bez obaw się zgłaszały na badania profilaktyczne. Mammografia, która jest refundowana przez NFZ, czyli co 2 lata począwszy od 50 do 69 roku życia, daje największe szanse na wczesne wykrycie raka piersi, a tym samym daje szansę na wyleczenie.

Innej metody niestety nie ma. Nie istnieją metody, które pozwoliłyby na niedopuszczenie do zachorowania na raka piersi. Możliwe jest jednak - dzięki wykryciu raka piersi na wczesnym etapie -  jego wyleczenie. Taką możliwość daj program profilaktyczny w całości refundowany przez NFZ, który polega na wykonywaniu mammografii co 2 lata w grupie kobiet pomiędzy 50 a 69 rokiem życia.

Jeżeli zgłaszają się do nas pacjentki w stadiach bardziej zaawansowanych, to niestety te szanse na wyleczenie maleją. Staramy się namawiać, żeby pacjentki się do nas zgłaszały, żeby dały sobie po prostu szansę na wyleczenie, bo wiemy już, że epidemia jest i jakoś się wszyscy do tego zdążyli przyzwyczaić, ale rak nie poczeka. To jest choroba, która się rozwija z każdym dniem. Im wcześniej nasza interwencja zostanie wdrożona, tym lepiej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum