Zapytajmy farmaceuty

Autor: Piotr Wróbel • • 27 marca 2014 12:17

Z badań ankietowych wynika, że wiedza farmaceutów szpitalnych nie jest w pełni wykorzystana. Czy magistrzy farmacji o tej specjalności mogą w większym stopniu stać się partnerami lekarzy w podejmowaniu decyzji terapeutycznych? O to m.in. zapytaliśmy podczas regionalnej konferencji Rynku Zdrowia w Gdańsku (20 lutego 2014 r.).

Jak tłumaczyła Ewa Tobolska-Klimek, konsultant wojewódzki w dziedzinie farmacji szpitalnej, w kraju daleko nam do, często przywoływanego jako wzorcowy i sprawdzony, modelu brytyjskiego, w którym farmaceuta pracuje na oddziale szpitalnym. - Oczywiście lekarze do nas dzwonią z pytaniami, prosząc o informacje o leku. Spotykamy się również w komitetach terapeutycznych tworzących receptariusz szpitalny. Doradzamy. Nie jesteśmy jednak prawnie powołani do tego, aby być na oddziale. Prawo nie reguluje tych kwestii - zaznaczyła.

Proszę na obchód...

Zdaniem konsultant, farmaceuci szpitalni w ramach swojej specjalizacji są bardzo dobrze przygotowani i posiadają wiedzę, która wykracza poza codzienną, rutynową praktykę w lecznicy: - To farmaceuci mogą objąć opieką pacjenta, tłumacząc mu zasady dawkowania i przyjmowania leków czy wskazać lekarzowi zamienniki leków, by nie tracił czasu i mógł go bezpośrednio poświęcić pacjentowi. Oczywiście my nie leczymy, ale możemy powiedzieć wszystko o leku.

Prof. Ivan Kocić, konsultant wojewódzki w dziedzinie farmakologii klinicznej, zwrócił uwagę na problemy terapeutyczne, ale i na błędy, z którymi można spotkać się w praktyce klinicznej. Dowodzą one, że konsultacje lekarzy z farmaceutami są nierzadko koniecznością.

Przywołał badania ankietowe na temat roli farmaceuty szpitalnego, prowadzone od dwóch lat w szpitalach z klinikami uniwersyteckimi, w których działają największe apteki. Wynika z nich, że wiedza farmaceutów nie jest w pełni wykorzystana. - Podstawową różnicą, gdy porównać pozycję farmaceuty w innych krajach europejskich i w Polsce, jest brak jego udziału lub bardzo rzadkie uczestnictwo w obchodach i dyskusjach przy opracowaniu strategii terapeutycznej. Ważne, by to zmienić, bo konsultacje potrzebne są przed, a nie kiedy już dochodzi do problemu terapeutycznego - mówił.

I on zaznaczył, że farmaceuta nie ma kompetencji, żeby wdrażać strategię terapeutyczną. - Ale może wnieść ważne uwagi podczas konsultacji, dotyczące bezpieczeństwa postępowania, kompetentnie ocenić u pacjenta zagrożenie interakcjami dobranych leków. Może uczestniczyć w badaniach związanych z farmakoekonomiką i niektórych badaniach klinicznych - wyliczał profesor.

Oszczędniej, czyli unit dose

Ryszard Stus, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, mówił o aspekcie gospodarowania lekami w szpitalu poprzez wprowadzanie unit dose. Jak tłumaczył, pojawiają się sygnały, iż na oddziałach jest więcej leków zużywanych niż zlecanych. - W systemie unit dose lek zamawiany jest elektronicznie, a jego przygotowanie dla pacjenta odbywa się w sposób automatyczny przez maszynę. Nie ma takiej możliwości, żeby leki były donoszone do oddziału szpitalnego w kartonach, rozpakowywane do szafy, a stamtąd przekazywane dalej.

Jak wynika z doświadczeń innych krajów, tam gdzie system przepływu leków z apteki na oddziały szpitalne i do chorego jest już uszczelniony, oszczędności i tak mogą wynosić co najmniej 8%. - Zatem zakładając nawet, że z 36 mln zł, które wydajemy rocznie na leki, zaoszczędzimy w szpitalu wspomniane 8%, czyli około 3 mln zł rocznie, to warto zastanawiać się nad tym systemem - stwierdza Ryszard Stus, podając, że koszt wprowadzenia unit dose w zarządzanym przez niego szpitalu powinien zwrócić się po 3 latach.

- Proponowałem firmie oferującej takie rozwiązanie, by zainstalowali system, a zapłatę odebrali z potencjalnych oszczędności, ale kontakt się urwał - przyznał dyrektor.

Grupowo też można

Karol Góralski, prezes zarządu Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Kartuzach, odniósł się do tematu zakupów grupowych. W woj. pomorskim grupa kilkunastu szpitali współpracuje z zewnętrznym, prywatnym operatorem zajmującym się przetargami.

- Rozstrzygnęliśmy w ten sposób przetarg na antybiotyki - wyjaśniał dyrektor. - Umowy ramowe w tej sprawie obowiązują przez 3 lata. Jest grupa dostawców, którzy raz na kwartał będą składać swoje oferty. W tym konkretnym postępowaniu mamy 21,4% oszczędności na samych antybiotykach.

Jak zaznaczył, dla szpitali istotna jest nie tylko niższa cena, ale i jej uzyskanie bez dodatkowych czynności organizacyjnych, które wiążą się z zakupami grupowymi.

Barbara Gierak-Pilarczyk, dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Reumatologicznego w Sopocie, wyraziła natomiast opinię, że zakupy grupowe są mało mobilne i okresowe uzupełnianie całego wolumenu leków w oparciu o taki system może być kłopotliwe. - Natomiast pojedyncze segmenty leków rzeczywiście warto tak kupować - przyznała.

Część sesji wypełniła dyskusja na temat leków biologicznych biopodobnych, które coraz szerzej, ze względu na upływ okresu ochrony patentowej oryginałów, wchodzą do praktyki klinicznej. W Europie są tańsze od leków innowacyjnych nawet o 30%, co przekłada się - także w polskich warunkach - na oczekiwane zwiększenie dostępności drogich terapii.

Jak mówił prof. Paweł Grieb, kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk, pewnych nieporozumień dostarczało początkowo nazewnictwo tych leków. - Zarówno leki oryginalne, jak i biopodobne są lekami biologicznymi - podkreślił profesor.

Wyjaśnił, że leki biopodobne są rejestrowane w oparciu o nieco inne rodzaje dokumentacji w stosunku do oryginałów: - Lek, którego biopodobieństwo chcemy wykazać, porównuje się z lekiem oryginalnym na szczeblu strukturalnym, na szczeblu czystości, również skuteczności klinicznej. Możemy tylko zatem mówić, że zostały one zarejestrowane w ścieżce ustalenia biopodobieństwa względem leku innowacyjnego, a nie w ścieżce ustalania na nowo skuteczności.

Profesor dodał, że leki biopodobne nie mogą różnić się skutecznością lub być mniej bezpieczne, gdyż nie uzyskałyby zgody Europejskiej Agencji Leków na rejestrację. Przypomniał natomiast, że w przypadku stosowania leków, zarówno biologicznych oryginalnych, jak i biologicznych biopodobnych, kluczową sprawą pozostaje kwestia czujności farmakologicznej i sygnalizowanie skutków ubocznych leków: - W takich przypadkach trzeba wiązać wystąpienie skutków ubocznych z konkretną serią leku.

Jak podał prof. Paweł Grieb, w ostatnich ośmiu latach Unia Europejska zatwierdziła kilkanaście leków biopodobnych. - Nie ma żadnych niepokojących sygnałów o szczególnych kłopotach z tymi lekami, co potwierdza, że ich procedura oceny wprowadzona przez Europejską Agencję Leków jest właściwa - uważa profesor.

Z badań do praktyki

Jedną z dziedzin medycyny, w której leki biopodobne znajdują ostatnio coraz szersze zastosowanie, jest reumatologia. Jak tłumaczyła dr Małgorzata Sochocka-Bykowska, konsultant wojewódzki w dziedzinie reumatologii, lekarze w reprezentowanej przez nią specjalności mają ponad 10-letnie doświadczenie w prowadzeniu pacjentów, którym podawane są biologiczne leki referencyjne. Brakuje go jeszcze w przypadku leków biopodobnych, stąd trudność w ocenie efektów ich stosowania u pacjentów reumatoidalnych w codziennej praktyce klinicznej.

Konsultant przypomniała, że stosownie leków biopodobnych uwzględniają najnowsze zalecenia Europejskiej Ligi do Walki z Reumatyzmem; w kraju leki te właśnie wchodzą do programów lekowych w reumatologii. Jak dodała, zachowując czujność farmakologiczną, od leków biopodobnych oczekuje takiej samej skuteczności. - Mamy nadzieję, że ich wejście na rynek, ze względu na wprowadzenie konkurencji cenowej, pozwoli nam leczyć większe grupy pacjentów i dłużej prowadzić leczenie, co przełoży się na jakość życia chorych - zaznaczyła dr Sochocka-Bykowska.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum