Zawinił brak dialogu

Autor: WR • • 11 lutego 2010 14:56

Ta "wpadka" kosztowała rząd kilka punktów w sondażach popularności. Doprowadziła do niebywałego zamieszania w szpitalach, rozpaczy pacjentów, a skończyła się dywanikiem resortowych VIP-ów u premiera i wycofaniem obowiązującego od 1 stycznia zarządzenia prezesa NFZ, które ograniczyło dostęp pacjentów onkologicznych do leczenia w ramach tzw. chemioterapii niestandardowej.

We wspomnianym dokumencie zapisano świadczenia chemii niestandardowej "udzielane w miejscu pracy konsultanta krajowego lub wojewódzkiego onkologii klinicznej, hematologii, hematoonkologii dziecięcej, ginekologii onkologicznej - zgodnie ze specyfiką nowotworu", co było interpretowane przez lekarzy jako zgoda na prowadzenie takiego leczenia tylko w szpitalu, w którym mają swoją siedzibę konsultanci.

Dobre samopoczucie

Urzędnicy nie mieli sobie nic do zarzucenia w sprawie zapisów projektu zarządzenia prezesa NFZ nr 65 z 3 listopada 2009 roku i co do sposobów jego wprowadzenia, a całą winą za zaistniałą sytuację obciążyli lekarzy, którzy - zdaniem płatnika - powinni zwrócić się do oddziałów NFZ o wyjaśnienia.

- Rozporządzenie ministra zdrowia z 30 sierpnia 2009 roku jasno stanowi, co gwarantuje resort zdrowia pacjentom, w tym chemioterapię niestandardową - zapewniał wiceminister zdrowia Marek Twardowski podczas konferencji prasowej w czwartek (7 stycznia), którą zorganizowano po dramatycznych w tonie doniesieniach mediów opisujących rozpacz pacjentów onkologicznych, którym odmawiano dalszego prowadzenia terapii celowanej w ramach leczenia indywidualnego.

Zdaniem wiceministra, pojawiające się w mediach informacje o ograniczeniu dostępu do leczenia w ramach terapii niestandardowej wynikały z błędnej interpretacji zarządzenia prezesa NFZ. Marek Twardowski wyjaśniał, że celem zarządzenia było ograniczenie procesu kwalifikacji do leczenia, a nie wprowadzenie ograniczenia dostępu do terapii.

Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz zapewniał, że właściwa interpretacja zarzą-dzenia trafiła do wszystkich dyrektorów oddziałów NFZ.

Na dywaniku

Jeszcze tego samego dnia, 7 stycznia wieczorem, premier Donald Tusk we-zwał pilnie do swojej Kancelarii minister zdrowia Ewę Kopacz oraz prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza w "celu wyjaśnienia sytuacji dotyczącej stosowania tzw. chemioterapii niestandardowej".

Jak się nieoficjalnie dowiedziała TVN24, rozmowa była bardzo burzliwa. Ostatecznie Jacek Paszkiewicz nie stracił stanowiska, a jedynie styczniową pensję. Musiał też zapewnić premiera, że przeprosi za zamieszanie.

Prace nad zmianą zarządzenia prezesa NFZ w sprawie świadczenia chemioterapii niestandardowej zostały zakończone jeszcze w piątek (8 stycznia). Biuro prasowe centrali NFZ wydało komunikat: "Po ogłoszeniu zarządzenia dyrektorzy oddziałów wojewódzkich niezwłocznie podejmą rokowania w sprawie zawarcia umów o udzielanie świadczeń w zakresie chemioterapii niestandardowej z ośrodkami dotychczas udzielającymi tych świadczeń".

Do tego czasu świadczenia chemioterapii niestandardowej - jak zapewniał NFZ - będą udzielane w dotychczasowych ośrodkach i rozliczane na podstawie art. 19 Ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, to jest w trybie, w którym są rozliczane świadczenia udzielane w stanach nagłych.

Kozioł ofiarny

Stanowisko rzecznika prasowego Centrali NFZ straciła Edyta Grabowska-Woźniak, która stała się przysłowiowym kozłem ofiarnym złożonym dla wyciszenia hałasu medialnego.

W czwartek (7 stycznia), na zwołanej konferencji prasowej, obaj panowie zgodnie zapowiedzieli, że nie ma mowy o ograniczaniu dostępu do chemioterapii niestandardowej, a jedynie lekarze błędnie zinterpretowali zarządzenie prezesa NFZ.

Zamieszanie trwało kilka tygodni, bo już pod koniec 2009 roku szpitale zaczęły pacjentom odmawiać leczenia w ramach "niestandardówek". Doszło do niego - jak można przypuszczać - także na skutek niewłaściwego przepływu informacji między resortem a lekarzami. Właśnie brak dialogu pomiędzy onkologami a resortem zdrowia to, zdaniem doktora Janusza Medera, prezesa Polskiej Unii Onkologii, przyczyna ostatnich nietrafionych decyzji urzędników w sprawie dostępu do niestandardowej chemioterapii.

- Został przerwany dialog pomiędzy onkologami a Ministerstwem Zdrowia. Spotykaliśmy się regularnie do lutego ubiegłego roku. Później, mimo zapewnień resortu o dialogu, rozmowy zostały przerwane - tłumaczył portalowi rynekzdrowia.pl dr Meder.

Też pytaliśmy

Rynek Zdrowia też pytał - i to dostatecznie wcześnie, aby wątpliwości onkologów zostały w porę dostrzeżone przez decydentów - podczas konferencji z cyklu "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa", m.in. 1 grudnia 2009 roku we Wrocławiu.

- Jest jasne, że każda chemioterapia niestandardowa musi być zaakceptowana przez konsultanta, natomiast nie wyobrażam sobie, żeby wszystkie takie chemioterapie były prowadzone w klinice czy na oddziale, w którym ten konsultant pracuje, bo to wymagałoby zatrudnienia kolejnych lekarzy i miejsca dla kolejnych łóżek, a na to nie ma co liczyć - mówiła podczas naszej regionalnej konferencji we Wrocławiu dr Emila Filipczyk-Cisarż, konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii klinicznej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum