• PARTNER SERWISUpartner serwisu

Program domowej wentylacji mechanicznej wymaga szybkich zmian

Autor: Jacek Janik • Źródło: Rynek Zdrowia15 czerwca 2021 08:05

Jak przekonuje dr Jacek Nasiłowski, specjalista chorób płuc, przewodniczący mazowieckiego oddziału PTChP, program domowej wentylacji mechanicznej po niemal 20 latach funkcjonowania wymaga zmian.

Program domowej wentylacji mechanicznej wymaga szybkich zmian/Fot. Shutterstock
  • System mechanicznej wentylacji domowej powstał prawie 20 lat temu, głównie staraniem środowiska anestezjologów, którzy widzieli potrzebę zwolnienia łóżek na OIOM-ach
  • Pierwotnie program wentylacji mechanicznej w domu polegał na częstych wizytach domowych u pacjentów wykonywanych przez lekarzy, pielęgniarki i fizjoterapeutów. Dzisiaj dzięki telemedycynie można zdalnie monitorować pacjenta
  • Zmiany w programie wynikają z: postępu technologicznego, zmianie profilu pacjentów, niedoborowi specjalistów zajmujących się wentylacją domową oraz korzyściami ekonomicznymi dla systemu – pacjent leczony w domu kosztuje system dziesięć razy mniej niż ten leczony w szpitalu

Domowa wentylacja mechaniczna to terapia polegająca na tym, że pacjent przebywający w domu wyposażony jest w respirator i jest podłączony do niego przez zalecany przez lekarza okres czasu. Czasami jest to kilka godzin podczas snu, a czasami 24 h/dobę. Konieczność stosowania respiratora wynika z tego, że układ oddechowy pacjenta jest niesprawny i wymaga wspomagania, czyli podawania powietrza do płuc pod dodatnim ciśnieniem. W niektórych schorzeniach powietrze trzeba wzbogacić w tlen.

System powstał z potrzeby zwolnienia łóżek na OIT

Są cztery duże grupy pacjentów, u których występują wskazania do domowej wentylacji mechanicznej. Pierwszą stanowią cierpiący na choroby nerwowo mięśniowe, u których mięśnie oddechowe są za słabe, żeby wciągać powietrze do płuc. Druga grupa to chorzy mający deformację klatki piersiowej, ich płuca mają zmniejszoną objętość.

Kolejną grupę stanowią cierpiący na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), której przyczyną jest palenie papierosów, prowadzące do stopniowego niszczenia płuc. Czwartą grupę, której liczebność rośnie w ostatnich latach, stanowią pacjenci, u których trudności z oddychaniem wynikają z otyłości. Jest też wiele innych rzadszych chorób, które wymagają wentylacji mechanicznej w domu, ale te cztery grupy chorych są najliczniejsze.

- W Polsce system opieki nad chorymi wentylowanymi w domu powstał w 2003 – 2004 roku głównie staraniem środowiska anestezjologów, którzy widzieli potrzebę zwolnienia miejsc na OIOM-ach. Na te oddziały pacjenci byli przyjmowani z tzw. „ostrych” przyczyn, ale w trakcie leczenia okazywało się często, że wentylacji wymagają już na stałe a wszystkie inne ich problemy zdrowotne zostały wyleczone – wyjaśnia dr Nasiłowski.

Tacy pacjenci niepotrzebnie zajmowali łóżka oddziałów intensywnej terapii, blokując miejsca dla chorych, którzy powinni być tam przyjmowani tylko „na ostro”.

Zmieniła się medycyna i możliwości techniczne

Anestezjologom udało się uzyskać od Ministerstwa Zdrowia uruchomienie programu, który pozwolił na kontynuację wentylacji mechanicznej takich pacjentów w warunkach domowych.

- Na początku byli to pacjenci w ciężkim stanie, zwykle mieli wytworzoną tracheostomię – otwór w tchawicy przez który podłącza się respirator. Z czasem jednak profil chorych zaczął się zmieniać. Coraz bardziej zaczęła się w Polsce rozwijać pulmonologia i okazało się, że coraz więcej pacjentów ma wskazania do wentylacji nieinwazyjnej, to znaczny takiej, w której nie trzeba wytwarzać tracheostomii. Pacjent jest wentylowany za pomocą nakładanej na twarz maski – mówi dr Nasiłowski.

Jak podkreśla specjalista, pierwotny model opieki wentylacji mechanicznej w domu polegał na częstych wizytach w domach pacjentów personelu medycznego – lekarzy, pielęgniarek i fizjoterapeutów. Dzisiaj ten model jest już przestarzały. Minęło prawie dwadzieścia lat od jego wprowadzenia a w tym czasie zmienił się świat. Także medycyna bardzo się rozwinęła, poszerzył się zakres wiedzy w zakresie niewydolności oddychania, dlatego konieczne jest zaadoptowanie także tego rodzaju terapii do obecnych możliwości technicznych i aktualnej wiedzy medycznej.

Nowe techniki monitorowania pacjentów

Jak podkreśla dr Nasiłowski, konieczność dokonania zmian w zakresie domowej wentylacji mechanicznej wymuszają dwa czynniki.

- Pierwszy to wprowadzenie nowych technik monitorowania, prowadzenia i leczenia chorych wymagających tej terapii. Drugim jest zmiana profilu chorych. Ci, którzy pierwotnie byli przekazywani z OIOM-ów do programu i dla których została stworzona ta terapia, dzisiaj stanowią znikomy procent pacjentów wentylowanych w domu – mówi dr Nasiłowski.

Dodaje: - Obecnie zdecydowana większość pacjentów powinna być kwalifikowana do wentylacji domowej w sposób planowy. W czterech grupach chorych, którzy najczęściej korzystają z tej formy terapii możemy przewidzieć, kiedy dojdzie do niewydolności oddechowej, kiedy ona się zacznie i już na tym etapie trzeba rozpocząć leczenie, aby tacy pacjenci na OIOM nigdy nie trafili. Jeśli tak się dzieje to oznacza, że albo pacjent albo opiekujący się nim lekarz coś przegapił, nie monitorował przebiegu choroby, co spowodowało zaostrzenie choroby zagrażające życiu.

Jak podkreśla specjalista, w czterech podstawowych grupach chorych, które najczęściej wymagają wentylacji mechanicznej, pacjenci muszą być regularnie monitorowani, aby w porę rozpocząć leczenie za pomocą respiratora w domu. Wszystko po to, aby ich stan był jak najdłużej stabilny, bez zaostrzeń.

Niewydolność oddechowa po przechorowaniu Covid-19

Jak stwierdza dr Nasiłowski, tylko u niewielkiej liczby pacjentów przebycie COVID19 powodu znaczne i nieodwracalne uszkodzenie płuc.

- Najczęściej to zniszczenie dotyczy struktury płuc a nie mechaniki wentylacji, dlatego bardzo rzadko pacjenci po przebyciu COVID19 mają wskazania do wentylacji respiratorem. Przypadek pacjenta z Kielc, który po przechorowaniu Covid-19 został wypisany z respiratorem do domu, jest wyjątkowy. Oczywiście takie przypadki będą się zdarzały, ale nie są regułą. Zdecydowana większość pacjentów, którzy ciężko przeszli covid będzie wymagała samej tlenoterapii a nie wspomagania wentylacji za pomocą respiratora -wyjaśnia specjalista.

- O ile pandemia nie wpłynęła na zwiększenie liczby pacjentów wentylowanych mechanicznie w domu, to bardzo utrudniła dostęp do kwalifikacji do tego leczenia dla chorych wymagających tej terapii. Wynika to z faktu, że obecnie rozpoczęcie tej formy terapii musi rozpocząć się w szpitalu. A jak wiemy szpitale były zajęte chorymi na COVID19. Pandemia uświadomiła nam, że musi istnieć alternatywna metoda rozpoczęcia wentylacji w domu bez konieczności hospitalizacji. Ponadto ograniczenia epidemiczne podczas pandemii spowodowały utrudniony kontakt bezpośredni personelu z pacjentem, który został z powodzeniem zastąpiony teleporadami. Do tej formy kontaktu należy włączyć telemonitoring, który jest obecnie w dobie powszechnej cyfryzacji technicznie bardzo prosty do wprowadzenia. Obecnie nie trzeba jechać za każdym razem do pacjenta osobiście, aby wiedzieć, że leczenie przebiega prawidłowo. Z drugiej strony wszelkie nieprawidłowości w leczeniu mogą być wcześniej wykryte dzięki stałemu telemonitoringowi – dodaje dr Nasiłowski.

Jak podkreśla, pandemia może przyspieszyć rozwój technik telemedycznych wykorzystywanych w wentylacji mechanicznej w domu.

Zdalne monitorowanie ratunkiem

Dzisiaj dostępne są możliwości stałego monitorowania prawidłowości prowadzonego leczenia, dzięki przekazywaniu danych z respiratorów do zdalnych baz danych, do których dostęp ma personel medyczny.

- Z jednej strony nowoczesne techniki monitorowania dają bezpieczeństwo pacjentowi, ale przede wszystkim dają możliwość objęcia opieką większej ilości pacjentów przez lekarza. Jeśli ten musiałby do każdego pojechać, zbadać go i ocenić, czy terapia przebiega prawidłowo to może się zająć maksymalnie kilkoma pacjentami. Korzystając ze zdobyczy telemedycyny lekarz może zająć się zamiast kilku, nawet kilkuset pacjentami – podkreśla dr Nasiłowski.

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że specjalistów od prowadzenia wentylacji domowej jest bardzo niewielu. To wąska grupa lekarzy realizująca wysokospecjalistyczne procedury.

- Nie ma innej drogi niż wykorzystanie nowoczesnych technik monitorowania pacjentów, bo liczba chorych, wentylowanych stale rośnie. Coraz więcej osób jest otyłych, co jest charakterystyczne dla krajów wysokorozwiniętych. Rośnie także liczba chorych na POChP, co jest pokłosiem powszechnego palenia papierosów, które miało miejsce w XX wieku – podkreśla specjalista.

Dane statystyczne pokazują, że liczba chorych wentylowanych w domu w Polsce jest nadal niższa niż w krajach Europy Zachodniej. Wynika to z faktu, że nadal duża ilość pacjentów nie została odpowiednio zdiagnozowana i włączona do leczenia.

Jak podkreśla dr Nasiłowski, przy ciągle rosnącej liczbie chorych i niewielkiej ilości specjalistów w starym systemie, nie jest możliwe, aby opieka nad osobami wymagającymi domowej wentylacji mechanicznej mogła być realizowana.

Ekonomia powinna wymusić zmianę modelu

Nie tylko zbyt mała liczba lekarzy specjalistów, którzy zajmują się mechaniczną wentylacją domową powinna wymusić zmiany w dotychczasowym modelu tej terapii. Głównym czynnikiem powinna być ekonomia.

- Pamiętajmy, że domowa terapia jest co najmniej dziesięć razy tańsza niż pobyt pacjenta w szpitalu. Przede wszystkim płatnik powinien aktywnie zabiegać o to, aby pacjent jak najdłużej przebywał w domu i tam się leczył. Na to nie powinno się szczędzić pieniędzy, bo to przynosi w efekcie kolosalne oszczędności – mówi specjalista.

Dodaje: - Grupa chorych z niewydolnością oddychania, wymagających wentylacji mechanicznej jest tą, która powinna być monitorowana i leczona w domu. Oczywiście poza sytuacjami zagrożenia życia. Wykorzystanie i upowszechnienie nowoczesnych technik telemedycznych jest nie tylko korzystne dla pacjentów i opiekującego się nimi personelu, ale także to ogromna korzyść z punktu widzenia całego systemu ochrony zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum