Kardiolodzy: skuteczne leczenie wymaga nakładów i dostępu do nowych terapii

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 25 kwietnia 2018 18:02

Kompleksowa opieka nad chorymi z niewydolnością serca czy dostęp do nowych leków i procedur, zwłaszcza dla osób z wadami zastawkowymi serca - to jedne z głównych wyzwań kardiologii w Polsce. Na ich realizację potrzebne są większe nakłady - oceniają eksperci.

Prof. Adam Witkowski, prezes elekt PTK; FOT. PTWP

Specjaliści w dziedzinie kardiologii mówili o tym w środę w Warszawie, podczas XXII Warsztatów Kardiologii Interwencyjnej (WCCI 2018), nad którymi patronat medialny objęła Polska Agencja Prasowa.

Główna przyczyna zgonów
Prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK) prof. Adam Witkowski przypomniał, że zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i minister zdrowia Łukasz Szumowski zapowiedzieli wprowadzenie narodowego programu dotyczącego zdrowia serca i naczyń.

- Ten program jest bardzo ważny z uwagi na to, że choroby układu sercowo-naczyniowego nadal stanowią główną przyczynę zgonów w Polsce, wyprzedzając wszystkie inne. To są przede wszystkim zawały serca i udary mózgu - powiedział.

Podkreślił, że dla zwiększenia skuteczności leczenia ostrego udaru niedokrwiennego mózgu kardiolodzy postulują stworzenie podobnej sieci interwencyjnego leczenia, jaka istnieje dla chorych z ostrym zawałem serca. Byłaby ona zresztą oparta o działającą bardzo dobrze sieć pracowni hemodynamicznych, które zajmują się interwencyjnym leczeniem zawału 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Chodzi tu o inwazyjne leczenie udaru poprzez mechaniczne udrażnianie tętnic, które doprowadzają krew do mózgu, a zostały zablokowane przez zakrzep czy zator z blaszki miażdżycowej (tzw. trombektomia mechaniczna).

- Jesteśmy przygotowani - jako kardiolodzy interwencyjni wraz z angiologami i chirurgami naczyniowymi - do pełnienia dyżuru 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodni - zapewnił prof. Wojciech Wojakowski przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych PTK.

Kardiolodzy nie chcą przejąć leczenia udaru, ale...
Jak wyjaśnił prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Centralnego Szpitala MSW w Warszawie, kardiolodzy nie chcą przejąć leczenia udaru mózgu w Polsce. - Neurolodzy muszą tym dowodzić. (...) Ale my swoimi rękami i w naszych pracowniach możemy zwiększyć efektywność tego systemu. To znacznie ułatwi i przyspieszy stworzenie efektywnego systemu leczenia ostrego niedokrwiennego udaru mózgu - tłumaczył.

Dodał, że dzięki temu nie trzeba będzie tworzyć zupełnie nowych ośrodków i zatrudniać nowych kadr. - Prace nad tym programem trwają ponad dwa lata i najwyższa pora, został on wdrożony, bo każdego miesiąca młodzi, sprawni do momentu udaru ludzie tracą szansę na leczenie w sposób skuteczny i najbardziej efektywny" - mówił. W jego opinii bez wykorzystania potencjału kardiologów inwazyjnych, angiologów i chirurgów naczyniowych, rozwój tego programu potrwa co najmniej 10 lat.

Według prof. Witkowskiego niezwykle istotne jest również wdrożenie w Polsce kompleksowej i koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca - na podobieństwo programu KOS-zawał, który ruszył w październiku 2017 r. - Niewydolność serca to jest prawdziwa epidemią w Polsce - dotyczy ponad miliona osób - podkreślił kardiolog.

Program pilotażowy dotyczący niewydolności serca
W ocenie prof. Gila program opieki kompleksowej nad tymi chorymi pozwoli ich skutecznie leczyć, zmniejszyć liczbę pobytów w szpitalu i wydłużyć im życie. Jak poinformował, PTK przygotowało pilotażowy program takiej kompleksowej opieki, który do końca roku powinien ruszyć w 4-5 ośrodkach w kraju. Obecnie trwają na ten temat dyskusje z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ).

- Jeżeli ten pilotaż zda egzamin, to mamy nie tylko nadzieję, ale i zapewnienie, że w 2019 r. program opieki kompleksowej dla pacjentów z niewydolnością serca miałby szansę zostać wdrożony w Polsce - powiedział prof. Gil.

Eksperci podkreślali, że nakłady na te rozwiązania powinny się znaleźć, ponieważ finansowanie procedur w kardiologii inwazyjnej zostało w ostatnim czasie istotnie zmniejszone, ze względu na obniżenie wycen procedur i świadczeń.

- Jesteśmy przekonani, że trzeba wrócić do rozmowy o finansowaniu kardiologii interwencyjnej - która została pozbawiona dużych sum pieniędzy - nie dlatego, żeby zwiększać ilość zabiegów, ale żeby poprawiać jakość leczenia i dostosować ją do jakości europejskiej i światowej - powiedział prof. Wojakowski.

Dzięki zwiększeniu nakładów na tę dziedzinę możliwe byłoby np. szersze stosowanie nowoczesnych procedur interwencyjnych, które są zalecane przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne (ESC) - takich jak nieoperacyjne, przezskórne metody leczenia osób z wadami zastawkowymi serca, w tym z niedomykalnością zastawki mitralnej.

Obciążeni chorobami współistniejącymi
Jak tłumaczył prof. Wojakowski, problem dotyczy pacjentów obciążonych chorobami współistniejącymi, często po poprzednich operacjach serca, którzy mają przeciwwskazania do zabiegu operacyjnego. "Obecnie możliwe jest naprawianie zastawek metodą mniej inwazyjną, przez nakłucie żyły" - wyjaśnił kardiolog. Zaznaczył, że technologie te są dosyć drogie, natomiast pacjenci z grup bardziej zagrożonych powikłaniami odnoszą z nich dużą korzyść. Zdaniem specjalisty Polska nie może pozostawać w tyle z wdrażaniem tych metod tylko ze względów finansowych.

"Żeby kardiologia interwencyjna mogła spełniać swoją rolę, żebyśmy mogli leczyć pacjentów skutecznie i bezpiecznie, zgodnie z obowiązującą wiedzą, opartą o rekomendacje towarzystw naukowych, potrzebujemy więcej pieniędzy" - podsumował prof. Wojakowski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum