MR/Rynek Zdrowia | 28-08-2015 16:58

Cukrzyca to tykająca bomba zegarowa, źle leczona grozi katastrofą

Otwieramy niechlubnie statystyki krajów o najwyższym odsetku amputacji z powodu tzw. stopy cukrzycowej. Czy rządzący mają moralne prawo, by na taki los skazywać tysiące cukrzyków w dobie nowoczesnego leczenia? - pyta prof. Ewa Pańkowska, kierująca Instytutem Diabetologii w Warszawie.

Prof. Ewa Pańkowska

Rynek Zdrowia: - Szacuje się, że na cukrzycę cierpi ok. 3 mln Polaków. Jak pani ocenia prawdopodobną sytuację chorych za 10 lat, jeśli edukacja i dostęp do nowoczesnych leków pozostaną na obecnym poziomie?
Prof. Ewa Pańkowska: - Niestety, dynamika wzrostu zachorowalności jest bardzo szybka i gwałtowna. Szacuje się, że obecnie jest ok. 380 mln chorych na świecie, a za 20 lat prawdopodobnie będzie ich aż 500 mln. W Polsce jest ich aż 3-4 mln, z czego ok. 0,5 mln nie wie, że jest chora i co gorsza - nie jest objęta żadną opieką lekarską. Aż 90% chorych stanowią chorzy na cukrzycę typu 2.

Pamiętajmy, że cukrzyca dotyka całe społeczeństwo i to bez względu na wiek, od niemowląt po wiek senioralny. To choroba, która angażuje rodzinę, bliskich, która rzutuje na wiele aspektów życia funkcjonowania pacjenta, całej jego rodziny, bliskich, a w konsekwencji społeczeństwa, a więc też szeregu aspektów jego funkcjonowania, takich jak edukacja, rynek pracy, system ubezpieczeń społecznych, rent i emerytur, co ma niebagatelne znaczenie w dobie starzejącego się społeczeństwa.

Bo chodzi nie tylko o to, by żyć dłużej, ale by jakość życia była na tyle wysoka, żeby być aktywnym członkiem społeczeństwa, zdolnym do pracy, opieki nad wnukami. Dlatego dyskusja o wieku emerytalnym nie może być prowadzona bez rozmowy o cukrzycy.

- Co budzi pani największy niepokój, jeśli chodzi o trend zachorowań na cukrzycę?
- Obecnie najbardziej niepokoi wzrastająca liczba małych dzieci, u których diagnozuje się cukrzycę typu 1. W ciągu ostatnich 15 lat aż czterokrotnie wzrosła liczba zachorowań w grupie dzieci w wieku przedszkolnym i każdego roku przybywa ok. 4 proc. chorych pediatrycznych (w wieku rozwojowym).

Mamy teraz dwukrotnie więcej pacjentów do 18 r.ż. niż 15 lat temu. Dzieci te zostaną z chorobą do końca życia, łatwo zatem można sobie wyobrazić skutki społeczne i ekonomiczne takiego stanu rzeczy. Wśród krajów europejskich Polska i Czechy przodują pod względem przyrostu zachorowań na cukrzycę typu 1.

- Skąd tyle zachorowań wśród dzieci?
- Niestety, nie wiemy jakie są przyczyny takiej dynamiki tej choroby wśród młodych ludzi w naszym kraju. Jest to wielkie wyzwanie dla całego systemu opieki zdrowotnej. Bardzo ważne jest, aby dzieci te weszły w normalnie w dorosłe życie, nie były wykluczone z życia społecznego, zawodowego, nie doświadczały powikłań i rozwijały się prawidłowo, a także, by nie były obciążeniem dla polskiego systemu opieki zdrowotnej. Nie widzę, aby dziś taki system funkcjonował.

Np. obecnie mamy w Warszawie taką samą liczbę poradni jak 20 lat temu i tę samą liczbę lekarzy. Podejrzewam, że podobna sytuacja panuje w całej Polsce. To w oczywisty sposób obniża jakość leczenia.

- Chorych przybywa, a diabetologów mam za mało. Skutkuje to długim czasem oczekiwania na pierwszą wizytę, trudnościami w dostępie do specjalisty. W Instytucie Diabetologii istnieje sprawdzony model opieki diabetologicznej. Na czym polega?
- Każdy chory na cukrzycę powinien znajdować się pod opieką zespołu specjalistów, w składzie - diabetolog, dietetyk, psycholog oraz pielęgniarka diabetologiczna. Taki zespół prowadzi chorego, edukuje pacjenta i jego bliskich.

Codziennie spotykamy się z nowymi pacjentami, którzy wymagają przeszkolenia. Pacjent ma wtedy spotkania ze mną i z dietetykiem oraz edukatorką diabetologiczną. Zdarza się, że dla młodych osób wiadomość o chorobie to duży szok i potrzebują pomocy psychologa. Budujemy w ten sposób świadomość stanu zdrowia. Przygotowujemy pacjenta, żeby umiał siebie obserwować, podejmować decyzje, które jemu służą, a nie był tylko skazany na pomoc innych.

- Dlaczego mówimy o szacunkowych liczbach w przypadku zachorowań na cukrzycę?
- Niestety, w Polsce nie mamy rejestru chorych. Możemy tylko domniemywać, ilu osób faktycznie cukrzyca dotknęła. Być może, gdyby istniał rzetelny rejestr chorych, okazałoby się, że chorych jest znacznie więcej niż sądzimy i może wtedy rząd zająłby się tą kwestią priorytetowo.

Od kilkunastu lat kolejni ministrowie zdrowia zamykają oczy na problemy związane z leczeniem cukrzycy - to kwestia rejestru i systemu kontroli jakości leczenia, kształcenia lekarzy diabetologów i lekarzy rodzinnych, to edukacja, dostęp do leczenia i profilaktyka.

Cukrzyca to tykająca bomba zegarowa, która jest przyczyną niewydolności nerek, utraty wzroku, chorób serca oraz amputacji kończyn dolnych. Pora na nią spojrzeć systemowo i w długoletniej perspektywie.

Czy stać nas jako społeczeństwo na dźwiganie kosztów niepełnosprawności? Otwieramy niechlubnie statystyki krajów o najwyższym odsetku amputacji z powodu tzw. stopy cukrzycowej. Czy rządzący mają moralne prawo, by na taki los skazywać tysiące cukrzyków w dobie nowoczesnego leczenia?

Choroba przewlekła, jaką jest cukrzyca, powinna być właściwie kontrolowana, a leczenie dostosowane indywidualnie do pacjenta, by choroba go nie ograniczała. Takie możliwości daje medycyna, o to od lat walczą pacjenci i lekarze. Rząd pozostaje głuchy na te głosy .

- Kiedyś uważano, że na cukrzycę typu 2 można zachorować najwcześniej po 40. roku życia, teraz trend wygląda inaczej - chorują coraz młodsi. Jak może to wpłynąć na polską gospodarkę?
- Rzeczywiście jest to problem. Choroba coraz częściej jest rozpoznawana w młodszym wieku, w tej chwili ta granica przesunęła się. Należy też obalić mit, że to choroba osób otyłych. Osoby szczupłe też chorują na cukrzycę. Wydaje się, że ma na to duży wpływ stres i przeciążenie zawodowe, szczególnie wśród osób bardzo aktywnych.

Mamy duże tempo pracy, jemy niezdrowo i w biegu, albo cały dzień nie jemy nic treściwego, żeby wieczorem po przyjściu z pracy się przejeść. To też sprzyja zachorowaniu. Często najpierw u chorych występuje insulinooporność, a potem dochodzi do rozwoju cukrzycy.

U osób z cukrzycą typu 2 choroba przebiega bardzo różnie, dlatego konieczna jest personalizacja leczenia. To nie jest tak, że u każdego jest ta sama przyczyna i ten sam patomechanizm, również przebieg tej choroby jest odmienny u poszczególnych chorych.

- Jak się mają standardy leczenia cukrzycy w Polsce do rzeczywistego stanu?
- Ostatnio te standardy zostały zmienione i są wzorowane na tych amerykańskich wprowadzonych przez American Diabetes Association.

Niestety, w Polsce obowiązują tylko na papierze. Wynika to z kilku aspektów. Przede wszystkim, nie ma w Polsce systemu oceny jakości leczenia. Nie liczy się, czy pacjent jest leczony efektywnie czy nie.

Ponieważ nie ma takiego systemu, to nie też ma danych, które pozwoliłyby obiektywnie ocenić czy dany lek się sprawdza, jakie przynosi efekty, czy też jest po prostu narzucany przez inne względy - niemerytoryczne. Jeśli dziś Polska jest na 4. miejscu pod względem zachorowalności w Europie, a nie idzie za tym żadna polityka, to pewnym jest, że Polacy coraz częściej będą umierać z powodu powikłań cukrzycowych.

Oczekiwałabym od Ministerstwa Zdrowia i decydentów, żeby zajęli się na poważnie cukrzycą i zobaczyli, jaka jest skala problemu i jego konsekwencje w wielu wymiarach, nie tylko zdrowotnym i żeby nastąpiły konkretne zmiany systemowe. Musi być więcej diabetologów i ośrodków, powinno nastąpić przemodelowanie opieki diabetologicznej, w stronę tworzenia ośrodków ambulatoryjnych dla osób przewlekle chorych.

Standardem opieki diabetologicznej powinna być praca zespołu, która opierać się powinna na współpracy diabetologów, lekarzy rodzinnych, pielęgniarek - edukatorek, które uczą pacjenta, jak postępować na co dzień, a także dietetyków i psychologów.

Wciąż jeszcze model opieki lekarskiej w Polsce jest nastawiony na „gaszenie pożarów”. Dzieci głównie leczone są w szpitalach, mimo że w krajach rozwiniętych już dawno przeliczono koszt opieki szpitalnej do ambulatoryjnej i leczenie dziecka z cukrzycą prowadzone jest w domu i ośrodku diabetologicznym, nawet po rozpoznaniu cukrzycy. U nas wciąż, aby wykonać podstawowe badania bilansowe, dziecko jest hospitalizowane.

To olbrzymi koszt finansowy i emocjonalny pacjenta i jego rodziny. Pamiętajmy, że cukrzyca to choroba przewlekła, która ma poważne konsekwencje. Często diabetyków dotykają inne schorzenia, czasem dochodzi do śmiertelnych powikłań cukrzycy (np. śpiączka cukrzycowa). Lepiej jest więc wydać pieniądze na początku na droższe leczenie, by uniknąć wysokich kosztów leczenia powikłań.

Czas wprowadzić ekonomię do medycyny. Prosty rachunek - lepiej jest zainwestować zawczasu w lepszą diagnostykę, nowoczesne leczenie i edukację niż w przyszłości płacić 10 razy więcej za konsekwencje złego leczenia? Czasem mam wrażenie, że jeśli chodzi o leczenie cukrzycy zostaliśmy mentalnie w latach 90.

- Jakie skutki ekonomicznie niesie za sobą źle leczona cukrzyca?
- Podam na przykładzie. Mam pacjentkę, która ma zdiagnozowaną cukrzycę typu 1 od 30. roku życia w tej chwili ma 55 lat i jest już po amputacji kończyny dolnej. Wcześniej była trzykrotnie w szpitalu i w tym czasie na zwolnieniu, bo nie była zdolna do pracy. Jak dobrze pójdzie, to może w październiku będzie mogła pójść do pracy na ćwierć etatu lub na umowę zlecenie, jeśli ktoś ją zatrudni.

Generalnie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie wyłączona z życia zawodowego i jest skazana na pomoc innych. Do lekarza zawozi ją mąż, więc musi w tym dniu zwolnić się z pracy. Nie będzie mogła zająć się wnukami i pójść z nimi na plac zabaw. Pewnie przejdzie na rentę, mimo że mogłaby pracować jeszcze ok. 15 lat, gdyby pozwoliło jej na to zdrowie.

Takich pacjentów jest więcej. Czekam na system leczenia, który przestanie skazywać chorych na opiekę socjalną i rentową. Cukrzyca to wielki problem dla chorego, źle leczona cukrzyca - to katastrofa dla państwa.