Wytyczyć ścieżkę awansu

Autor: Jacek Janik • • 24 lutego 2016 10:24

Polskiego systemu kształcenia pielęgniarek zazdroszczą nam między innymi koleżanki z Niemiec, które mają o połowę węższy zakres czynności, które mogą wykonywać - mówi nam ZOFIA MAŁAS, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Rynek Zdrowia - Jakie główne zadania i wyzwania stoją przed samorządem pielęgniarskim w najbliższej kadencji?

Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych: - Zadania te zostały określone w trakcie VII Krajowego Zjazdu Delegatów Pielęgniarek i Położnych, który miał miejsce 18-20 stycznia. W największym skrócie można powiedzieć, że w pierwszej kolejności musimy się zająć uregulowaniem obsad pielęgniarskich w szpitalach oraz wynagrodzeń pielęgniarek.

Jest też wiele zadań związanych z kształceniem przeddyplomowym i podyplomowym pielęgniarek oraz położnych. Istotną kwestią jest przede wszystkim opracowanie i wdrożenie standardu ścieżki rozwoju zawodowego. Chcielibyśmy określenia kompetencji zawodowych po ukończeniu poszczególnych rodzajów, dziedzin i zakresów kształcenia podyplomowego z jednoznacznym wskazaniem uprawnień do realizacji poszczególnych świadczeń zdrowotnych, menedżerskich lub naukowych w aktach prawnych. Obecnie zapis w programach kursów nie przekłada się bowiem na uprawnienia w praktyce.

Za ważny cel samorządu pielęgniarek i położnych uznaliśmy także wprowadzenie rezydentur do kształcenia specjalizacyjnego oraz wprowadzenie mechanizmów weryfikacji obowiązku aktualizacji i podnoszenia kwalifikacji zawodowych.

- Jak w ocenie samorządu pielęgniarskiego wygląda stosowanie w praktyce przepisów dotyczących minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych?

- Obowiązuje w tym zakresie wadliwe rozporządzenie z grudnia 2011 roku. Nie daje ono możliwości zastosowania dobrej metody wyliczania tych norm. Stosuje kategoryzację zależną od stanu zdrowia pacjenta. My od 2011 roku staramy się, aby do tzw. zapisów "koszykowych" NFZ wprowadzić konkretne wskaźniki, które zostały przez nas wypracowane na podstawie badań i pomiarów przeprowadzonych na bardzo dużej liczbie oddziałów szpitalnych.

Jeżeli tego typu wskaźniki udało się zastosować i zawrzeć w rozporządzeniach "koszykowych" w przypadku oddziałów anestezjologicznych, neonatologicznych czy udarowych, i to się sprawdza, to naszym zdaniem w taki sam sposób należy to uregulować w tzw. oddziałach zachowawczych, zabiegowych, pediatrycznych, psychiatrycznych.

- Przykładowo, w oddziałach zachowawczych, ile miałby wynosić ten wskaźnik?

- Z naszych obliczeń wynika, że 0,6. Gdyby go zastosować, to np. na 40-łóżkowy oddział wewnętrzny przypadałyby 24 etaty pielęgniarskie. To dałoby bezpieczeństwo pacjentowi, ale także pielęgniarkom. Na dyżurze dziennym byłoby ich średnio pięć, a na nocnym cztery. Oznacza to, że pielęgniarka miałaby pod swoją opieką nie więcej niż 10 pacjentów.

To gwarantowałoby minimalny poziom zatrudnienia pielęgniarek, a jednocześnie stanowiłoby zabezpieczenie potrzeb pacjenta. Pielęgniarka nie musiałaby się zastanawiać, które zabiegi ma wykonać w pierwszej kolejności, bo wszystkich nie jest w stanie. Dzisiaj w pierwszej kolejności wykonuje zlecenia lekarza i brakuje jej czasu na pielęgnację pacjenta, nie mówiąc już o edukacji jego i jego rodziny.

- Czy nie będzie to rozwiązanie zbyt kosztowne? Czy nie zabraknie nam pielęgniarek, aby spełnić minimalne normy zatrudnienia wyznaczane tymi wskaźnikami?

- Rzeczywiście, może się okazać, że - zwłaszcza w szpitalach w dużych aglomeracjach, gdzie są rażąco niskie obsady pielęgniarskie -zastosowanie tych wskaźników będzie kosztowało więcej. Należy jednak postawić sobie pytanie - jaka jest jakość świadczeń, gdy zamiast dwóch czy trzech jest jedna pielęgniarka? W domu, jeśli mamy osobę chorą, to zazwyczaj do opieki nad nią zaangażowana jest cała rodzina. W szpitalu jedna pielęgniarka ma pod opieką 20 czy 30 pacjentów - to jaka jest rzeczywista jakość opieki oferowanej przez te placówki?

Wracając do pytania - czy wystarczy pielęgniarek, aby spełnić proponowane przez nas normy zatrudnienia? Przeprowadziłam dokładne badania w województwie świętokrzyskim, z którego pochodzę. Na ich podstawie twierdzę, że są szpitale, w których normy zatrudnienia są przyzwoite, ale są też takie, gdzie są rażąco niskie. Te ostatnie są jednak w mniejszości.

Czasem, aby rozwiązać problem, trzeba by dokonać alokacji zatrudnienia między poszczególnymi oddziałami, może czasem nawet między szpitalami. Ważną kwestią jest wiek pielęgniarek, którego średnia zbliża się do 50. roku życia. Jeżeli w wieku, nazwijmy to dojrzałym, ktoś zachoruje, to najczęściej nie jest to przeziębienie czy grypa, i trwa to długo, dwa-trzy miesiące. Wówczas pracodawca powinien zapewnić w miejsce chorującej pielęgniarki zastępstwo, jednak z powodu sytuacji finansowej szpitali to się rzadko zdarza.

Dlatego należy zastanowić się, jak zatrzymać w kraju wcale niemałą liczbę absolwentów wydziałów pielęgniarstwa, k tórzy z powodów finansowych podejmują pracę za granicą, czasem w innych profesjach. Pierwszym krokiem, o który zabiegamy, byłyby rezydentury, na początek w tych dziedzinach, w których niedobór pielęgniarek jest największy.

- Wydawało się, że wynegocjowane przez środowisko i podpisane w ubiegłym roku z ministrem zdrowia porozumienie w sprawie podwyżek dla pielęgniarek ureguluje w końcu kwestie wysokości zarobków w tym zawodzie. Dzisiaj, pod koniec stycznia 2016 roku nie brakuje sygnałów, że nie ma pieniędzy na podwyżki między innymi dla pielęgniarek zabiegowych i pracujących w punktach szczepień…

- Środowisko pielęgniarek jest bardzo zawiedzione i rozgoryczone dotychczasowym sposobem realizacji porozumienia. Jego ideą, co zaakceptowała strona ministerialna, było, aby każda pielęgniarka i położna otrzymała podwyżkę przez cztery lata po 400 złotych brutto, czyli 230 złotych netto. Słowa "podwyżka wynagrodzenia" oznaczają, że powinna zostać podniesiona podstawa wynagrodzenia. Niestety, pracodawcy traktują to jako "dodatek" do wynagrodzenia. Tylko w nielicznych, pojedynczych przypadkach zostało to zrobione prawidłowo. Znów powołam się na dane z województwa świętokrzyskiego - tylko w jednym szpitalu na 24 funkcjonujące w tym regionie podwyżkę włączono do podstawy wynagrodzenia. Pracodawcy tłumaczą to brakiem pewności, czy będą pieniądze na te podwyższone płace przez kolejne lata. Należy dokonać w tym zakresie zmian, bo to wypacza ideę porozumienia, jakie zostało zawar te z Ministerstwem Zdrowia przez środowisko pielęgniarskie.

Także rozporządzenie MZ - tzw. OWU - dotyczące podwyżek, okazało się dalece niedoskonałą protezą. Jako nowe władze samorządu zawodowego spotkaliśmy się już z prezesem NFZ i nakreśliliśmy problem. Sądzę, że zostanie to rozwiązane w najbliższym czasie. Tak naprawdę pielęgniarka zabiegowa i pracująca w punkcie szczepień w POZ jest kosztem lekarza podstawowej opieki i pieniądze na podwyżki dla niej powinny się znaleźć w zwiększonej stawce ryczałtowej.

Podwyżek nie otrzymały, co także jest niezgodne z ideą tego porozumienia, na przykład pielęgniarki pracujące w DPS-ach, w sanepidach, żłobkach, w placówkach Ministerstwa Obrony Narodowej, bo podlegają pod inne resorty. Upominamy się o nie, co w Ministerstwie Zdrowia spotyka się ze zrozumieniem. Mam nadzieję, że z podobnym zrozumieniem podejdzie do tej kwestii także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Nadzieję na szybkie rozwiązanie problemu budzi fakt, że minister Konstanty Radziwiłł rozumie sytuację dotyczącą zarówno płac, jak i obsad pielęgniarskich. Będziemy chcieli wspólnie uregulować to prawnie.

- Polskie pielęgniarki obecnie należą do najlepiej wykształconych w Europie. Czy ma to przełożenie na ich ścieżkę awansu zawodowego?

- Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej obowiązuje u nas tzw. boloński system kształcenia pielęgniarek i położnych. Podobnie jak w krajach UE pielęgniarka, by móc wykonywać czynności specjalistyczne, musi ukończyć odpowiednie kursy. Są to kursy specjalistyczne, półroczne kwalifikacyjne oraz dwuletnia specjalizacja w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa, kończąca się egzaminem państwowym.

Tego systemu kształcenia zazdroszczą nam między innymi niemieckie pielęgniarki, które mają o połowę węższy zakres czynności, jakie mogą wykonywać. Nie wykonują na przykład iniekcji dożylnych, co dla naszych pielęgniarek jest "chlebem powszednim", nie mówiąc już o obsłudze specjalistycznej aparatury lub portów naczyniowych u pacjentów.

Pielęgniarki bardzo chętnie podejmują kształcenie podyplomowe. Niestety, najczęściej muszą to robić za własne pieniądze, w wolne weekendy. Pracodawcy generalnie nie mają na to środków. Do tego w większości przypadków za coraz wyższym wykształceniem pielęgniarek nie idzie ich awans zawodowy i finansowy. To budzi zrozumiałe rozczarowanie i rozgoryczenie.

Od dawna zabiegamy, aby określić nie tylko płacę minimalną, ale także, by wytyczyć oficjalną ścieżkę awansu zawodowego, a co za tym idzie - także finansowego w tych zawodach. Wraz z nabyciem nowych umiejętności, przybywają przecież nowe obowiązki, wzrasta związana z nimi odpowiedzialność. Za tym powinna iść wyższa gratyfikacja.

Jako samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych, wspólnie ze związkami zawodowymi, będziemy intensywnie działać w tym kierunku. W tym roku przypada 25-lecie powstania samorządu zawodowego pielęgniarek i położnych w Polsce. To dobra okazja, by w taki właśnie sposób uczcić ćwierćwiecze naszego istnienia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum