Lewica: to mapa porodówek, którym może grozić wygaszenie

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 09 stycznia 2020 17:50

Podczas konferencji prasowej w Sejmie posłanka Lewicy Marcelina Zawisza przedstawiła w czwartek (9 stycznia) mapę porodówek, którym może grozić wygaszenie. Posłanki Lewicy alarmowały, że część kobiet mieszkających przy granicy zacznie jeździć rodzić do Niemiec.

- Bezpieczeństwo kobiety w ciąży powinno być priorytetem - wskazywały posłanki Lewicy. Fot. Lewica

Prezentując mapę, Zawisza podkreśliła, że powstała ona na podstawie danych z 2018 r. z resortu zdrowia.

- Każda z tych 77 porodówek, może zostać zlikwidowana lub wygaszona - powiedziała.

Podkreśliła, że mapa z porodówkami będzie dostępna również w wersji interaktywnej, aby każdy mógł się dowiedzieć, czy porodówka w jego regionie będzie wygaszana.

- Przygotowaliśmy również petycję. Taka petycja znajdzie się na stronie Lewicy, na moim Facebooku. Zachęcam do tego, żeby ją udostępniać. Musimy zacząć działać już teraz, ponieważ kiedy zostaniemy poinformowane, że porodówka w naszym regionie zostanie zamknięta bądź zlikwidowana, bądź wygaszona, będzie już za późno - trzeba działać już teraz - podkreślała.

Posłanka Lewicy Katarzyna Kotula, która pochodzi z Gryfina w Zachodniopomorskim, gdzie jest porodówka, ale znalazła się ona na mapie zagrożonych placówek. Przyznała, że części kobiet bliżej będzie dojechać do porodówki za granicą.

- Chciałabym więc zapytać, czy faktycznie jest tak, że PiS i rząd chcą dopuścić do sytuacji, w której kobiety będą rodziły za granicą, bo będą się bały albo nie będą mogły po prostu rodzić w Polsce - mówiła.

Z kolei Daria Gosek-Popiołek, która na konferencję przyszła ze swoją kilkumiesięczną córką Józią, powiedziała, że sytuacja związana z niepewnością, czy porodówka będzie nadal funkcjonowała jest niedopuszczalna.

- Bezpieczeństwo kobiety w ciąży powinno być priorytetem - zaznaczyła.

Dodała też, że ważna jest też opieka po narodzeniu dziecka i wówczas kobieta musi mieć do pomocy zarówno męża, jak i bliską rodzinę.

- Jak zaplanować tych kilka pierwszych dni, kiedy mąż i dzieci są w zupełnie innym mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Kto się tymi dziećmi zajmie, (...), kiedy mąż czy partner będzie chciał dojechać na porodówkę do żony - mówiła.

Podkreślała, że państwo dbające o rodziny inwestuje w mniejsze porodówki.

Wiceprzewodnicząca klubu Lewicy Marcelina Zawisza przypomniała w czwartek w Sejmie swoją interpelację do Ministerstwa Zdrowia. Pytała w niej, które oddziały położnicze mające kontrakt z NFZ nie spełniają warunku 400 porodów rocznie, jakie są projektowane warunki co do minimalnej odległości między oddziałami położniczymi umożliwiającej uzyskanie projektowanej przez NFZ premii i które oddziały położnicze mające w dniu złożenia interpretacji kontrakt z NFZ nie spełniają wymogu.

Wiceszef resortu zdrowia Janusz Cieszyński, odpowiadając na pytanie Zawiszy, odpisał: "Zgodnie z informacjami przekazanymi z Narodowego Funduszu Zdrowia za 2018 rok, 77 podmiotów leczniczych zrealizowało poniżej 400 porodów rocznie". Do odpowiedzi załączył ich listę. "Narodowy Fundusz Zdrowia nie opublikował na chwilę obecną jakichkolwiek projektów zarządzenia prezesa, które określałyby warunki dotyczące minimalnej odległości" - podkreślił i zaznaczył, że w związku z tym odpowiedzi na pozostałe pytania są w związku z tym niemożliwe.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum