Pandemia i "dług kardiologiczny" zabija Polaków z niewydolnością serca

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia07 grudnia 2021 12:40

Niewydolność serca. W Polsce chwieje się pozaszpitalny system leczenia chorych z niewydolnością serca (NS), którego zadaniem powinno być, m.in. unikanie zbędnych hospitalizacji. Problem pogłębiają kolejne fale pandemii. Nie ma też, od lat obiecywanej, koordynacji leczenia pacjentów z NS, co skutkuje coraz większą śmiertelnością.

Choroby sercowo-naczyniowe nadal są głównym zabójcą Polaków FOT. PAP/Grzegorz Momot
  • Niewydolność serca - z którą zmaga się obecnie już ok. 1,3 mln mieszkańców naszego kraju - stanowi pierwszą bezpośrednią przyczynę zgonów Polaków
  • Polskie Towarzystwo Kardiologiczne od lat postuluje wdrożenie koordynowanej opieki nad osobami z niewydolnością serca.
  • Taki program - w skrócie określany jako KONS - został oficjalnie ogłoszony w listopadzie 2018 r. przez Ministerstwo Zdrowia. Niestety, do dzisiaj nie doczekał się wdrożenia - przypomina prof. Adam Witkowski
  • Dodaje: - Szkoda, bo właśnie w dobie pandemii COVID-19, kiedy często brakuje miejsc na hospitalizację, szybsze kierowanie chorych  z niewydolnością serca do placówek ambulatoryjnych, byłoby wręcz optymalnym rozwiązaniem

- Nie mamy dziś w Polsce żadnego zorganizowanego systemu opieki nad chorymi z niewydolnością serca - mówiła nam w sierpniu br. prof. Małgorzata Lelonek, kierownik Zakładu Kardiologii Nieinwazyjnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Niewydolność serca. To już problem ok. 1,3 mln mieszkańców Polski

Tę opinię potwierdza opracowanie „SIRIO 6. Wpływ pandemii COVID-19 na przyjęcia i śmiertelność z powodu ostrej niewydolności serca”, przygotowane przez około 50 czołowych kardiologów na podstawie analizy hospitalizacji i zgonów pacjentów z niewydolnością serca od 1 stycznia 2019 do 31 grudnia 2020 roku w 24 ośrodkach w Polsce.

Autorzy analizy wskazują, że od początku pandemii COVID-19 w Polsce systematycznie rośnie tzw. dług kardiologiczny.

Szacuje się, że w naszym kraju odnotowujemy ok. 30 proc. zgonów z powodów sercowo-naczyniowych więcej niż w krajach Europy Zachodniej. Gdy spojrzymy na strukturę umieralności Polaków w obszarze kardiologii, to zaobserwujemy, że najwięcej osób umiera z powodu niewydolności serca (tuż za nią plasuje się miażdżyca, choroba niedokrwienna serca, rak płuca, zawał, udar).

Niewydolność serca - z którą zmaga się obecnie już ok. 1,3 mln mieszkańców naszego kraju - stanowi też pierwszą bezpośrednią przyczynę zgonów Polaków (łącznie - ok. 10 proc. wszystkich zgonów w skali kraju). Przed pandemią wskazywano, że co godzinę umiera 16 osób z tym schorzeniem. Eksperci alarmują, że następujące po sobie kolejne fale pandemii koronawirusa spowodują, że jeszcze więcej pacjentów kardiologicznych umrze w wyniku powikłań i/lub ciężkiego przebiegu COVID-19 oraz innych czynników związanych z brakiem dostępu do optymalnej opieki kardiologicznej.

"Dług kardiologiczny" rośnie. Jak go zniwelować?

Jak więc powinien być leczony pacjent z chorobami serca i naczyń, w tym z niewydolnością serca (NS), w tak trudnych, pandemicznych warunkach? Jak skutecznie chronić jego zdrowie?

- Przede wszystkim chorym z niewydolnością serca należy zapewnić dobrą, koordynowaną opiekę ambulatoryjną - na wzór funkcjonującego już z powodzeniem programu koordynowanej opieki na pacjentami po zawale serca KOS-Zawał - podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Narodowym Instytucie Kardiologii - Państwowym Instytucie Badawczym, past prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Przypomina, że już od dawna Polskie Towarzystwo Kardiologiczne postuluje wdrożenie koordynowanej opieki nad osobami z niewydolnością serca. - Jak wiadomo, taki program, w skrócie określany jako KONS, został nie tylko opracowany, między innymi przez PTK, ale też w listopadzie 2018 roku oficjalnie ogłoszony przez Ministerstwo Zdrowia. Niestety, do dzisiaj KONS, z różnych powodów, nie został wdrożony - dodaje.

- Tymczasem właśnie dzisiaj, w warunkach pandemii COVID-19, kiedy często brakuje miejsc na hospitalizację, m.in. pacjentów z niewydolnością serca (co potwierdza analiza SIRIO 6 - red.), koordynacja opieki i szybsze kierowanie chorych z NS do placówek ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, byłoby wręcz optymalnym rozwiązaniem -podkreśla kardiolog.

- Można więc powiedzieć, że obecnie, w dobie pandemii COVID-19 program KONS byłby „jak znalazł”. Tym bardziej, że w czasie pandemii chorzy z niewydolnością serca często przywożeni są karetkami do szpitali z powodu zaostrzenia choroby, kiedy stan ich zdrowia już znacznie się pogorszył. Z kolei hospitalizacja wskutek zaostrzenia niewydolności serca zwiększa śmiertelność w tej grupie chorych - wyjaśnia past prezes PTK.

I dodaje: - Ponieważ miejsc w szpitalach, m.in. dla pacjentów sercowo-naczyniowych jest mniej, ograniczane są też planowe przyjęcia - bo łóżka są potrzebne dla chorych z COVID-19 - należy znacznie poprawić działanie opieki ambulatoryjnej. Dlatego właśnie tak bardzo potrzebny jest program koordynowanej opieki nad chorymi z NS, między innymi obejmujący zaplanowane „na sztywno” wizyty ambulatoryjne, wraz z kontaktem z odpowiednio przeszkoloną pielęgniarką w zakresie postępowania z pacjentami z niewydolnością serca.

- Z kolei przy zaostrzeniach NS świetnym rozwiązaniem są wizyty w oddziałach jednodniowych dedykowanych pacjentom z niewydolnością serca. Taki model organizacji leczenia pozwoliłby zatrzymać falę chorych z NS, którzy powinni być hospitalizowani, ale w dzisiejszych warunkach „odbijają się od szpitala” z powodu braku miejsc - mówi specjalista.

- Gdybyśmy więc dzisiaj funkcjonował w Polsce program KONS, mniej osób umierałoby z powodu niewydolności serca, gdyż znacznie mniej pacjentów przywożonych byłoby do ośrodków medycznych już w stanie poważnego zaostrzenia choroby. Dlaczego? Bo wcześniej byliby leczeni w trybie ambulatoryjnym lub na wspomnianych oddziałach opieki jednodniowej. Tzw. dług kardiologiczny zmniejszyłby się wówczas w sposób istotny - podkreśla prof. Adam Witkowski.

Czytaj też: Prof. Małgorzata Lelonek: flozyny zmieniły spojrzenie na niewydolność serca. To przełom w terapii

Flozyny na niewydolność serca bez refundacji. Te leki ratują życie. Pacjenci apelują do MZ

"Dług kardiologiczny" zwiększa koszty 

Jak ów „dług kardiologiczny”, który, między innymi stanowi sumę niewykonanych procedur medycznych, diagnoz w chorobach serca i naczyń może przełożyć się na koszty dla systemu?

- Bez wątpienia koszty opieki medycznej nad pacjentami w stanie zaostrzenia niewydolności serca są znacznie większe niż w przypadku leczenia planowego. Pamiętajmy bowiem, że chorzy z NS co pewien czas wymagają planowych zabiegów, m.in. rewaskularyzacji, naprawy zastawek czy wszczepienia urządzeń elektrycznych w przypadkach zaburzeń rytmu serca - odpowiada prof. Adam Witkowski.

Dodaje: - Jeżeli te procedury wykonywane są w trybie planowym, koszty są o wiele niższe w porównaniu z ich realizacją już w sytuacji zaostrzenia niewydolności serca, kiedy nierzadko konieczna staje się hospitalizacja na oddziałach intensywnej terapii, gdzie nakłady na leczenie wzrastają bardzo wyraźnie.

- Poza tym należy mieć na uwadze, że część chorych z zaostrzeniami NS - kiedy już zostanie wypisanych ze szpitala - odchodzi na rentę inwalidzką. Są to często osoby w wieku produkcyjnym, które nie tylko nie będą już dokładały się do PKB, ale stanowić będą dla systemu obciążenie. Pamiętajmy również, że rocznie z powodu niewydolności serca umiera w Polsce ok. 5 tysięcy osób w wieku produkcyjnym - konkluduje past prezes

Koordynacja opieki w POZ o AOS - tej lekcji jeszcze nie odrobiliśmy

Także prof. Jarosław Fedorowski, kardiolog i internista, prezes Polskiej Federacji Szpitali, uważa, że za tzw. dług kardiologiczny w epoce COVID-19, dotyczący, między innymi opóźnień w leczeniu niewydolności serca, odpowiada przede wszystkim opieka ambulatoryjna, w tym podstawowa opieka zdrowotna.

- Z informacji przekazanych oficjalnie przez Rzecznika Prawa Pacjenta wynika, że, m.in. chorzy z niewydolnością serca, ale też osoby z innymi schorzeniami - w okresie pandemii najwięcej zastrzeżeń mają właśnie do funkcjonowania POZ i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS). Bywa, że pacjenci nie mogą dodzwonić się do tych placówek, inni odkładają wizyty w przychodni w obawie przed zakażeniem SARS-CoV-2 albo np. przebywali kwarantannie - wylicza prezes Fedorowski.

Dodaje: - Tak więc w Polsce chwieje się pozaszpitalna podstawa piramidy dotyczącej leczenia chorych z niewydolnością serca, której zadaniem powinno być, m.in. unikanie zbędnych hospitalizacji, a także optymalizacja farmakoterapii na poziomie AOS i POZ. Niestety, przed pandemią nie zdążyliśmy wprowadzić koordynowanej opieki nad chorymi z niewydolnością serca (wspomniany program KONS, który 3 lata temu utknął na etapie projektu - red.).

- Oczywiście, ten „dług kardiologiczny”, powstały na poziomie ambulatoryjnym, skutkuje zwiększoną liczbą przyjęć do szpitali pacjentów z zaostrzoną niewydolnością serca. Z drugiej strony pamiętajmy, że wielu kardiologów pracujących w szpitalach, prowadziło lub nadal prowadzi pacjentów na respiratorach - wyjaśnia Jarosław Fedorowski.

Liczba hospitalizacji z powodu niewydolności serca. Polska na niechlubnym pierwszym miejscu

Jak dowodzi wspomniana wieloośrodkowa analiza SIRIO 6, liczba pacjentów przyjętych do szpitala z powodu niewydolności serca - od 1 stycznia 2019 do 31 grudnia 2020 roku - spadła aż o 23,4 proc., przy jednoczesnym znacznym wzroście śmiertelności pacjentów z niewydolnością serca - bez oraz z COVID-19.

- Zmniejszenie liczby hospitalizacji w okresie pandemii jest oczywiście problemem, ale nie najważniejszym. W leczeniu niewydolności serca musimy dążyć do tego, by hospitalizacja stanowiła rozwiązanie przede wszystkim w sytuacji nagłego zaostrzenia stanu pacjenta - podkreśla prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Przypomina, że w Polsce od wielu lat mamy zbyt wielu hospitalizowanych pacjentów z przewlekłą postacią niewydolnością serca (bez zaostrzeń), którzy przede wszystkim powinni być leczeni ambulatoryjnie: - Hospitalizowanie takich pacjentów jest swoistym przyznaniem się do winy i wynika ze złego systemu organizacji opieki nad chorymi z niewydolnością serca - zaznacza.

- Jeszcze przed pandemią Polska była na 1. miejscu wśród 34 krajów OECD pod względem największej liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca (511 na 100 tys. ludności). Wskaźnik ten ponad dwukrotnie przewyższa średnią wartość dla 34 krajów OECD (233 na 100 tys. ludności). Najczęstszym powodem przyjęcia pacjenta do szpitala jest wystąpienie objawów ostrej niewydolności serca wymagającej natychmiastowej interwencji medycznej - zwracają uwagę autorzy analizy SIRIO 6.

Flozyny. Co dalej dostępem do skutecznej terapii w niewydolności serca

- Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne (ESC) podkreśla, że dzięki zastosowaniu koordynowanej opieki oraz inhibitorów SGLT-2 (zwanych flozynami) możliwe jest: ograniczenie śmiertelności pacjentów z niewydolnością serca o prawie 20 proc. (redukcja śmiertelności i tzw. nadmiarowych zgonów), a także redukcja częstości hospitalizacji o 30 proc., czyli istotne odciążenie obłożenia szpitali, zwolnienie łóżek dla innych potrzebujących - wskazują kardiolodzy w analizie SIRIO 6.

- Mamy już wyraźne i mocne wytyczne ESC, aby każdy chory z niewydolnością serca z obniżoną frakcją wyrzutową był leczony czterema fundamentalnymi grupami leków, do których weszły także flozyny. Zredukuje to również ryzyko wczesnych rehospitalizacji. Są to efekty statystyczne dobrze już udokumentowane w badaniach klinicznych - mówiła wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. Małgorzata Lelonek.

Przypomnijmy, że od 2019 r. flozyny są w Polsce refundowane w leczeniu cukrzycy typu 2 u pacjentów przed włączeniem insuliny. Jednak leki te nadal nie są refundowane przez ministra zdrowia w niewydolności serca.

- Ułatwienie dostępności tych leków poprzez objęcie ich publicznym finansowaniem dla pacjentów z niewydolnością serca jest bardzo potrzebne. Jednak równie istotne będzie umożliwienie w przyszłości przepisywania tych leków przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej - podsumowuje prezes Jarosław Fedorowski.

Czytaj też:  Pielęgniarki niewydolności serca są pilnie potrzebne. Mogą już uzyskać taki certyfikat

Flozyny. To rewolucja w leczeniu. Cukrzyca, niewydolność serca i nerki

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum