Kardiolodzy uspokajają: epidemia koronawirusa nie blokuje pilnego leczenia chorób serca

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2020 05:58

Eksperci zwracają uwagę, że ok. 40 proc. osób zarażonych koronawirusem to pacjenci z chorobami sercowo-naczyniowymi. Trudno więc dziwić się zaniepokojeniu chorych oczekujących, między innymi na wszczepienie stymulatora serca, gdy dowiadują się, że wykonanie u nich tego zabiegu - ze względu na epidemię SARS-CoV-2 - zostało przełożone. Czy ich obawy są uzasadnione?

Prof. Jarosław Kaźmierczak: strach przed koronawirusem nie może powodować zwlekania z wezwaniem karetki; FOT. PTWP

• Specjaliści uspokajają pacjentów, że w pilnych przypadkach leczenie interwencyjne osób z chorobami sercowo-naczyniowymi jest w Polsce realizowane.

• Obawiamy się jedynie sytuacji, w której strach przed infekcją i pobytem w szpitalu u niektórych pacjentów, m.in. z objawami zawału serca, będzie tak duży, że zbyt późno wezwą karetkę - mówi prof. Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii.

• Kardiolodzy wskazują, że w obecnie dla części ich pacjentów korzystne jest przeczekanie szczytu zakażeń koronawirusem i unikanie - jeśli jest to możliwe - hospitalizacji.

 

Rynek Zdrowia: - Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego opublikowała zalecenia dotyczące postępowania u pacjentów z elektronicznymi urządzeniami wszczepialnymi na czas epidemii COVID-19, a także wśród osób oczekujących na takie zabiegi. Czy ta grupa pacjentów może być spokojna, jeśli chodzi o dostęp do terapii, w tym trudnym - także dla ośrodków medycznych - okresie?

Prof. Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, kierownik Kliniki Kardiologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego: - Nie dotarły na razie do mnie żadne sygnały o problemach z dostępem pacjentów do świadczeń w zakresie elektroterapii, w tym między innymi wszczepiania stymulatorów serca czy kardiowerterów-defibrylatorów.

Zacznijmy jednak od tego, że mamy kilka grup pacjentów, którym wszczepiamy tego typu urządzenia. Pierwszą grupę stanowią osoby z groźnymi zaburzeniami rytmu (u których już zostały one zarejestrowane). Natomiast druga grupa pacjentów to ci, którzy są obarczeni wysokim ryzykiem tego rodzaju zaburzeń, w tym między innymi osoby po zawałach lub innych chorobach serca, cierpiący na niewydolność. Z badań wynika, że w tej drugiej grupie średnio w ciągu dwóch lat u ok. 50 proc. pacjentów wystąpią groźne dla życia zaburzenia rytmu serca.

Ta pierwsza grupa chorych (osoby, u których wystąpiły już groźne zaburzenia rytmu serca) objęta jest wskazaniami profilaktyki wtórnej - implantacją elektronicznych urządzeń. Tych pacjentów w żadnym zakresie nie dotyczy wstrzymanie lub przełożenie terminu zabiegu z powodu epidemii koronawirusa i wszystkie takie świadczenia u tych chorych wykonywane są na bieżąco. Kilka dni temu przeprowadzałem tego rodzaju zabieg w naszej klinice.

Jedynym powodem opóźniającym przeprowadzenie zabiegu jest stwierdzenie u pacjenta zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Dotychczas jednak nie mieliśmy w tej grupie przypadków takiej infekcji. Ale nawet, gdyby tak się zdarzyło, wówczas chory trafi na oddział zakaźny szpitala, gdzie będzie odpowiednio monitorowany. Po ustąpieniu choroby wywołanej zarażeniem koronawirusem, zostanie poddany zabiegowi elektroterapii.

Oczywiście bardzo dokładnie, ze zdwojoną uwagą obserwujemy także pacjentów w tej drugiej grupie, których dotyczy wspomniane wysokie ryzyko wystąpienia groźnych arytmii. Są to pacjenci ze wskazaniami do profilaktyki pierwotnej, kwalifikowani do zabiegów planowych. W tych przypadkach oczekiwanie do 2-3 miesięcy na zabieg implantacji urządzenia jest absolutnie bezpieczne.

Co więcej, w obecnej sytuacji dla tych pacjentów korzystne jest przeczekanie szczytu zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 i unikanie - jeśli jest to możliwe - hospitalizacji. Jeśli jednak uznamy, że wśród tych pacjentów ryzyko groźnych dla życia zaburzeń rytmu jest bardzo wysokie, również w ich przypadku nie zwlekamy z przeprowadzeniem zabiegu.

Czytaj także: Zalecenia dla pacjentów ze stymulatorami serca na czas epidemii COVID-19

RZ: - Wskazania do implantacji urządzeń wspomagających pracę serca dotyczą więc dość zróżnicowanej grupy pacjentów?
J.K.: - Osoby ze wskazaniami do wszczepienia stymulatora także możemy podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczamy pacjentów z tzw. wskazaniami twardymi, m.in. z blokiem przedsionkowo-komorowym trzeciego stopnia, gdyż serce pracuję wtedy bardzo powoli (25-30 uderzeń na minutę) lub z tak poważnymi objawami, jak utrata przytomności. To chorzy, u których wszczepienie stymulatora należy wykonać w trybie pilnym.

Jest jednak również grupa pacjentów ze wskazaniami „miękkimi”, które nie są aż tak ostre i pilne. Objawy takie jak zasłabnięcia, niewielkie zwolnienie rytmu, czy niskie tolerowanie wysiłku są oczywiście dla tych osób uciążliwe i też wymagają leczenia stymulacją, jednak beż żadnego zagrożenia dla zdrowia i życia można w takich przypadkach nieco opóźnić wykonanie zabiegu.

Wracając do pacjentów kardiologicznych z już wszczepionymi urządzeniami elektronicznymi - z czasem, co jest oczywiste - wymagają one wymiany baterii. Szacujemy, że ok. 30-40% zabiegów elektroterapii dotyczy właśnie wymiany urządzeń na nowe. Terminów tych zabiegów, wcześniej zaplanowanych zgodnie z monitorowanym stanem zużycia urządzenia, również nie odkładamy.

RZ: - Czy inni pacjenci kardiologiczni, między innymi wymagający interwencyjnego leczenia zawału serca i ostrych zespołów wieńcowych, też mogą być spokojni o przebieg terapii w czasie epidemii koronawirusa?
J.K.: - Mamy odpowiednie zalecenia w tym zakresie, jednoznacznie wskazujące, że wszystkie tzw. ostre przypadki kardiologiczne, w tym ostre zespoły wieńcowe czy zawały serca, muszę być leczone bez zbędnej zwłoki.

Są też procedury postępowania dotyczącego pacjentów z podejrzeniem zakażenia koronawirusem lub już zakażonych tym patogenem, ale zarazem wymagających leczenia kardiologicznego, np. w przypadku zawału serca. Taka osoba od razu powinna trafić do szpitala z oddziałem zakaźnym, który w swojej strukturze ma także kardiologię. W każdym województwie działa przynajmniej jeden taki ośrodek.

Tak naprawdę obawiamy się jedynie sytuacji, w której strach przed infekcją i pobytem w szpitalu u niektórych pacjentów m.in. z objawami zawału serca, będzie tak duży, że zbyt późno wezwą karetkę lub w ogóle nie zadzwonią na pogotowie. Próba „przeczekania” w domu objawów kardiologicznych może okazać się tragiczna w skutkach.

RZ: - 27 marca zamknięto oddział kardiologiczny Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kaliszu. Kwarantanną objęto znajdujących się na oddziale 20 osób, w tym 13 pacjentów. Wirus SARS-CoV-2 wykryto u kardiologa, konsultującego pacjenta szpitala, który zmarł na COVID-19. Takie sytuacje mogą się powtarzać.
J.K.: - Może się zdarzyć, że oddział kardiologii zostanie czasowo zamknięty także w sytuacji, gdy trafi tam pacjent już zakażony koronawirusem. Tu również chcę uspokoić pacjentów. Personel oddziałów kardiologii interwencyjnej jest przygotowany na takie przypadki. Korzystamy wówczas ze specjalnych kombinezonów, masek i przyłbic.

Mamy też opracowaną drogę pacjenta kardiologicznego w szpitalu, aby ograniczyć liczbę osób mających z nim kontakt. Natomiast po zabiegu pacjent trafia do osobnej, wydzielonej sali, w której czeka na wynik testu na obecniość koronawirusa SARS-CoV-2.

Jeżeli wynik testu okaże się dodatni, chory zostanie przewieziony do szpitala zakaźnego, a jeśli ujemny - pacjent pozostanie na oddziale kardiologii.


***

Stanowisko Sekcji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego

Publikujemy poniżej fragmenty stanowiska Sekcji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące zaleceń postępowania w dobie epidemii COVID-19 dla pacjentów z niewydolnością serca i pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi.

• Wiemy, że ok. 40% osób zarażonych koronawirusem stanowią pacjenci z chorobami sercowo-naczyniowymi (głównie niewydolnością serca i nadciśnieniem tętniczym). Populacja chorych z niewydolnością serca to głównie ludzie starsi. Dostępne dane wykazują, że starszy wiek jest jednym z ważniejszych czynników ryzyka zwiększonej zachorowalności na COVID-19 jak i zgonu.

• Sekcja Niewydolności Serca dementuje nieprawdziwe pojawiające się w mediach informacje, że leki kardiologiczne powodują pogorszenie przebiegu infekcji COVID-19. Nie ma żadnych badań, które mogłyby potwierdzać tę tezę. Stanowisko Sekcji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podobnie jak Amerykańskich czy Europejskich Ekspertów jest jednoznaczne - pacjenci powinni stosować dotychczasowe leczenie zgodnie z zaleceniami lekarza.

Wizyty kontrolne odbywają się w systemie telefonicznym. Lekarze wystawiają e-recepty. Jednak, gdy pojawią się u pacjenta niepokojące, nasilone objawy związane z układem sercowo-naczyniowym, należy niezwłocznie skontaktować się z poradnią kardiologiczną, która wyda odpowiednie zalecenia.

• W ramach obecnych możliwości, realizowany jest także program inwazyjnego leczenia niewydolności serca - wszczepienia urządzeń do elektroterapii, przeszczepów serca, czy implantacji urządzeń wspomagających pracę serca.

• Chcielibyśmy uspokoić i podkreślić, że pilne interwencje są stale realizowane, a potrzebujący pacjenci są otoczeni niezbędną opieką.

Pełna treść stanowiska: http://www.niewydolnosc-serca.pl/covid19.html

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum