Wynalazczość na krawędzi

Autor: Tomasz Teluk • • 15 maja 2008 11:14

TOMASZ TELUK, dyrektor Instytutu Globalizacji, ekspert Centre for the New Europe w Brukseli

Finansowanie badań naukowych nad nowymi lekami z kieszeni podatników oraz powierzenie zarządzania własnością intelektualną instytucjom międzynarodowym - to najważniejsze postulaty, które padły podczas ostatnich obrad Światowej Organizacji Zdrowia.
Nieoczekiwanie zakończyła się listopadowa sesja Międzyrządowej Grupy Roboczej ds. Zdrowia Publicznego, Innowacji i Własności Intelektualnej. Kraje rozwijające się oraz przeciwnicy własności intelektualnej odnieśli duży sukces i otworzyli furtkę do dalszego ograniczenia ochrony praw własności intelektualnej w medycynie.
Podczas obrad zapowiedziano prace nad wprowadzeniem centralnego planowania w badaniach naukowych. Kraje rozwijające się, wspierane przez skrajnie lewicowe organizacje pozarządowe i polityków, domagają się zastąpienia istniejącego systemu ochrony patentowej systemem "nagród pieniężnych" dla firm (które opracują nowe leki) oraz rozdziałem tych środków przez instytucje międzynarodowe.

Zadziwiające poparcie

Nie jest jasne, jak ma działać ten system w praktyce. Wiadomo jednak, że "nagrody" ufundują podatnicy, natomiast centralne sterowanie badaniami nad nowymi lekami prawdopodobnie zahamowałoby postęp w medycynie.
Co zadziwiające, niektórzy politycy Europarlamentu (socjaliści, komuniści i zieloni) poparli autorytarny reżim Tajlandii, który ostatnimi czasy wywłaszczył kilka firm z Europy oraz Stanów Zjednoczonych i powołując się na instytucję tzw. przymusowego licencjonowania przekazał patenty na produkcję leków... państwowej firmie.
"Przymusowe licencjonowanie" jest praktyką pozwalającą na produkcję leków chronionych w sytuacjach krytycznych dla zdrowia publicznego.
Wojskowa junta w Tajlandii kierowała się wyłącznie własnym interesem, natomiast kraje rozwijające się chciałyby, aby "przymusowe licencjonowanie" stało się powszechnie obowiązującą praktyką.
Pomyślmy, co by się stało, gdyby postulaty przeciwników własności intelektualnej kiedykolwiek się ziściły. Kto produkowałby nowe leki? Urzędnicy? Która firma zaryzykowałaby milionowe inwestycje, wiedząc, że wynalazczość nie jest chroniona? Najpewniej dynamiczny rozwój innowacji zostałby zahamowany. Najwięcej szkód ponieśliby pacjenci, bowiem na rynek nie trafiałyby nowe leki. Zapewne zyskaliby urzędnicy oraz stworzone przez nich firmy produkujące generyki.

O kogo dba polityk

Centralne sterowanie badaniami naukowymi nie sprawdzi się. Medycyna zawdzięcza swój dynamiczny postęp siłom rynkowym oraz inicjatywie prywatnych przedsiębiorców. Nie wyobrażam sobie, aby którakolwiek instytucja międzynarodowa udźwignęła ciężar finansowania badań naukowych na światową skalę. Wyobrażam sobie natomiast kolejne dziesięciolecia nierozwiązanych problemów zdrowia publicznego i skandali korupcyjnych.
Powoływanie się na interes pacjentów jest cynizmem. Pacjentom zależy na jak najlepszym dostępie do nowych leków. Ten dostęp może być zapewniony tylko na poziomie międzynarodowych negocjacji, a nie pod przymusem. Gdy polityk zabiera patent i powierza założonej przez kolegów firmie, myśli o sobie, a nie o chorych. Żyjemy w czasach, w których - jak podają firmy innowacyjne - ponad 95% pozycji z listy leków podstawowych WHO nie posiada ochrony patentowej. Nie jest też prawdziwa teza, że "przymusowe licencjonowanie" pozwoli na dostęp do leków dla najuboższych. Jeśli ktoś ma przeżyć za dolara dziennie, nie będzie go stać zarówno na lek za 100 dolarów, jak i za 10.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum