KARDIOLOGIA

Terapie, profilaktyka, badania. Najnowsze doniesienia medyczne

  • PARTNER SERWISUpartner serwisu
  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Choroby układu krążenia zabijają w Polsce najczęściej. "Za 20 lat będzie jeszcze gorzej"

LUIZA JAKUBIAK • Źródło: RYNEK ZDROWIA

Choroby układu krążenia zabijają w Polsce najczęściej. "Za 20 lat będzie jeszcze gorzej"
Powinniśmy większy nacisk kłaść na prewencję chorób układu krążenia - uważają eksperci Fot. ShutterStock

Choroby układu krążenia są dzisiaj największym zabójcą w Polsce. Ogromne środki przeznaczamy na ich leczenie zamiast na prewencję. Czy bilanse dzieci są uczciwie robione - pyta ekspert.

Dodano: 25 grudnia 2022, 07:00
  • W Polsce największym zabójcą są choroby układu krążenia. Umiera na nie nawet 45 proc. populacji
  • - Niestety ten niekorzystny trend narasta z roku na rok - mówił prof. prof. Robert J. Gil podczas spotkania "Kardiologia dla pokoleń",
  • Za 20 lat będzie jeszcze gorzej – dodawała prof. Anna Fijałkowska
    - W Polsce rocznie rodzi się około 3 tysiące noworodków z wadami wrodzonymi serca, z czego około 90 procent rozpoznaje się prenatalnie - podawała dr Maria Miszczak-Knecht
  • W tym roku wykonano w Polsce ok. 2 tys. zabiegów interwencyjnymi u dzieci z wadami wrodzonymi – podkreślał prof. Tomasz Moszura

Choroby układu krążenia zabijają w Polsce najczęściej. "Za 20 lat będzie jeszcze gorzej"

- Jeżeli w 2020 roku mówimy o nadumieralności w Polsce, która przekraczała 100 tys. zgonów, to niecałą połową z nich można było obarczyć COVID-19. W 2021 roku mieliśmy już 150 tys. zgonów, z których niecałe 100 tys. to COVID-19. Pozostałe przyczyny zgonów to choroby współtowarzyszące. A wśród nich najwięcej na choroby układu krążenia – 35 procent - wyliczał prof. Robert J. Gil, prezes Elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kierownik Kliniki Kardiologii, CSK MSWiA w Warszawie.

Na drugim miejscu są nowotwory – 23 procent.

Z danych europejskich wynika, że polskie dane nie są pełne, bo tej statystyce "uciekają" udary. Jeśli je połączymy, to dane wskazują, że choroby układu sercowo-naczyniowego są przyczyną zgonów u ponad 45 procent polskiej populacji. Zatem kilerem nr 1 w naszym kraju są choroby układu krążenia.

Niestety ten niekorzystny trend narasta z roku na rok. - Pandemia niewydolności serca, wiążąca się z ogromnymi wydatkami finansowymi, to efekt naszej skuteczności leczenia ostrych stanów kardiologicznych. Ratujemy pacjentów z zawałów, z niewydolności serca, leczymy zastawki. Poprzez to powstaje armia ludzi chorych, kosztownych, którzy w swojej drodze życiowej wchodzą na ścieżkę niewydolności serca i są ogromnym obciążeniem dla systemu – mówił prof. Gil.

Jeśli spojrzymy na dane dotyczące hospitalizacji z powodu niewydolności serca, biorąc średnią krajów europejskich – mamy 233 przypadki na 100 tys. populacji. W Polsce jest to ponad dwa razy więcej. To oznacza, że pacjenci nie są optymalnie leczeni.

- Za 20 lat będzie jeszcze gorzej – mówiła prof. Anna Fijałkowska, zastępca dyrektora ds. nauki, Kierownik Zakładu Kardiologii w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

Na dowód przytoczyła dane z badania, które przeprowadził Instytut Matki i Dziecka, w końcówce 2021 roku na grupie ponad 2000 dzieci w wieku 8 lat, w ramach projektu regionu europejskiego WHO. Porównywano sytuację w okresie post COVID-19 vs 2018 rok.

- Nadwaga i otyłość wśród 8 latków to 32 procent, wśród samych chłopców – 35 procent. Sama otyłość: prawie 20 procent u chłopców. Co piąty 8 latek jest otyły. To będzie olbrzymia rzesza dzieci, które będą musiały wejść do systemu opieki zdrowotnej, bo powinny mieć zdiagnozowaną przyczynę otyłości – wymieniła prof. Fijałkowska.

- Ponad 40 proc. rodziców tych dzieci zadeklarowało, że ich pociechy spędzają przy monitorze więcej czasu niż przed pandemią, w celach niezwiązanych z edukacją. Jedna piąta z nich częściej sięga po słodkie przekąski i prawie 15 procent po słone przekąski. 20 procent chłopców miało nieprawidłowe skurczowe ciśnienie krwi w czasie tego badania. To nie jest jeszcze rozpoznanie nadciśnienia tętniczego, ale to pokazuje pewien trend. W 2018 roku było gorzej niż w 2016, ale teraz jest gorzej niż w 2018 – podkreślała.

W ocenie ekspert, kiedy ta grupa – dzisiaj dzieci, jutro dorosłych - wejdzie w rynek pracy i zacznie mieć jawno kliniczne choroby układu sercowo-naczyniowego, sytuacja w systemie będzie bardzo zła.

Czy bilanse zdrowia dzieci są uczciwie robione?

Jak mówił prof. Gil, 70 procent przypadków niewydolności serca ma związek z chorobą wieńcową. Co oznacza, że wcześniej rozpoznając, lecząc skuteczniej farmakologicznie, nie doprowadzając do stanów krytycznych, możemy być bardziej skuteczni. Dlaczego tak się nie dzieje?

- Właściwie w przypadku osób do 50 roku życia wydatki na ochronę zdrowia są prawie żadne. Powyżej 50 roku życia wykres idzie ostro do góry, wydajemy wtedy na leczenie ogromne pieniądze, przekraczające co najmniej 6-krotnie sumy wyjściowe. Pytanie, czy to mądre postępowanie? Czy nie zauważając tego okresu młodego, koncentrując się na diagnostyce tylko chorych dzieci i lecząc je z ciężkich zachorowań, nie tracimy szansy? Pytanie, co z bilansami, czy one są uczciwie robione i czy ktoś bierze pod uwagę te bilanse przygotowując monitorowanie zdrowotności młodego pokolenia? Czy wychwytuje się dzieci o największym zagrożeniu m.in. sercowo-naczyniowym po to, by uprzedzać pewne fakty, a nie reagować, gdy już przekroczą 40 rok życia, zaczną mieć problemy i gwarantowany zawał w wieku 60 lat? Czy nie powinniśmy tych środków przenosić na wcześniejsze lata, kłaść większego nacisku na prewencję? – pytał ekspert.

- Nie mamy danych, jak przygotowywane są bilanse i jak prowadzone. Wiemy oczywiście, jakie punkty powinny być badane, w którym wieku, na którym bilansie, ale nie ma nadzoru wykonania. To pierwszy problem – mówiła dr Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa ds. kardiologii dziecięcej.

- Po drugie, widzimy z badań wykonanych w Centrum Zdrowia Dziecka w ramach międzynarodowego programu CHOP (Child Obesity Programme), że za rozwój nadciśnienia, czyli pierwszego etapu choroby układu sercowo-naczyniowego, nie zawsze odpowiada otyłość. U niektórych pacjentów dochodzi do powstania czynników zapalnych, które później tak wpłyną na układ naczyniowy, że będą dawały większą predyspozycję do chorób układu sercowo-naczyniowego. Umiemy dzisiaj rozpoznawać te czynniki, ale nie jest to jeszcze na takim etapie, byśmy mogli dzisiaj je wprowadzić jako badania skriningowe do bilansów. Po stronie kardiologów leży dopracowanie tego elementu - wyjaśniła ekspert.

Kolejna kwestia jest taka, że w obecnie wykonywanych bilansach nie ma pomiarów gospodarki tłuszczowej z krwi, które są na przykład zalecane w USA w zależności od grupy ryzyka nawet już u kilkuletnich dzieci, zgodnie z zaleceniami amerykańskich towarzystw naukowych.

Pacjenci rosną razem ze swoimi lekarzami

Eksperci zwrócili też uwagę na zjawisko, które jeszcze do niedawna było marginalne, a dzięki postępowi w medycynie staje się częstsze, czyli przechodzenia pacjentów małoletnich w wiek dorosłych, którzy wymagają kontynuacji opieki w ośrodkach dla dorosłych.

Jak mówiła dr Miszczak-Knecht, w Polsce rocznie rodzi się około 3 tysiące noworodków z wadami wrodzonymi serca, z czego około 90 procent rozpoznaje się prenatalnie. Zmieniła się przeżywalność dzieci z wadami wrodzonymi serca, w tym z ciężką wadą z 2 do 23 lat, również w lepszej jakości życia.

- Dzięki dobrej opiece ci pacjenci rosną razem z lekarzami. Mamy zróżnicowaną grupę pacjentów, od małych po młodocianych, już po 18 roku życia. W tym roku wykonano w Polsce ok. 2 tys. zabiegów interwencyjnymi u dzieci z wadami wrodzonymi. Mają kilkaset gramów, są wielkości dłoni i są skutecznie leczone – podkreślał prof. Tomasz Moszura, przewodniczący Sekcji Kardiologii Dziecięcej PTK.

Jak dodał, część zabiegów wykonuje się według schematu „zrób i zapomnij”. To jednorazowe zabiegi, jak zamknięcie ubytku przedsionkowego czy przewodu tętniczego. Ale część chorych z wadami serca wymaga wieloletniej kontynuacji opieki po zabiegu. Mogą to być przypadki redylatacji implantowanych uprzednio stentów, czyli poszerzenia w miarę rozwoju dziecka, czy interwencji po restenozie, czyli zwężeniu lub zamknięciu implantowanego stentu.

Tacy pacjenci trafiają pod opiekę ośrodków dla dorosłych. Na dziś jest to już około 100 tys. chorych.

Wypowiedzi zarejestrowane podczas spotkania "Kardiologia dla pokoleń", zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne i Fundację Instytut Świadomości (Warszawa, 19 grudnia 2022r.).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    POLECAMY W PORTALU