Wszystko przed nami...

Autor: Wojciech Kuta, Piotr Wróbel • • 13 czerwca 2011 13:36

Skutki przekształceń publicznych szpitali w spółki, zmiany w systemie kształcenia lekarzy, kontraktowanie świadczeń zdrowotnych przez NFZ oraz inwestycje w placówkach medycznych. Takie były główne tematy "Ogólnopolskiego spotkania menedżerów ochrony zdrowia" - imprezy towarzyszącej III Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu (Katowice, 16 maja 2011 r.).

Wszystko przed nami...
W tej finałowej konferencji tegorocznego cyklu regionalnych debat Rynku Zdrowia - poświęconych najważniejszym problemom ochrony zdrowia w wybranych województwach - wzięło udział prawie 400 osób. Przypomnijmy, że wcześniej gościliśmy w Poznaniu, Gdańsku, Lublinie i Łodzi. Wśród 30 prelegentów katowickiego spotkania byli m.in.: posłowie, przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia, samorządów terytorialnych i Naczelnej Izby Lekarskiej, menedżerowie szpitali - zarówno publicznych, jak i prywatnych.

Wokół pakietu ustaw

Poseł Beata Małecka-Libera (PO), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia, podkreślała, że przyjęta przez Sejm i podpisana już przez prezydenta Ustawa o działalności leczniczej stwarza szansę na bardziej elastyczne zarządzanie szpitalami. - Lecznice przekształcone w spółki zdecydowanie lepiej funkcjonują na rynku usług medycznych niż samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej - mówiła poseł Małecka-Libera. - Przekształcenie SPZOZ-u w spółkę jest fakultatywne - dodała. - Jeśli organ założycielski uzna, że publiczna placówka poradzi sobie w rynkowych realiach, nie musi komercjalizować ZOZ-u. Ustawa daje jednak także szansę tym samorządom, które od lat mają problemy ze swoimi szpitalami, wymagającymi znacznych inwestycji. NZOZ po przekształceniu ma możliwość zawierania korzystnych umów z potencjalnymi partnerami i inwestorami. Beata Małecka-Libera zwróciła uwagę, że polskie społeczeństwo nie jest przygotowane do wzięcia odpowiedzialności za swoje zdrowie. - Im mniej państwa w ochronie zdrowia, tym lepiej dla pacjentów. Państwo musi jednak wypracować dalekosiężną politykę zdrowotną, ustalić priorytety w tej dziedzinie. Tego bardzo nam brakuje, podobnie jak rzetelnych danych dotyczących stanu naszej ochrony zdrowia - zaznaczyła Beata Małecka-Libera. Zdecydowanie bardziej krytyczny wobec Ustawy o działalności leczniczej jest poseł Bolesław Piecha (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia: - Mechanizmy rynkowe w ochronie zdrowia się nie sprawdzają. W nowej ustawie mówi się o efektywności ekonomicznej, a nie o skuteczności leczenia - stwierdził poseł Bolesław Piecha. - Najchętniej pacjenci wybierają leczenie w szpitalach klinicznych czy instytutach, czyli tam, gdzie nie jest ono wcale tanie. W ochronie zdrowia nie konkuruje się zatem ceną, tylko jakością świadczenia - argumentował, jednocześnie mitem nazywając przekonanie, że szpitalne spółki pozwolą na "wyciśnięcie" z rynku dodatkowych pieniędzy. Na władzy bowiem nadal spoczywa obowiązek zapewnienia dostępności nieodpłatnych świadczeń, i takich świadczeń pacjenci będą poszukiwać. Zdaniem Bolesława Piechy, państwo powinno bardzo zdecydowanie ingerować w rynek ochrony zdrowia, zachowywać nad nim daleko idącą kontrolę. Jako przykład podawał Niemcy, gdzie 20 lat temu działało około 1000 kas chorych, a dzisiaj jest ich około 200. Jak mówił, tam środki na ochronę zdrowia wpływają do instytucji centralnej, która dzieli je według algorytmu na poszczególne kasy. Ma tam więc miejsce centralizacja zarządzania. Przekonywał, że rozwiązania dotyczące tak szerokiego przekształcania szpitali publicznych w spółki, jakie spowoduje Ustawa o działalności leczniczej, nie są znane w innych krajach. - W żadnym kraju, poza Estonią, funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia nie opiera się na szpitalach komercyjnych - zaznaczał poseł.

Izba bilansuje

Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, pytany o ocenę nowego prawa, mówił, że do ustaw z tzw. pakietu zdrowotnego wprowadzono sporo zmian proponowanych przez samorząd lekarski. - Niestety, nie udało się nam m.in. obronić stażu podyplomowego lekarzy w obecnej formie - ubolewał. Stąd - jak tłumaczył - naleganie samorządu na odstąpienie w ustawie o zawodach od określania praktycznej nauki w czasie studiów medycznych terminem "praktyka zawodowa". Termin ostatecznie nie został wprowadzony. - Naszym zdaniem, nie jest możliwe, aby student medycyny mógł się nauczyć praktycznie właściwego wykonywania czynności medycznych. Jest ustawa o prawach pacjenta. Nie wiemy, czy będzie zgoda pacjentów, by to student, a nie lekarz z ograniczonym prawem wykonywania zawodu, wykonywał takie czynności - uzasadniał dr Hamankiewicz. Wśród tych zapisów Ustawy o działalności leczniczej, które zmieniono pod wpływem uwag środowiska, wymienił m.in. pozostawienie w gestii samorządu lekarskiego rejestru praktyk lekarskich. - To olbrzymi rynek, nad którym umiemy prowadzić właściwy nadzór - przekonywał. Po stronie plusów kluczowej dla środowiska Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty prezes NRL wymienił m.in. utrzymanie - choć w zmienionej formie - egzaminu państwowego jako podstawowego kryterium kwalifikacji do specjalizacji. Także wprowadzenie modułowego trybu zdobywania specjalizacji, co zdecydowanie ma poprawić dostęp pacjentów do specjalistycznych porad lekarskich. - Ten akurat zapis, skracający prawie o połowę czas zdobywania specjalizacji bez obniżenia jakości wykształcenia, jest przykładem bardzo dobrej współpracy samorządu lekarskiego z Ministerstwem Zdrowia - mówił Maciej Hamankiewicz. Wspomniał też o wielkiej wygranej lekarzy w Senacie - poprawce w ustawie refundacyjnej usuwającej zapis o obowiązku zawierania przez lekarzy osobnej umowy upoważniającej do wystawiania recept refundowanych. Wyższa izba parlamentu uznała także i inne racje lekarzy, m.in. zniosła w zapisie ustawy obowiązek zwrotu kwoty refundacji w przypadku, gdy recepta lub dokument poświadczający prawo do świadczeń został sfałszowany przez pacjenta.

Odpowiedzialność samorządów

W części dyskusji mówiono o odpowiedzialności władz samorządowych za sytuację finansową szpitali i jednoczesne zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców na swym terenie. Zdaniem odpowiadających za ochronę zdrowia wicemarszałków z Małopolski i Śląska, samorządy wojewódzkie dobrze się wywiązują ze swoich zadań jako organy założycielskie szpitali. W każdym z województw, aby ratować finanse jednostek, doprowadzono do pierwszych przekształceń dużych lecznic. W woj. małopolskim spółka prawa handlowego, której 100-procentowym właścicielem jest województwo, rozpoczęła w minionym roku zarządzanie liczącym wówczas blisko 600 łóżek Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. - Plan B okazał się tutaj najbardziej właściwym rozwiązaniem, szkoda, że możliwym do wykorzystania tylko w przypadku jednej jednostki - mówił Wojciech Kozak, wicemarszałek województwa małopolskiego. Jak dodał, dzięki przekształceniu szpitala w oparciu o plan B możliwe będzie odzyskanie prawie 24,4 mln zł, które samorząd przeznaczy na dofinansowanie tej placówki. W Małopolsce szpitale marszałkowskie dysponują ponad 4 tysiącami łóżek, czyli 25% wszystkich miejsc w szpitalach. Na 55 jednostek tego organu założycielskiego w 2010 roku straty przynosiło 8. W poprzedniej kadencji małopolski sejmik podjął uchwałę dotyczącą przekształcenia 7 jednostek. Szereg placówek zostanie połączony; to w celu - jak wyjaśniał wicemarszałek Kozak - uzyskania oszczędności w drodze redukcji personelu kierowniczego albo lepszego zarządzania. Według wicemarszałka małopolskiego, NZOZ-y dają możliwość lepszego wykorzystania potencjału szpitali, m.in. poprzez szybkość podejmowania decyzji zarządczych. - Liczymy, że wraz z rynkiem ubezpieczeń medycznych ruszy turystyka medyczna. Szkoda tylko, że w przekształconych szpitalach wątpliwości budzi komercyjne użytkowanie sprzętu zakupionego wcześniej ze środków europejskich - mówił Wojciech Kozak. Krzysztof Kłos, formalnie jeszcze dyrektor Szpitala im. Ludwika Rydygiera w Krakowie (kieruje placówką od 2005 r., w marcu br. został odwołany), zaznaczył, że likwidacja SPZOZ-u i przekształcenie tej placówki w spółkę było strzałem w dziesiątkę: - Jako publiczny ZOZ szpital przed 2005 rokiem zawsze notował stratę. Po 2005 roku skutecznie przeprowadziliśmy restrukturyzację i wdrożyliśmy strategię rozwoju. Od tego czasu mamy dodatni wynik finansowy - przypomina Krzysztof Kłos. - Dzięki udziałowi w planie B - przy bieżącym bilansowaniu się jednostki i inwestycjach - możemy się pozbyć historycznego balastu zadłużenia - podkreślał dyrektor Kłos. - Pierwsze półrocze 2010 r. spółka prowadząca NZOZ zamknęła zyskiem 1,5 mln zł.

Poważne zmiany

w organizacji szpitalnictwa - głównie poprzez konsolidację szpitali i łączenie oddziałów - założono też na Śląsku w przyjętych w grudniu 2009 roku kierunkach restrukturyzacji. Tam samorząd wojewódzki, któremu podlega najwięcej w kraju jednostek - 56, podzielił placówki w zależności od ich znaczenia dla bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców. Proces restrukturyzacji zakłada skoncentrowanie się na jednostkach strategicznych oraz ograniczenie liczby tych o znaczeniu lokalnym i regionalnym. - Przyjęliśmy, że przeprowadzimy konsolidację w tych jednostkach o znaczeniu strategicznym, w których obszary działania są dublowane - opisywał realizowane plany samorządu Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa śląskiego. Do największej konsolidacji doszło w Częstochowie, w marcu 2010 roku, gdzie połączono Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. NMP z Wojewódzkim Szpitalem Zespolonym im. PCK. - To połączenie dwóch bardzo dużych jednostek, prowadzące do powstania największego szpitala w województwie, wymagało dobrego przygotowania i dużej ostrożności. W oparciu o dane z połowy minionego roku można powiedzieć, że ta operacja przynosi efekty - poinformował wicemarszałek. W 2009 roku Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przyniósł 13,7 mln zł ujemnego wyniku finansowego, a Wojewódzki Szpital Zespolony miał prawie 7 mln zł strat, co łącznie - dla obu placówek - dawało prawie 21 mln zł "pod kreską". Po połączeniu, w 2010 roku, straty nadal były, ale w ramach jednej już jednostki wyniosły one 12,7 mln. Zarządzający połączonymi szpitalami zmniejszyli zatrudnienie o 60 osób, głównie w administracji. Obecnie ten szpital ma najmniejszy w województwie wskaźnik liczby pracowników administracji do liczby pracowników ogółem. Redukcja dublujących się stanowisk kierowniczych - poprzez rozwiązanie umowy o pracę - dała w 2010 roku 1,1 mln zł oszczędności. W celu zmniejszenia kosztów renegocjowano umowy na dostawę leków, sprzętu jednorazowego, outsourcing usług pralniczych. Zmniejszenie kosztów przyniosło połączenie jednoimiennych oddziałów z obu szpitali - okulistyki, nefrologii oraz stacji dializ. Reorganizacja umożliwiła uwolnienie dodatkowych powierzchni, co pozwoliło na otwarcie jedynego jak dotąd w województwie śląskim zakładu opiekuńczo-leczniczego z łóżkami dla pacjentów wentylowanych mechanicznie.

Restrukturyzacja i uroki dzierżawy

- Samo przekształcenie SPZOZ-u oczywiście nie poprawi automatycznie wyniku finansowego szpitala - mówił Jarosław Wach, zastępca dyrektora firmy doradczej PwC w Polsce. - Odpowiedzią na pytanie, czy Ustawa o działalności leczniczej jest potrzebna, może być fakt, że w zasadzie nikt nie polemizuje z jej uzasadnieniem formułowanym przez ustawodawcę. - Przekształcenie ZOZ-u powoduje, że organy założycielskie i zarządy spółek muszą się kierować Kodeksem spółek handlowych, a ten nie mówi o karaniu za straty w działalności, ale za niegospodarność. Poza tym ustawa nie nakazuje natychmiastowej zmiany formy prawnej, ale - w przypadku zadłużonego SPZOZ-u - w perspektywie 3-4 lat. Tym bardziej nie obawiałbym się przekształceń - tłumaczył Jarosława Wach. - Placówki oraz ich organy założycielskie mają więc sporo czasu, m.in. na przeprowadzenie restrukturyzacji. Szpital będzie już na tyle sprawny pod względem zarządczym, że nie powinna się już pojawiać trwoga przed samą zmianą prawnej formy funkcjonowania ZOZ-u. Takie zdecydowane działania w odniesieniu do zadłużonego SPZOZ-u Szpital w Blachowni podjęły władze powiatu częstochowskiego, wydzierżawiając placówkę w 2008 r. prywatnemu podmiotowi, a następnie likwidując publiczny ZOZ. - Skorzystaliśmy z art. 60 Ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, mówiącego, iż jeśli SPZOZ nie jest w stanie sam pokryć ujemnego wyniku, to organ założycielski wydaje uchwałę lub rozporządzenie o zmianie formy gospodarki finansowej zakładu lub jego likwidacji - wyjaśnia Janusz Krakowian, wicestarosta powiatu częstochowskiego. - Niestety, w październiku 2010 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny unieważnił uchwałę rady powiatu likwidującą SPZOZ, mimo że nasza wcześniejsza uchwała o wydzierżawieniu szpitala nie została przez nikogo unieważniona! - ubolewa Janusz Krakowian i wskazuje na poprawiający się wynik finansowy szpitala oraz poczynione w nim inwestycje. Tymczasem WSA zarzuca starostwu m.in. bezpodstawne przekazanie zadania publicznego podmiotowi prywatnemu i niezapewnienie ciągłości świadczeń. - Co dalej? Nic... Dlaczego mamy walczyć z sądem? Dla nas sprawa się zakończyła - stwierdza Janusz Krakowian. - Szpital został wydzierżawiony, jest niepubliczny i taki pozostanie. Wyrok NSA nie ma tu nic do rzeczy. Dotyczy bowiem uchwały likwidacyjnej, nie zaś uchwały o dzierżawie ani umowy dzierżawy.

Dydaktyka, nauka, leczenie

O specyfice dużej jednostki klinicznej mówiła Klaudia Rogowska, dyrektor Szpitala Klinicznego nr 7 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Placówka ta składa się z 24 oddziałów, w 21 z nich funkcjonują kliniki. - Wbrew obiegowym opiniom, nie jest tak, że duży szpital kliniczny w Polsce zajmuje się wyłącznie najtrudniejszymi przypadkami. Choć to właśnie powinno być misją tego typu lecznic. Nasza jednostka, podobnie jak inne jednostki uniwersyteckie, łączy dydaktykę i naukę z udzielaniem świadczeń. Dysponujemy najlepszą kadrą, ale bardzo często ten potencjał służy leczeniu zwykłych przypadków, którymi z powodzeniem zająłby się każdy szpital miejski - stwierdza dyrektor Rogowska. Jej zdaniem, przekształcenie w spółkę szpitala klinicznego nie zagraża wypełnianiu jego misji, jeśli wcześniej zostaną ściśle określone zadania, rola i miejsce takiej placówki w systemie ochrony zdrowia. Czy w Polsce mamy obecnie "przesycony" rynek pracowni hemodynamicznych, a nielimitowane finansowanie kardiologii inwazyjnej odbywa się kosztem np. kardiologii zachowawczej? - zapytaliśmy prof. Pawła Buszmana, prezesa zarządu American Heart of Poland Sp. z o.o. - W mediach rzeczywiście dość często pada stwierdzenie, że kardiologia inwazyjna pochłania wiele pieniędzy, że jest zbyt dużo ośrodków hemodynamiki. Według wspólnych ustaleń konsultanta krajowego w dziedzinie kardiologii, NFZ i resortu zdrowia, na jeden taki ośrodek w Polsce powinno przypadać ok. 300 tys. mieszkańców - przypomniał prof. Paweł Buszman. - W kraju jest ok. 120 tego rodzaju placówek, co w zasadzie pokrywa zapotrzebowanie. Powinno jeszcze powstać przynajmniej kilka, oczywiście nie obok siebie, ale tam, gdzie wymaga tego epidemiologia. W Niemczech, Francji na jeden ośrodek kardiologii inwazyjnej przypada 100-150 tys. mieszkańców.

Los naszych doktorantów

Profesor podkreślał, że powszechny już niemal dostęp do inwazyjnego leczenia zawałów i wyniki tego leczenia w Polsce to ogromny sukces; jesteśmy pod tym względem w ścisłej europejskiej czołówce: - Stało się to możliwe m.in. dzięki pozaakademickiej sieci placówek kardiologii interwencyjnej. Profesor Buszman w pełni podziela satysfakcję samorządu lekarskiego z zachowania egzaminu państwowego (Lekarski Egzamin Końcowy - LEK), ale też nie ukrywa obaw związanych z likwidacją stażu podyplomowego w obecnej formie. - W zakresie studiów doktoranckich powinniśmy bardziej zmierzać w kierunku modelu niemieckiego niż anglosaskiego, czyli dążyć do skrócenia drogi dochodzenia do doktoratu - właśnie na wzór systemu sprawdzonego w Niemczech - mówił prof. Paweł Buszman. - Wielu moich studentów praktycznie kończy pisać doktorat podczas stażu. Dlatego żałuję, że ten staż zniknął z ustawy. Staż to bowiem nie tylko okres zdobywania praktycznych umiejętności, ale i pogłębiania wiedzy naukowej. W Niemczech 50-60% studentów po zakończeniu stażu broni doktorat. Tymczasem u nas tworzy się bardzo kosztowne studia doktoranckie trwające 4 lata - dodał profesor.

Płatnik o kontraktowaniu

Barbara Bulanowska, dyrektor Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, oraz Zygmunt Klosa, dyrektor Śląskiego Oddziału OW NFZ, podsumowali ostatnie kontraktowanie świadczeń przez Fundusz w tych województwach. Wspólnie z innymi uczestnikami debaty przedstawiciele płatnika dyskutowali także o możliwości wprowadzenia w przyszłości zmian w zasadach kontraktowania świadczeń. - Kontraktowanie świadczeń w tym roku było bardzo trudne - przyznała dyrektor Barbara Bulanowska. - W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wartość złożonych ofert dwukrotnie przekraczała pulę środków, jakimi na ten cel dysponował Małopolski Oddział NFZ. - Musieliśmy więc sięgnąć po procedurę rankingu elektronicznego, aby uniknąć posądzenia o uznaniowość przy zawieraniu kontraktów w zakresie AOS. Dyrektor Bulanowska przedstawiła także nakłady na opiekę zdrowotną w Małopolsce w ostatnich kilku latach. - Ta dynamika jest bardzo duża. Wzrost wydatków publicznych na świadczenia w naszym województwie wyniósł od 2004 r. prawie 90% - mówiła dyrektor małopolskiego NFZ. Jednak lata 2010 i 2011 to już niemal ten sam poziom finansowania świadczeń w woj. małopolskim - prawie 4,7 mld zł. - Podczas ostatniego kontraktowania sytuacja była więc niezwykle trudna. Do pierwszych od czterech lat konkursów stanęło bowiem wiele nowych podmiotów, natomiast nie dysponowaliśmy zwiększoną pulą środków. Dyrektor Zygmunt Klosa przypomniał, że w czasie postępowania konkursowego na Śląsku świadczeniodawcy złożyli ponad 5,5 tys. ofert. Jak tłumaczył, aby spełnić oczekiwania podmiotów, tylko do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej trzeba by dołożyć co najmniej 30-40 mln zł; oddziału śląskiego NFZ na to obecnie nie stać. Natomiast w całej regionalnej ochronie zdrowia dla zapewnienia kontraktowania, które zadowalałoby i płatnika, i świadczeniodawców, brakuje około 500 mln zł. Dyrektor podkreślił, że w regionie śląskim, podobnie jak w Małopolsce, zgłosiło się o wiele więcej oferentów niż w poprzednich trzech latach. - Można oczywiście dyskutować, jak mają być traktowane zakłady, które już są w systemie przez wiele lat, spełniają wszystkie warunki zarządzeń prezesa NFZ i rozporządzeń ministra zdrowia. To są już jednak pytania nie do NFZ, ale raczej do legislatorów - zaznaczył, nawiązując do niedawnego orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który utrzymał w mocy decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymagającą od płatnika równego traktowania wszystkich świadczeniodawców. Stąd brak w ostatnich postępowaniach konkursowych dodatkowych punktów za tzw. funkcjonowanie na rynku. Dyrektor śląskiego NFZ podziękował świadczeniodawcom za umiejętne wypełnianie ofert. Jak podał, o ile jeszcze 3 lata temu w specjalistyce do 30% ofert zostało odrzucone z przyczyn formalnoprawnych, to w konkursie na ten rok - 8%. - Świadczeniodawcy doskonale wiedzą w województwie śląskim, jak mają składać ofertę i co do niej załączyć, aby nie doszło do jej odrzucenia w pierwszym etapie konkursu - dzielił się spostrzeżeniami.

Stopniowanie świadczeniodawców

Prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, przyznał, że także w innych krajach europejskich elektroniczny ranking jest obecnie najbardziej obiektywnym sposobem wyboru świadczeniodawcy, ale... - Konkurowanie przede wszystkim ceną stwarza niebezpieczeństwo stosowania praktyk dumpingowych - ostrzega profesor. - We Francji, Holandii czy Belgii, gdzie na rynku jest wielu płatników, oprócz rankingu wprowadzono elementy stopniowania świadczeniodawców. - Nie chodzi tylko o szczególne premiowanie dużego szpitala uniwersyteckiego, ale np. mocnego oddziału urologii czy neurologii w mniejszej placówce, który dzięki świetnej jakości świadczeń ma prawo do wyższej wyceny - tłumaczy prof. Marian Zembala. Podczas spotkania, w nawiązaniu do kontrowersji wywołanych niedawnymi konkursami, pojawiły się też sugestie dotyczące poprawy planowania w ochronie zdrowia. - Wspólnie z marszałkiem i izbami lekarskimi już parę lat temu występowaliśmy do posłów i Ministerstwa Zdrowia, aby wskazać instytucję odpowiedzialną za koordynację polityki zdrowotnej, określającą rzeczywistą liczbę podmiotów potrzebnych w regionie dla zaspokojenia potrzeb zdrowotnych - mówiła Anna Czech, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie, przewodnicząca Małopolskiego Związku Pracodawców Zakładów Opieki Zdrowotnej. Przywołała sytuację dotyczącą zarządzanego przez nią szpitala, gdy podczas ostatniego kontraktowania okazało się, że jednostka przegrała wstępnie konkurs na chirurgię onkologiczną. Konkurent zgłosił we wniosku lekarzy zatrudnionych w tym właśnie szpitalu. - Przekazałam lekarzom, że mają wybierać, gdzie chcą pracować. Z tego powodu, za twarde stawianie sprawy, były na mnie nawet skargi do marszałka - mówiła, dodając, że podmioty publiczne oczekiwałyby jasnego określenia zasad konkurencji z podmiotami prywatnymi w ochronie zdrowia. - Wielu świadczeniodawców prywatnych stara się wykonywać tylko opłacalne procedury, pozostawiając publicznym szpitalom rozległe, trudne operacje - tłumaczyła powody, dla których pewna regulacja rynku byłaby jej zdaniem konieczna. Uwagę dotyczącą zasad konkurencji w ochronie zdrowia poczynił doc. Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Ten wysokospecjalistyczny szpital pediatryczny konkurował z placówkami o niższym poziomie referencyjnym, oferującymi niższe ceny na te same świadczenia. - Prawie wszystkie podmioty odbierające nam kontrakt bazują na lekarzach wykształconych i pracujących w tym szpitalu. Kuriozum tej sytuacji polega na tym, że zarówno pacjent wolałby być operowany w szpitalu uniwersyteckim, jak i lekarze z naszego szpitala woleliby operować na miejscu, ale ja im tego nie mogę zaoferować, ponieważ nie mamy dostatecznego kontraktu - mówił dyrektor Kowalczyk. Tłumacząc średnie wyższe ceny świadczeń w zarządzanym przez siebie szpitalu, wyjaśniał, że jednostka musi pełnić misję i zaopatrywać także najtrudniejszych pacjentów. Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, zwróciła uwagę, że jednostka od 2004 roku stale uzyskuje dodatni wynik finansowy, ale coraz trudniej jest bilansować koszty z przychodami. Co prawda kontrakt na ten rok nie jest w szpitalu niższy wartościowo niż ten z początku 2010 roku, ale realnie - tak. Rosną koszty, ale i wymagania płatnika, z których część - jej zdaniem - jest przesadna i prowadzi do nie zawsze potrzebnych wydatków. - Aby nie stracić 30% kontraktu na intensywną terapię, musieliśmy zakupić tomograf w miejscu lokalizacji oddziału, choć 300 metrów obok działa zakład wykonujący taką diagnostykę - przedstawiła swój punkt widzenia. Podobnego zdania co do standardów stawianych przez płatnika była Małgorzata Kucytowska, wiceprezes zarządu Mysłowickiego Centrum Zdrowia. Jej zdaniem, standardy te powinny być bardziej elastyczne i uzależnione od poziomu referencyjności szpitala. - Żeby spełnić wymogi kontraktowania, musieliśmy zbudować praktycznie 3 sale intensywnego nadzoru dla interny i oddziału położniczoginekologicznego, podczas gdy wiemy, że wystarczyłaby u nas jedna taka sala dla wszystkich oddziałów - przekonywała wiceprezes spółki. Szczególny przypadek problemów z realizacją kontraktu przedstawił dr Andrzej Drybański, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach. Będąc dyrektorem szpitala od 10 października ubiegłego roku, zniwelował zadłużenie placówki za 2010 rok o 2 mln zł. W minionym roku 88% przychodów uzyskanych przez szpital z NFZ przeznaczone zostało na wynagrodzenia. Szpital zakończył bilans 9 mln zł "pod kreską". - Program naprawczy związany z restrukturyzacją płac i zatrudnienia, zmianą organizacji pracy szpitala spotkał się z potężnym oporem lekarzy, łącznie z ich pikietami przed Urzędem Marszałkowskim, podczas których domagano się mojego odwołania. Musiałem zamknąć oddział ortopedyczny, bo na 11 lekarzy 8 zachorowało i przebywało na zwolnieniach od 2,5 do 3 miesięcy - relacjonował sytuację. Jak mówi dyrektor Drybański, lekarze prowadzą strajk włoski, dopiero od kwietnia zgodzili się na podpisanie klauzuli opt-out. - Lekarze naprawdę nie rozumieją, że ten szpital może upaść - uważa. Całe zadłużenie szpitala przekracza jego wartość łącznie ze sprzętem i wynosi około 53 mln zł. Wioleta Błochowiak, wiceprezes zarządu Electus SA, przedstawiła wyniki analiz wskaźników zapotrzebowania SPZOZ-ów na środki finansowe. - Takie badania rynku prowadzimy od 2009 roku. Pod koniec ubiegłego roku zapotrzebowanie zgłoszone nam w odniesieniu do restrukturyzacji finansowej SPZOZ-ów wyniosło 1,1 mld zł. To pięć razy więcej niż w 2009 r., a kwota ta stanowi połowę zobowiązań wymagalnych publicznych ZOZ-ów.

Komercyjne rozterki i giełda

Poza działaniami restrukturyzacyjnymi i przekształceniami są oczywiście także inne narzędzia służące poprawie sytuacji finansowej placówek. Mec. Katarzyna Fortak-Karasińska, partner w kancelarii prawnej Fortak & Karasiński Radcowie Prawni, omówiła prawne aspekty i zakres możliwości świadczenia odpłatnych usług przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej. - Czy obecnie przepisy pozwalają SPZOZ-owi lub zakładowi przekształconemu w spółkę uzyskiwać przychody z działalności komercyjnej? W tej materii funkcjonują dwie przeciwne interpretacje, czyli za i przeciw takiej możliwości. Jedna z tych interpretacji mówi, że skoro nie ma wyraźnego zakazu udzielania świadczeń odpłatnych przez ZOZ-y, są one tym samym dozwolone. Uważam, że po spełnieniu określonych warunków, publiczna placówka ma prawo pobierać w pewnych sytuacjach opłaty od pacjenta - tłumaczy mec. Fortak-Karasińska (szersza wypowiedź na str. 5). Adam Rozwadowski, prezes Zarządu Centrum Medycznego Enel-Med SA, wskazał na szansę pozyskania kapitału, jaką stwarza tej spółce wejście na Giełdę Papierów Wartościowych. - Dotychczas rozwijaliśmy się wyłącznie w oparciu o kredyty i środki własne. Do wejścia na giełdę przymierzaliśmy się od pół roku - mówi prezes Rozwadowski. - Nasze plany inwestycyjne na lata 2011-12 opiewają na kwotę ok. 74 mln zł, a głównym źródłem tych środków będzie właśnie giełda. - Uważam, że jest to ścieżka, z której mogą korzystać nie tylko prywatne podmioty - uważa Adam Rozwadowski. - Kontrakty z NFZ stanowią 12% całej naszej sprzedaży, m.in. dotyczą diagnostyki obrazowej. W tej dziedzinie znakomicie współpracuje się nam z publicznymi ZOZ-ami, gdzie inwestujemy w rozwój diagnostyki - dodał prezes Rozwadowski.

Inwestycje

W części dyskusji poświęconej inwestycjom w ochronie zdrowia Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, przyznał, że poziom finansowania ratownictwa medycznego bardzo wzrósł w ostatnich latach: - Mamy dobry sprzęt. Dla karetek wyznaczyliśmy standard 5 lat użytkowania lub 300 tysięcy przejechanych kilometrów, starsze ambulanse w systemie się nie pojawiają - informował. Jak zaznaczył, pewne zmiany na lepsze w funkcjonowaniu ratownictwa medycznego można - jego zdaniem - już teraz uzyskiwać nawet bez dużych nakładów inwestycyjnych. Dyrektor Borowicz zaproponował, by pomoc nocna i świąteczna była wzywana pod jednym wspólnym dla wszystkich placówek numerem telefonu - 909. Stosowny wniosek został już złożony do ministra infrastruktury. - Zobaczymy, czy liczba wezwań pogotowia spadnie, a na to liczymy - argumentował. Rozmawiano też o malejących obecnie możliwościach pozyskania środków na inwestycje. Małgorzata Kucytowska wspomniała, że dwa istniejące w Mysłowicach szpitale w ciągu ostatnich 10 lat uzyskały istotne finansowe wsparcie od samorządu - około 20 mln zł. Samorząd przejął zadłużenie szpitala miejskiego przekształconego 3 lata temu w spółkę Mysłowickie Centrum Ochrony Zdrowia. - Rosnące zadłużenie samorządów powoduje, że trudno teraz liczyć na poręczenie kredytów - mówiła wiceprezes o otoczeniu, w jakim przychodzi działać dziś szpitalnym spółkom. - Jeśli chcesz na kogoś liczyć, licz przede wszystkim na siebie - przypominała z kolei znane powiedzenie Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. W tym publicznym szpitalu procentuje umiejętna polityka inwestycyjna i finansowa jeszcze z lat minionych. Na przykład z oszczędności uzyskanych dzięki termomodernizacji nie tylko spłacono ratę pożyczki, ale jeszcze odłożono środki na wkłady własne w inne projekty. Kiedy szpital - po kilku latach procesowania się i zawartej ugodzie - wyegzekwował od państwa prawie 3,7 mln zł z tzw. ustawy 203, te złotówki zostały ulokowane na koncie. - Między innymi dlatego dysponowaliśmy środkami i zasada posiadania 15-procentowego wkładu własnego nie była dla nas barierą w sięganiu po fundusze unijne - mówiła Renata Ruman-Dzido.

Ekonomia i nauka

Piotr Regulski, wiceprezes ds. handlowych w Impel Cleaning Sp. z o.o., mówił m.in. o outsourcingu usług niemedycznych w szpitalach, w tym o pralniach i kuchniach centralnych. - W tych obszarach istotne jest korzystanie z efektu skali, z jednej strony poprzez świadczenie usług dla innych podmiotów leczniczych, a z drugiej - w ramach usług komercyjnych - mówił prezes Piotr Regulski. Jego zdaniem, warto także zastanowić się nad rozwiązaniami w zakresie outsourcingu w odniesieniu do personelu technicznego, zapewniającego utrzymanie ruchu w jednostce: - Taki wariant, odpowiednio zastosowany, może przyczynić się do obniżenia kosztów pracy, czego dowodzą znane nam przykłady kilkunastu placówek - stwierdza Piotr Regulski. Do inwestowania w innowacyjne metody leczenia w placówkach medycznych i korzystania - także w tej właśnie materii - ze środków unijnych zachęcała Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. Szpital należy do liderów wśród jednostek ochrony zdrowia pod względem wykorzystania środków unijnych. Zrealizował oraz realizuje łącznie 12 projektów finansowanych w kwocie prawie 170 mln zł właśnie pochodzących ze źródeł zewnętrznych. W styczniu br. podpisana została wielostronna umowa między Szpitalem im. Jana Pawła II a sześcioma instytucjami naukowo-dydaktycznymi. Dyrektor Prokop-Staszecka omówiła także cele i stan realizacji - powstającego w tym szpitalu - Krakowskiego Centrum Badań i Technologii Medycznych (będą tam m.in. trzy pracownie: badań genetycznych, innowacyjnych zastosowań komórek macierzystych oraz pracownia obrazowania biomedycznego).

Skazani na rozwój

Regionalny Szpital Specjalistyczny Latawiec w Świdnicy ma za sobą wiele wdrożeń w zakresie kompleksowej informatyzacji placówki. - W tej dziedzinie czeka nas jeszcze upowszechnienie w jednostce szerokopasmowego, bezprzewodowego internetu i wprowadzenie tabletów - nie tylko do komunikowania, ale i dokumentowania oraz archiwizowania zdarzeń klinicznych. Oczywiście planujemy także wdrożenie systemu ochrony i zarządzania informacją - wymieniał Jacek Domejko, dyrektor Szpitala Latawiec. Co sprzyja, a co utrudnia pozyskiwanie środków na inwestycje w naszych szpitalach? Na to pytanie odpowiadał Józef Tomasz Juros, dyrektor generalny EMC Instytutu Medycznego SA: - Najważniejszym czynnikiem stymulującym inwestycje jest pacjent i jego oczekiwania, a także wymogi rynku usług medycznych, zapotrzebowanie i wymagania NFZ, wreszcie oczekiwania samorządów lokalnych - wliczał dyrektor Juros. Na długiej liście ograniczeń hamujących procesy inwestycyjne wskazał m.in. brak jasnych reguł inwestowania w polskiej ochronie zdrowia: - System ten oparty jest na kontraktach z NFZ. Fundusz płaci jednak wyłącznie za procedury medyczne, natomiast nie przewiduje finansowania infrastruktury medycznej i jej odtwarzania - zaznaczył Józef Tomasz Juros. Do tej tezy odniósł się Artur Puszko, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu: - Fundusz rzeczywiście nie finansuje inwestycji, ponieważ zgodnie z prawem obowiązek ten spoczywa na organie założycielskim. W tym kontekście mamy szczęście, że małopolski samorząd wojewódzki jest otwarty na potrzeby inwestycyjne m.in. naszego szpitala. Jednym z ważniejszych planowanych przedsięwzięć w Nowym Sączu jest Centrum Onkologii. W przetargu wybrany już został wykonawca. Dyrektor Puszko wymienił także m.in. wdrażany w nowosądeckim szpitalu system elektronicznej ewidencji czasu pracy z wykorzystaniem rozwiązań biometrycznych (linii papilarnych pracowników).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum