Zapobieganie chorobom nadal kiepsko nam wychodzi

Autor: Milena Motyl • • 30 czerwca 2017 10:23

Zdrowie publiczne jest w Polsce niedoceniane. Problem tkwi w tym, że leczone są skutki, a nie zapobiega się przyczynom chorób - uważa dr hab. ADAM FRONCZAK, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, były wiceminister zdrowia.

Zapobieganie chorobom nadal kiepsko nam wychodzi

Wskazuje, że wśród wielu czynników ryzyka do pięciu głównych należą: palenie papierosów, nadciśnienie tętnicze, alkohol, cholesterol i nadwaga.

- Sporo jest akcji mówiących o konieczności ograniczenia palenia, m.in. w miejscach publicznych. Niestety, w Polsce przybywa kobiet palących papierosy, jest ich nawet 35%. Kto ma temu zapobiegać? Kilku urzędników w urzędzie marszałkowskim i departamencie zdrowia? Kto ma te plany realizować i pełnić taką misję? - dr hab. Adam Fronczak pytał podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 9-11 marca).

Dodał, że jeżeli nie zostanie zbudowana właściwa strategia, która pozwoli na eliminację tych czynników ryzyka, to "będziemy cały czas zmierzać w tę samą stronę".

Narodowy Program Zdrowia bez misji?

- Coraz więcej osób choruje na nowotwory. Zakres leczenia się zwiększa. Jak można zapobiegać tym chorobom? Uważam, że w proces profilaktyki powinni zostać włączeni m.in. lekarze POZ, interniści, kardiolodzy, ale również fizjoterapeuci oraz inni pracownicy medyczni - stwierdził Adam Fronczak.

Jego zdaniem problem tkwi w tym, że leczone są skutki, a nie zapobiega się przyczynom chorób. Zaznaczył, że podejmując właściwe działania, jesteśmy w stanie ograniczać liczbę zachorowań, jednak na razie widzimy głównie ich ekspansję.

Prof. Bolesław Samoliński z Fundacji na Rzecz Zdrowego Starzenia się, kierownik Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych i Alergologii w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Warszawie, podkreślił, że nadwaga i otyłość są w tej chwili czynnikami ryzyka, które zaczynają powoli wyprzedzać palenie tytoniu. Przyznał, że jeżeli chodzi o walkę z nikotynizmem, Polska wdrożyła już pewne strategie, które są realizowane, natomiast brakuje strategii obejmującej walkę z otyłością.

- Nie przekonuje mnie Narodowy Program Zdrowia. Brakuje mi w nim misji. Mam poczucie, że jest to uzupełnienie tego, co było do tej pory w medycynie interwencyjnej i naprawczej - ocenił Maciej Bogucki, ekspert Zespołu ds. Konkurencyjności Branży Farmaceutycznej przy Ministerstwie Rozwoju.

Dodał, że NPZ nie jest w pełni dokumentem strategicznym, brakuje w nim szczegółowych zasad finansowania, co wiąże się z niską efektywnością działań, jak również nie ma wskazań dotyczących oceny monitorowania wyników: - To jest jednak jakaś ułomność - przyznał.

Zaznaczył jednak, że przyjęcie ustawy o zdrowiu publicznym było wydarzeniem przełomowym w systemie opieki zdrowotnej w Polsce: - Oceniam powstanie tego dokumentu bardzo pozytywnie. Jest dużo lepszy od poprzedniego.

Maciej Bogucki przypomniał wszystkie sześć celów Narodowego Programu Zdrowia. Są to:

Poprawa sposobu żywienia i aktywności f izycznej społeczeństwa

Prof ilaktyka i rozwiązywanie problemów związanych z używaniem substancji psychoaktywnych i uzależnieniami behawioralnymi oraz innymi zachowaniami ryzykownymi

Profilaktyka problemów zdrowia psychicznego i poprawa dobrostanu psychicznego społeczeństwa

Ograniczenie ryzyka zdrowotnego wynikającego z zagrożeń fizycznych, chemicznych i biologicznych w środowisku zewnętrznym, w miejscu pracy, zamieszkania, rekreacji oraz nauki

Promocja zdrowego i aktywnego starzenia się

Poprawa zdrowia prokreacyjnego.

Ekspert powołując się na dane z raportu Health Consumer Powerhouse z 2016 roku obrazującego funkcjonowanie krajowych systemów opieki zdrowotnej w 35 krajach Europy, wskazał, że Polska na tle innych krajów europejskich źle wypada w takich zakresach jak: dostęp pacjentów do służby zdrowia, dostęp do informacji (dotyczący różnych możliwości uzyskania terapii), świadczenie usług zdrowotnych oraz dostęp pacjentów do leków. Z kolei w raporcie dobrze wypadła prewencja, korzystne były także parametry wynikowe takie jak śmiertelność (więcej o tym raporcie na str. 19).

Błąd w strategii

- Ministerstwo Zdrowia zdaje sobie sprawę, że ten kolejny już Narodowy Program Zdrowia, ale pierwszy w oparciu o ustawę o zdrowiu publicznym, nie jest doskonały - przyznała Justyna Mieszalska, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Dodała, że w wielu miejscach NPZ jest zbyt szczegółowy, a liczba wymienionych zadań - zbyt duża (w programie znajduje się niemal trzysta zadań, przypisanych do konkretnych instytucji).

- Cele wskazane w Programie wychodzą jednak naprzeciw oczekiwaniom. Mam nadzieję, że zdrowie publiczne na zawsze zakorzeni się w naszej świadomości - podsumowała dyrektor.

Z kolei poseł Beata Małecka-Libera (PO), wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia, była wiceminister zdrowia, nie ukrywała swoich wątpliwości dotyczących ustawy o zdrowiu publicznym. Zwróciła uwagę, że należy skutecznie zapobiegać chorobom i powodować, aby ludzie chcieli dbać o zdrowie.

- Narodowy Program Zdrowia powinien być jednolity i mieć dwa-trzy cele, by po kilku latach móc powiedzieć: "tak, poprawiliśmy w tym aspekcie zdrowotność". Dziś muszę jednak szczerze przyznać, że mimo wdrożenia Programu półtora roku temu, on nadal nie działa.

Posłanka zaznaczyła, że w Polsce istnieje duży problem dotyczący otyłości, której - w jej ocenie - do 2020 roku nie da się zatrzymać: - Popełniliśmy jakiś błąd. Czegoś nie doprecyzowaliśmy - przyznała.

- Czy te 140 milionów zł przeznaczonych na NFZ w ciągu roku to dużo czy mało? Czy w świetle likwidacji NFZ znajdą się w budżecie państwa pieniądze także na zdrowie publiczne? Mam nadzieję, że tak się stanie - dodała poseł Małecka-Libera.

Jej zdaniem, aby program działał efektywnie, potrzebny jest tzw. lider zdrowia publicznego. Byłby nim pełnomocnik rządu do spraw zdrowia publicznego umocowany w kancelarii premiera. Koordynowałby prace związane z promocją zdrowia, zapobieganiem chorób, wyrównywaniem społecznych nierówności w zdrowiu.

Walka samorządów o zdrowie

Maciej Sytek, dyrektor Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Wielkopolskiego, przedstawił działania dotyczące zdrowia z perspektywy samorządu. Jego zdaniem, można mówić o sukcesie tylko wtedy, gdy opracowana strategia dociera bezpośrednio do osób, które mają z niej korzystać: - Wszelkie strategie napisane na wysokich szczeblach urzędów nic nie dadzą. Muszą dotrzeć na sam dół, do potrzebujących ludzi - podkreślał.

Dyrektor Sytek wskazał, że województwo wielkopolskie odnosi spore sukcesy w kwestii działań profilaktycznych: - Rocznie z wojewódzkich pieniędzy samorządu przeznaczamy jest na ten cel niemal półtora miliona złotych. Chcemy, aby w kolejnych latach programy profilaktyczne były realizowane nie tylko z własnego budżetu, ale także ze środków unijnych.

Jako przykład podał, że w latach 2010-2016 zostały przeprowadzone badania przesiewowe w kierunku leczenia raka prostaty - z tego badania skorzystało 77 tys. osób. Na badania ukierunkowane na wykrycie raka jelita grubego i odbytnicy zgłosiło się ponad 86 tysięcy osób, natomiast badanie pod kątem wykrycia nowotworu płuca zainteresowało blisko 19 tysięcy pacjentów. Z badań skorzystało więc ponad 182 tys. mieszkańców regionu.

Maciej Sytek przyznał jednak, że mimo ogromnego zaangażowania władz lokalnych, pacjenci nadal mają problem z dostępnością badań profilaktycznych: - Ważne, aby obywatele mogli się przebadać dużo wcześniej niż wtedy, kiedy jest zdecydowanie za późno. Tutaj brakuje kilku podstawowych narzędzi. Przydatne byłyby na przykład różnego rodzaju programy telemedyczne, które pozwoliłyby na szybki i łatwy dostęp do badania - stwierdził.

Jak zobrazował, programy w ramach zdrowia publicznego są realizowane w tzw. parasolowym podejściu; oznacza to, że samorząd województwa "jedynie" współpracuje z powiatem czy gminą, nie posiada jednak w tym zakresie szerszych kompetencji.

- Nie mamy mocy sprawczej, aby mieć większy wpływ na realizowane inicjatywy zdrowotne. Warto więc pomyśleć nad przepisami, które umożliwiłyby władzom województwa nie tylko współpracę na zasadzie partnerstwa, ale także monitorowanie i wpływanie na działania podejmowane przez dane jednostki samorządu terytorialnego - powiedział.

Profilaktyka nie tak popularna

Dyrektor Sytek dodał, że zdrowie publiczne wymaga także szeroko określonych działań dotyczących walki z uzależnieniami. Samorząd woj. wielkopolskiego przeznacza na ten cel 10 mln zł rocznie.

Dr hab. Adam Fronczak zwrócił uwagę na liczbę realizowanych programów w danym województwie: - Dlaczego w jednym województwie jest 100 programów zwalczających uzależnienie od nikotyny, a w innym tylko trzy? Czy to znaczy, że w tym regionie ludzi mocno uzależnionych od palenia i wymagających pomocy jest dużo mniej?

Takie programy powinny być odpowiednio wyważone i proporcjonalnie podzielone - zaznaczył.

Wyjaśnił, że programy prof ilaktyczne dzielą się na te realizowane centralnie i lokalnie. Na programy centralne zgłaszalność jest jednak bardzo niska, tylko ok. 30% pacjentów wyraża nimi zainteresowanie.

- Pieniądze są przeznaczane na całą populację, która w danym momencie powinna być objęta konkretnym badaniem, jednak w większości środki te nie są wykorzystywane. Podstawowym działaniem urzędników powinno być przekazywanie informacji, edukacja i uświadamianie społeczeństwa w kwestii dbania o zdrowie i przeprowadzania rutynowych badań - podsumował Adam Fronczak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum