• PARTNER SERWISUpartner serwisu

Telemetryczne diagnozowanie zaburzeń rytmu serca: w USA wyliczyli i refundują

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 30 stycznia 2015 15:52

W badaniu TELEMARC, prowadzonym przez prof. Łukasza Szumowskiego w warszawskim Instytucie Kardiologii, porównywano standardowe 24-godzinne monitorowanie EKG metodą Holtera z długoterminową 14-dniową diagnostyką holterowską z zastosowaniem rozwiązania telemedycznego. Wyniki badania dowodzą wielu zalet tej drugiej metody - istotnych zarówno dla pacjentów, lekarzy, jak i systemu ochrony zdrowia.

Telemetryczne diagnozowanie zaburzeń rytmu serca: w USA wyliczyli i refundują

Projekt TELEMARC został sfinansowany ze środków unijnych (Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka). Pomysłodawca i kierownik projektu, prof. Łukasz Szumowski podkreśla, że, w największym skrócie, wyniki tego badania można streścić w trzech słowach odnoszących się do zalet telekardiologicznej diagnostyki arytmii serca: szybciej, skuteczniej, bezpieczniej.

- Czas niezbędny do postawienia diagnozy w systemie telemetrycznym jest znacznie krótszy niż w przypadku tradycyjnego 24-godzinnego badania holterowskiego. Diagnostyka telekardiologiczna pozwala też unikać kolejnych wizyt u kardiologa - wskazuje prof. Łukasz Szumowski, kierujący Kliniką Zaburzeń Rytmu Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie.

System wolny od wielu ograniczeń
W badaniu TELEMARC randomizowano pacjentów do dwóch grup. Pierwsza obejmowała osoby, u których wykonywano trzy 24-godzinne standardowe badania holterowskie, w odstępach 2-3-tygodniowych.

Drugą grupę, przydzieloną losowo, stanowili pacjenci, którzy mieli wykonywaną 14-dniową diagnostykę holterowską typu ciągłego - tak więc przez dwa tygodnie byli cały czas monitorowani w systemie PocketECG pod względem rytmu serca, a wszystkie dane w trybie real time spływały do lekarza zlecającego. Następnie obie grupy zostały ze sobą porównane.

Dr Radosław Sierpiński z Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie wyjaśnia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że system PocketECG, służący do badania telemedycznego, charakteryzuje się m.in. tym, że długość badania oraz liczba monitorowanych i gromadzonych danych jest nieograniczona, gdyż nie limitują nas żadne karty pamięci.

Pacjent może więc być stale monitorowany przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt dni. Przy napadowych zaburzeniach rytmu serca ma to szczególnie istotne znaczenie, ponieważ dzięki tej metodzie znacznie zwiększa się prawdopodobieństwo, że zidentyfikowany zostanie napad arytmii.

Dla porównania - dane ze standardowego systemu holterowskiego są najpierw zapisywane na karcie pamięci, następnie pacjent przychodzi na wizytę, system musi zostać zdjęty, kartę przenosi się do pamięci komputera i wreszcie dane z badania są odczytywane. Natomiast w systemie telemetrycznym dane spływają na bieżąco do lekarza zlecającego za pośrednictwem sieci GSM w czasie rzeczywistym.

Oznacza to, że lekarz w dowolnym momencie może sprawdzić, co dzieje się z rytmem serca pacjenta. Dlatego nie ma możliwości, aby pojawiały się tzw. puste badania. Jeżeli bowiem w tradycyjnym badaniu holterowskim w pierwszej godzinie oderwie się elektroda, to tak naprawdę po 24 godzinach otrzymujemy właśnie takie puste badanie i trzeba je powtarzać.

- Z kolei w systemach typu PocketECG mamy zawsze podgląd przebiegu badania i jeśli coś się dzieje, system od razu sygnalizuje np. jakiś problem techniczny. Możemy natychmiast skontaktować się pacjentem i poprosić, aby poprawił elektrodę czy wymienił baterię. W efekcie takiego rozwiązania otrzymujemy praktycznie tylko dobre jakościowo badania - tłumaczy dr Sierpiński.

Telekardiologia wspiera profilaktykę przeciwudarową
W badaniu TELEMARC specjaliści poszukiwali pacjentów z arytmiami o charakterze napadowym, które nie występują stale, ale pojawiają się w różnych odstępach czasu. Warto jednak zauważyć, że systemy telemetryczne znajdują także zastosowanie w przypadku migotania przedsionków, ze względu na dużą wartość diagnostyczną tej metody.

- Stosując bowiem np. 14-dniową ciągłą obserwację rytmu serca, jesteśmy w stanie uchwycić migotanie przedsionków z większym prawdopodobieństwem, a następnie uchronić pacjenta przed udarem, który mógłby być powikłaniem nierozpoznanego odpowiednio wcześnie migotania przedsionków - stwierdza specjalista.

- Najczęściej występującą arytmią serca jest właśnie migotanie przedsionków, dlatego zawsze je analizujemy. Tym bardziej, że nierzadko pierwszym objawem migotania przedsionków jest udar mózgu. Z tego m.in. powodu tak bardzo ważna jest profilaktyka i możliwie najwcześniejsze wykrycie tej arytmii - zaznacza dr Sierpiński.

Zwraca uwagę, wyniki badania TELEMARC wskazują, że już po 2-3 dniach prowadzenia długoterminowej diagnostyki można włączyć leczenie przeciwkrzepliwe, zabezpieczając pacjenta przed wystąpieniem niedokrwiennego udaru mózgu. Jeżeli natomiast chcielibyśmy wykonać trzy badania holterowskie, które mają podobną skuteczność diagnostyczną, trwałoby to w polskich realiach ok. dwóch miesięcy.

- Porównując system telekardiologiczny ze standardowym badaniem holterowskim, bez wątpienia to pierwsze rozwiązanie jest bardziej skuteczne w wykrywaniu napadowych arytmii - mówi dr Radosław Sierpiński.

Badanie TELEMARC wykazało między innymi, że metoda klasyczna pozwoliła na postawienie diagnozy arytmii w 39% przypadków, zaś telemetryczny monitoring długoterminowy umożliwił właściwe zdiagnozowanie przeszło 65% pacjentów z zaburzeniami rytmu serca.

Natomiast wielu lekarzy, a także płatnik, wskazuje, że ciągłe, 14-dniowe ciągłe badanie telemetryczne, na pierwszy rzut oka wydaje się droższe.

Z drugiej strony, takie narządzie przyczynia się do poważnej redukcji olbrzymich kosztów pośrednich - związanych z profilaktyką i leczeniem udarów, niepełnosprawnością, absencją w pracy itd. - których można uniknąć poprzez skuteczną diagnostykę migotania przedsionków. W efekcie, z puntu wiedzenia kosztów systemowych jesteśmy w stanie zaoszczędzić długofalowo ogromne kwoty pieniędzy.

USA: wyliczyli korzyści i refundują
- Wyniki badania TELEMARC dowodzą, że osiągamy porównywalną skuteczność diagnostyczną już po trzech dniach ciągłego monitorowania rytmu serca, jak w trzech standardowych badaniach holterowskich. Oznacza to, że jako kardiolodzy jesteśmy w stanie wdrożyć leczenie przeciwzakrzepowe u pacjentów z migotaniem przedsionków po znacznie krótszym okresie diagnostyki, zapobiegając w ten sposób udarowi. Przy badaniu holterowskim czas na podjęcie takiej terapii wydłuża się aż do trzech miesięcy - wyjaśnia specjalista.

Także prof. Łukasz Szumowski zaznacza, że dzięki monitorowaniu telekardiologicznemu już między trzecią a piątą dobą (zależnie od grupy chorych) można postawić właściwą diagnozę. Przy napadowej postaci migotania przedsionków, kiedy ryzyko niedokrwiennego udaru mózgu jest pięciokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej, szybkość prawidłowego zdiagnozowania tej arytmii ma z oczywistych względów bardzo duże znaczenie.

- Dopóki nie udowodnimy tego zaburzenia na zapisie EKG, nie będziemy mogli rozpocząć terapii przeciwzakrzepowej, która zapobiega udarowi - wyjaśnia profesor. Dodaje, że to jeden z istotnych powodów, dla których warto rozważyć refundowanie diagnostyki z zastosowaniem narzędzi telekardiologicznych. Korzyści jakie to rozwiązanie niesie nie tylko dla pacjentów, ale i systemu ochrony zdrowia - co dokładnie wyliczono - docenia się m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie ta metoda jest finansowana nawet z budżetu publicznego płatnika - Medicare.

Uznano bowiem, że taka skuteczna diagnostyka, czyli długotrwały monitoring telekardiologiczny - jest w finalnym rozrachunku tańsza niż leczenie powikłań, w tym np. udarów mózgu.

- Używamy w naszym Instytucie telekardiologicznego rozwiązania polskiej firmy, pozwalającego postawić diagnozę już w momencie wystąpienia zaburzenia rytmu serca. To jeden z niewielu na świecie systemów, w których analiza EKG prowadzona jest na bieżąco, w realnym czasie, dzięki urządzeniu, które nosi pacjent. Dane z tego urządzenia cały czas są wysyłane do centrum monitorowania - mówi prof. Szumowski.

- To rozwiązanie pozwala lekarzowi od razu stwierdzić, co się stało. Dzwonimy do pacjenta i informujemy go, że np. może już zdjąć urządzenie monitorujące. W związku z tym płatnik nie musi dalej płacić za takie diagnozowanie - dodaje.

Ratowanie życia
Specjaliści zwracają uwagę, że oczywiście każda metoda ma swoje ograniczenia - np. system telekardiologiczny i diagnostyka on line nie jest rozwiązaniem optymalnym u dzieci: - W przypadku najmłodszych pacjentów diagnostyka musi być dłuższa i nawet i 30-dniowe monitorowanie okazuje się niewystarczające - zastrzega prof. Szumowski.

Badanie TELEMARC pokazało jednak, że dla określonych grup pacjentów diagnozowanie telekardiologiczne w systemie PocketECG sprawdza się znakomicie - m.in. u pacjentów z kołataniem serca czy migotaniem przedsionków. System ten pozwala także sprawdzić, czy u danego pacjenta konieczne jest np. przeprowadzenie ablacji. To kosztowny zabieg refundowany wraz z hospitalizacją przez NFZ.

- Tymczasem monitorowanie telekardiologiczne wykazuje, że część pacjentów poddawana ablacji wcale tego drogiego zabiegu nie wymaga, a należy wszczepić stymulator. Ponadto w długotrwałym telemonitoringu u niektórych pacjentów „wychodzi” nie tylko kołatanie czy łagodna arytmia ze wskazaniem do ablacji, ale groźne dla życia komorowe zaburzenia rytmu serca. W takich przypadkach nie stosuje się ablacji czy wszczepienia kardiowertera-defibrylatora. Należy wdrożyć zupełnie inne leczenie - podkreśla prof. Szumowski.

To przypadki, które dowodzą, że długotrwałe monitorowanie telekardiologiczne jest w pewnych sytuacjach metodą ratującą życie pacjentów.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum