Daniel Mieczkowski | 18-10-2011 10:21

Związki za, a nawet przeciw

Przekształcenia szpitali wojewódzkich: poszło (raczej) gładko, ale czy wystarczy pieniędzy z kontraktów?

Zaskarżenie przez związki zawodowe przekształceń szpitali w kilku miastach doprowadziło do zakwestionowania przez sądy likwidacji SPZOZ-ów. W powstałym po przekształceniu Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie (dawniej Szpital Bródnowski) związki zawodowe nie zdecydowały się na taki krok. Jednak, choć przekształcenie poszło gładko, teraz szpitalowi grozi swego rodzaju "kara" za lepszą pracę personelu - niedofinansowanie przez płatnika.

Maria Szalew, przewodnicząca NSZZ Solidarność w Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie (MSWwW), przyznaje, że tak jak wszystkie związki zawodowe w przekształcanych szpitalach, byli wręcz przerażeni nadchodzącymi zmianami. Jak tłumaczy, w początkowej wersji likwidacja SPZOZ-u miała wyglądać tak, że wszyscy pracownicy dostają wypowiedzenia i ewentualnie są przyjmowani na nowo do powstającej w styczniu br. szpitalnej spółki.

- To budziło ogromne obawy. Cały związkowy Region Mazowsze oprotestował to rozwiązanie. Udało się zagwarantować pracownikom, zgodnie z przepisami Kodeksu pracy, przejście do nowego pracodawcy na dotychczasowych zasadach - mówi Maria Szalew. To uspokoiło nastroje.

Szalew podkreśla, że obecnie współpraca z zarządem układa się przyzwoicie: - Wszystkie regulaminy, które wymagają uzgodnienia ze związkami, są z nami omawiane. Staramy się uzyskiwać sensowny kompromis.

Co będzie dalej

Z danych udostępnionych przez dyrekcję szpitala wynika, że o ile w połowie zeszłego roku w placówce pracowało 1564 osób, to w tym roku liczba ta zwiększyła się do 1593. Zmieniła się jednak struktura zatrudnienia - więcej jest kontraktów, a mniej umów o pracę.

- Zatrudnienie zwiększyło się w sferze działalności medycznej, brakowało personelu średniego - informuje Teresa Bogiel, prezes MSWwW.

Zdaniem Marii Szalew, lekarze po przekształceniu zaczęli nieco lepiej zarabiać, między innymi dzięki przejściu na kontrakty.

- Teraz pozostały personel czeka na bodźce finansowe - stwierdza Szalew. Jak informuje, związek pracuje nad regulaminem szpitala i chce wprowadzenia w nim nagrody z zysku dla pracowników. - Mamy nadzieję, że to się uda wynegocjować i pozytywnie wpłynąć na motywację personelu. Na tym skorzysta pacjent - tłumaczy szefowa szpitalnych związków.

Jak twierdzi Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego, które jest właścicielem szpitala, nie ma żadnych przeszkód prawnych, żeby pojawiły się nagrody z zysku spółki dla personelu. Co więcej, marszałek zapewnił, że nie ma również żadnych przeszkód prawnych, żeby załoga stała się współwłaścicielem placówki.

- Tak sobie to wyobrażamy, że wśród udziałowców będzie załoga lecznicy - tłumaczy Adam Struzik.

Według niego mógłby to być udział, który przewidywała ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw. Proponował przykładowy udział załogi w spółce w granicach 15%. - To jest kwestia otwarta - dodał.

Przekonywał jednocześnie, że to jest właściwy kierunek przekształceń - "uspołecznienie własności, którą wspólnie budujemy".

Oczekiwania równe obawom

Prof. Jan Dzieniszewski, szef kliniki Gastroenterologii MSWwW, który w lecznicy pracuje już od 31 lat, stwierdza, że oczekiwania przed przekształceniem wśród personelu szpitala były równie wielkie, jak obawy. Lekarze obawiali się o pracę, a z drugiej strony liczyli na lepsze zarobki.

- To przekształcenie w dużej mierze nas zdyscyplinowało - cotygodniowe odprawy, analizy ekonomiczne, jakie wydatki, jakie leki... - opowiada Jan Dzieniszewski. Dodaje, że ta presja szła w dół od personelu kierowniczego do lekarzy i pielęgniarek, jednak z perspektywy czasu profesor tę mobilizację ocenia pozytywnie.

- Zwiększyliśmy przepływ chorych, także w ambulatorium, co - nie ukrywam - przełożyło się na możliwość lepszego zarobkowania - mówi. Jego zdaniem, drugim pozytywnym skutkiem przekształceń jest fakt, że w placówce ruszyły remonty. - Zwiększyliśmy także liczbę przyjmowanych pacjentów, jednak komfort pobytu w szpitalu jest również bardzo ważny. Pacjenci widzą, jakie są warunki, jakie jest zaplecze, jakie są sanitariaty itp. - tłumaczy prof. Dzieniszewski.

Teresa Bogiel, prezes MSWwW, przyznaje, że brak inwestycji w sale pobytu pacjentów to słaby punktu szpitala i ich standard nie jest jeszcze najlepszy.

Samorząd zrobił, co mógł

Zdaniem prof. Jana Dzieniszewskiego, półrocze funkcjonowania spółki lekarze mogą ocenić pozytywnie, choć niewątpliwie wciąż są rozbudzone nadzieje na jeszcze lepsze zarobki. Szpital zwiększył przychody i jednocześnie ograniczył koszty funkcjonowania.

Stało się to możliwe dzięki przejęciu zadłużenia lecznicy przez województwo (ponad 90 mln zł). Koszty finansowe obsługi zadłużenia wynosiły już 6 mln zł. Szpitalowi udało się też zaoszczędzić na tzw. kredytach kupieckich dzięki terminowej płatności zobowiązań i lepszej pozycji negocjacyjnej w rozmowach z dostawcami (w sumie oszczędności sięgnęły 8,5 mln zł).

Przychody MSWwW zwiększyły się dzięki wzrostowi liczby wykonanych świadczeń. Liczba hospitalizacji w pierwszym półroczu, w porównaniu z zeszłym rokiem, wzrosła o 842 (z 12,637 tys. do 13,479 tys.). Liczba porad ambulatoryjnych w szpitalu zwiększyła się o blisko 9,5 tys. (z 76,131 tys. porad do 85,614 tys.).

- Zwiększyliśmy wydajność. Ta sama kadra, przy wykorzystaniu tego samego wyposażenia, obsłużyła znacznie większą liczbę pacjentów - tłumaczy Teresa Bogiel. Jak informuje, wykonanie kontraktu NFZ w pierwszym półroczu br. to 72,515 mln zł. W zeszłym roku w analogicznym okresie wykorzystano 64,888 mln zł. Prezes Bogiel obawia się, że ta pozytywna tendencja może zostać wyhamowana, ponieważ na drugie półrocze kontrakt jest zbyt niski (brakuje około 8 mln zł).

- Będziemy zabiegali o zwiększenie kontraktu z NFZ do poziomu wykonania za pierwsze półrocze - zapowiada prezes szpitalnej spółki.

Zdaniem Adama Struzika, dalsze powodzenie przekształceń zależy między innymi od tego, czy NFZ będzie płacił placówce za wykonane świadczenia. Jak tłumaczył marszałek, oby nie okazało się, że samorząd zrobił, co mógł (przejął ponad 90 mln zł długu szpitala), załoga potrafiła się przestawić na nowe zasady pracy, zarząd działa gospodarnie, a NFZ powie: "My nie mamy na to pieniędzy".

Jednocześnie Adam Struzik ostrzega, że w roku 2012 może zabraknąć w NFZ pieniędzy na zapłacenie za wszystkie świadczenia zdrowotne na Mazowszu ze względu na zmianę w algorytmie rozdziału środków. - Województwo transferuje do innych regionów około 1,5 mld zł rocznie - podkreśla marszałek.

Nie tak jak w Siedlcach

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie unieważnił uchwałę Sejmiku Województwa Mazowieckiego podjętą w 2010 r. w sprawie likwidacji Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Siedlcach. Przekształcenie szpitala zaskarżyły tamtejsze związki zawodowe.

Możliwe jest teraz zakwestionowanie uchwał przekształceniowych dotyczących pozostałych lecznic podległych Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Mazowieckiego (są to: Wojewódzkie Centrum Stomatologii w Warszawie, Centrum Rehabilitacji im. prof. M. Weissa STOCER w Konstancinie-Jeziornej, Wojewódzki Szpital Bródnowski i Mazowieckie Centrum Neuropsychiatrii i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży w Zagórzu).

Maria Szalew, przewodnicząca NSZZ Solidarność w MSWwW, stwierdza, że była zaskoczona decyzją związków z Siedlec.

- My nie mieliśmy i nie mamy takiego zamiaru - deklaruje Szalew. Zauważa, że Szpital Bródnowski startował z innego pułapu niż siedlecka lecznica.

Rzeczywiście, w przeciwieństwie do innych przekształconych placówek, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Siedlcach (obecnie Mazowiecki Szpital Wojewódzki) był w dobrej kondycji finansowej, nie chodziło zatem o odcięcie balastu zadłużenia. Celem komercjalizacji był rozwój poprzez poszerzenie oferty leczniczej.

- Z wyrokami sądu się nie dyskutuje. Na szczęście istnieje procedura odwoławcza.

Wnosimy o kasację tego wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego - komentuje Adam Struzik. Jego zdaniem, procesu przekształceniowego SPZOZ-u w Siedlcach już się nie da odwrócić.

Kraków: nie chcą powrotu SPZOZ-u

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Rydygiera w Krakowie jako spółka zaczął funkcjonować w lipcu zeszłego roku. Wojciech Kozak, wicemarszałek województwa małopolskiego, nie spodziewa się, aby taka sytuacja jak w Siedlcach mogła się powtórzyć w stolicy Małopolski. - Nie mam żadnych protestów związków zawodowych.

Można powiedzieć, że osiągnęliśmy stabilizację. Myślę, że związkowcy sami nie zgodziliby się dzisiaj na sytuację, w której mielibyśmy wracać do działania w formule SPZOZ-u - zapewnia wicemarszałek.

Przypomina, że w przypadku stołecznego Szpitala Bródnowskiego samorząd miał o tyle łatwiejszą sytuację, że sfinalizował już całkowicie założenia tzw. planu B, czyli odzyskał środki, po które zamierzał w ramach tego planu sięgnąć.

- My jeszcze tego nie osiągnęliśmy, mimo że Bank Gospodarstwa Krajowego przyjął ze szczegółami i biznesplan, i wniosek podpisany przez wojewodę.

W tej chwili w Krakowie oczekujemy na konsumpcję planu B, czyli na końcowe podpisanie umowy - mówi nam marszałek. Pozytywnie ocenia funkcjonowanie krakowskiej lecznicy w formie spółki. Jak informuje, jednostka nie tylko się bilansuje, ale generuje też mały zysk.

Jednak podobnie jak Szpital Bródnowski może mieć kłopot ze zbyt niskim kontraktem. - Szpital powinien mieć budżet na poziomie około 130 mln zł. Niestety, ubiegłoroczny kontrakt podpisany z NFZ jest niższy od oczekiwań - podsumowuje Wojciech Kozak.

Likwidacje na wokandzie

W 2009 r. radni powiatu częstochowskiego zlikwidowali SPZOZ Szpital im. R. Weigla w Blachowni. 1 maja 2009 r. realizację świadczeń zdrowotnych przejął wyłoniony w przetargu dzierżawca, który zobowiązał się do prowadzenia szpitala jako podmiotu niepublicznego, płacenia starostwu miesięcznego czynszu w wysokości 120 tys. zł oraz realizacji inwestycji w placówce na kwotę 21 mln zł. W październiku 2010 r. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził nieważność uchwały o likwidacji SPZOZ-u. Skargę kasacyjną wniosła do NSA częstochowska Solidarność. W opinii związkowców powiat wydzierżawiając szpital prywatnej firmie, stracił kontrolę nad lecznicą.

W uzasadnieniu wyroku NSA wskazywał m.in., że "świadczenie usług zdrowotnych - co do zasady - w obowiązującej ustawie (o ZOZ-ach - red.) jest realizowane przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej tworzone przez podmioty publiczne". NSA orzekł, że uchwała o likwidacji SPZOZ-u w Blachowni jest nieważna.

Zarząd Regionu Częstochowskiego NSZZ Solidarność podnosił wielokrotnie, że unieważnienie przez NSA uchwały likwidacyjnej nie skutkuje żadnymi zmianami.

Związkowcy złożyli nawet skargę na bezczynność starosty w sprawie wykonania wyroku NSA. Została ona jednak odrzucona.

Powiat uważa, że dzierżawca powołuje się na wyrok NSA, a ten dotyczy likwidacji SPZOZ-u, a nie umowy o dzierżawę. Rozważa kolejną dzierżawę szpitala lub utworzenie spółki samorządowej.

Wyrok dotyczący szpitala w Blachowni zainspirował innych związkowców.

Sądy wydały kolejne wyroki unieważniające uchwały o dzierżawie szpitali w Tarnowskich Górach i Pszczynie, wskazując, że przepisy nie pozwalają jednostkom samorządu terytorialnego wyzbywać się i przekazywać realizację zadań publicznych z zakresu ochrony zdrowia.

- Nie obawiam się, że te wyroki mogą zagrozić przekształceniom SPZOZ-ów, dotyczą bowiem ustawy o ZOZ-ach, zastąpionej 1 lipca 2011 r. ustawą o działalności leczniczej - uspokajała w wywiadzie dla TVP Info minister zdrowia Ewa Kopacz. - Nowa ustawa była szczegółowo konsultowana z prawnikami - dodała minister.