• GINEKOLOGIA I POŁOŻNICTWO

  • Start

W wielu szpitalach poród bez bólu to wciąż fikcja

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 04 września 2017 05:55

Od momentu wprowadzenia w życie przez NFZ dodatkowego finansowania kosztów znieczulenia zewnątrzoponowego szpitale wykonują trzy razy więcej znieczuleń do porodu. Niestety na mapie Polski nadal są białe plamy - miejsca, gdzie kobieta z takiego znieczulenia nie może skorzystać.

W wielu szpitalach poród bez bólu to wciąż fikcja
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Sylwia Wądrzyk, p.o. dyrektora Biura Komunikacji Społecznej, rzecznik prasowy NFZ, w piśmie przesłanym do redakcji Rynku Zdrowia przypomina, że NFZ od 1 lipca 2015 r. finansuje koszty dodatkowe znieczulenia zewnątrzoponowego do porodu.

- Wartość tego świadczenia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wyceniła na 8 punktów, czyli ok 416 zł. Znieczulenia, tak jak same porody, należą do świadczeń nielimitowanych, co oznacza, że Fundusz płaci za wszystkie wykonane procedury - podkreśla rzecznik.

W liście czytamy również, że od początku tego roku w szpitalach wykonano ponad 11 tys. znieczuleń. Najwięcej w oddziale mazowieckim - 3 983, małopolskim - 1 928, łódzkim - 1 043, i w podlaskim - 503. Oznacza to trzykrotny wzrost w porównaniu do średniej miesięcznej wykonywanych znieczuleń w okresie przed wprowadzeniem dodatkowego finansowania.

Dla porównania po zapewnieniu dodatkowych środków za znieczulenie, czyli od 1 lipca 2015 roku, wykonano 9 955 znieczuleń, a w 2016 roku - 20 698.

Dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego przy porodzie nie jest jednak wszędzie taki sam. Z danych NFZ wynika, że znieczulenie przy porodach najrzadziej jest wykonywane w lecznicach w województwie lubuskim. W tym roku takie świadczenie otrzymało tam zaledwie 15 pacjentek. Średnia nie poprawiła się od lipca 2015 r., czyli od momentu wprowadzenia przez NFZ dodatkowego finansowania.

Najgorzej w szpitalach powiatowych
Brak dostępu do tej usługi wiąże się także ze stopniem referencyjności szpitali. Jak wyjaśnia dr n. społ. Antonina Doroszewska, jedna z autorek raportu pt. "Medykalizacja porodu w Polsce", wykonanego na zlecenie Fundacji Rodzić Po Ludzku, połowa szpitali deklaruje, że znieczulenie (zewnątrzoponowe) jest dostępne, ale warto zwrócić uwagę, że jest ono dostępne tylko w co trzecim szpitalu I stopnia referencyjności i w 83 proc. szpitali III stopnia referencyjności.

Spostrzeżenie to potwierdza Joanna Pietrusiewicz z Fundacji Rodzić Po Ludzku, która wyjaśnia, że napływa do nich niezliczona ilość skarg od rodzących, które miały utrudniony dostęp do tej usługi.

Jako przyczyny braku dostępu kobiety podają brak anestezjologów, a nie jak to było przed wprowadzeniem płatności za usługę, dobrą wolę lekarza.

- W niektórych skargach kobiety zwracają uwagę na fakt, iż anestezjolog jest dostępny na porodówce tylko w godzinach pracy urzędnika, czyli pomiędzy 9 a 15, w innych, że pracuje jedynie w dni robocze, jeszcze w innych, że w wybrane losowo dni. Wiadomo jednak, że poród zwykle trwa kilkanaście godzin, zwłaszcza u pierworódki i często kończy się w godzinach nocnych. W tej sytuacji kobiety nie mają gwarancji, że będą mogły skorzystać z przysługującego im prawa do porodu bez bólu - podkreśla Pietrusiewicz.

Jej zdaniem mamy więc obecnie patową sytuację. Z jednej strony Ministerstwo Zdrowia i NFZ wyjaśniają, że znieczulenie do porodu jest dostępne w Polsce dla każdej rodzącej o ile nie ma przeciwskazań. Usługa te bowiem jest finansowana z pieniędzy publicznych. W praktyce jednak to znieczulenie jest po prostu niemożliwe w wielu miejscach. Wiele małych szpitali, gdzie liczba porodów nie jest duża, nie stać bowiem na zatrudnienie anestezjologa, który jest przeznaczony tylko i wyłącznie do opieki nad kobietą rodzącą.

Potwierdza to prof. Radosław Owczuk, krajowy konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Jako powód podaje z jednej strony niedoszacowanie wyceny tej usługi, a z drugiej brak kadry. Prof. Owczuk wyjaśnia, że aby każdej rodzącej o każdej porze dnia i nocy zagwarantować znieczulenie, potrzebne są 24-godzinne dyżury anestezjologów na porodówce. Poza tym, zgodnie z przepisami, do wykonania znieczulenia poza lekarzem potrzebna jest pielęgniarka lub odpowiednio przeszkolona położna. A ich, podobnie jak anestezjologów, brakuje.

Migracja "przeciwbólowa"
Prof. Krzysztof Czajkowski, krajowy konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii, zwraca z kolei uwagę na fakt, że ból porodowy to tak silne negatywne doznanie, iż zniwelować go może jedynie znieczulenie zewnątrzoponowe.

Jeśli nie jest ono jednak dostępne, tak jak to się dzieje w małych szpitalach, bardzo często zmusza kobiety do wyjazdu do innej miejscowości czy do innego szpitala, tylko po to, żeby urodzić bez bólu.

Zaznacza też, że w Polsce wymogi dotyczące analgezji przy porodach są znacznie bardziej restrykcyjne niż w innych krajach Europy. Np. w Skandynawii ciężarna przed porodem deklaruje, że chce mieć znieczulenie. Wtedy łatwiej zaplanować pracę anestezjologów.

Z kolei dr Barbara Baranowska, położna z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ocenia, że brak dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego nie współgra z dużą liczbą porodów indukowanych w Polsce, które stanowią aż 19 proc. wszystkich porodów, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zakłada, iż odsetek ten nie powinien przekroczyć 10 proc. Tymczasem indukcja porodu poprzez podawanie oksytocyny sprawia, iż poród jest bardzo bolesny.

W tej sytuacji, jak podkreśla Pietrusiewicz, jedynym sposobem na uniknięcie bólu przy porodzie dla kobiet, które się go obawiają, jest poród przez cesarskie cięcie.

- W sytuacji, gdy kobieta wie, że nie zdąży dojechać do ośrodka, gdzie jest oferowane znieczulenie przy porodzie, a chce uniknąć takiej sytuacji, że nie będzie mogła skorzystać ze znieczulenia, "organizuje" sobie wcześniej cesarskie cięcie, bo do tego zabiegu anestezjolog musi być. To jest w naszym kraju bardzo widoczne. Trudno zresztą jej się dziwić. Niezagwarantowanie terapii przeciwbólowej w sytuacji tak dużej indukcji porodów jest wręcz barbarzyństwem - podkreśla Pietrusiewicz.

Dodaje, że ten proceder wyraźnie obrazuje wspomniany już raport Fundacji z 29 marca br. "Medykalizacja porodu w Polsce".

Wynika z niego bowiem niezbicie, że tam gdzie kobieta ma utrudniony dostęp do znieczulenia liczba cesarskich cięć rośnie. I tak woj. podkarpackie, gdzie dostęp do znieczulenia do porodu jest możliwy tylko w 36 proc. oddziałów położniczych odsetek cesarskich cięć jest najwyższy w Polsce i wynosi 50 proc. wszystkich porodów. Wysoki odsetek operacji z cesarskiego cięcia jest także w woj. zachodniopomorskim (49 proc.), w którym jedynie 43 proc. szpitali podaje znieczulenie dolędźwiowe.

Potrzebne decyzje systemowe
Pietrusiewicz zaznacza również, że to w interesie decydentów leży realizowanie przez szpitale świadczenia polegającego na znieczuleniu do porodu na życzenie. Jego brak wpływa bowiem na wzrost świadczenia usług porodowych w szpitalach o III poziomie referencyjności, jak również na zwiększenie liczby cesarskich cięć. I jedna i druga procedura są zdecydowanie droższe niż poród siłami natury w szpitalu powiatowym.

- To są decyzje systemowe do podjęcia. Przyjrzenie się kwestii dotyczącej liczby anestezjologów, standardom dotyczącym znieczuleń - czy nie są zbyt restrykcyjne. Ale to już leży w gestii decydentów - podkreśla Pietrusiewicz.

Zaznacza również, że ma nadzieję, iż szpitale które nie gwarantują takiego świadczenia jak najszybciej wprowadzą go do katalogu swoich świadczeń. W przeciwnym wypadku będą coraz bardziej narażone na odpływ pacjentek, a jak wiadomo przy zbyt małej liczbie porodów przestaje się opłacać utrzymywanie oddziału położniczego.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum