Kardiolog: można prowadzić samochód po wszczepieniu kardiowertera-defibrylatora

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 09 stycznia 2020 08:39

Pacjenci z groźnymi zaburzeniami rytmu serca często pytają, czy po wszczepieniu kardiowertera-defibrylatora można prowadzić samochód. Można, a nawet trzeba - odpowiada dr hab. Michał Mazurek z Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wszczepienie takiego urządzenia ma uchronić pacjenta przed nagłym zgonem sercowym.

Fot. Fotolia

Specjalista przyznaje, że przed podjęciem decyzji o implantacji kardiowertera-defibrylatora (ICD, implantable cardioverter-defibrillator) pacjenci często mówią, że jednym z najważniejszych kryteriów jest dla nich to, czy po zabiegu będą mogli jeździć samochodem. Nie mamy jednak - dodaje - żadnych dowodów na to, że uzasadniony jest zakaz prowadzenia pojazdów przez osoby z takim implantem.

- To prawda, że wśród chorych z kardiowerterem-defibrylatorem istnieje stałe ryzyko tak zwanego "nagłego obezwładnienia", związane z możliwością wystąpienia zagrażającej życiu arytmii komorowej - przyznaje dr hab. n. med. Michał Mazurek z Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). Jej skutkiem może być tzw. niestabilność hemodynamiczna, czyli spadek ciśnienia tętniczego krwi, omdlenia, a nawet nagły zgon. A to z kolei może być przyczyną wypadku drogowego.

Ekspert PTK powołuje się jednak na badania, jakie przeprowadzono w Kanadzie. Oszacowano w nich ryzyko wyrządzenia szkody (sobie i innym) przez osobę ze schorzeniem kardiologicznym oraz implantowanym kardiowerterem-defibrylatorem. Wzięto pod uwagę m.in. czas spędzany za kierownicą, rodzaj prowadzonego samochodu (osobowy, ciężarowy), roczne ryzyko "nagłego obezwładnienia" i spowodowania groźnego wypadku.

- W oparciu o te czynniki powstał wzór matematyczny, na podstawie którego ustalono, że społecznie akceptowalne roczne ryzyko wyrządzenia szkody innym osobom przez kierowcę z kardiowerterem-defibrylatorem nie może być wyższe niż 0,005 proc. - relacjonuje Michał Mazurek. Takie ryzyko nie jest przekraczane w przypadku osób kierujących samochodem w celach prywatnych. Jeśli jednak pacjent jest kierowcą zawodowym, to nie może jeździć samochodem (tzw. może, ale jedynie prywatnie), gdyż w jego przypadku jest ono przekraczane.

Za kierowcę zawodowego uznaje się w tych wyliczeniach osoby, które rocznie pokonują więcej niż 36 tys. km lub spędzają za kierownicą ponad 720 godzin, ich pojazd waży więcej niż 1100 kg, a kierowca zarabia na życie właśnie jeżdżąc samochodem.

Dr hab. Michał Mazurek zwraca uwagę, że osoby z kardiowerterem-defibrylatorem mogą i powinny zapinać w pojeździe pasy bezpieczeństwa. W tej kwestii nie ma przeciwskazań medycznych. "Pasy zapinamy obowiązkowo - podkreśla - od tej reguły nie ma odstępstwa". Trzeba jedynie powstrzymać się od prowadzenia pojazdu przez pewien czas po zabiegu wszczepienia tego urządzenia, bo pozostaje po nim rana, która musi się zagoić.

- W pierwszym okresie, kiedy zalecamy odczekanie z prowadzeniem samochodu od jednego do trzech miesięcy (okres gojenia się rany), pacjent będzie jeździł po stronie pasażera. Pas znajdzie się więc po prawej stronie, na ramieniu - nie będzie ocierał lub w inny sposób ingerował w gojącą się ranę, która najczęściej znajduje się po stronie lewej. Później, po właściwym zagojeniu rany, pas po stronie kierowcy nie stanowi zagrożenia dla wszczepionego urządzenia, a może uratować życie w przypadku nieszczęśliwego wypadku - wyjaśnia specjalista.

Okres jednego miesiąca powstrzymania się od prowadzenia pojazdu dotyczy wszczepienia kardiowertera-defibrylatora w tzw. prewencji pierwotnej, czyli dotyczącej pacjentów, którzy nie przebyli jeszcze żadnego epizodu groźnej dla życia arytmii komorowej i nigdy nie byli reanimowani. W przypadku urządzenia wszczepionego w prewencji wtórnej (po wystąpieniu częstoskurczu komorowego lub migotania komór) zaleca się, by auta nie prowadzić przez trzy miesiące. W przypadku wymiany elektrody należy również zaniechać tego przez okres miesiąca, a po wymianie urządzenia - przez jeden tydzień.

Wszczepienie kardiowertera-defibrylatora ma uchronić pacjenta przed nagłym zgonem sercowym. Ryzyko groźnych dla życia komorowych zaburzeń rytmu serca występuje np. u chorych z ciężkim pozawałowym uszkodzeniem serca, różnymi kardiomiopatiami, genetycznie uwarunkowanymi zespołami arytmogennymi.

Urządzenie działa objawowo, tzn. doraźnie przerywa groźne dla życia komorowe zaburzenia rytmu, ale nie leczy choroby podstawowej. 

Zbigniew Wojtasiński (PAP)

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum