KARDIOLOGIA

Terapie, profilaktyka, badania. Najnowsze doniesienia medyczne

  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Prof. Banach: zapobieganie chorobom sercowo-naczyniowym jest bardzo opłacalną inwestycją

Autor: WOJCIECH KUTA/RYNEK ZDROWIA

Prof. Banach: zapobieganie chorobom sercowo-naczyniowym jest bardzo opłacalną inwestycją
Prof. Maciej Banach; FOT. PTWP

- W Słowenii, dzięki centralnemu programowi profilaktycznemu, nastąpiła 53-procentowa redukcja występowania incydentów sercowo-naczyniowych w porównaniu z rokiem 2002, czyli przed wprowadzeniem tego systemowego rozwiązania - mówi w wywiadzie dla portalu rynekzdrowia.pl prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

Dodano: 11 grudnia 2018, 19:05 Aktualizacja: 11 grudnia 2018, 19:05

Rynek Zdrowia: - Około 19 mln Polaków ma podwyższony poziom cholesterolu, a leczy się jedynie 7-8 mln osób - alarmowali eksperci podczas VIII Kongresu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. Jak możemy zmienić ten stan rzeczy?
Prof. Maciej Banach: - Od wielu lat Polskie Towarzystwo Lipidologiczne prowadzi akcję edukacyjną dotyczącą tego problemu. Musi być jednak ona wspierania decyzjami oraz rozwiązaniami systemowymi, aby profil lipidowy sprawdzany był nie tylko w trakcie hospitalizacji, ale też został włączony do badań przesiewowych w ramach medycyny pracy i bilansów w poszczególnych grupach wiekowych dzieci.

Ponieważ profilu lipidowego w tych badaniach wciąż nie ma, nie wiemy do końca, jaka dokładnie populacja w naszym kraju ma podwyższony poziom cholesterolu. Mówimy o ok. 19 milionach osób na podstawie predykcji w badaniach kohortowych. Jeśli natomiast w bilansach 6- czy 8-latka, a następnie wśród 18-latków znalazłoby się badanie profilu lipidowego, po pierwsze możliwe stałoby się szybkie wyłapanie określonych predyspozycji genetycznych związanych z tym czynnikiem ryzyka u bardzo młodych osób, a po drugie podjęcie wczesnej, skutecznej interwencji medycznej.

- Czy to badanie jest istotne także w kontekście rodzinnej hipercholesterolemii? Jaka jest skala tego problemu zdrowotnego?
- Rodzinna hipercholesterolemia jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, najczęściej związaną z mutacjami trzech genów. Szacujemy, że w Polsce problem ten może dotyczyć ok. 150 tysięcy osób. Co bardzo ważne - jeśli choroby nie zdiagnozujemy odpowiednio wcześnie i nie włączymy właściwego leczenia, to w wieku 20-40 lat ryzyko rozwoju incydentów i choroby sercowo-naczyniowej jest 100 razy większe. Natomiast w grupie osób powyżej 50-60. roku życia, ryzyko zgonu z powodu incydentu sercowo-naczyniowego jest nawet 3-5-krotnie wyższe niż w przypadku pacjentów z wcześnie rozpoznaną i odpowiednio leczoną hipercholesterolemią.

Dysponujemy już wynikami badań międzynarodowych i polskich, dowodzącymi, że wczesne włączenie terapii statynami, leczenia skojarzonego lub nowoczesnej terapii inhibitorami PCSK9, w tym alirokumabem (refundowanym w Polsce od 1 listopada br.), pozwala osiągać u pacjentów z genetycznie uwarunkowaną hipercholesterolemia taką samą oczekiwaną długość życia, jak u osób bez tej choroby. Powtórzę jednak - jest to możliwe pod warunkiem odpowiednio wczesnego rozpoznania i rozpoczęcia leczenia. Jeżeli zrobimy to po 50. roku życia (a najczęściej rozpoznajemy w Polsce tę chorobę właśnie w tym wieku), kiedy proces miażdżycowy jest zaawansowany, nie jesteśmy w stanie osiągnąć takiego sukcesu.

150 tysięcy osób z rodzinną hipercholesterolemią to znaczna populacja. Niestety, przez lata ten problem zdrowotny był w Polsce systemowo pomijany, stąd obecnie mamy prawidłowo zdiagnozowanych tylko ok. 3 tys. pacjentów. Działania w tym zakresie prowadzi m.in. ośrodek gdański. Polskie Towarzystwo Lipidologiczne zaczęło prowadzić rejestr chorych z rodzinną hipercholesterolemią. Jest w nim obecnie kilkaset osób, a planujemy włączenie do tego rejestru 10 tys. pacjentów w najbliższych kilku latach, mam nadzieję, że będzie to już możliwe do końca 2020 r.

- To jednak nadal daleko do właściwego rozpoznania i leczenia hipercholesterolemii u ok. 150 tysięcy Polaków.
- Dlatego właśnie potrzebujemy systemowego wsparcia, aby możliwie wcześnie diagnozować pacjentów z rodzinną hipercholesterolemią i wdrożyć u nich optymalne leczenie. Ważny w tym kontekście jest program refundacyjny dotyczący wspomnianej terapii alirokumabem, a także drugim dostępnym inhibitorem PCSK9 - ewolokumabem.

Z jednej strony mamy możliwość skutecznego leczenia osób z najcięższą postacią hipercholesterolemii rodzinnej. Z drugiej strony program pomoże nam w rozpoznawaniu tej jednostki chorobowej, ponieważ placówki, które chcą przystąpić do programu i wygrać postępowanie konkursowe NFZ, muszą najpierw odpowiednio diagnozować pacjentów, aby włączyć ich do refundowanego leczenia.

- Mamy problem z wczesnym rozpoznawaniem także innych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Dlatego podczas VIII Kongresu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego - oprócz dyskusji o kompleksowej opiece nad pacjentami po zawale serca (KOS-Zawał) oraz osób niewydolnością serca (pilotaż programu KONS) - wiele uwagi poświęcono znaczeniu prewencji pierwotnej dotyczącej ryzyka sercowo-naczyniowego. Czy w tym zakresie także potrzebujemy systemowych rozwiązań? Zapadalność na te choroby w Polsce wciąż jest wysoka. Świetnie leczymy np. zawały serca, ale nie bardzo potrafimy im zapobiegać?
- Niestety, do lat mamy z tym poważny problem. Oczywiście prewencja wtórna jest konieczna, dlatego bardzo cieszą nas programy koordynowanej opieki nad pacjentami po zawałach oraz z niewydolnością serca. Musimy jednak wdrożyć skuteczne rozwiązania, dzięki którym w Polsce radykalnie zmniejszy się liczba m.in. zawałów serca, a jeśli mają występować, to w możliwie jak najpóźniejszym wieku.

21 stycznia 2019 r. w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki organizujemy debatę dotycząca profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych, a także profilaktyki chorób nowotworowych. Cały świat idzie w kierunku skutecznego zapobiegać tym jednostkom chorobowym.

Niedawno prof. Zlatko Fras ze Słowenii przedstawił wyniki funkcjonującego w tym kraju od kilkunastu lat programu profilaktyki sercowo-naczyniowej. Efektem tego systemowego rozwiązania jest 53-procentowa redukcja występowania incydentów sercowo-naczyniowych u pacjentów, którzy uczestniczyli w tym programie, w porównaniu z rokiem 2002, czyli przed jego wprowadzeniem. Działania w zakresie pierwotnej prewencji dotyczyły tam pacjentów wysokiego ryzyka, u których występowały m.in. takie czynniki ryzyka jak otyłość, zaburzenia lipidowe, nadciśnienie tętnicze. Te osoby objęto poradnictwem i skutecznym leczeniem np. nadciśnienia czy cukrzycy.

Przyznaję, że rozmowy z politykami w naszym kraju dotyczące wdrożenia podobnych rozwiązań w Polsce nie są łatwe. Decydenci wskazują, że na efekty niemałych nakładów na realizację programów profilaktycznych trzeba czekać co najmniej 10 lat, a ze względu na kadencyjność polityki zdrowotnej, nasze rządy chcą się pochwalić wynikami w perspektywie kilkuletniej.

Tymczasem zwrot wydatków ponoszonych na profilaktykę - wynikający z redukcji kosztów leczenia zabiegowego, farmakologicznego, hospitalizacji, a następnie rehabilitacji - jest znacznie większy niż w przypadku prewencji wtórnej, która - co jeszcze raz podkreślam - jest oczywiście niezbędna. Jednak walka z czynnikami ryzyka, rozwinięte poradnictwo, edukacja - krótko mówiąc wszelkie skuteczne działania zapobiegające chorobom sercowo-naczyniowym - są bardzo opłacalną inwestycją. Zrozumieli to już decydenci w wielu krajach.

Rzecz jasna zależy nam, aby programy KOS-Zawał i KONS funkcjonowały jak najlepiej, ale, w moim przekonaniu, niezbędne jest uzupełnienie tych działań także systemowymi rozwiązaniami w zakresie zapobiegania ryzyku sercowo-naczyniowemu. Między innymi przykład Słowenii dowodzi, że takie kontinuum daje najlepsze rezultaty, nie tyko dla pacjentów, ale także z perspektywy efektywności kosztowej całego systemu.

- Czy debata 21 stycznia w CZMP będzie także okazją do prezentacji rezultatów takiego podejścia m.in. w Słowenii?
- Tak, jednym z gości spotkania będzie prof. Zlatko Fras, który nie ukrywa, że wprowadzeniu rządowego programu profilaktyki sercowo-naczyniowej w Słowenii towarzyszyły wątpliwości ze strony tamtejszych decydentów. Przyznaje również, że takie systemowe rozwiązanie łatwiej wprowadzić kilkumilionowej Słowenii niż np. w 38-milionowej Polsce. Z drugiej strony podkreśla, że słoweński program kosztował tyle, ile roczna refundacja jednej ze statyn w tym kraju.

Przekładając to na polską skalę - jeśli się nie mylę, rocznie refundacja jednej ze statyn kosztuje u nas ok. 180 mln zł. Jeśli w skali roku tyle właśnie przekażemy na ogólnopolski program pierwotnej prewencji sercowo-naczyniowej i pozwoli to o 50 proc. zredukować zapadalność w tej grupie chorób, to zwrot nakładów na taki program byłby kilkunastokrotny!

Zawsze staram się rozumieć punkt widzenia publicznego płatnika, wiem, że musi podejmować bardzo trudne decyzje. Jeśli jednak nie zaczniemy skutecznie zapobiegać chorobom sercowo-naczyniowym, zawsze będziemy mieli znacznie wyższą zachorowalność niż np. kraje Europy Zachodniej.

- Dotyczy to nie tylko zapadalności na choroby serca i naczyń?
- Takie czynniki ryzyka, jak chociażby zaburzenia lipidowe, sprzyjają również rozwijaniu m.in. chorób nowotworowych, często występują też u osób z przewlekłą chorobą nerek. Najwyższy więc czas poważnie i systemowo zająć się szeroko rozumianą profilaktyką sercowo-naczyniową. Mamy pod tym względem naprawdę ogromny dystans do nadrobienia wobec wielu krajów, nie tylko wspomnianej Słowenii, ale między innymi Skandynawii, Holandii, Belgii, Francji, a także państw na południu naszego kontynentu.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    POLECAMY W PORTALU