Z ankiet wyłonił się przykry obraz wizyty ginekologicznej - dla wielu kobiet to zło konieczne

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 26 kwietnia 2014 08:17

W poufnej ankiecie przeprowadzonej w ramach Kampanii na rzecz dobrej opieki ginekologicznej ''Bezpieczny fotel?'' 2501 dziewcząt i kobiet odpowiedziało na pytania dotyczące wizyt ginekologicznych. Z analizy odpowiedzi powstał raport, który w ocenie pomysłodawców kampanii - Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton", pozwoli na diagnozę problemów, a w konsekwencji zmianę obowiązujących praktyk.

Jak wynika z raportu ponad 74 proc. badanych (1852 osoby) stanowiły osoby deklarujące regularne wizyty ginekologiczne. Najczęstszym powodem pójścia na wizytę do ginekologa/ginekolożki była troska o własne zdrowie - 38,7 proc. odpowiedzi. Niestety, prawie 25 proc. grupy traktuje wizytę jako ''zło konieczne'', a u 12 proc. budzi ona wstyd.

Nietaktowny jak... ginekolog?
Alarmujące jest także to, że aż 16 proc. osób w ogóle jej unika. W opinii ankietowanych najważniejsze podczas wizyty jest to, by lekarz/lekarka wyczerpująco odpowiadał/a na wszelkie pytania - wskazało na to 80,4 proc. ankietowanych, wypisał/a skierowanie i/lub wykonał/a potrzebne badania - 78,1 proc. odpowiedzi.

Dla kobiet ważne jest, by lekarz/lekarka był/a delikatny/a podczas badania na fotelu ginekologicznym - tak uznało 79,4 proc. ankietowanych. Równie istotne jest, by ginekolog/ginekolożka nie wygłaszał/a komentarzy dotyczących życiowych decyzji pacjentek - to opinia 68,7 proc. pytanych pań.

Jak wskazują autorzy raportu, z opisu przeżyć pacjentek przytoczonych w ankietach wyłania się niepokojący obraz. Lekarze/lekarki wykazują się protekcjonalnością, wygłaszają komentarze upokarzające pacjentki.

Przykłady:

- ''Pani doktor podczas pierwszej wizyty (16 lat) wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że omdlenia i krwotoki są normalne, a ja pewnie przesadzam, bo chcę się seksić i po tabletki przyszłam'';
- ''Lekarz był nietaktowny, a dodatkowo zlecił, żebym przed następną wizytą napiła się alkoholu, to będę bardziej rozluźniona'';
- ''Co pani się tak boi? Ktoś panią zgwałcił?''.

Więcej empatii proszę
Małgorzata Kot z Grupy Edukatorów Seksualnych "Ponton", współautorka raportu, przyznaje, że analizujących ankiety w historiach przytaczanych przez kobiety zaskoczyło, że lekarze i lekarki nie obawiają się kierować tak negatywnych komentarzy w kierunku pacjentek.

- Brak im empatii i zrozumienia, że wizyta ginekologiczna jest stresująca, zwłaszcza dla młodych dziewczyn. Pozwalają sobie za to na komentarze właśnie typu ''chce się seksić i przyszła po tabletki'', albo odmawiają wpuszczenia do gabinetu pacjentki, która potrzebowała recepty na antykoncepcję awaryjną, komentując „trzeba było myśleć wcześniej” - mówi Rynkowi Zdrowia Małgorzata Kot.

W jej opinii smutnym jest fakt, że tak właśnie potrafią zachować się ginekolodzy i ginekolożki - specjaliści, dla których najważniejszą wartością powinno być dobro i zdrowie pacjentek.

- Nie myślą o tym, iż ich krzywdzące opinie dotyczące życia prywatnego, czy komentarze typu ''czego się pani tak boi, ktoś panią zgwałcił?'', mogą spowodować, że wizyta będzie dla dziewczyny traumą i w konsekwencji ta osoba nie pójdzie więcej na wizytę ginekologiczną, albo zjawi się w gabinecie w ostateczności - dodaje współautorka raportu.

"AIDS nam nie grozi"
Jak wskazuje, drugim zdumiewającym problemem, który wyłonił się z analizy ankiet, były odmowy wykonywania badań, w tym tak podstawowych jak badanie piersi. Raport podaje, że ginekolodzy/ginekolożki odmawiali/ły pacjentkom wykonania badania krwi, hormonów, moczu - 8,5 proc. odpowiedzi) oraz cytologii czy badania piersi - 5,7 proc.

- Zdarza się, że od ginekologa pacjentki słyszą: ''pani to sobie wygoogla'' lub ''proszę, tu jest ulotka''. W innym przypadku, po 3 latach stosowania antykoncepcji hormonalnej bez żadnych badań, kobieta prosi o skierowanie, a lekarka stwierdza: ''A czy pani źle się czuje, że chce pani badania robić?”.

Inny lekarz odmawia zlecenia badania na występowanie chorób przenoszonych drogą płciową przekonując: ''Nie jesteśmy w Afryce i AIDS nam nie grozi''. Można tu mówić nie tylko o braku odpowiedniego podejścia, ale też o niewiedzy lekarzy - zwraca uwagę Małgorzata Kot.

Jak podkreśla, przygotowując raport Grupa Edukatorów Seksualnych "Ponton" chciała zwrócić uwagę Ministerstwa Zdrowia, na braki w odpowiednim kształceniu ginekologów i ginekolożek.

- Na ponad 5 tysięcy godzin zajęć studenci i studentki mają jedynie 30 godzin psychologii. Na dodatek nie skupia się na podejściu do pacjentek i empatii, a na asertywności lekarzy. Zależało nam też, by wskazać, że na nic się zdadzą akcje profilaktyczne, jeśli nie nauczymy młodych dziewczyn, by dbały o swoje zdrowie, by zdobywały wiedzę o swojej fizjologii, zmianach zachodzących w ich ciałach, by wiedziały jak ważna jest opieka ginekologiczna - mówi.

Obowiązują już inne standardy
Dr Wojciech Puzyna, ginekolog i położnik, prezes Centrum Medycznego "Żelazna" w Warszawie spytany przez Rynek Zdrowia, czy spotkał się z tym, by ginekolodzy w cytowany przez raport sposób zwracali się do pacjentek, mówi, że owszem, spotkał się.

- Kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu to było powszechne. Nie wszyscy zauważyli, że świat, medycyna i standardy komunikacji są obecnie zupełnie inne - mówi.

Podobnie ocenia zdarzenia dotyczące odmowy zlecenia lub wykonania badań przez ginekologów.

- To także "zaszłość" . Dawniej diagnostyczne badania laboratoryjne były mniej dostępne i wielu lekarzy zatrzymało się na tym etapie. Długo także nie było wiadomo, kto ma się zajmować piersiami - ginekolog czy chirurg - wyjaśnia dr Puzyna.

Zgadza się, że w procesie kształcenia ginekologów powinno kłaść się większy nacisk na zajęcia psychologiczne i z komunikacji z pacjentkami. Nie tylko zresztą na studiach medycznych.

- W Centrum Medycznym "Żelazna" w ubiegłym roku przeprowadzono serię takich zajęć dla personelu lekarskiego. W tym roku szkolenia z komunikacji z pacjentem zostaną zorganizowane dla położnych i pielęgniarek. Odrębnym tematem jest pytanie czy specjalizację medyczną powinno się uzyskiwać raz na całe życie, czy wznawiać, poprzez zdawanie egzaminów, co kilka lat - podsumowuje prezes Centrum Medycznego ''Żelazna''.

Bez komentarza
Komentując wyniki raportu w mediach ginekolog dr Grzegorz Południewski przyznaje, że o tym, co kobiety pisały w ankietach słyszy od pacjentek.

- Brak profesjonalizmu lekarzy wynika z tego, że nie wczuwają się w rolę pacjentek, szczególnie tych nastoletnich, która trafiają do gabinetów głównie w sytuacji wymuszonej. A nawet jeśli pacjentka przychodzi tylko po antykoncepcję, to jest to jej sprawa i nie ma powodu, by ginekolog to komentował - wskazuje dr Południewski.

W jego opinii, lekarze mają czasami tendencję do paternalistycznego podejścia do rzeczywistości, mówiąc co jest jedynie słuszne i najlepsze dla pacjenta.

- To dawne czasy. Ludzie mają prawo wyboru. Jako profesjonaliści powinniśmy się dostosować do tych wyborów, a nie komentować czyjąś moralność czy wybory. Środowisko lekarskie powinno uznawać takie zachowania za niewłaściwe - uważa ginekolog.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum