KARDIOLOGIA

Terapie, profilaktyka, badania. Najnowsze doniesienia medyczne

  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Równouprawnienie w kardiologii, czyli damskie serce wymaga skuteczniejszego leczenia

Autor: MARZENA SYGUT/RYNEK ZDROWIA

Równouprawnienie w kardiologii, czyli damskie serce wymaga skuteczniejszego leczenia

Jakość leczenia chorób sercowo-naczyniowych u kobiet jest gorsza niż u mężczyzn - alarmuje dr hab. n. med. Anna Posadzy-Małaczyńska z Katedry i Kliniki Hipertensjologii, Angiologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Z badań wynika m.in., że panie, które przeżyły zawał, zdecydowanie rzadziej otrzymują betablokery, chociaż ich podawanie, po ostrym zespole wieńcowym, należy do standardów.

Dodano: 02 maja 2013, 10:15 Aktualizacja: 18 maja 2013, 10:08

Doc. Posadzy-Małaczyńska zaznacza, że zgodnie z obecnie obowiązującymi zaleceniami kobiety powinny być leczone według takich samych schematów jak mężczyźni. Niestety, lekarze często - kiedy mają do czynienia z kobietami cierpiącymi na choroby układu krążenia - ignorują te zalecenia. Nie ma jednak klarownych wyjaśnień dlaczego tak się dzieje.

Problem został zauważony

Specjalistka podkreśla, że na problem ten zwrócił uwagę rzecznik Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który zauważył, że pomimo gorszego rokowania sercowo-naczyniowego u kobiet, wśród lekarzy panuje przekonanie, że choroba naczyniowa nie jest tak groźna dla płci pięknej jak dla panów.

- Także Amerykanie zauważyli, że kobiety z dolegliwościami sercowymi leczone są gorzej. Dlatego uruchomili program obejmujący panie opieką kardiologiczną - pod pod nazwą „czerwona sukienka" - mówi Anna Posadzy-Małaczyńska.

Amerykanie zwrócili m.in. uwagę na fakt, że kobiety później docierają do pracowni kardiologii inwazyjnej z objawami ostrego zespołu wieńcowego (OZW) i mają gorsze rokowania. Problem ten dostrzeżono już w latach 80. ubiegłego wieku. - Podczas gdy u mężczyzn wyraźnie widać tendencję spadkową w śmiertelności, to jednak takiej prawidłowości nie zaobserwowano wśród kobiet - dodaje specjalistka.

Cukrzyca czyni różnicę
Podkreśla, że coraz częściej zaczyna się mówić o tym, że kobiety cierpiące na choroby sercowo-naczyniowe wymagają innego sposobu prowadzenia niż mężczyźni: - Powodów takiego postępowania jest co najmniej kilka. Jednym z nich jest zdecydowanie większe narażenie kobiet po 45. roku życia na cukrzycę typu 2. Dolegliwość ta z kolei u pań, aż od trzech do siedmiu razy zwiększa ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych, podczas gdy u mężczyzn tylko dwa razy - tłumaczy.

Ponadto, zdaniem doc. Posadzy-Małaczyńskiej, kobiety z cukrzycą zdecydowanie częściej są poddawana zabiegom (by-passy oraz angioplastyka wieńcowa). Mają też gorsze rokowanie po zawale i wyższe ryzyko zgonu z powodu chorób sercowo-naczyniowych.

- Według danych amerykańskich, od lat 70. ubiegłego wieku u mężczyzn stopniowo zmniejsza się śmiertelność z powodu chorób sercowo-naczyniowymi, jak również z powodu cukrzycy. Niestety, u pań takich zależności nie dostrzeżono. W tym też okresie zmniejszył się również odsetek mężczyzn cierpiących z powodu nadciśnienia, a u kobiet ten odsetek wzrósł - wyjaśnia.

Doktor dodaje, że już samo nadciśnienie tętnicze powinno się leczyć inaczej u kobiet: - U pań nadciśnienie tętnicze mogą indukować tabletki antykoncepcyjne, ciąża, menopauza. Różne przyczyny pojawienia się tej samej dolegliwości sprawiają, że dobór terapii powinien być zróżnicowany. Niestety, wytyczne obowiązujące nas lekarzy są jednakowe.

- Już dziś wiadomo, iż kobieta, która ma nadciśnienie w ciąży jest w większym stopniu narażona na powikłania sercowo-naczyniowe - dodaje doc. Posadzy-Małaczyńska.

Po menopauzie
Podkreśla, że dla kobiet bardzo trudnym okresem jest czas po menopauzie. - Kiedy u kobiet kończy się ochrona hormonalna, jeszcze przez 10 lat wykorzystują estrogenowy parasol ochronny. Po tym czasie wszystko się komplikuje. Panie zapadają na nadciśnienie, które przytrafia im się czterokrotnie częściej niż panom.

- Zaczyna się też u nich zespół metaboliczny - tendencja do nadwagi, zatrzymywania sodu, upośledzenia tolerancji glukozy, zaburzenia gospodarki lipidowej i czynników obniżających krzepliwość krwi - wylicza Anna Posadzy-Małaczyńska. - To wszystko powoduje wzrost ryzyka chorób zakrzepowo-zatorowych.

U kobiet zdecydowanie częściej - wraz z wiekiem - dochodzi też do sztywnienia dużych naczyń krwionośnych. Są one w gorszym stanie niż u mężczyzn. - Kiedy następuje utrata elementów sprężystych naczyń, to przepływająca przez nie krew bardzo szybko trafia do narządów i w ten sposób uszkadza je - tłumaczy doc. Posadzy-Małaczyńska.

Dodaje, że kobiety mają większy odsetek koronarografii z prawidłowym wynikiem, co przekłada się na niewłaściwe diagnozowanie: - U kobiet zdecydowanie częściej występuje choroba małych naczyń. Tak to wygląda, że panowie mają zwężenie widoczne w koronarografii, panie natomiast mają naczynioskórczową dławicę. Niestety, te pozornie „dobre" koronarografie u kobiet przekładają się na dużo większą śmiertelność chorych - tłumaczy.

Coś jednak się zmienia
Zdaniem doc. Posadzy-Małaczyńskiej fakt, że kobiety nie doczekały się swojego „programu leczenia" wiąże się także z niewielkim udziałem pań w badaniach oceniających przydatność leków do terapii. - Średni udział kobiet we tych badaniach wynosił 27 proc. Potem jednak ekstrapolujemy te wyniki na wszystkich, formułując zalecenia, mimo że kobiety nie są w tym wypadku grupą reprezentatywną - tłumaczy.

Dodaje, że w ostatnich latach zaczęło się to zmieniać - od 2000 roku FDA oraz WHO zaleciły, aby każde prowadzone badanie było rozpatrywane pod kątem płci, a Europejska Agencja Leków (EMA) zaczęła wymagać, aby w badaniach oceniających efekty farmakoterapii liczba kobiet była taka sama jak mężczyzn.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    POLECAMY W PORTALU