CHOROBY PŁUC

Terapie, profilaktyka, badania. Najnowsze doniesienia medyczne

  • PARTNER SERWISUpartner serwisu

Prof. Piotrowski: w dobie epidemii nie przerywajmy leczenia chorych na idiopatyczne włóknienie płuc

Autor: MARZENA SYGUT/RYNEK ZDROWIA

Prof. Piotrowski: w dobie epidemii nie przerywajmy leczenia chorych na idiopatyczne włóknienie płuc
- Uczeni twierdzą, że chorych na IPF należy w dobie pandemii traktować tak samo, jak chorych na raka i nie opóźniać początku leczenia - podkreśla prof. Wojciech Piotrowski. Fot. PTWP

- Chorzy na idiopatyczne włóknienie płuc (IPF) są szczególnie zagrożeni w wypadku zakażenia koronawirusem, dlatego gremia naukowe z całego świata rekomendują nieprzerywanie leczenia antyfibrotycznego - wskazuje prof. Wojciech Piotrowski, specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych i chorób płuc.

Dodano: 28 kwietnia 2020, 07:37 Aktualizacja: 28 kwietnia 2020, 13:31

Jak wskazuje prof. Piotrowski, aby zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem należy ograniczyć wizyty chorych na IPF w szpitalu do minimum i skorzystać z możliwości korespondencyjnego przekazania leków. Konieczne jest też wznowienie rekrutacji nowych pacjentów do programów terapeutycznych.

Grupa szczególnego ryzyka
Ekspert pracujący w Oddziale Pulmonologii i Alergologii SP ZOZ Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. Norberta Barlickiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi podkreśla, że szczególne zagrożenie związane z ewentualnym zakażeniem koronawirusem u chorych cierpiących na idiopatyczne włóknienie płuc wynika z kilku elementów.

- Trzeba pamiętać, że IPF to choroba, która prowadzi do obniżenia parametrów czynnościowych płuc. W sytuacji, gdy na ten stan wywołany procesem włóknienia nałożą się dodatkowe zmiany zapalne, typowe dla Covid-19, czynność płuc pogarsza się gwałtownie, co stwarza dla pacjentów olbrzymie zagrożenie. U chorego na IPF każda infekcja wirusowa wiąże się z ryzykiem nagłego zaostrzenia choroby podstawowej, co u 50-60 proc. chorych kończy się zgonem w trakcie hospitalizacji - tłumaczy prof. Piotrowski.

Dodaje też, że dodatkowym zagrożeniem jest wiek. Pacjenci z IPF są to osoby starsze, o największym ryzyku powikłań i zgonów w przypadku zakażenia koronawirusem.

- Ostatnią rzeczą, która przyczynia się do zwiększenia ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia i zgonu w wypadku wystąpienia Covid -19, są choroby współistniejące. Wśród cierpiących na IPF ze względu na wiek, ale też specyfikę choroby podstawowej, wiele chorób współistniejących występuje częściej niż w populacji ogólnej. To wszystko razem sprawia, że chorzy na idiopatyczne włóknienie płuc stanowią grupę osób zagrożoną powikłaniami i /lub zgonem w wypadku zakażenia koronawirusem - wyjaśnia ekspert.

Konieczne utrzymanie leczenia
Jednocześnie prof. Piotrowski tłumaczy, że idiopatyczne włóknienie płuc jest chorobą postępującą. Do jej leczenia zarejestrowane są obecnie dwa leki antyfibrotyczne (przeciwzwłóknieniowe): pirfenidon i nintedanib. Mechanizm działania tych leków jest złożony i różni się w zakresie szczegółowych mechanizmów, jednak efekt leczniczy, w postaci spowolnienia spadku pojemności życiowej płuc, jest porównywalny.

- Ważne jest, że oba te leki wpływają na spowolnienie tempa progresji choroby i zapobiegają zaostrzeniom, a co za tym idzie zgonom. Dodatkowo trzeba pamiętać, że leki te w odróżnieniu od stosowanych w chorobach śródmiąższowych o charakterze zapalnym (na przykład glikokortykosteroidy), nie mają działania immunosupresyjnego - podkreśla prof. Piotrowski.

Wskazuje, że w dobie pandemii SARS-Cov-2 szczególnie ważne jest też to, aby chorzy na IPF leczeni byli w wyspecjalizowanych ośrodkach. - Z jednej strony nie można u tych chorych przerywać leczenia, z drugiej konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa i zminimalizowanie kontaktów międzyludzkich. Na szczęście MZ, w komunikacie z 13 marca i NFZ, w komunikacie z 2 kwietnia, przedstawiły stanowisko umożliwiające lekarzom przekazanie leku za pośrednictwem kuriera, członka rodziny lub innej osoby upoważnionej - zaznacza ekspert.

I tłumaczy, że należy również unikać kumulowania się wizyt pacjentów w tym samym czasie. Przekazywanie leków poszczególnym pacjentom może odbywać się w różnych odstępach czasowych, co wynika z rytmu wizyt określonego kalendarzem zgodnym z programem NFZ.

- Kiedy pacjent rozpoczyna leczenie, wizyty, zgodnie z wymogami płatnika, są częstsze, po to by monitorować bezpieczeństwo leczenia. Objawy niepożądane występują najczęściej w pierwszych 3-6 miesiącach leczenia. Jeżeli pacjent jest już leczony od pewnego czasu i wiadomo, że lek nie wywołał objawów niepożądanych, wizyty mogą odbywać się rzadziej, raz na 3 miesiące - mówi prof. Piotrowski.

Ekspert wyjaśnia również, że wspomniane komunikaty MZ i NFZ dotyczące prowadzenia programów lekowych, pozwalają na wydawanie leków niezbędnych do leczenia na okres 6 miesięcy. - Jest to zalecenie dotyczące wszystkich programów lekowych. Chociaż w przypadku tej szczególnej grupy pacjentów, osobiście uważam, że okresy między wizytami nie powinny być dłuższe niż 3 miesiące - wyjaśnia ekspert.

Terapie na odległość
Rozwiązania systemowe pozwalają na leczenie chorych z zachowaniem niezbędnego dystansu.

- Wspomniane wcześniej komunikaty, które umożliwiają przekazywanie leków chorym za pośrednictwem np. kuriera, jednocześnie zobligowało szpital do zorganizowania przekazania leków. Niestety nie zostało tam zapisane, kto ma ponosić koszty tego transportu i w jaki sposób ma być on zorganizowany. Na razie udaje nam się przekazywać leki chorym za pośrednictwem członków rodziny lub innych osób upoważnionych przez nich do odbioru leków - tłumaczy prof. Piotrowski.

Zdarzało się również, że lekarze sami zawozili leki pacjentom do domu. - Staramy się też dostosować do tej trudnej sytuacji. W naszym ośrodku mamy ok. 50 chorych. W większości ośrodków tych pacjentów jest od kilkunastu do trzydziestu, w różnych fazach leczenia. Dzięki temu wszystko można zaplanować - wyjaśnia.

Jednocześnie podkreśla, że pacjentom, którzy mimo wszystko wymagają bezpośredniej wizyty w ośrodku, należy zapewnić pełne bezpieczeństwo, czyli muszą przemieszczać się po ''bezpiecznej ścieżce''.  - U nas taka ścieżka istnieje. Chorzy, którzy przyjeżdżają na wizytę najpierw poddawani są wstępnej ocenie pod kątem zakażenia SARS-Cov2. Przeprowadzony zostaje z nimi wywiad epidemiologiczny, jest mierzona temperatura. Następnie zostają skierowani do konkretnych zespołów specjalistycznych odpowiedzialnych za prowadzenie danego programu lekowego. Pacjenci poruszają się tylko po strefach wyznaczonych - mówi ekspert.

Chwali też rozwiązanie, które pozwala na rezygnację z wykonywania badań czynnościowych jak spirometria, wymaganych w programach lekowych. - Dziś jest to procedura, uważana za taką, która może zwiększać ryzyko transmisji wirusa, dlatego czasowo można z niej zrezygnować. Z kolei badania krwi, jeśli są niezbędne, można wykonać ambulatoryjnie w miejscu zamieszkania pacjenta i przesłać tylko wyniki za pośrednictwem maila lub telefonu - mówi prof. Piotrowski.

Takie rozwiązanie, jak wyjaśnia ekspert, szczególnie dotyczy tych chorych, którzy dojeżdżają do ośrodka z innych miast, a nawet województw. Nie ma bowiem sensu narażać chorego na trudy podróży i ryzyko zakażenia wirusem w czasie przemieszczania się poza miejscem zamieszkania. - Trzeba zrobić wszystko, aby pacjent nie musiał podróżować, tylko po to, by wykonać proste badanie diagnostyczne - podkreśla.

Dodaje, że w dobie koronawirusa nie zaleca się korzystania z programów rehabilitacyjnych. Można ewentualnie zachęcać do wykonywania prostych ćwiczeń w domu, szczególnie dotyczy to tych chorych, którzy wcześniej uczestniczyli w programie rehabilitacji oddechowej. 

Nowe rozpoznania i nowe rekrutacje
Prof. Piotrowski przypomina, że w chwili stawiania rozpoznania IPF niemożliwe jest określenie dynamiki przebiegu choroby u danego pacjenta. - Od pierwszych objawów do postawienia ostatecznego rozpoznania często mija wiele miesięcy. Należy przestrzegać zasady, że jeżeli już rozpoznano IPF, to nie powinno się zwlekać z rozpoczęciem leczenia, gdyż im wcześniej się je rozpocznie, tym pacjent ma większe szanse dłuższego przeżycia i zachowania relatywnie dobrych parametrów czynnościowych przez jak najdłuższy czas, a co się z tym wiąże, lepszej jakości życia - zaznacza ekspert.

Wyjaśnia też, że obecnie wdrażanie nowozdiagnozowanych pacjentów do programów lekowych jest nieco trudniejsze. - Często postawienie ostatecznego rozpoznania wymaga krótkiego pobytu w szpitalu. Obecnie kierujemy się zasadą, że badania diagnostyczne wykonujemy ambulatoryjnie. Pobyt w szpitalu zawsze wiąże się z większym ryzykiem dla chorego - tłumaczy prof. Piotrowski.

I dodaje: - W pierwszym miesiącu trwania epidemii rekrutacje były wstrzymane. W sytuacji, kiedy trudno jest przewidzieć jak długo będzie trwała obecna sytuacja, wznowiliśmy je, kierując się faktem, że rokowanie u tych chorych jest porównywalne z wieloma chorobami nowotworowymi, a opóźnianie leczenia pogarsza szansę chorego.

- Praktycznie tylko dwa nowotwory: rak płuca i rak trzustki mają gorsze rokowanie niż IPF, a wiemy, że onkologiczne przyjęcia nie zostały wstrzymane. Dlatego też stoimy na stanowisku, że także w wypadku chorych na IPF, przyjęcia muszą się odbywać. Na takim samym stanowisku stoją międzynarodowe gremia naukowe. Uczeni twierdzą, że chorych na IPF należy w dobie pandemii traktować tak samo, jak chorych na raka i nie opóźniać początku leczenia - zaznacza.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    POLECAMY W PORTALU