Żeby leki zostały w Polsce

Autor: Luiza Jakubiak • • 14 listopada 2012 15:17

Ustawa refundacyjna wymaga poprawek, które ułatwiłyby życie wszystkim uczestnikom rynku

Żeby leki zostały w Polsce

Jesień 2013 to czas, o którym wszyscy producenci leków już myślą ze zgrozą - mówił Jerzy Toczyski, prezes GSK, podczas debaty poświęconej polityce lekowej w ramach VIII Forum Rynku Zdrowia, mając na myśli brak informacji o tym, co dalej z decyzjami refundacyjnymi wydanymi tylko na dwa lata.

To przykład dylematu, którego rozwikłania bezskutecznie można szukać w tzw. ustawie refundacyjnej. Z drugiej strony znajdują się w niej niejednoznaczne przepisy, które powodują problemy z ich praktycznym stosowaniem.

Kwestia konstruowania grup limitowych, programy lekowe, częstotliwość aktualizacji list refundacyjnych - to tylko kilka elementów, które sygnalizowali uczestnicy dyskusji, wyrażając jednocześnie opinię, że niezbędne są poprawki do ustawy refundacyjnej, które ułatwiłyby życie wszystkim uczestnikom rynku.

Przeważały też opinie, że jest za wcześnie na wyciąganie dalekosiężnych wniosków z funkcjonowania ustawy refundacyjnej. Trudno np. ocenić jej skutki dla zdrowotności społeczeństwa po 10 miesiącach.

Czy mamy politykę lekową

Zdaniem Macieja Boguckiego, prezesa Instytutu Ochrony Zdrowia, należy prześledzić po kolei wszystkie elementy ustawy refundacyjnej, by móc stwierdzić, które zadziałały, a które nie: - W tej chwili ustawa daje w zasadzie wszelkie możliwe narzędzia płatnikowi i regulatorowi do zarządzania procesem i sterowania polityką lekową. Natomiast nie wszystkie rozwiązania się sprawdziły. W moim przekonaniu, sposób ustalania i negocjowania ceny można byłoby w znaczny sposób uprościć - stwierdził prezes Bogucki. - Przede wszystkim zaś zastosowanie ustawy należałoby podłączyć pod spójną, jednolitą systemowo politykę lekową, której w Polsce nie ma.

O braku polityki lekowej mówił też dr Wojciech Kuźmierkiewicz, prezes Naukowej Fundacji Polpharmy.

- Wszystko, co robimy, powinno wynikać z założeń polityki lekowej.

WHO od lat wnioskuje o opracowanie takiego dokumentu rządowego.

Dość częsta zmienność na stanowisku ministra zdrowia w Polsce powoduje, że każdy z kolejnych szefów resortu wprowadza nowe rozwiązania, które nie do końca są spójne z innymi mechanizmami. Rząd powinien wypracować wspólną strategię w porozumieniu ze wszystkimi, którzy mają wpływ na politykę lekową.

Prezes Kuźmierkiewicz przypomniał, że taki dokument istniał w Polsce w latach 1994-1998: - Kres temu dokumentowi położył jeden z ministrów, który uznał, że wszystkie cele, jakie polityka lekowa powinna realizować, zostały spełnione.

W opinii prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorza Kucharewicza, polityka lekowa podlega permanentnym zmianom, ale są to nieustannie reformy cząstkowe, które służą wyłącznie chwilowym potrzebom polityków.

Tymczasem system wymaga bezwzględnych zmian.

- Ustawa refundacyjna była oczekiwana przez aptekarzy. Wyeliminowała takie praktyki jak sprzedaż leków za 1 grosz, reklamy aptek, programy lojalnościowe. Nadal zmiany wymaga tabela marż i kuriozalny sposób naliczania marży detalicznej od ceny leku będącego podstawą limitu w danej grupie limitowej. Każda nowelizacja wykazów refundacyjnych powoduje różnice w cenach leków, które muszą pokrywać aptekarze - mówił szef samorządu aptekarskiego, postulując wprowadzenie systemu rekompensat.

- Pisząc ustawę, MZ miało cztery cele: ograniczenie współpłacenia przez pacjentów, zwiększenie dostępności leków innowacyjnych, zwiększenie przejrzystości i ograniczenie patologii występujących m.in. w dystrybucji leków - przypomniał Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, i ocenił, jak wygląda realizacja tych celów po niecałym roku funkcjonowania ustawy: - Jeśli chodzi o współpłacenie, jest nadal wysokie.

Dane prezentowane przez firmy monitorujące rynek są inne niż wyniki prezentowane przez resort zdrowia, który w swoich statystykach nie uwzględnia leków refundowanych zrealizowanych z różnych względów ze 100-procentową odpłatnością - stwierdził dyrektor Sztwiertnia.

A może model hiszpański?

Według przedstawiciela innowacyjnych firm farmaceutycznych, obniżenie cen leków w wyniku negocjacji z Komisją Ekonomiczną tworzy przestrzeń do finansowania nowoczesnych terapii: - Jest szansa, by środki uwolnione w wyniku działania mechanizmów ustawy refundacyjnej były wykorzystane do poprawy dostępności nowoczesnych leków - powiedział dyrektor Infarmy.

- Problem pojawił się jednak w obszarze dostępności produktów, które z uwagi na niską cenę są obiektem zainteresowania dystrybutorów równoległych.

Z powodu eksportu produktów do sąsiednich państw, na polskim rynku zaczęło brakować leków w niektórych grupach terapeutycznych.

- Jest możliwe rozwiązanie tego problemu na poziomie legislacyjnym, aby zapewnić niskie ceny na terytorium RP, a zapobiec ich wywożeniu - przekonywał Paweł Sztwiertnia i wskazał na rozwiązanie zastosowane w Hiszpanii: - To kraj, gdzie skutecznie funkcjonuje interwencja ochrony niskich cen na rynku. W przypadku leków refundowanych na terytorium Hiszpanii obowiązują ceny urzędowe.

Pozostałe leki, w tym te, które opuszczają Hiszpanię, mają wolną cenę, podlegającą negocjacjom między producentem i hurtownikiem.

Milowy krok

W opinii wytwórców leków, nastąpiła ogromna poprawa w zakresie przejrzystości procesu refundacyjnego.

- Przez ostatnie 10 miesięcy wydarzyło się więcej niż przez ostatnie 10 lat: ustawa refundacyjna zwiększyła transparentność i przewidywalność, dotrzymywane są terminy, jest łatwiejszy kontakt z regulatorem.

To krok milowy. Nieco gorzej wypada stabilizacja otoczenia, w którym funkcjonujemy - ocenił Jerzy Toczyski, prezes GlaxoSmith- Kline Pharmaceuticals SA. Zwrócił uwagę na problem tworzenia grup limitowych: - Nie mamy nic przeciwko grupom jednorodnym, w których leki oparte są na tej samej cząsteczce.

Olbrzymim problemem są natomiast grupy niejednorodne z kilkoma różnymi molekułami, które mają odmienny mechanizm przeliczania DDD (dzienne dawki). Po drugie, niejasne zasady tworzenia grup limitowych powodują, że leki starsze grupowane są z nowymi. To stwarza barierę dostępu do innowacji.

W opinii prezesa Toczyskiego, nadal nie do końca wykorzystywane są mechanizmy podziału ryzyka (RSS).

Brakuje też przestrzeni do negocjacji warunków takich porozumień: - Nie wydaje mi się, byśmy mogli to zrobić w ramach obecnie działającej Komisji Ekonomicznej. To grono jest zbyt wąskie.

W dyskusję o RSS powinni być zaangażowani także świadczeniodawcy.

- Przemysł ma ciekawe pomysły na zastosowanie w niektórych schorzeniach innych niż porozumienia cenowo-wolumenowe mechanizmów podziału ryzyka. Problemem jest brak rozwiązań do ich monitorowania i realizacji na poziomie funkcjonowania NFZ czy świadczeniodawcy - stwierdził prezes GSK.

Otwarcie o tajności umów

Pojawił się też wątek dotyczący sposobu publikacji przez NFZ kwoty refundacji, który w opinii przedsiębiorców może prowadzić do ujawniania poufnych instrumentów dzielenia ryzyka.

Prezes Toczyski zwrócił również uwagę, że zawierane porozumienia występują w formie załącznika do umowy administracyjnej: - W innych państwach są to umowy cywilnoprawne określające obowiązki obu stron. Nie czujemy się komfortowo w obecnie funkcjonujących ramach prawnych. Wprawdzie dotąd nie było żadnych przypadków ujawniania warunków porozumień, ale ramy prawne nie są zbyt mocne.

Jego zdaniem, poufność RSS jest gwarancją i korzystnym rozwiązaniem pozwalającym utrzymać niższe ceny.

Jednak według Barbary Wójcik- -Klikiewicz, dyrektora departamentu gospodarki lekami NFZ, zaniepokojenie firm z powodu publikacji danych o refundacji jest częściowo nieuzasadnione, ponieważ oficjalnym dokumentem, który stanowi cenę urzędową leku z podaniem kodu identyfikacyjnego EAN, jest obwieszczenie refundacyjne ministra zdrowia.

- Zgodnie z zapisami ustawy refundacyjnej, publikujemy jedynie kwotę refundacji i liczbę zrefundowanych opakowań leków z przełożeniem na kody EAN. Taka informacja nie ujawnia danych o zastosowanym mechanizmie dzielenia ryzyka.

Dodała, że ideą umów RSS nie jest generowanie zysku dla świadczeniodawcy, ale dla systemu. Po drugie, w sytuacji, gdy podmiot zastrzega poufność RSS, świadczeniodawca nie wie, w jakim mechanizmie funkcjonuje dany lek i opiera się wyłącznie na oficjalnej cenie z obwieszczenia: - Może się więc zdarzyć, że szpital generuje wyższe koszty leczenia, chociaż mógłby zastosować tańsze. W konsekwencji szybciej zużywa swój kontrakt.

Jeden budżet

Dyrektor Wójcik-Klikiewcz studziła także zapał do dzielenia "oszczędności" NFZ uzyskanych w wyniku wynegocjowanych niższych cen na leki i mniejszej refundacji aptecznej: - Trzeba zdać sobie sprawę z tego, czym jest budżet Funduszu. Funkcjonujemy w ramach wirtualnego budżetu. To, co jest zakładane w planie finansowym, jest czystym wróżbiarstwem, polegającym na przewidywaniu wpływu ze składek i funkcjonowania ZUS-u. Budżet Funduszu jest oparty na pewnej prognozie.

Dopiero w momencie zamknięcia planu finansowego będzie można stwierdzić, czy pieniądze, które wpłynęły do budżetu, odpowiadają środkom zaplanowanym na sfinansowanie świadczeń z kontraktów i otwartą refundację.

Dla płatnika problemem pozostaje wrzucenie od nowego roku do jednej pozycji budżetowej refundacji otwartej, która jest nielimitowana, wraz z finansowaniem świadczeń szpitalnych, przy planowaniu i kontraktowaniu których obowiązuje inny mechanizm. NFZ nie pogniewałby się także, gdyby uległa zmianie częstotliwość ogłaszania nowych obwieszczeń refundacyjnych.

- Nowelizacja list co dwa miesiące jest mechanizmem zupełnie nieefektywnym w lecznictwie szpitalnym.

Uniemożliwia powstanie nowego programu lekowego, na wdrożenie którego potrzebne są minimum trzy miesiące.

Jakich zmian jeszcze chciałby płatnik? - Aby prawo było na tyle doprecyzowane, by nie budziło wątpliwości.

Zanim zrobi się rewolucję, trzeba pomyśleć o jej skutkach.

Chciałabym też, by na półce w każdej aptece znalazł się lek będący podstawą limitu i zawsze był dostępny dla pacjentów. Jeśli chodzi o lecznictwo szpitalne - ważne, by powstał mechanizm szybszej zmiany i dostosowania świadczeń bezpośrednio do potrzeb wraz z nadzorem merytorycznym.

- Istotne jest też, aby lekarze mieli świadomość, że są aktywnymi uczestnikami gospodarowania publicznymi środkami, bo ich decyzje mają konsekwencje nie tylko lecznicze, ale i finansowe - stwierdziła dyrektor Wójcik-Klikiewicz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum