Problem, który może dotknąć kobietę po porodzie, a który wciąż jest tabu. "Dla systemu nie istnieje"

Autor: Paulina Gumowska • Źródło: Rynek Zdrowia22 listopada 2021 10:57

- Dla tych kobiet to horror - mówi proktolog prof. Małgorzata Kołodziejczak, o kobietach, u których w czasie porodu dochodzi do uszkodzenia zwieraczy odbytu. - Wiele z nich przestaje chodzić do pracy, są wyłączone z życia społecznego. Operacja naprawcza zwieraczy odbytu nie znajduje się na liście operacji refundowanych przez NFZ, nie da się więc wejść z ulicy i zapisać na państwowy zabieg - mówi specjalistka.

Foto: PAP/ Darek Delmanowicz

Paulina Gumowska, Rynek Zdrowia: Dlaczego problem nietrzymania stolca, w tym uszkodzone zwieracze odbytu, są wciąż tematem tabu?

Prof. Małgorzata Kołodziejczak: Przez wiele lat ten temat nie istniał w przestrzeni publicznej. Zresztą o chirurgach koloproktologach mówi się przede wszystkim w kontekście leczenia hemoroidów, a jest to marginalny odsetek tych chorób, którymi się zajmujemy. Leczymy choroby jelit, zajmujemy się nowotworami, przetokami odbytu, ale też  coraz częściej inkontynencją, zwłaszcza u kobiet po porodach.

Czym jest inkontynencja?

Inkontynencja określa szeroki zakres zaburzeń funkcji zwieraczy, od nietrzymania gazów, aż do nietrzymania stolca. Najczęstszą przyczyną inkontynencji (prawie 70 proc.) jest uszkodzenie zwieraczy w trakcie porodu.

Niestety nie ma dokładnych danych epidemiologicznych w Polsce, bo nie wciąż nie ma odpowiedniej wykrywalności i raportowania występowania tej choroby.

Wiemy natomiast, że np. w Anglii częstość uszkodzeń zwieraczy podczas porodów w ostatnich latach zwiększyła się. I wcale nie świadczy to o złej opiece porodowej w tym kraju, ale o większej świadomości i lepszym raportowaniu tego problemu. W Polsce jesteśmy na początku drogi.

Ginekologia w pandemii. Mniej badań i wizyt w gabinetach. Nie wykonano 1,5 mln świadczeń

Jak to więc możliwe, że temat, który dotyczy tak wielu z nas, nie przebija się do szerszej dyskusji?

To złożony problem. Kobiety wstydzą się i o nim nie mówią, bo nie mówią też o tych możliwych komplikacjach lekarze w czasie spotkań z pacjentkami w ciąży. Dobrze zdiagnozowany problem tuż po porodzie oraz szybka interwencja lekarza, który odpowiednio zaopatrzy uszkodzenia zwieracza, może uchronić kobietę przed powikłaniami.

Niestety, nie zawsze się tak dzieje. Nie zawsze pacjentka jest w tym zakresie odpowiednio zdiagnozowana, z różnych przyczyn operację trzeba przeprowadzić w innym terminie. I tu zaczynają się schody.

Dla tych kobiet to horror. Pacjentka z uszkodzonymi zwieraczami często nie trzymająca gazów, stolca, to młoda matka, wyłączona z życia społecznego, często z życia seksualnego. Niejednokrotnie pacjentki, czekające na zabieg rekonstrukcyjny mają wyłonioną stomię. Wiele z nich przestaje chodzić do pracy, państwo ponosi ogromne koszty związane z absencją zawodową tych kobiet i sprzętem stomijnym.

Jak na to odpowiada system? 

Nie odpowiada. Proszę sobie wyobrazić koszmar tych kobiet, które z jednej strony muszą mierzyć się z chorobą, o której przecież publicznie się nie mówi, a z drugiej strony mają ogromny problem by znaleźć odpowiedniego specjalistę. Operacja naprawcza zwieraczy odbytu nie znajduje się na liście operacji refundowanych przez NFZ, nie ma takiej choroby, nie da się więc wejść z ulicy i zapisać na państwowy zabieg. 

Co się więc dzieje z tymi kobietami?

Pacjentki te są oczywiście leczone, operowane są przez lekarzy na oddziałach chirurgii ogólnej, trafiają m.in. do mnie. Zabiegi wykonuję w Ostrowi Mazowieckiej w zespole interdyscyplinarnym, z ginekologiem panią doktor Elżbietą Marcinkowską. Rekonstrukcje robione są w ramach tzw. małych zabiegów proktologicznych, i tu znowu jest problem.

Te zabiegi są bardzo nisko wyceniane, ok. 1,7 tys. złotych, ośrodki chirurgii ogólnej nie są więc zainteresowane przyjmowaniem takich pacjentek. A prywatne placówki nie chcą operować, bo to są trudne zabiegi, bardzo specjalistyczne i dające spory odsetek niepowodzeń.

Te kobiety są więc poza marginesem zarówno społecznym, jak i NFZ-u. Dotknęło je kalectwo i nie mają się gdzie leczyć. Do tego dochodzi rehabilitacja, której bardzo potrzebują, ale gdzie w ramach NFZ pacjentki i pacjenci z niewydolnością zwieraczy mogą uzyskać stały dostęp do rehabilitacji? Nie ma takich miejsc. 

Widzi pani rozwiązanie? 

Zacznijmy o tym głośno mówić! Pokażmy dramaty tych kobiet! Ponieważ zostałam prezesem Polskiego Klubu Koloproktologii-towarzystwa naukowego, taki postawiłam przed sobą cel. Nie mogę zrozumieć, dlaczego jedna kobieta ze złamaną nogą ma refundowany zabieg, a inna, która doznała uszkodzenia zwieraczy nie ma tego „przywileju”. Dlatego musimy działać, zadbać o odpowiednią refundację tych zabiegów, a także stworzyć odpowiednie ośrodki referencyjne, gdzie pacjentki i pacjenci z uszkodzonymi zwieraczami mogą być operowani i rehabilitowani. 

czytaj także: Specjalistka: odwlekając wizytę u proktologa narażamy się na poważne powikłania

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum