Wszyscy chcą stabilizacji

Autor: Piotr Wróbel, Wojciech Kuta • • 24 czerwca 2010 10:47

Finałowa debata cyklu regionalnych konferencji Rynku Zdrowia

Katowicka debata "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa", zwieńczyła trzecią już edycję cyklu regionalnych spotkań przygotowanych przez redakcję i wydawcę miesięcznika Rynek Zdrowia. Finałowa konferencja cyklu odbyła się 31 maja br. w ramach II Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

W stolicy Górnego Śląska o najważniejszych problemach związanych m.in. z finansowaniem i organizacją lecznictwa w województwie rozmawialiśmy w gronie menedżerów opieki zdrowotnej, lekarzy, przedstawicieli samorządów i administracji państwowej, NFZ oraz ekspertów rynku medycznego.

Strategie samorządów

Mariusz Kleszczewski, członek Zarządu Województwa Śląskiego, przedstawił sytuację finansową szpitali marszałkowskich w regionie: - Przychody naszych jednostek w 2009 r. stanowiły 105% tych z roku 2008, ale w kosztach było to 110% i oczywiście nie jest to korzystna tendencja - mówił Mariusz Kleszczewski. - Warto jednak zaznaczyć, że rok 2008 był pierwszym, kiedy placówki te odnotowały dodatni wynik finansowy.

Wprawdzie spadają długoterminowe zobowiązania lecznic podległych samorządowi wojewódzkiemu, jednak, niestety, rosną krótkoterminowe oraz już wymagalne.

Jednym z elementów programu mającego powstrzymać te niekorzystne tendencje, a także zoptymalizować strukturę łóżek w woj. śląskim, jest plan konsolidacji niektórych placówek. Na pierwszy ogień poszła fuzja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego i Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie.

Argumenty, które przemawiały za tak głęboką reorganizacją tych jednostek, zaprezentował podczas dyskusji zarówno wicemarszałek Mariusz Kleszczewski, jak i Kazimierz Pankiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, o czym szerzej piszemy na str. 5.

- Planujemy w przyszłości skoncentrowanie się na 26 jednostkach strategicznych dla regionu. Pozostałe nie muszą być prowadzone przez samorząd województwa - dodał Mariusz Kleszczewski.

Z inwestorami zewnętrznymi

Minione cztery lata upłynęły pod znakiem przekształceń szpitali, które wcześniej były SPZOZ-ami prowadzonymi przez samorząd miejski Katowic. Ten okres podsumowała Krystyna Siejna, wiceprezydent Katowic: - Byliśmy organem założycielskim dla 7 szpitali, obecnie jesteśmy nim praktycznie dla dwóch, a po 2011 r. chcemy skupić się jako samorząd na działalności jednego szpitala - mówiła Krystyna Siejna, przypominając przekształcenia katowickich lecznic, m.in. z udziałem inwestorów zewnętrznych.

W jednej z nich powstały niepubliczne zakłady: opieki długoterminowej, laryngologii i chirurgii szczękowej. Z kolei Szpital Bonifratrów wrócił do dawnego, zakonnego właściciela.

Katowicki Szpital Geriatryczny - dawniej SPZOZ - po przekształceniu funkcjonuje jako spółka, do której miasto wniosło nieruchomość, a działalność medyczną powierzono wrocławskiemu EMC Instytutowi Medycznemu.

W dniu naszej konferencji, 31 maja br., uchwałą Rady Miasta rozpoczęła się likwidacja SPZOZ Szpitala Urologicznego w Katowicach. W tym przypadku przyszły inwestor będzie modernizował dzierżawioną od miasta nieruchomość.

Placówką, która nadal ma być prowadzona i rozwijana przez katowicki samorząd jest Szpital Miejski w Katowicach Murckach. - Planujemy w tej jednostce poważne inwestycje, obejmujące m.in. blok operacyjny, centralną izbę przyjęć i nowy oddział intensywnej terapii - powiedziała wiceprezydent Katowic.

Podczas konferencji goście nawiązali do tematyki naszego raportu z majowego wydania Rynku Zdrowia, dotyczącego organizacji systemu ratownictwa medycznego.

Zdaniem Artura Borowicza, dyrektora Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach i członka Zarządu Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SPZOZ, służba, jaką jest pogotowie, musi posiadać rezerwy operacyjne. To uwaga w dyskusji na temat udziału podmiotów prywatnych w tworzeniu systemu ratownictwa medycznego, wywołującej nie mniejsze emocje niż komercjalizacja szpitali. - Jest rzeczą niedopuszczalną w moim przekonaniu, żeby powiat zabezpieczały karetki specjalistyczna i podstawowa należące do dwóch różnych podmiotów - twierdził doktor Borowicz, mając na myśli problemy z koordynacją działań ratowniczych.

Związek Pracodawców Ratownictwa Medycznego SPZOZ chce, aby kontraktowano całe rejony operacyjne, np. powiaty, a nie osobno pojedyncze zespoły. - Nie jesteśmy przeciwko małym podmiotom - przekonywał Borowicz szefujący drugiemu pod względem wielkości pogotowiu w kraju, dodając, że i w samym Związku są pogotowia posiadające 3-4 karetki. Według niego, dla systemu dobrą rzeczą byłyby kontrakty 5-letnie na świadczenie usług ratownictwa medycznego. To pozwoliłoby na lepsze zaplanowanie aplikowania przez pogotowia o środki unijne.

Jeszcze lepszym rozwiązaniem w opinii Borowicza byłyby rokowania uwzględniające przede wszystkim ciągłość zapewnienia świadczeń oraz jakość zaplecza, w tym karetki zapasowe, jakimi dysponują pogotowia.

Powrócił temat wycen

procedur według Jednorodnych Grup Pacjentów. Dr Ewa Emich-Widera, dyrektor naczelna SP Szpitala Klinicznego nr 6 w Katowicach - Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka przypomniała, że uwagi wnoszone przez dyrektorów szpitali dziecięcych i praca specjalnego zespołu spowodowały, że niemal we wszystkich podspecjalizacjach pediatrycznych dokonano zmian wycen. Wśród tych specjalności, które reprezentowane są w katowickim Centrum, neonatologia potencjalnie może liczyć na największy wzrost kontraktu - o ponad 700 tys. zł.

- Zmiana wycen przyniesie szpitalowi około 3 mln zł przychodów więcej, co stanowi 5% zeszłorocznego kontraktu i jest to mniej więcej taka kwota, jakiej Fundusz nie dopłacił szpitalowi za zeszły rok - przekazała Ewa Emich- Widera, zaznaczając, że doszacowanie procedur przeprowadzono, ale trzeba jeszcze znaleźć pieniądze na zapłacenie świadczeniodawcom.

Przekonywała też, że procedury w klinikach powinny być wyżej wyceniane, nawet jeśli nie zawsze są bardziej skomplikowane, niż te przeprowadzane w szpitalach o niższym poziomie referencyjności: - Szpitale kliniczne są tymi ostatniej szansy, tam trafiają skomplikowane przypadki. U nas to, że procedury są tak bardzo kosztowne, wynika przede wszystkim stąd, iż pacjenci wymagają wielu konsultacji i podejścia wielospecjalistycznego - tłumaczyła dyrektor.

Pytana o oczekiwania dotyczące zapisów w tworzonym projekcie ustawy o szpitalach klinicznych, powiedziała, że obok wielu innych kwestii warto rozważyć zawarcie w ustawie odniesień do polityki samorządów, tak by samorząd "mógł, a nawet powinien wspierać szpitale kliniczne", np. proporcjonalnie do populacji dzieci leczonych z konkretnego miasta. Jak powiedziała dr Emich-Widera, zarządzany przez nią szpital leczy wiele dzieci z rejonu Katowic i niedawno uzyskał wsparcie od tego miasta - ok. 1 mln zł na informatyzację.

Dr Henryk Kawalski, dyrektor Lecznicy Dzieci i Dorosłych - Szpital im. Mościckiego w Chorzowie, przyznał, że pierwsze pięć miesięcy 2010 roku były dla tej prywatnej placówki wręcz fatalne: - Kontrakt z NFZ mamy aż od 10% niższy od ubiegłorocznego. Nie będę jednak narzekał, gdyż w przeciwieństwie do publicznych ZOZ-ów mam prawną możliwość pozyskiwania środków dzięki świadczeniom odpłatnym. Jest też zapewnienie płatnika, że zmniejszy się dysproporcja między kontraktami prywatnych i publicznych ZOZ-ów.

Dyrektor Kawalski przypomniał, że do zrównania podmiotów publicznych i prywatnych jest jeszcze w Polsce daleka droga: - Wprawdzie publiczne jednostki nie mogą pobierać opłat za usługi, ale niepubliczni świadczeniodawcy są obciążeni podatkiem CIT, którego nie płacą "publiczni".

Kontrakty jednak w górę

Właśnie oczekiwana korekta kontraktów, tym razem w górę, związana z wpływaniem do budżetu NFZ większych niż początkowo zakładano pieniędzy ze składek - była jednym z ważniejszych tematów poruszanych podczas katowickiej konferencji.

Marcin Pakulski, zastępca dyrektora ds. medycznych Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, przypomniał, że na początku 2010 roku oddział miał budżet o około 200 mln zł mniejszy niż rok wcześniej.

Marcin Pakulski przekazał, że z dodatkowego finansowego tortu, jaki ma do podziału Centrala NFZ, Śląskowi przypadnie około 280 mln zł. Na leczenie szpitalne oddział planuje wydać dodatkowo około 130 mln zł. - To wydaje się sporo, ale jeśli wziąć od uwagę budżet oddziału, który mieści się w granicach 7 mld zł, to nie rozmawiamy o kwocie, która dawałaby komfort swobody podejmowania decyzji co do finansowania świadczeń - przestrzegał przed nadmiernymi oczekiwaniami.

Mówiąc o miejscach, gdzie mogą zostać skierowane dodatkowe pieniądze, dyrektor Pakulski wymienił m.in. chemioterapię, w której - nawet bilansując nadwykonania z niewykonaniami - NFZ i tak musi dołożyć pieniądze. Oprócz świadczeń wrażliwych, NFZ chce się też ponownie przyjrzeć finansowaniu tych specjalności, w których nastąpiły największe, nawet sięgające 30% ubytki w finansowaniu, np. w rehabilitacji.

Będzie to jednak - według słów dyrektora Pakulskiego - czynione "z dużą dozą ostrożności". Mówił: - Zadziwia nas nonszalancja niektórych świadczeniodawców w rehabilitacji ambulatoryjnej, która nie jest rodzajem świadczeń wymagającym natychmiastowego działania, a tutaj nadwykonania mamy w dużej ilości.

NFZ chce rozważyć dofinansowanie specjalistyki ambulatoryjnej, co jednak i tak nie zawsze jest równoznaczne z jej dostępnością w peryferyjnych rejonach województwa, bo pojawia się problem braku specjalistów: - Mamy szereg wniosków dotyczących przesuwania środków z gastroenterologii, co świadczy o tym, że umowy nie są realizowane. To sygnał dla nas, by baczniej się przyglądać tym jednostkom, które mają realizować umowy w deficytowych specjalnościach.

Marcin Pakulski zapowiedział też bardziej zdecydowane egzekwowanie realizacji świadczeń w trybie doraźnym, pilnym, w tych jednostkach, które mają zapewnić pomoc pacjentom o każdej porze dnia i nocy. Według dyrektora Pakulskiego, jednostki muszą też poprawić rozliczanie przyjęć pacjentów z innych województw, gdyż zwlekanie z tymi rozliczeniami powoduje, że nie są wykorzystywane kwoty upoważnień z innych oddziałów przeznaczone na leczenie osób migrujących na Śląsk.

Współpraca zamiast rywalizacji

Prof. Andrzej Bochenek, wiceprezes zarządu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca Sp. z o.o. pokreślił, że dzięki temu, iż NFZ zdecydował się finansować także prywatne szpitale kardiologiczne, Polska jest dzisiaj w Europie krajem stawianym za wzór pod względem rozwiązań przyjętych w postępowaniu z chorymi na zawał serca: - Daj Boże innym, aby gdzieś leczenie kardiologiczne potrafili tak zorganizować jak u nas - przekonywał profesor, przypominając, że często rodacy niesłusznie krytykują polską służbę zdrowia, nie doceniając tego, co mimo kłopotów z finansowaniem oferuje im nasz system.

Profesor Bochenek przypomniał też, że Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca Sp. z o.o. swoją pierwszą pracownię hemodynamiczną przeprowadzającą zabiegi angioplastyki uruchomiły w małym Ustroniu, co inni świadczeniodawcy uznali za zaskakującą lokalizację. Jak zapewniał, wybrano ją ze względu na dobro pacjenta. Pytał i przekonywał z pasją: - Dlaczego mają istnieć tylko doskonale finansowane i wyposażone publiczne centra, w których profesorowie będą chodzić z wysoko podniesioną głową, bo wszyscy będą chcieli u nich załatwić zabieg? Mamy bardzo dużo mądrych, wykształconych lekarzy. Oni w szpitalach niepublicznych mogą wykonywać te same procedury hemodynamiczne, które realizuje się w klinikach.

Jednocześnie przypomniał, że kliniki pełnią rolę dydaktyczną i muszą być z tego powodu lepiej finansowane. - Prywatna i publiczna służba zdrowia nie mogą być dla siebie konkurencją, lecz powinny się uzupełniać, bo mają inne zadania w systemie - przekonywał.

Andrzej Drybański, dyrektor Szpitala Klinicznego Nr 1 im. Prof. Stanisława Szyszko w Zabrzu zwrócił uwagę na potrzebę zdefiniowania tego, czym jest w ogóle szpital: - Dopiero później należy ustawowo określić, czym jest szpital kliniczny, którego dyrektor nie ma obecnie wpływu m.in. na wybór ordynatorów.

Trzeba też wprowadzić właściwe zasady wyceny i finansowania dydaktyki w placówkach klinicznych. Bo na razie nasz szpital do tej dydaktyki dopłaca, a w zasadzie ją utrzymuje - przyznał dyrektor Drybański.

Iwona Łobejko, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu, reprezentowała jeden z 13 polskich szpitali, w którym ma powstać centrum urazowe. Jak przekazała, nie wiadomo jeszcze jak będą finansowane te placówki, a jednocześnie już nakłada się na nie obowiązek dostosowania wszystkich oddziałów do bardzo wysokich standardów, jakie muszą spełniać centra. - O ile my jako dyrektorzy przyszłych szpitali-centrów urazowych, także organy założycielskie, rzeczywiście posunęliśmy się bardzo daleko w pracy nad projektem rozporządzenia i faktycznie możemy wpływać na jego zapisy, to nadal nie wiemy, czy procedury w szpitalach ratowniczych NFZ będzie traktował jak nielimitowane, czy też wejdą one w kontrakt planowany - tłumaczyła dyrektor Łobejko, dodając, że takie szpitale mogą mieć poważne kłopoty z zachowaniem dyscypliny finansowej.

Zwróciła też uwagę na brak stabilności wymaganych standardów sprzętowych, które "są pisane w Warszawie". W jej opinii na kształt tych standardów ma wpływ lobbing firm. - Czy stać nas na ustawiczną wymianę co 3-4 lata bardzo drogich urządzeń? - pytała dyrektor sosnowieckiego WSS.

Tadeusz Urban, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Zabrzu i zarazem prezes Śląskiego Związku Pracodawców Zakładów Opieki Zdrowotnej powiedział, że w tym i minionym roku najbardziej pracę menedżera utrudnia mu brak stabilizacji. - Mam wrażenie, że znowu nie wiemy, co dalej robić z systemem, a szczególnie ze szpitalami klinicznymi - mówił, nadmieniając, że kieruje szpitalem, dla którego organem założycielskim jest co prawda samorząd województwa, ale posadowione są w nim cztery katedry i kliniki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Małgorzata Kucytowska, wiceprezes Zarządu, Mysłowickie Centrum Zdrowia Sp. z o.o., wyjaśniała, dlaczego władze Mysłowic w połowie 2008 r. zdecydowały się przekształcić SPZOZ w spółkę prawa handlowego: - Był to wynik poszukiwania sposobu poprawienia funkcjonowania zadłużonego szpitala. Po roku działalności w formie spółki strata wynosiła już tylko 35% tej z poprzednich lat, mimo że przejęliśmy wszystkich pracowników i pełne świadczenia dawnego SPZOZ-u.

Po przekształceniu ciągle jesteśmy pod obstrzałem opinii publicznej, spółce dokładnie patrzy się na ręce... Jednak spółka wcale nie musi przynosić zysku, ale przede wszystkim musi się bilansować - przekonywała Małgorzata Kucytowska.

Wykorzystajmy ten potencjał

W części panelu dyskusyjnego o finansowaniu wybranych terapii specjaliści wypowiadali się m.in. o leczeniu chorób reumatycznych i nowotworów w woj. śląskim.

- Wiele emocji wzbudzają programy terapeutyczne w raku piersi i nerki, m.in. za sprawą nacisków środowisk pacjentów.

Jeżeli lek wypada z programu, praktycznie nie może już być stosowany - mówił dr Wojciech Poborski, ordynator Oddziału Onkologii Szpitala im. Stanisława Leszczyńskiego w Katowicach. Przyznał także, iż "przekleństwem" jest rozliczanie tzw. leków charytatywnych, gdyż część hurtowni kupuje je poza Polską, co stwarza problemy formalne.

- Także z przyczyn formalnych są trudności z zachowaniem ciągłości leczenia na przełomie roku, co dotyczy zarówno chemioterapii niestandardowej, jak i programów terapeutycznych - dodał dr Poborski.

- Dostęp do chemioterapii niestandardowej jest nieco lepszy niż w ubiegłym roku, ale wiele jest jeszcze do poprawienia - stwierdził dr Aleksander Zajusz, zastępca dyrektora ds. klinicznych Centrum Onkologii w Gliwicach i podał przykład rezerw tkwiących w zasadach leczenia raka prostaty: - Prawie 80% pacjentów cierpiących na ten nowotwór na różnych etapach leczenia bierze leki hormonalne, kosztowne i obarczone wieloma skutkami ubocznymi. Tymczasem znacznie tańszą i skuteczną metodą jest zabieg, powodujący wprawdzie niepłodność, ale proszę mi wierzyć, że nie spotkałem chorego w wieku np. 70 lat, który planowałby powiększenie swojej rodziny... Stosowanie tego zabiegu dałoby rocznie ok. 10 mln zł oszczędności, dzięki czemu o 100% wzrósłby w naszym szpitalu dostęp do terapii niestandardowych.

O programach terapeutycznych w reumatologii mówił prof. Eugeniusz Kucharz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Reumatologii SUM, konsultant wojewódzki w dziedzinie reumatologii. Odniósł się m.in. do pracy Zespołu Koordynującego ds. Leczenia Biologicznego w Chorobach Reumatycznych, działającego przy Instytucie Reumatologii w Warszawie. Przypomnijmy, że od zeszłego roku kwalifikowanie pacjentów do leczenia biologicznego w reumatoidalnym zapaleniu stawów, wymaga łączenia się ze stroną internetową Instytutu, co bywa krytykowane przez niektórych specjalistów, twierdzących, że "trudno leczyć przez komputer".

- To nie jest leczenie przez komputer.

Praca Zespołu Koordynującego i możliwość kontaktowania się z nim pomaga załatwić wiele spraw przydatnych m.in. w trakcie leczenia ambulatoryjnego.

Pewna standaryzacja postępowania jest korzystna - zaznaczył prof. Kucharz, wskazując zarazem na minusy nowych rozwiązań: - Główne wady, to ogromna biurokratyzacja programów terapeutycznych, a także niestabilność wytycznych, które są zmienianie nawet 5 razy w ciągu roku - ubolewał profesor.

Z kolei dr Ryszard Wąsik, dyrektor Śląskiego Szpitala Reumatologiczno-Rehabilitacyjnego w Ustroniu, podkreślał małą efektywność medyczną oraz ekonomiczną polskich szpitali: - Nie wykorzystujemy potencjału wielu placówek, gdyż w pewnych obszarach nie ma pacjentów, a w innych tworzą się ogromne kolejki, jak choćby do wszczepiania endoprotez.

Na przyjęcie do naszego szpitala czeka ponad 6100 pacjentów, a łączny czas oczekiwania sięga aż 2190 dni.

Wielkie dostosowanie

W trakcie konferencji zapytaliśmy też o zaawansowanie inwestycji dostosowawczych w ochronie zdrowia.

Dyrektor Iwona Łobejko powątpiewała, czy niektóre szpitale, nawet te decydujące o bezpieczeństwie zdrowotnym obywateli, zdołają dostosować w pełni infrastrukturę do standardów zawartych w rozporządzeniu o kryteriach fachowych i sanitarnych, jakim będą musiały odpowiadać pomieszczenia i obiekty placówek ochrony zdrowia: - Te standardy są za wysokie jak na możliwości finansowania - mówiła Iwona Łobejko.

Na ten kłopot nakłada się następny: ogromne powierzchnie zaplecza w części szpitali zaprojektowanych w minionej epoce. Inwestycyjny rozmach spowodował, że w sosnowieckim szpitalu oddziały szpitalne zajmują 34 tys. metrów kw., a generujące koszty zaplecze - 30 tys. metrów kw. Dodatkowo oddany do użytku 22 lata temu, a budowany przez 20 lat gigantyczny szpital wymaga zainwestowania w mury i sprzęt ponad 300 mln zł na całkowite dostosowanie obiektu do ministerialnych wymagań.

W ciągu najbliższych pięciu lat Urząd Marszałkowski zainwestuje w szpital około 100 mln zł. Zdaniem dyrektor Łobejko, aby szpital mógł zarabiać, konieczne są mądre inwestycje w sprzęt i podejmowanie się wykonywania procedur "niszowych".

Taką decyzję podjęto w odniesieniu do okulistyki, gdzie na remont oddziału i zakupy wydano ok. 3,6 mln zł. - W okulistyce, właśnie z powodu braku sprzętu, w 2008 roku szpital miał niedowykonania i z przewidzianego na 6,5 mln zł kontraktu stracił 1,5 mln zł - przyznała dyrektor.

- Jesteśmy beneficjentami wielkiej troski samorządu - dziękował Tadeusz Urban, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Zabrzu, gdzie jedną z ostatnich inwestycji sfinansowanych przez samorząd województwa był remont i wyposażenie oddziału chirurgi ogólnej i bariatrycznej, na co przeznaczono 5 mln zł. Szpital wsparli też ostatnio radni miejscy Zabrza, przeznaczając 800 tys. zł na remont terenów zielonych. Według dyrektora, przesunięcie daty obowiązywania ministerialnego rozporządzenia o wymaganiach fachowych do 2022 roku jest zbawienne.

- Wiadomo, że tak dobre finansowo lata jak 2007 i 2008 pewnie jeszcze długo się nie powtórzą, stąd obawy o postęp inwestycji - argumentował, szacując na ok. 60% zrealizowanie w szpitalu zmian, jakie narzuca wspomniane rozporządzenie.

Także dr Ryszard Wąsik właśnie w samorządzie województwa dostrzega partnera do starań w aspirowaniu do funduszy na inwestycje. W ustrońskim szpitalu większość środków była pozyskiwana z Urzędu Marszałkowskiego w konkursach. - Zwykle modernizacje łączyliśmy też z restrukturyzacją, bo to najlepszy moment na dokonywanie zmian organizacyjnych - mówił dyrektor.

- Dlaczego by nie skorzystać z prywatnych funduszy przy budowie małych, ale nowoczesnych i wydajnych szpitali? - zachęcał do partnerstwa publicznoprywatnego prof. Paweł Buszman, prezes zarządu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca Sp. z o.o., przekonując jednocześnie, że samorządy nie muszą łożyć tak ogromnych pieniędzy na utrzymanie jednostek lecznictwa stacjonarnego.

Z kolei Piotr Regulski, wiceprezes zarządu Impel Cleaning Sp. z o.o. przekonywał, że jednym z perspektywicznych rozwiązań, jakie warto brać pod uwagę w wieloletniej strategii rozwoju szpitala, jest outsourcing, ale rozumiany jako jeden z elementów zarządzania. Firma zewnętrzna może np. zaoferować rozwiązania dotyczące optymalizacji zużycia energii, poprzez zmniejszenie jej kosztów czy zastosowanie korzystnych taryf, a nawet prowadzenie wspólnego przedsięwzięcia biznesowego.

- Takie rozwiązanie można przyjąć przy wykorzystaniu szpitalnej kotłowni, w której pojawiły się wolne moce - doprecyzował przykład Piotr Regulski.

Według Artura Borowicza, dobrym rozwiązaniem jest powierzenie zewnętrznym firmom przygotowywania wniosków o środki unijne. Jak tłumaczył, takie działanie sprawdza się w warunkach konkurencji: - Bo nasza metoda jest taka, że najpierw mamy pomysł, a potem szukamy programu, który pozwoliłby nam go zrealizować. Kiedy program rusza, jesteśmy przygotowani, by zgłosić się w pierwszej kolejności. W ten sposób wojewódzkie pogotowie zakupiło z unijnych środków 21 ambulansów, płacąc za nie tylko 15% ceny oraz sprzęt: defibrylatory, respiratory.

Serwisowanie: problem monopolizacji

Nasi goście rozmawiali też o jakości i kosztach serwisowania sprzętu medycznego. Wszyscy przyznali, że te koszty stanowią znaczącą pozycję w szpitalnym budżecie i stale rosną.

W oddziałach kardiologicznych prowadzonych przez Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca działają najlepsze dostępne serwisy techniczne. Średnio raz na 4 tygodnie dociera do klinik ekipa, która czyści i konserwuje sprzęt; również wymienia podzespoły, które z powodu zużycia potencjalnie mogą ulec uszkodzeniu. - Dzięki temu poważnych awarii jest bardzo mało - mówił prof. Paweł Buszman, dodając, że koszt takiego serwisu sięga w skali rocznej 10-20% wartości sprzętu, co jednak pozwala na jego optymalne wykorzystanie i przedłuża czas użytkowania.

- Problemem jest natomiast monopolizacja serwisów, która warunkuje dostęp do oprogramowania, będącego własnością firmy. Gdyby świadczeniodawcy potrafili złamać ten monopol, tak jak to jest w np. w USA, usługi serwisowe byłyby znacznie tańsze - rozważał prezes Klinik.

Jak przekazał Ryszard Rudnik, dyrektor Szpitala Rejonowego w Raciborzu, placówka ta posiadała, według stanu na koniec 2009 roku, 1183 sztuki sprzętu.

Koszty jego serwisowania w 2007 roku wynosiły 255 tys. zł, w 2008 roku - 538, w 2009 - już 640 tys. zł. - Samo zdiagnozowanie usterki na miejscu może kosztować 3 tys. zł, a godzina pracy technika to wydatek rzędu 300-400 zł - mówił Ryszard Rudnik, także krytykując serwisowy monopol producentów.

Dyrektorzy w dyskusji zwracali też uwagę, że bardzo istotne dla szpitali jest inwestowanie w systemy informatyczne.

Np. w raciborskim szpitalu, o czym wspomniał dyrektor Rudnik, wprowadzenie nowych narzędzi informatycznych pozwala na drobiazgowe poznanie kosztów własnych. - Będziemy mogli teraz rzetelnie rozmawiać z NFZ na temat wycen procedur - zapowiedział dyrektor Szpitala Rejonowego w Raciborzu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum