Zbieram przedmioty z duszą

Autor: Jacek Janik • • 24 czerwca 2010 15:45

Kolekcjoner musi mieć dużo szczęścia i tyle samo cierpliwości w realizacji swojej pasji

Z doktorem Markiem Pawłowskim rozmawiam w jego gabinecie, w otoczeniu przedmiotów, z których nie wszystkie pasują do gabinetu lekarza. Ze ściany spogląda na nas przenikliwym wzrokiem ze starego obrazu śląska madonna z dzieciątkiem.

Obok, na komodzie wyeksponowana jest kolekcja aptekarskich naczyń mających prawdopodobnie kilkadziesiąt, a może więcej, lat. Na ścianach oryginalna, biała broń, ryciny, drzeworyty, obrazy.

- Lubię otaczać się przedmiotami, obrazami, niekoniecznie sygnowanymi jakimiś wielkimi i znanymi nazwiskami, ale oryginalnymi dziełami, które mają w sobie duszę. Mają je przedmioty, które zbieram - obojętnie, czy to jest stara, zabytkowa komoda, czy stara cukiernica. Ważna jest dla mnie w tych przedmiotach nie ich wartość materialna, ale przeszłość oraz to, co trudno jest określić - ta dusza i pamięć z nimi związana i w nich istniejąca - uprzedza moje pytanie doktor Pawłowski.

Pani profesor Pela

Skąd zamiłowanie do zbierania monet, których w swojej kolekcji doktor Pawłowski ma kilka tysięcy i, jak sam twierdzi, nawet nie wie, ile ich dokładnie jest? - Zaraziła mnie tym w ogólniaku moja nauczycielka od historii, Pelagia Kwapulińska z III LO im. Jana Niewidoka w Kochłowicach (dzielnica Rudy Śląskiej - red.). Sam już nie pamiętam dokładnie, jak to się stało, ale przekazała mi swoją pasję do historii i zbierania staroci, monet, starych dokumentów, wszystkiego tego, co przemija, co było wyrzucane na śmietnik jako rzeczy już nieużyteczne i bezwartościowe, a stanowiące naszą historię - wspomina Marek Pawłowski.

Pani profesor od historii, niezwykle lubiana i nazywana przez młodzież Pelą, była założycielką szkolnego muzeum, do którego zdobywała najróżniejsze eksponaty. W dużej mierze zasoby te zasilali sami uczniowie. Nacisk był położony przede wszystkim na pamiątki związane z rodzimym miastem - Rudą Śląską, ze Śląskiem, ale nie tylko.

Część szkolnych, muzealnych zbiorów pochodziła od Jana Wyplera, pochodzącego z Kochłowic uzdolnionego naukowca i poligloty, sinologa i tłumacza poetów polskich na język niemiecki. Jako działacz plebiscytowy zasłużył się w latach 20. dla polskości Śląska. Niezwykle ciekawy świata, wiele podróżował.

Ze swoich eskapad przywoził wiele cennych eksponatów.

- Pewna część kolekcji Wyplera, dzięki staraniom wspominanej Peli, trafiła do naszego licealnego muzeum, które było dumą całej szkoły. Zresztą wiele lat później eksponaty naszej szkolnej sali historycznej uzupełniły w istotny sposób Muzeum Miejskie w Rudzie Śląskiej - dodaje nasz rozmówca.

Szczęście i cierpliwość

- Swoje zbieractwo, jak wielu bardzo młodych ludzi w tamtych czasach, zacząłem od monet. I to nie od tych, za które można było wówczas kupić amerykańską balonową gumę do żucia Donald - mówi z uśmiechem Pawłowski.

- Pierwszej monety w swojej kolekcji nie pamiętam, ale utkwił mi w pamięci talar z saskiej epoki, bodaj z okresu Augusta II. Talary te były bite prawdopodobnie w mennicach niemieckich - chyba drezdeńskich lub lipskich. Nie było wtedy jeszcze specjalnych klaserów czy etui na monety i pamiętam, że nie mieścił się ten talar w żadnym ze słoików, w których początkowo przechowywałem swoją kolekcję. Niestety, nie przetrwał w moich zbiorach, bo zamieniłem go na monety okresu międzywojennego.

Był to, jak sam to określa doktor Pawłowski - "szczenięcy" okres w realizowaniu młodzieńczej pasji. W pełni dojrzałe kolekcjonowanie monet zaczęło się dla niego w ogólniaku, kiedy zaczął poszukiwać i zbierać polskie monety z okresu międzywojennego.

- Zbieracz musi mieć dużo szczęścia i chyba tyle samo cierpliwości oraz konsekwencji w realizacji swojej pasji. Kiedyś, kiedy byłem z rodzicami w wakacjach w Kudowie, zdarzyła się wyjątkowa okazja. Pewna kobieta miała duży zbiór monet, z których chciała sobie zrobić biżuterię, między innymi srebrną bransoletę. Umowa była prosta - amatorka biżuterii, w zamian za kolekcję monet, zakupiła sobie gotowe precjoza... Każdy był zadowolony - ja, bo miałem kolekcjonerskie monety w cenie biżuterii, ona, bo miała swoje upragnione srebrne świecidełka. Czy były tam jakieś specjalne numizmaty? Dla mnie były bardzo wartościowe, bo w tych czasach ten rynek był w zupełnych powijakach.

Pytany o najcenniejsze, najwartościowsze okazy monet w swojej kolekcji doktor Pawłowski odpowiada bez wahania: - Są to dukaty śląskie, których kilka udało mi się zdobyć. To monety w ilościach znanych od dziesięciu do dwudziestu. Są więc naprawdę rzadkie, a zarazem nie mające szerokiego rynku zbytu. Może się zdarzyć, że pojawi się gdzieś jakiś "wykopek" i będzie tych monet więcej, ale mają one i będą miały przede wszystkim wartość kolekcjonerską.

Nie chodzi w nich o kruszec, z jakiego zostały wykonane, ale przede wszystkim o kawał historii w nich zawartej.

- Niestety - mówi z żalem doktor Pawłowski - przy charakterze mojej pracy nie mam czasu na to, żeby szukać gdzieś monet przy użyciu wykrywacza metalu w najdziwniejszych, choć nieprzypadkowych miejscach. Być może, kiedy tego czasu będę miał więcej, spróbuję i tej metody. Jestem pełen podziwu dla tych, którzy szukają w ten sposób starych monet. Ci, którzy zajmują się tym z wielką pasją, mają naprawdę ogromną wiedzę historyczną.

To już nie numizmatyka

Zdaniem Marka Pawłowskiego, obecnie zbieranie współczesnych monet, które stało się dość powszechne, nie ma nic wspólnego z numizmatyką.

Mennica państwowa, wypuszczając okolicznościowe monety, poszła na ilość i zarobek, niszcząc to, co było naprawdę cenne. Przed laty, np. nowe monety 100-złotowe, już po denominacji bite były w nakładach od 1,5 do 2,5 tys. sztuk. Dzisiaj takie "okazje" bite są po 10-12 tys. sztuk.

- To prawie masówka na miarę supermarketu. Nie ma już w tym tajemnicy, swego rodzaju wyjątkowości - mówi z żalem Pawłowski.

- W moim kolekcjonerskim podejściu do monet od wielu lat interesuje mnie przede wszystkim Śląsk, księstwa śląskie, księstwa piastowskie od Żagania po Cieszyn, Racibórz. Monety z tamtych czasów, które udało mi się zdobyć, spowodowały, że rzeczywiście zacząłem się interesować historią tych terenów. To był też punkt wyjścia do licznych, odpowiednio przygotowanych wyjazdów i zwiedzania zamków w Brzegu, Legnicy, Świdnicy, Lwówku Śląskim, Gryfowie Śląskim i wielu innych, niezwykle ciekawych miejsc na Śląsku. Kiedy tylko znajduję nieco czasu, jeżdżę po tych miejscowościach, szukam śladów przeszłości i staram się poznać ich historię.

Zbierać można wszystko

Każdego rodzaju kolekcjonerstwo jest swego rodzaju indywidualną przypadłością...

Jedni zbierają znaczki, inni etykiety, koperty. Zresztą zbierać i kolekcjonować można właściwie wszystko, oddając się temu z pasją i poświęceniem.

- Ja lubię zbierać i kolekcjonować przedmioty właśnie z tą bliżej nieokreśloną duszą. I niekoniecznie muszą to być obrazy czy monety - przekonuje doktor Pawłowski, wskazując na kolekcję niezwykłych butelek, o niespotykanych już dzisiaj kształtach, w których z całą pewnością przed wielu laty przechowywane były jakieś leki lub składniki do ich robienia. - Każdy z tych przedmiotów, bez względu na wartość materialną, ma swoją historię, którą warto poznać i o której warto pamiętać. I to jest w nich najważniejsze.

Dr n. med. MAREK PAWŁOWSKI Urodzony w 1960 r. w Katowicach. Absolwent Śląskiej Akademii Medycznej (1978-84). W latach 1984-92 pracował w Klinice Patologii Noworodka w Zabrzu, od 1992 do 1998 r. w Szpitalu Dziecięcym w Rudzie Śląskiej. Od 2000 r. pracuje w Chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii. Specjalista I i II stopnia w zakresie pediatrii oraz radiodiagnostyki.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum