Wycięcie interny z systemu grozi załamaniem

Autor: Jacek Wykowski • • 30 czerwca 2017 10:46

Przedstawiciele środowiska internistów przestrzegają przed marginalizowaniem tej dziedziny i przypominają: specjalistyka nie rozwiąże problemów chorych. Staje się to szczególnie ważne w obliczu coraz większej liczby seniorów, którzy będą zmagać się wielochorobowością.

Wycięcie interny z systemu grozi załamaniem

Wszyscy, którzy pracują zarówno na oddziałach specjalistycznych, jak i chorób wewnętrznych, często jadą na podobnym wózku i muszą zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: sama specjalistyka nie załatwi problemów chorych w tym kraju - tłumaczył prof. Jacek Imiela podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 9-11 marca), w czasie sesji "Polska interna - sukcesy i wyzwania".

Konsultant krajowy w dziedzinie chorób wewnętrznych i prezes Towarzystwa Internistów Polskich przypomniał, że na świecie to właśnie internista nadzoruje, łączy i koordynuje - i jest to efektywne kosztowo. - Tymczasem w naszych szpitalach interny są kompletnie nieopłacalne, mimo że właśnie na te oddziały trafia większość chorych - ubolewał.

Kogo niepokoi nowa ustawa o POZ

- W Polsce coraz częściej pojawiają się głosy, żeby zlikwidować internę. Niech sobie będzie specjalistyka, medycyna rodzinna, a internę czy pediatrię można wyciąć. Tak się dzieje, jeżeli chodzi o nową, projektowaną ustawę o POZ - zauważał prof. Imiela.

Tymczasem, jak dowodził, interna może być kosztowo efektywna, a chory z bólem brzucha nie musi trafiać od razu do gastrologa, tylko "do człowieka, który porusza się w całości medycyny". I bynajmniej nie chodzi o konkurowanie o pacjenta.

- Nie należy ze sobą walczyć, a współpracować i dać możliwości pracy w POZ lekarzom kilku specjalności. Przy obecnym niedoborze kadr znajdzie się miejsce dla wszystkich. Oczywiście medycyna rodzinna jest ważna i potrzebna, to samo dotyczy geriatrii. Ale interna ma takie same, jeżeli nie większe prawa - konstatował szef Towarzystwa Internistów Polskich.

Pod koniec marca br. dyrektor Departamentu Organizacji Ochrony Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia Beata Rorant poinformowała, że projekt ustawy o POZ jest już po konsultacjach społecznych, a w ich wyniku wpłynęło kilkaset uwag. - Wciąż nad nimi pracujemy i je analizujemy; chciałabym zapewnić, że wsłuchujemy się w głos środowiska zewnętrznego - zapewniła przedstawicielka MZ.

- Jeśli internista zostanie "wyproszony" z POZ, to będzie dramat, zupełnie dla mnie niezrozumiały - zwracał uwagę dr Jarosław Derejczyk, dyrektor Szpitala Geriatrycznego w Katowicach.

Przypomniał też, że "geriatria przestała funkcjonować w mapach potrzeb zdrowotnych" i podsumował, że społeczeństwo staje się coraz starsze, wielochorobowe i "zaczynamy tak naprawdę rozrywać obrus, przy którym siedzi dużo osób i brakuje pieniędzy".

Zachęcać młodych

O przyczynach niechęci młodych adeptów medycyny do interny mówił dr Lech Kucharski, kierownik III oddziału chorób wewnętrznych w Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Żeromskiego w Krakowie oraz przewodniczący Komisji ds. Kontraktowania Świadczeń Zdrowotnych Towarzystwa Internistów Polskich.

- Dlaczego nie ma młodych ludzi, k tórzy chcą przychodzić na oddziały chorób wewnętrznych? Odstrasza ich ciężka praca, niewdzięczne dyżury, brak perspektyw. W pewnym momencie każdy ma prawo przejść do mniej intensywnych, lżejszych obowiązków. Niestety, NFZ i MZ zabierają nam tę możliwość poprzez ograniczenie samodzielnego funkcjonowania internistów - mówił.

Dowodził, że do zawodu zniechęcają również wysokie wymagania i odpowiedzialność. Zwrócił przy tym uwagę, że to interniści stoją na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o oceny pacjentów.

- Spotykamy się często z agresją i skargami rodzin, wywoływanymi także przez doniesienia medialne. To nie ułatwia pracy - tłumaczył.

Prof. Eugeniusz Kucharz, kierownik oddziału chorób wewnętrznych i reumatologii Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach, zgodził się z dr. Kucharskim i zaproponował rozwiązanie dotykające, jego zdaniem, sedna problemu.

- Na pewno istnieje potrzeba przebudowy sposobu myślenia. Teraz mamy jego trzy poziomy: decydentów mówiących o pieniądzach czy ustawach, środowisko lekarzy, które rozumie internę i rozpaczliwie o nią walczy oraz społeczeństwo - analizował. Stwierdził, że zmiany trzeba zacząć właśnie od tego trzeciego filaru.

- Należy pokazać społeczeństwu, kim naprawdę jest internista oraz, że - choć można go inaczej nazwać - nie można go zastąpić. To, że ktoś trafia do szpitala z powodu niewydolności nerek i jednocześnie zapalenia płuc, nie oznacza, że potrzebuje nefrologa i pulmonologa. To może załatwić internista. Bardzo ważne jest więc "odwrócenie" ról. Jeżeli będzie presja społeczna, to będą uruchamiane oddziały, będzie inne finansowanie, a to z kolei przyciągnie młodych absolwentów do zawodu. Oni przecież wybierają to, co jest na fali i ma poklask społeczny - skonstatował.

Edukacja też rozmywa internę

Prof. Aleksander Sieroń, k ierownik Katedr y i Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych, Angiologii i Medycyny Fizykalnej SUM, konsultant krajowy w dziedzinie angiologii, zaakcentował inny niepozbawiony problemów obszar medycyny wewnętrznej - edukację. - Wiedza internistyczna niekoniecznie jest związana ze stopniami nadawanymi przez CEM - mówił kierownik katedry i oddziału klinicznego chorób wewnętrznych, angiologii i medycyny fizykalnej w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz konsultant krajowy w dziedzinie angiologii.

Dodał: - Kiedyś najpierw trzeba było skończyć internę, by potem robić specjalistykę. Od momentu, kiedy weszły tzw. systemy modułowe, robi się niby trzy lata interny, a potem dwa-trzy lata angiologii, kardiologii czy czegoś innego. Tyle że moduł internistyczny prowadzony jest zwykle w specjalistyce, w związku z tym wiedza studentów z zakresu interny jest istotnie niższa, niż być powinna.

Argumentował, że w Niemczech po trzech latach zdaje się internę, a po następnych trzech określoną specjalizację. - Podczas prac sejmowej komisji zdrowia, która rozpatrywała kształcenie podyplomowe, wpisano, że moduł internistyczny ma być zakończony egzaminem. Ale co z tego wyjdzie, licho wie - zauważył prof. Imiela.

Prof. Sieroń podkreślił, że "koledzy zza zachodniej granicy poszli dalej i mają wpisane słowo internista na dyplomie". Argumentował, że takie rozwiązanie daje szansę na poszerzenie kompetencji i większe pole wyboru ścieżki zawodowej.

- Jeśli interna ma znaleźć sposób na przeżycie i rozwój, to musi młodym lekarzom dać element edukacji z geriatrii. Kompetencje internistów muszą wzrosnąć - podsumował dr Derejczyk.

Spór sztucznie nakręcany

Do pojawiających się opinii o rzekomo tlącym się konflikcie między interną a geriatrią odniósł się prof. Jacek Imiela. - Podkreślam, nie ma zderzeń między tymi specjalizacjami. Skala polskiej geriatrii jest relatywnie niewielka, ale jest ona potrzebna. Dlaczego nie umożliwić bardziej profesjonalnego podchodzenia do diagnostyki i leczenia ludzi w podeszłym wieku? To przecież wzbogaca internę - mówił prof. Imiela.

Krajowy konsultant przypomniał, że geriatrzy muszą wcześniej zrobić specjalizację z interny, więc geriatria jest jej rozwinięciem. - Trzeba zauważyć, że każda z tych specjalności ma swoje miejsce. Patrząc na całość opieki zdrowotnej w Polsce, nie widzę, by geriatria chciała zastępować internę - tłumaczył.

Dodał, że we współistnieniu tych specjalności trzeba zachować odpowiednią skalę każdej z nich. Przyznał jednak, że czasem zauważa pewną niekorzystną tendencję. - Każdy chce, by jego dziedzina miała się w systemie jak najlepiej, żeby przetrwała. Mimo tych dążeń nie uważam, by istnienie jednej musiało się odbywać kosztem drugiej - mówił prof. Imiela.

Z poglądem konsultanta krajowego zgodził się dr Lech Kucharski. - Ten konflikt został wywołany medialnie pod hasłem, że geriatra leczy ludzi starszych najlepiej na świecie. My nie chcemy walczyć z geriatrami, a współpracować, zwłaszcza że wyrośli oni na gruncie interny - podsumował.

Zwrócił przy tym uwagę, że leczenie pacjenta w ostrym stanie stawia inne problemy niż leczenie geriatryczne. - Czy geriatria powinna być w szpitalu ostrołóżkowym? Wydaje mi się, że nie. To właśnie interna powinna opanować ostry stan chorego i ewentualnie, we współpracy z ośrodkami referencyjnymi, wyłonić pacjenta, którego geriatria będzie mogła przywrócić do samodzielności i życia społecznego - zakończył dr Lech Kucharski.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum