KARDIOLOGIA

Terapie, profilaktyka, badania. Najnowsze doniesienia medyczne

  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Zawał serca. Pacjenci zbyt późno wzywają pogotowie. Od bólu do wezwania upływają 2,5 godziny

PIOTR WRÓBEL • Źródło: RYNEK ZDROWIA

Zawał serca. Pacjenci zbyt późno wzywają pogotowie. Od bólu do wezwania upływają 2,5 godziny
W zawale serca istotny dla rokowania jest czas jaki upływa od pojawienia się bólu do angioplastyki. Fot. Shutterstock

- W ostatnich latach nie dokonujemy istotnego postępu w zakresie redukcji śmiertelności u pacjentów z zawałem serca poddanych zabiegowi angioplastyki - mówi prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SUM. Zasadniczym powodem jest zwlekanie przez pacjentów z wezwaniem pogotowia ratunkowego. Od bólu do wezwania upływa średnio prawie dwie i pół godziny. To za długo!

Dodano: 07 listopada 2022, 07:44 Aktualizacja: 10 listopada 2022, 16:56
  • W ostatnich latach nie dochodzi już do dalszego ograniczenia umieralności pacjentów z zawałem, którzy trafiają do ośrodków kardiologii interwencyjnej
  • Czas od początku pojawienia się bólu zawałowego u pacjenta do momentu wykonania angioplastyki wieńcowej w STEMI od 15 lat jest niemal taki sam. Mediana wynosi prawie 5 godzin - zauważa prof. Mariusz Gąsior
  • Czas w jakim po wystąpieniu bólu zostanie przywrócona drożność tętnicy wieńcowej jest decydujący dla rokowania pacjenta. Powinien wynosić 120 minut.
  • Karetka pogotowia dociera do szpitala z pacjentem z zawałem średnio po 48 minutach od przyjęcia wezwania. Nim pacjent sięgnie po telefon mijają średnio 142 minuty

Nie poprawiamy wyników umieralności po zawale serca

Polska należy do liderów w leczeniu ostrych zespołów wieńcowych. - Przez wiele ostatnich lat zajmowaliśmy pierwsze miejsce, jeśli chodzi o liczbę wykonywanych angioplastyk na milion mieszkańców - mówi prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Co jednak zaskakujące, w ostatnich latach nie dochodzi już do dalszego ograniczenia umieralności pacjentów z zawałem, którzy trafiają do ośrodków kardiologii interwencyjnej. Dzieje się tak pomimo stosowania nowoczesnych leków i dobrego wyposażenia ośrodków.

Według danych NFZ z 2020 r. śmiertelność wewnątrzszpitalna dorosłych pacjentów z zawałem serca, standaryzowana względem ogólnopolskiej struktury wieku, płci i typu zawału sięgała od 5,1 proc. woj. podlaskim i opolskim, do 9,1 proc. w woj. lubelskim, kujawsko-pomorskim i zachodniopomorskim. W obserwacji 12-miesięcznej najniższa śmiertelność występowała po leczeniu zawału w woj. opolskim i podlaskim - 16,0 proc.; najwyższa w woj. łódzkim - 21,5 proc. i zachodniopomorskim - 20,4.

Ciekawe wnioski przynoszą śląskie dane, z rejestru Śląskiej Bazy Sercowo-Naczyniowej, oparte o obserwacje prawie blisko 147 tysięcy chorych z zawałem.

- Nie dokonujemy istotnego postępu w zakresie redukcji śmiertelności wewnątrzszpitalnej u pacjentów po zawale serca - przyznaje prof. Mariusz Gąsior.

Dla porównania. W 2008 r. śmiertelność wewnątrzszpitalna u pacjentów z zawałem (dane śląskie) wynosiła 10,5 proc.; w 2018 r. i 2019 r. - 8,2 proc. Natomiast w pandemicznym roku 2020 sięgała 9,6 proc. a w 2021 r. - 9,0 proc. Podobne spostrzeżenie dotyczy śmiertelności 12-miesięcznej. Po tym okresie w 2008 r. umierało 19,6 proc. hospitalizowanych pacjentów, którzy przeszli zawał. W 2019 r. ten odsetek wynosił 16,1; w 2020 r. wzrósł do 19,0 proc.

Pacjent uratowany, ale serce mocno uszkodzone. Dlaczego tak się dzieje?

Dane wyraźnie pokazują, że wyniki leczenia pacjentów pogorszyły się w czasie epidemii. - Śmiertelność u pacjentów z leczonym interwencyjnie zawałem uległa wzrostowi. Spowodowane to było tym, że chorzy później trafiali do szpitala, bo obawiali się zakażenia COVID-19 - mówi prof. Mariusz Gąsior.

Te dane pokazują zarazem, jak ważne jest wczesne leczenie zawału serca. Musi być podjęte jak najszybciej po wystąpieniu bólu zawałowego. Im dłuższy czas upływa od początku bólu do udrożnienia tętnicy wieńcowej, tym większy obszar serca obejmuje martwica, rośnie uszkodzenie, a wraz z nim ryzyko pojawienia się arytmii, niewydolności serca i zgonu.

Czas od pojawienia się bólu do udrożnienia tętnicy wieńcowej nie powinien przekraczać 120 minut, a najlepiej, gdyby się mieścił w 90 minutach. To jednak ideał.

- Mamy wrażenie, że brak wyraźnego postępu w zakresie ograniczenia umieralności w wyniku zawału powodowany jest stagnacją wielkości opóźnienia występującego w fazie przedszpitalnej. Właśnie faza przedszpitalna, to krytyczny moment leczenia zawału serca - zaznacza profesor.

- Czas od początku pojawienia się bólu zawałowego u pacjenta do momentu wykonania angioplastyki wieńcowej w STEMI od 15 lat jest niemal taki sam. Mediana wynosi prawie 5 godzin. W innych krajach te czasy są wyraźnie krótsze - zwraca uwagę prof. Mariusz Gąsior.

Dodaje: - Prawie 25 proc. pacjentów w roku pandemicznym 2021 opuszczało szpital po zawale serca z niewydolnością serca (spadek frakcji wyrzutowej EF- poniżej 40 proc.). Ich życie zostało uratowane, ale doszło do poważnego uszkodzenia serca.

Z danych NFZ wynika, że po 5 latach ponad 40 proc. pacjentów po interwencji kardiologicznej rozwija niewydolność serca. - Stosując nowoczesne leczenie zawału ratujemy znaczną część chorych, których kiedyś nie mogliśmy uratować, ale to skutkuje tym, że i w późniejszych latach pojawiają się pacjenci z niewydolnością serca. Dzieje się tak dlatego, że czas opóźnienia od początku bólu zawałowego do wykonania angioplastyki jest zdecydowanie za długi - podkreśla profesor.

Pacjent czeka zbyt długo z wezwaniem pogotowia

Od kilkunastu lat w Polsce z powodzeniem jest wykorzystywany system teletransmisji danych obrazu ekg z karetki do ośrodka kardiologii, co umożliwia konsultację przypadku z lekarzem specjalistą. System został utworzony, by przyspieszyć postępowanie z pacjentem z zawałem na ścieżce od domu do ośrodka kardiologii interwencyjnej. Zawał z uniesieniem odcinka ST jest stosunkowo najłatwiejszy do rozpoznania. Charakteryzuje go m.in. ból w klatce piersiowej, zmiany w ekg. Postawienie rozpoznania już w karetce możliwe jest w czasie 10 minut.

Dane z 2018 r. (publikacja w Kardiologii Polskiej 2020 78(4), 292-299) pokazują, że z 16 807 zawałów zarejestrowanych z uniesieniem odcinka ST (STEMI) w systemie ratownictwa medycznego rozpoznanie 6 303 z nich było poprzedzone teletransmisją obrazu ekg do ośrodka kardiologii.

Z danych zebranych w 2017 r. w stacjach ratownictwa medycznego w woj. śląskim wynikało, że czas, jaki upływał od momentu telefonu do pogotowia do momentu przywiezienia pacjenta bezpośrednio na izbę przyjęć ośrodka kardiologii interwencyjnej średnio wynosił 48 minut. Czas, w jakim pacjent z zawałem już w samym szpitalu trafiał na zabieg angioplastyki wynosił średnio 40 minut.

Te samo badanie pokazało natomiast, że opóźnienie po stronie pacjenta średnio wynosiło aż 142 minuty. I w tym fakcie prof. Mariusz Gąsior upatruje braku postępu w redukcji śmiertelności pacjentów po zawale serca.

- Czas reakcji ratownictwa medycznego od momentu wezwania przez pacjenta do przybycia karetki na miejsce, postawienia rozpoznania i transferu do ośrodka kardiologii interwencyjnej jest bardzo dobry. Natomiast czas jaki upływa od początku bólu do wykonania angioplastyki, to ponad 4 godziny. W tym czasie zawiera się jednak wspomniane opóźnienie ze strony pacjenta, które wynosi aż około dwie i pół godziny.

Potrzebna edukacja. Im później, tym gorzej dla serca z zawałem

Zdaniem profesora, jeżeli chcemy skrócić czas do interwencji, który jest decydujący dla rokowania u pacjenta po zawale, konieczna jest edukacja i uświadamianie pacjentów, że w razie odczuwania bólu zawałowego nie mogą wahać się z wykonaniem telefonu do pogotowia, bo w ten sposób ratują swoje życie i zdrowie. Wraz z upływem czasu postępuje bowiem uszkodzenie serca.

U ponad 80 proc. pacjentów występują typowe objawy zawału: silny ból zamostkowy promieniujący do żuchwy, do lewej kończyny górnej z towarzyszącym niepokojem. Jeśli pojawiają się zlewne poty, to jest to dodatkowo objaw bardzo niepokojący, wtedy może się rozwijać wstrząs kardiogenny. U kilkunastu procent pacjentów występują nietypowe objawy jak: kołatanie serca, kłucia, maski zawału zlokalizowane w nadbrzuszu interpretowane jako dolegliwości żołądkowe. Po wystąpieniu takich objawów nie ma na co czekać, trzeba wzywać pogotowie.

- Gdy zapytaliśmy ponad 200 pacjentów z zawałem dlaczego opóźniali wezwanie karetki, niektórzy udzielali zaskakujących odpowiedzi: „zanim zadzwonię po pogotowie muszę przygotować mężowi śniadanie”, „muszę odprowadzić wnuki do przedszkola”, „muszę dokończyć pracę w ogródku”. Najczęściej powodem zwlekania z wezwaniem karetki było oczekiwanie, że po zażyciu środka przeciwbólowego ból „może przejdzie” - opowiada prof. Gąsior.

Drugi powód opóźnień w wykonaniu angioplastyki wynika stąd, że ok. 25-30 proc. pacjentów z zawałem nadal nie trafia bezpośrednio do ośrodków kardiologii interwencyjnej, ale na SOR-y i izby przyjęć szpitali, które nie mają w swoich strukturach oddziału kardiologii interwencyjnej. Niektóre postaci zawału są trudne do rozpoznania w karetce i wymagają diagnostyki szpitalnej. Potem chorzy zbyt długo czekają na transport międzyszpitalny - ośrodka kardiologii. Jest wykonywany już nie przez karetki systemu ratownictwa medycznego, ale przez ambulanse firm zewnętrznych.

Jak wynika z analizy wieloczynnikowej, której wyniki przywołał profesor, ryzyko wydłużenia czasu między bólem a angioplastyką rośnie również wtedy, gdy do zawału dochodzi w godzinach nocnych. Dla wzrostu tego ryzyka istotne okazują się również: wiek chorego - powyżej 65 lat, miejsce zamieszkania na terenach wiejskich, doznanie zawału po raz pierwszy.

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    POLECAMY W PORTALU