• GINEKOLOGIA I POŁOŻNICTWO

  • Start

Kolejnej porodówce na Podkarpaciu grozi zamknięcie. Winny system, a nie liczba porodów?

Autor: Jacek Wykowski, nowiny24.pl/Rynek Zdrowia • • 01 kwietnia 2019 08:40

Zarząd powiatu bieszczadzkiego chce zlikwidować oddział ginekologiczno-położniczo-noworodkowy w SP ZOZ w Ustrzykach Dolnych (Podkarpackie). Powodem jest zbyt mała liczba porodów i coraz większy dług.

Kolejnej porodówce na Podkarpaciu grozi zamknięcie. Winny system, a nie liczba porodów?
Stanisław Kruczek, członek zarządu woj. podkarpackiego: - W polskim systemie mamy duży problem związany z koordynowaniem funkcjonowania placówek. Fot. Fotolia

Stanisław Kruczek, członek zarządu woj. podkarpackiego odpowiedzialny za ochronę zdrowia wskazuje, że trzeba zmieniać funkcje niektórych lecznic w Polsce. Ubolewa jednak, że regulatorem jest ekonomia, a nie np. urząd koordynujący działalność szpitali na poziomie wojewódzkim.

- Jeżeli w promieniu kilkunastu kilometrów mamy trzy szpitale - w Sanoku, Lesku i Ustrzykach Dolnych, to muszą określić swoją funkcję w danym subregionie. Nie widzę tu miejsca na trzy porodówki, a na jedną. W tym rejonie powinien zająć się tym Szpital Specjalistyczny w Sanoku, bo zlokalizowany jest w największym mieście i jest tam najwięcej porodów. Szpitale muszą być w Polsce racjonalizowane, ale łóżka nie zawsze wymagają likwidacji, tylko zmiany ich funkcji - mówi Rynkowi Zdrowia Stanisław Kruczek.

Sęk w tym, że 9 grudnia 2016 r. oddziały: ginekologiczno-położniczy i noworodkowy SPZOZ w Sanoku zostały wykreślone z rejestru podmiotów leczniczych (oficjalnie z powodu problemów kadrowych). Gdyby ustrzycka porodówka podzieliła los Sanoka, pacjentki trafiałyby zapewne do Przemyśla bądź Krosna.

Kruczek zauważa, że z jednej strony sama ekonomia nie wystarczy do racjonalizowania działalności lecznic, ale z drugiej  - w systemie nie ma organu, który mógłby się tym zająć. Dodatkowo - jak twierdzi Stanisław Kruczek - porodówki są specyficznym obszarem, bo w ich przypadku w grę wchodzi wiele czynników - m.in. patriotyzm lokalny czy "wysysanie" porodów przez placówki prywatne.

Ustrzyki Dolne: niecałe "pół porodu" na dzień
O planach likwidacji porodówki w Ustrzykach Dolnych 27 marca br. poinformował regionalny serwis nowiny24.pl. Przyczyną planowanego wygaszenia mają być straty finansowe generowane zarówno przez oddział, jak i całą lecznicę. W 2017 r. szpital był na minusie w kwocie 804 tys. zł, rok później - już 974 tys.

Przytoczono ponadto "dane liczbowe pracy oddziału" na podstawie informacji dyrekcji szpitala, z których wynika, że w roku 2017 liczba porodów wynosiła 136, natomiast w 2018 - 152. Jeśli chodzi o zatrudnienie, serwis podaje, że na porodówce pracuje 14 położnych oraz 4 lekarzy ginekologów.

- Utrzymujemy oddział w pełnej gotowości 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a raptem mamy niecałe pół porodu na dzień (dokładnie 0,4 w roku 2018 - red.). Niestety, nie stać nas na to. Dochodzi też kwestia bezpieczeństwa pacjentek - przy tak małej ilości porodów trudno o szybkie zdobywanie przez personel doświadczenia, szczególnie w przypadku trudnych, skomplikowanych porodów - mówi nam Stanisław Kruczek.

Rynek Zdrowia pod koniec lutego br. informował, że wielu dyrektorów szpitali, zwłaszcza tych mniejszych, powiatowych, chętnie pozbyłoby się porodówek, bo generują spore straty. Ich opłacalność oscyluje wokół 400 porodów rocznie, ale często jest dużo mniejsza.

- W tej chwili, z powodu wzrostu wynagrodzeń kadry medycznej, nawet przy 400 porodach rocznie takie oddziały się nie bilansują - wskazuje Kruczek.

Jednak zarówno personel zagrożonego oddziału w Ustrzykach Dolnych, jak i ustrzyckie starostwo powiatowe, nie chcą likwidacji oddziału. Ze stanowiska samego starostwa opublikowanego 28 marca br. wynika ponadto, że są duże obawy o likwidację całego szpitala.

"Nie możemy sobie wyobrazić sytuacji, kiedy szpital znika z mapy Ustrzyk Dolnych, a nasi mieszkańcy zostają pozbawieni dostępu do specjalistycznej opieki zdrowotnej. Dlatego będziemy podejmować decyzje, które mają za zadanie poprawę sytuacji SP ZOZ w Ustrzykach w sposób trwały i zapewniający rozwój jednostki" - czytamy.

Starostwo przyznaje, że od wielu lat szpital generuje zadłużenie. Zapowiada, że w ciągu trzech tygodni odbędzie się spotkanie starosty z personelem lecznicy w celu wypracowania optymalnych rozwiązań zmierzających o poprawy sytuacji.

Liczba porodów to jedno, drugie to brak koordynacji
Stanisław Kruczek zwraca uwagę, że jeśli chodzi o porodówki, samorządy często podchodzą do nich ambicjonalnie. Dopłacają do funkcjonowania oddziałów bo - według Kruczka - "czasem trudno staroście albo burmistrzowi przełknąć fakt, że dzieci z jego miasta będą się rodziły u sąsiada i będą miały inny wpis w metryczce". Dodaje, że porody są też "wysysane" przez placówki prywatne, a w przypadku Podkarpacia na pewno nie pomaga niska gęstość zaludnienia, co ma związek z liczbą i koncentracją porodów.

Poza specyfiką samego obszaru samorządowiec wskazuje na inne - jego zdaniem bardzo istotne i szersze - utrudnienie.

- W polskim systemie mamy duży problem związany z koordynowaniem funkcjonowania placówek. W Skandynawii szpitale są pod jednym organem samorządowym. U nas jest to bardzo trudne do wprowadzenia. Z prostej przyczyny - reforma administracyjna, która weszła w życie 1 stycznia 1999 r., przywróciła podział na powiaty. Ich zadaniem stało się także prowadzenie szpitali - przypomina Stanisław Kruczek. I dodaje:

- W układzie regionalnym w Polsce koordynację może zapewnić tylko NFZ. Bo wie, jakie są potrzeby zdrowotne, jak krążą pieniądze w systemie. Takiej wiedzy nie mają ani marszałkowie, ani starostowie.

Według Kruczka NFZ powinien stworzyć urząd zdrowia publicznego na poziomie wojewódzkim, by koordynował działalność lecznic i oddziałów. Zaznacza, że np. w Niemczech nie ma możliwości, by w jednym mieście "nagle powstało kilkanaście tożsamych oddziałów". - W Polsce musimy do tego dojrzeć - konstatuje.

- Do tej pory było tak, że kiedy ktoś zbudował potencjał ludzki i sprzętowy do przyjmowania pacjentów, to NFZ kontraktował świadczenia. W związku z tym w wielu przypadkach dochodziło do patologii. Przykład? W Rzeszowie mamy kliniczny szpital wojewódzki nr 2 ze specjalistami także w zakresie ginekologii i położnictwa, a obok niego funkcjonuje malutki szpitalik, który w zasadzie ogranicza się tylko do porodów, na dodatek często bazując na tej samej kadrze medycznej - tłumaczy Kurek.

Zauważa, że na danym terenie tworzy się niezdrowa konkurencja i o kadrę medyczną (co powoduje zawyżanie stawek dla niektórych specjalistów), i o pacjenta. Podsumowuje, że optymalizacja działalności szpitali nie musi oznaczać likwidacji łóżek, ale np. zmiany ich przeznaczenia. Podpowiada, że dla wielu oddziałów czy nawet całych lecznic dobrym kierunkiem są profile opiekuńczo-lecznicze.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum