Porody rodzinne w pandemii. Szpital św. Zofii nie czekał Szpital św. Zofii już w dwa miesiące od wybuchu pandemii przywrócił porody rodzinne; FOTO: PTWP

Gdy wybuch pandemii odebrał kobietom możliwość rodzenia z bliską osobą, już w dwa miesiące od pierwszego przypadku Covid-19 w Polsce warszawski Szpital Św. Zofii przywrócił porody rodzinne. I o dziwo nic złego się nie stało.

  • Szpital św. Zofii jako jeden z pierwszych w Polsce przywrócił możliwość porodów rodzinnych w czasie pandemii. Te zmiany nie wpłynęły na zwiększenie liczby zakażeń Covid-19
  • Za decyzją zarządu w tej sprawie stało dobro pacjentek. Kobiety czekające na poród, pozostawione same sobie czuły się osamotnione. Odczuwały większy strach i obawy
  • Porody w trakcie pandemii okazały się ogromnym wyzwaniem dla położnych. Pomimo strachu i niepewności nie zdarzyło się jednak, aby trzeba było wskazywać, kto ma zająć się rodzącą zakażoną Covid-19

Dr n. med. Grażyna Bączek, dyrektor ds. położnych i pielęgniarek Szpitala św. Zofii w Warszawie specjalnie dla portalu rynekzdrowia.pl przywołuje wspomnienia tamtych dni, kiedy 4 marca 2020 roku pojawił się w Polsce pierwszy chory z Covid -19.

Wiedza i rekomendacje dawały nam poczucie bezpieczeństwa

- Wybuch pandemii był dla wszystkich zupełnie nową, nieznaną wcześniej sytuacją. Wówczas dla nas, osób zarządzających szpitalem i całego personelu medycznego, szczególnie istotne okazały się zalecenia konsultantów w dziedzinie położnictwa i ginekologii, perinatologii, neonatologii, chorób zakaźnych oraz pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego. Były one bardzo pomocne, gdyż porządkowały sytuację - przypomina dr Bączek.

Faktem jest - podkreśla - że na początku zalecenia te bardzo często się zmieniały, co na pewno budziło pewien niepokój. Ważna jednak była świadomość tego, że wirus i choroba jaką wywołuje, są zupełnie nowe. Wiedza o tym, jak się zachowuje, jaki jest jego metabolizm i zakaźność, stawała się coraz większa w miarę rozwoju sytuacji. Zalecenia musiały się więc zmieniać. Aczkolwiek, niektóre z nich, jak chociażby zakaz porodów rodzinnych, mógł wywołać niepokój i poruszenie w gronie naszych potencjalnych pacjentek.  - Trzeba mieć jednak świadomość, że w sytuacji niepewności i nowego zjawiska należy komuś zaufać. A komu, jak nie konsultantom? - pyta.

Dodaje też, że bardzo ważne jest oddzielenie emocji które towarzyszyły zespołowi od roli kadry zarządzającej. Wskazuje, że emocje w zespole terapeutycznym przedstawicieli różnych zawodów były na wysokim poziomie. - Było dużo lęków, obaw i nieuporządkowanej, fragmentarycznej wiedzy. Jednak to do kadry zarządzającej należy ich powściągnięcie, dostarczenie rzetelnej wiedzy i wyznaczenie jasnych schematów postępowania. Zarząd musi działać uspokajająco - podkreśla dr Bączek.

Zakaz porodów rodzinnych uderzył w nas wszystkich

- 13 marca zawiesiliśmy możliwość odbywania porodów rodzinnych. To było dla nas i naszych pacjentek bardzo trudne. Czekające na poród kobiety straciły nagle kontakt ze swoimi bliskimi. Miałyśmy wówczas różne spostrzeżenia dotyczące zachowań naszych pacjentek. Z jednej strony były kobiety, którym rozsypywał się cały porodowy plan, bo ciężarna, która jest nastawiona, że będzie rodzić w obecności osoby bliskiej, w momencie kiedy traci tę możliwość, traci też w pewnym sensie grunt pod nogami. Odczuwa większy strach, ma obawy, jest samotna i brakuje jej oparcia w postaci osoby, z którą chciała być. Niektórym kobietom rzeczywiście dosyć trudno było to znieść - wyjaśnia.

- Z drugiej jednak strony były pacjentki, które pozbawione wsparcia osoby bliskiej, ale obdarzone wsparciem położnej, odzyskiwały lub odkrywały w sobie swoistą wewnętrzną samodzielność. Stawały się bardziej zdecydowane. Wiedziały, że muszą podołać. Podejmowały zadanie i radziły sobie świetnie - dodaje dyrektor ds. położnych i pielęgniarek.

Zwraca jednak uwagę na to, że niektóre panie potrzebowały większego wsparcia i zwyczajnej ludzkiej czułości, co w jej ocenie jest naturalne.

- Sytuacja ta była też dużą zmianą dla naszych położnych. Kiedy pacjentka jest w porodzie rodzinnym i wszystko przebiega prawidłowo, to nie potrzebuje bardzo intensywnego kontaktu z położną, zwłaszcza na początku porodu. Położna wchodzi wtedy, kiedy jest konieczność i potrzeba rodzącej. Bliskość kobiecie zapewnia jej osoba towarzysząca. W sytuacji braku osoby bliskiej trzeba być z pacjentką zdecydowanie częściej, dłużej, należy udzielać jej głębszego wsparcia, także na poziomie emocji. Na to wszystko nakładał się też zupełnie zrozumiały lęk personelu o własne zdrowie, życie, zdrowie bliskich, do których wracamy po dyżurze. Przecież nikt wtedy nie wiedział, jak sytuacja epidemiczna będzie się rozwijać. Czy zabezpieczenia, które mamy, są rzeczywiście skuteczne, czy dobrze je stosujemy - wspomina dr Bączek.

Jednak - jak podkreśla - prawdziwa położna ma świadomość, że kobieta pod jej opieką na niej polega. - I to było widać po długich, 12-godzinnych dyżurach, zwłaszcza nocnych. Jak położne opuszczały szpital bardzo zmęczone, a wszystko się działo jak należy: porody prawidłowe, dzieci i matki zdrowe - opowiada.

Po dwóch miesiącach znów "rodziliśmy razem"

- Już 4 maja, jako jeden z pierwszych szpitali położniczych w Polsce, zdecydowaliśmy się wrócić do porodów rodzinnych. Na zmianę decyzji wpłynęły spostrzeżenia naszego zespołu ds. PR i marketingu. W trakcie analizy toczących się dyskusji na różnych forach zauważył on wysoki poziom lęku wśród kobiet oczekujących na poród. Skonfrontowaliśmy to z naszymi lękami, ale też z zaleceniami konsultantów, które na początku były bardzo zdecydowane oraz z naszym zespołem ds. zakażeń. Wyszło nam, że tak naprawdę dobro pacjenta jest na pierwszym miejscu - podkreśla dr Bączek.

- Potem poszło już szybko - decyzja i opracowanie procedur, które umożliwiłyby wejście na blok porodowy rodzącej z osobą jej bliską. Nasza procedura jest bardzo prosta. Zarówno pacjentka, jak i osoba towarzysząca, muszą wypełnić ankietę epidemiologiczną. Osoba towarzysząca powinna mieszkać z rodzącą przez co najmniej 14 dni, w dniu porodu musi być zdrowa, nie może być objęta izolacją czy kwarantanną, nie może mieć styczności z chorym lub podejrzanym o Covid-19 w ciągu 14 dni przed porodem. Mieliśmy też procedurę pomiaru temperatury i saturacji. Były też informacje, że trzeba zabezpieczyć się w maseczki chirurgiczne w takiej ilości, by osoba towarzysząca zmieniała je co dwie godziny, a także, że osoba towarzysząca może być wyłącznie w obrębie sali porodowej i przebywać w niej do dwóch godzin po porodzie – mówi.

Dr Bączek przyznaje, że były obawy, czy osoby zgłaszające się do porodu wypełnią oświadczenia zgodnie z prawdą. - Doszliśmy jednak do wniosku, że nie mamy na to wpływu, pozostaje więc zaufanie do człowieka, który przychodzi do nas po pomoc medyczną - opowiada.

Z czasem okazało się, że zastosowana procedura się sprawdza. - Ani wtedy, ani teraz nie obserwowaliśmy wzrostu zakażeń koronawirusem z powodu wznowienia porodów rodzinnych. Dobra ochrona i uczciwe postępowanie, zgodne z procedurami, naprawdę dają duży stopień bezpieczeństwa - podkreśla dr Bączek.

Bez zbędnych testów i maseczek

Dr Bączek zaznacza też, że Szpital św. Zofii nigdy nie wprowadził obowiązkowego, płatnego testowania. - Ani od osoby rodzącej, ani od osoby towarzyszącej nie wymagaliśmy i nie wymagamy testu. Testujemy tylko i wyłącznie ze wskazania, kiedy pacjentka zgłasza objawy, gdy sami widzimy objawy infekcji albo informacje z ankiety sugerują, że mogło dojść do potencjalnego kontaktu z osobą zakażoną. Zawsze takie testy są u nas dla rodzącej bezpłatne - zaznacza.

Dodaje: - Jeżeli po przeprowadzeniu ankiety epidemiologicznej stwierdzamy, że osoba towarzysząca jest "po kontakcie" czy też ma objawy wskazujące na Covid-19, nie może ona towarzyszyć rodzącej.

Wyjaśnia też, że szpital nie wymagał od pacjentek, aby rodziły w maseczkach.

- Tutaj też mamy ustalone procedury. Wszystkie pacjentki, które przyjmujemy, muszą przebywać w maseczkach w przestrzeni publicznej, w traktach komunikacyjnych, natomiast w czasie porodu nie wymagamy takiej ochrony. To personel ma obowiązek zabezpieczyć się maseczką i goglami. Zdarzają się jednak sytuacje, np. jeśli pierwszy okres porodu jest jeszcze bardzo spokojny, czynność skurczowa rozwija się powoli i do rodzącej wchodzi anestezjolog albo pacjentka przewożona jest do bloku operacyjnego, wówczas rodząca może być poproszona o założenie maseczki. Nigdy jednak w trakcie zaawansowanego porodu, kiedy jest duży wysiłek oddechowy - zaznacza.

Poród w "stroju kosmonauty" to duże obciążenie

Dr Bączek wspomina, że chociaż placówka jest na pierwszym poziomie zabezpieczenia epidemicznego, to jednak i tu zdarzały się porody kobiet zakażonych wirusem SARS-CoV-2.

- Od razu przyjęliśmy zasadę, że i do nas może trafić kobieta zakażona, dlatego też mamy zabezpieczone łóżka dla pacjentek z podejrzeniem Covid-19 i tych zakażonych, które trafiają do nas w trakcie porodu, a ich stan uniemożliwia transport. Dla takich sytuacji mamy oddzielną ścieżkę - tłumaczy.

Oczywiste jest - podkreśla specjalistka - że personel do takiego porodu zawsze przygotowuje się zgodnie z przepisami - zakłada kombinezony, maseczki, gogle. Przyznaje, że taki ubiór w pierwszych miesiącach pandemii mógł budzić pewne obawy u rodzących, ale potem, kiedy w mediach pojawiały się informacje, że ochrona zespołu jest ważna nie tylko dla medyków, ale też dla innych pacjentów i całego szpitala, stało się zupełnie oczywiste, że takie środki muszą być stosowane.

- Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, jak bardzo obciążający dla personelu jest taki ubiór. Przyjęcie porodu w takim stroju jest po pierwsze bardzo niewygodne, bo człowiek ma w zasłoniętą twarz - oczy, usta, jest gorąco; po drugie - stanowi to bardzo duży wysiłek fizyczny - wyjaśnia.

- Dla pacjentki z kolei - zaznacza dr Bączek - stresujące może być to, że nie widzi twarzy położnej czy innego członka zespołu. - My jesteśmy zespołem, znamy się doskonale, pracujemy razem na co dzień, ale nasza pacjentka, choć otoczona ludźmi którzy służą jej pomocą, może czuć się osamotniona. Jej na pewno jest znacznie trudniej - podkreśla.

Dr Bączek nie ukrywa, że obawy w zespole były, ale nigdy nie zdarzyło się, by trzeba było wskazywać, kto ma zająć się chorą rodzącą. - Nadrzędną zasadą było, że poród pacjentki zakażonej przyjmuje doświadczona położna. Co jednak jest dla nas ważne, to fakt, że odkąd trwa pandemia, nie mieliśmy więcej powikłań niż zazwyczaj. To dowód na jakość naszej pracy - kończy szefowa położnych i pielęgniarek stołecznego szpitala.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.