Znany pulmonolog profesor Wacław Droszcz nie sięgnął po papierosa już od 20 lat, chociaż dzisiaj przyznaje z rozbrajającą szczerością: Kiedyś paliłem jak smok

Autor: Piotr Wróbel • • 17 maja 2008 15:20

Profesor Wacław Droszcz, znany polski pulmonolog, ma w swoich zbiorach ulubione zdjęcie ojca: z papierosem w ręce. Tak przed wojną fotografowie uwieczniali eleganckich mężczyzn trzymających fason. Sam ówczesny brytyjski król Jerzy stawał przed obiektywem aparatu w smudze niebieskiego dymku, kiedy pozował do oficjalnych zdjęć w atelier.

Dzisiaj nikt z dbających o swój wizerunek polityków nie odważy się pokazać publicznie z papierosem w ustach.
Profesor też nie chce dawać złego przykładu pacjentom. Ale nie tylko to go przekonało.
- Rzuciłem palenie, bo miałem dość uwag mojego kolegi z pracy, profesora Zielińskiego - podaje zaskakujący powód.
Pamięta, jak wtedy, w połowie lat 80., postąpił z ostatnim papierosem: zmiął wypalonego w połowie i wyrzucił do śmietniczki.
Zadziałała głównie silna wola.

Próbuję zrozumieć

Od tamtej pory owiniętego w bibułkę tytoniu nie wziął do ust. Jednak pozostał tolerancyjny wobec smakoszy tytoniu.
Próbuje ich zrozumieć, bo sam też kiedyś potrafił rozkoszować się aromatem dymu.
- Nie przeszkadza mi, kiedy ktoś pali w mojej obecności - deklaruje.
Nim skończył z niezdrowym przyzwyczajeniem, palił jak smok. - W wannie też, cygara. Jak w westernach - uśmiecha się do wspomnień. Wyborne cygara przywoził mieszkający na Kubie brat.
Nawyk zaczął się w liceum. Nic nadzwyczajnego. Pokus nie brakowało.
To były jeszcze czasy, kiedy paliło się nawet... w tramwaju. Kiedy studiował w latach 50., zacni i utytułowani lekarze wykładający w Akademii Medycznej też czasami pojawili się w obłokach dymu.
O tym, że papierosy szkodzą mało kto...
wiedział i potrafił to udowodnić.
- To powody ekonomiczne, a nie zdrowotne, skłoniły mnie do podjęcia pierwszej próby rzucenia palenia - opowiada prof. Wacław Droszcz. Wtedy miał jakieś 35 lat i robił doktorat. - Kiedy w latach 60. dostałem stypendium w Wielkiej Brytanii, wiedziałem na pewno tylko jedno: że papierosy są tam strasznie drogie i jak z nimi nie skończę, nie starczy mi nawet na kanapki - wspomina.
Nie wytrwał w postanowieniu. Tęsknota za krajem, rozłąka z rodziną i chwile smutku zrobiły swoje. Wyliczył, że z marnego stypendium może mimo wszystko uciułać na 10 papierosów dziennie. Jeśli będzie je kręcił na maszynce. Potem na lata wrócił do stałej nikotynowej dawki: 20 papierosów dziennie. Obawy o zdrowie obracał w dowcip: - O, kolega jest lepszym doktorem - żartował czasami z przyjaciół, na których biurku zawsze leżało pudełko markowych papierosów.

Do dziesięciu razy sztuka

Kiedy został ordynatorem, przerywał obchód, że zapalić. To już były czasy, kiedy lekarzowi nie wypadało sięgać po papierosa w szpitalu. Zamykał się w gabinecie. Towarzyszący mu podwładni musieli czekać. - I tak wszyscy wiedzą, co robię, bo w pokoju śmierdzi jak diabli - karcił sam siebie, ale nie potrafił odmówić sobie przyjemności zaciągnięcia się niebieskim dymkiem.
Wiedza, jaką zdobyli lekarze w latach 70. już ewidentnie wskazywała na związek wielu chorób z paleniem tytoniu. - Kiedy głębiej wszedłem w pulmonologię, doskonale rozumiałem, że przyczyną rozedmy i raka płuc jest nałogowe palenie - przyznaje profesor Droszcz. Postanowił palić fajkę, bo "mniej szkodzi". - Grozi mi tylko rak wargi - usprawiedliwiał swoje zachowanie, choć dobrze wiedział, że to nieprawda. Zresztą dymek z fajki nie wystarczał. Organizmu przyzwyczajonego do nikotyny nie udawało się oszukać, potrzebne były papierosy.
- W pewnej chwili konieczność palenia zaczęła mi zwyczajnie przeszkadzać - mówi profesor. Do dziś ze śmiechem wspomina, jak ukrywał swój nałóg, kiedy pojechał służbowo do Szwecji. - Kiedy paliłem w hotelu, wyrzucałem niedopałki do klozetu i myłem popielniczkę, bo mi było wstyd przed sprzątaczką. Wiedziała, że jestem doktorem. Dla niej palący lekarz to było coś nie do pomyślenia.
Profesor Wacław Droszcz mógłby wręcz posłużyć jako podręcznikowy przypadek palacza walczącego z nałogiem.
Papierosy próbował rzucić wiele razy, powiodło się za bodaj dziesiątym. Nie było łatwo: - Pierwsze trzy dni zawsze były krytyczne, głowa mi pękała, byłem rozdrażniony - opowiada. Bywało, że nie sięgał po tytoniową tutkę nawet ze 2 lata, ale potem znowu nie wytrzymywał.
Wystarczył moment - jakieś przyjęcie, stresująca sytuacja.

Jak możesz...

W latach 80. Wacław Droszcz pracował w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc wspólnie z młodszym kolegą, a potem profesorem Janem Zielińskim. Profesor Zieliński, potem dyrektor Instytutu i twórca Narodowego Programu Wczesnego Wykrywania Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc, testował wtedy klinicznie akurat pierwszą partię nikoretek, gum do żucia dla palaczy, zawierających nikotynę.
- Przestałbyś wreszcie palić, jak możesz zionąć zapachem tytoniowego dymu na pacjentów, ssij nikoretki - łajał Jan Zieliński starszego od siebie Droszcza. - Ssałem dla świętego spokoju, trochę pomagało, ale nie bardzo - mówi profesor. Podpalał po kryjomu.Wydało się. - To ja tobie daję nikoretki, które można kupić tylko za dolary w Peweksie, a ty takie numery mi robisz! - ciągnął tyradę Jan Zieliński.

Zagrała ambicja

Tego było za wiele. Obaj byli już docentami.
- Nie wytrzymałem. No, myślałem, że mnie szlag trafi. Jak taki młokos, młodszy ode mnie o 5 lat, może mnie ciągle strofować. Postanowiłem, że rzucę palenie - opowiada profesor. Zagrała ambicja. Rzucił podczas sympozjum w Bieszczadach, na które pojechał wspólnie ze swoim "antynikotynowym aniołem stróżem" w randze docenta. Był przerażony wizją codziennych połajanek.
Ostatniego wypalonego w życiu papierosa zgasił w jakiejś parkowej śmietniczce, nim wrócił do pokoju dzielonego z kolegą.
Profesor Wacław Droszcz nie pali od 20 lat. Czasami, kiedy korciło go, żeby zapalić, stosował bardzo indywidualną terapię.
- Obrzucałem sam siebie najgorszymi wyzwiskami - podaje swoje najlepsze lekarstwo do stosowania w chwilach słabości u ekspalacza. Dzisiaj uważa, że palenie powinno być zabronione.
- A co z tymi, którzy już palą?- pytamy.
- Niech się trochę pomęczą, jak ja.
Od palenia można się odzwyczaić, wiem coś na ten temat.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum