Krzysztof Łanda | 16-10-2015 15:42

Zapowiedzi zmian i co dalej?

Faktycznie należy zlikwidować NFZ, bo funkcjonuje ze szkodą dla społeczeństwa. Fundusz zaczął kontraktować i lekką ręką wydawać pieniądze na świadczenia luksusowe, które mają wysoki stosunek kosztów do uzyskiwanego efektu i są bardzo drogie. Takie działanie odbiera pieniądze na podstawowe świadczenia, skuteczne i wcale niedrogie, do których Polacy stoją w coraz dłuższych kolejkach.

Powstaje pytanie: Co w zamian? PO proponowało kilka Funduszy. Pomysł jest z 2010 roku, a nawet jeszcze wcześniejszy. Minęły dwie kadencje parlamentarne, a PO nie zdążyło NFZ podzielić. Dlatego podobnie jak wielu wyborców nie bardzo wierzę w te minione zapowiedzi, a PO na pewno poniesie koszt polityczny związany z tym zaniechaniem.

Co do ewentualnego podziału Funduszu. Jeśli politycy chcieliby utworzyć kilka czy kilkanaście Funduszy z regionalizacją, czyli bez konkurencji, to nic się nie zmieni. Jeden monopson czy kilka to bez różnicy. Tylko wtedy, gdyby miały one możliwość konkurowania ze sobą w zakresie składki podstawowej i w ramach koszyka świadczeń gwarantowanych, ma to sens, ale najpierw trzeba poprawić zarządzanie koszykiem i lepiej go zdefiniować.

Sądzę, że ani PiS, ani PO tak naprawdę nie wprowadzą konkurencji płatników w oparciu o składkę. To nie jest możliwe do zrobienia zanim nie zbilansuje się zawartości koszyka i wielkości środków finansowych na jego realizację. Oczywiście możemy zmusić te NFZ-ty bis, żeby niby konkurowały ze sobą, ale NFZ tak naprawdę od lat jest niewypłacalny, więc nie ma warunków dla prawdziwej gry rynkowej.

Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, wprowadzenie centralnego dzielenia pieniędzy, jakiego chce PiS - nic nie zmienia. Faktycznie pomysły PO i PiS-u na finansowanie ochrony zdrowia niewiele się różnią co do wyniku. Tyle tylko, że - jak przypuszczam - PiS po dojściu do władzy rzeczywiście zrealizuje swoje pomysły.

System budżetowy ma tylko jedną przewagę. W systemie zregionalizowanego NFZ politycy dalej mogą udawać, że to nie jest ich wina, że dostęp do świadczeń jest zły, bo mają ograniczone możliwości wpływania na to, co kontraktują. W proponowanym przez PiS systemie, politycy nie uciekają od odpowiedzialności, bo to oni będą odpowiadać za podział budżetu i kontraktacje.

Składka zdrowotna

Partie nie wspominają już podczas kampanii o podnoszeniu składek zdrowotnych i to ma uzasadnienie. Prawda jest bowiem taka, że najpierw należy uszczelnić koszyk świadczeń, a dopiero potem można dodawać pieniędzy do systemu. Niestety, żałuję, ale żadna z partii nie mówi, że w razie wygrania wyborów poprawi zarządzanie koszykiem, że zdefiniują go za pomocą technologii medycznych, że będą panować nad jego zawartością.

Bez tych działań podniesienie składki zdrowotnej albo wprowadzenie do systemu dodatkowych pieniędzy z budżetu może dać efekt odwrotny od zamierzonego. W pierwszym przypadku pacjenci mogą przejść do szarej strefy, a wpływy NFZ spadną. W drugim przypadki od razu rodzi się pytanie: Jakim działom gospodarki zabrać te dodatkowe pieniądze na ochronę zdrowia, a to jest politycznie bardzo niewygodne pytanie.

Sieć szpitali czy mapy potrzeb zdrowotnych

Zarówno sieć szpitali, jak i tzw. mapy potrzeb zdrowotnych, to de facto bardzo zbliżone pomysły co do celu, choć używana jest inna retoryka. Generalnie chodzi o to samo, czyli żeby ograniczyć nowym świadczeniodawcom możliwość aplikowania o pieniądze z NFZ.

Szpitale, które już istnieją od lat, są często szpitalami publicznymi. Szpitale, które powstają, to w większości szpitale prywatne. Jeżeli zbankrutuje szpital prywatny, bo nie dostanie kontraktu, to politycy nie mają problemu. Ale gdyby obdzielili go kontraktem, a z tego powodu zbankrutował szpital publiczny, to pojawi się bardzo duży problem polityczny.

Dlatego właśnie myślą albo o sieci szpitali, albo o tzw. mapach zdrowotnych, które przecież są tworzone odgórnie. Pomysł PO jawi się jako przewrotny. Gdyby mapy miały dotyczyć oceny faktycznych potrzeb zdrowotnych, to byłyby tworzone oddolnie na podstawie danych zbieranych w regionach dotyczących liczby i możliwości świadczeniodawców oraz długości kolejek do poszczególnych świadczeń z koszyka. De facto znowu chodzi o ręczne sterowanie. Zresztą od 1 stycznia i tak już je mamy, bo minister skupia całą władzę w swoich rękach: dyrektorzy oddziałów NFZ są mianowani przez ministra, centralnie określane warunki konkursowe, wycena, decyzje koszykowe itd.

Jeżeli PiS zrealizuje swój pomysł - dotyczący sieci szpitali - to też będziemy mieli ręczne sterowanie ochroną zdrowia, którą PiS chce jeszcze pogłębić. Z tym że otwarte stawianie sprawy wydaje się bardziej uczciwe względem wyborców. Jak rozumiem, PiS tworząc sieć szpitali, chciałby wskazać te, które miałyby zapewnione poczucie bezpieczeństwa finansowego. Ten zamiar będzie jednak trudny do realizacji w praktyce, wprowadzi w regionach duży zamęt, bo każdy będzie chciał być w sieci.

Szpitale - prywatne czy publiczne

Nie ma znaczenia, czy świadczeniodawcy i płatnicy w systemie ochrony zdrowia są prywatni czy publiczni. Nie o to w ogóle chodzi. To jest moim zdaniem temat zastępczy, wykorzystywany w kampanii medialnej przed wyborami i w ogóle szkoda, że media i społeczeństwo pasjonują się tą kwestią, bo to nie ma znaczenia.

Z prywatnym podmiotem też można podpisać kontrakt, który zobowiązuje do zgodnej ze standardami realizacji świadczeń i celów polityki zdrowotnej. Znacznie ważniejsze jest to, czy zawartość koszyka świadczeń jest dopasowana do wielkości środków finansowych na jego realizację, niż to, czy szpitale będą prywatne czy publiczne.

U nas gwarancje są papierowe, oszukuje się społeczeństwo, że mamy szeroki koszyk, podczas gdy pieniędzy na realizację świadczeń jest bardzo mało, a z tego wynikają kolejki i brak poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.