PAP/Rynek Zdrowia | 28-03-2017 14:50

Telemedycyna w epidemiologii migotania przedsionków: to pierwsze takie badanie...

Rozpoczęliśmy pierwsze w naszym kraju badanie epidemiologiczne przy użyciu telemedycyny, które ma wykazać jak często występuje u nas migotanie przedsionków, w tym ukryte tzw. nieme zaburzenia rytmu serca - mówi prof. Zbigniew Kalarus ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Badaniami objętych zostanie w sumie 3 tys. osób powyżej 65. roku życia, u których najczęściej występuje migotanie przedsionków - podał prof. Zbigniew Kalarus. Fot. PTWP

Badanie jest jednocześnie jednym z największych w Polsce przedsięwzięć innowacyjnych w zakresie telemedycyny.

Prof. Kalarus, który jest głównym koordynatorem projektu, poinformował, że wykorzystane zostaną w nim takie urządzenia, jak kamizelka rejestrująca EKG (opracowana przez firmę Comarch), która automatycznie przekazuje zapis pracy serca za pośrednictwem łączy telekomunikacyjnych, oraz bransoletka rejestrująca tętno (dzieło Instytutu Techniki i Aparatury Medycznej).

- Badaniami objętych zostanie w sumie 3 tys. osób powyżej 65. roku życia, u których najczęściej występuje migotanie przedsionków - powiedział PAP prof. Kalarus, kierownik Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Do programu włączono na razie ponad 130 osób, a do końca kwietnia ich liczba ma się zwiększyć do około 300. Pełna rekrutacja ma się zakończyć do końca 2017 r. Specjalista podkreśla, że wszyscy uczestniczy badania zostali wylosowali i są reprezentatywną grupą dla całej populacji w tym wieku. Wyselekcjonowano w sumie 5 tys. osób, gdyby niektórzy nie zgodzili się na udział w badaniu.

Uczestnicy badania mogą nosić kamizelkę rejestrująca EKG przez całą dobę z wyjątkiem takich sytuacji, kiedy np. biorą prysznic. Również na noc może być ona zdejmowana, jeśli jest zbyt kłopotliwa i przeszkadza podczas snu. Urządzenie wystarczy doładować raz na 24 godziny.

- Nie wiemy, jak często występuje migotanie przedsionków, powodujące szybką i nieskoordynowaną pracę przedsionków mięśnia sercowego. Podejrzewa się, że występuje ono u 600-700 tys. Polaków, ale są to jedynie dane szacunkowe. Podejrzewamy, że chorych tych jest u nas więcej - wyjaśnił prof. Kalarus.

Nie wiadomo również, jak często występuje ukryte migotanie przedsionków (prawdopodobnie u około 30 proc. chorych z tą arytmią - PAP), czyli takie, którego pacjent nie odczuwa. Prof. Kalarus podkreśla, że jest ono szczególnie niebezpieczne, ponieważ arytmia ta zwiększa ryzyko niedokrwiennego udaru mózgu. W takiej sytuacji udar tego typu może być pierwszym objawem migotania.

- Zależy nam na wczesnym wykryciu migotania przedsionków, ponieważ wtedy można często uchronić chorego przed tak groźnym powikłaniem. Odpowiednie leczenie zmniejsza ryzyko udaru mózgu o 70-80 proc. - podkreśla prof. Kalarus.

Specjalista podał przykład pacjenta spod Szczecina, którego włączono już do badania. Z nadesłanych danych dotyczących pracy jego serca wynikało, że do arytmii serca dochodzi u niego aż 30 razy na minutę.

- Co ciekawe, mężczyzna ten nie odczuwa tych zaburzeń, bo w jego mięśniu sercowym wytworzyły się mechanizmy kompensacyjne. Nie znaczy to jednak, że nie jest narażony na powikłania - dodał.

Prof. Maria Trusz-Gluza z Katedry i Kliniki Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach wyjaśnia, że migotanie przedsionków powoduje, że zalega w nich krew, w której z kolei mogą powstać skrzepliny.

- Jeśli skrzepliny przedostaną się do krwiobiegu, z prądem krwi mogą dotrzeć do tętnic mózgowych, zatkać i je wywołać niedokrwienie mózgu, czyli udar - dodaje.

Wykorzystywane w badaniach kamizelka rejestrująca EKG oraz bransoletka do pomiaru tętna, które zdalnie przekazują dane, są zarazem testem przydatności telemedycyny w kardiologii. W przyszłości takie aparaty przynajmniej na pewien czas mają nosić pacjenci będący pod ścisłą opieką kardiologów.

U wielu osób wystarczy zastosować tradycyjną metodę Holtera polegającą na rejestracji EKG w ciągu doby.

- U niektórych pacjentów jest to niewystarczające, ponieważ zaburzenia rytmu są u nich rzadkie i potrzebne jest monitorowanie EKG przez 2-4 tygodnie - podkreśla prof. Trusz-Gluza.

Zdalne monitorowanie stanu chorego może być pomocne w ratowaniu jego życia. W razie poważnej arytmii serca można natychmiast wysłać karetkę, by uchronić go przed udarem mózgu lub nagłym zgonem sercowym.